Wybory w Polsce z perspektywy niemieckich mediów

Październik 15, 2019

Wybory w Polsce  spotkały się zgodnie z oczekiwaniem ze sporym zainteresowaniem niemieckich mediów. Wygrana Prawa i Sprawiedliwości nie była dla niemieckich komentatorów zaskoczeniem. Uzasadnienia dobrych wyników szukano głównie w rządowych programach socjalnych, pomijając aspekty gospodarcze. Kwestie światopoglądowe sprowadzano głównie do domniemanego braku równouprawnienia środowisk LGBT.  Obszar ten staje się jedną z bardziej istotnych płaszczyzn sporu i  kolejną okazją do krytyki polskiego rządu. 

ZDF na straży polskiej demokracji

W przeddzień wyborów flagowy program informacyjny telewizji publicznej ZDF Heute Journal poświecił czterominutowy reportaż o sytuacji w Polsce. Reportaż nosił znamienny tytuł „Tradycja przeciw tolerancji – Polska przed wyborami.” Korespondencja poprzedzona została wprowadzeniem gospodarza programu, które warto przytoczyć w obszernych fragmentach:

„Jutro w Polsce wybrany zostanie nowy parlament. Unia Europejska ma wielkie problemy z tym, jak tamtejszy rząd traktuje kwestie praworządności. Polskie sądy stają się coraz bardziej zależne od rządu, media publiczne trzymane są na krótkiej smyczy, a dyskryminowanie mniejszości staje się polityką rządową. Mimo to jutro PiS zdobędzie – i to z dużą przewagą – najwięcej głosów. [Wygra] partia Jarosława Kaczyńskiego, który wprawdzie nie sprawuje żadnego urzędu państwowego, ale dzierży w państwie władzę. Zapytaliśmy naszą warszawską korespondentkę, jak to możliwe? W czasie zimnej wojny Polacy byli przecież odważnymi ‘lodołamaczami’.  Stawiali opór w imię demokracji.” – dziwił się dziennikarz.

Relacja wideo rozpoczyna się od pokazania, jak wielkie emocje towarzyszą kampanii wyborczej. Warszawska zwolenniczka PiS demonstracyjnie niszczy rozdawany na ulicy bezpłatny egzemplarz Gazety Wyborczej. Głos korespondentki informuje, że „liberalna gazeta” otwarcie zachęca do głosowania na opozycję, co zostaje uznane za działanie polaryzujące, lecz jednocześnie „znamienne”. W materiale podkreślona zostaje znaczna przewaga PiS, co spowodowane ma być przede wszystkim programami socjalnymi typu 500+, czyli znanym w Niemczech „Kindergeld”. Zdaniem korespondentki ze świadczeń najbardziej profitują mieszkańcy małych miast, którzy nie interesują się „zawłaszczaniem mediów i sądów”. Podkreślone zostają związki PiS z kościołem, który „wspiera go w kampanii”. Następnie uwaga widzów skierowana zostaje na tzw. „walkę kultur”, której emanacją są coraz liczniejsze parady równości. W kadrze widzimy „rozwścieczonych” przeciwników parad, a zaraz potem uśmiechniętą twarz opozycji – Małgorzatę Kidawę-Błońską, która działa na rzecz „tolerancji i niezawisłości sądów”. Korespondentka przybliża również postulaty Lewicy: „antyklerykalizm i akceptację homo-małżeństw”. Dziennikarka nie ma wątpliwości, że PiS wygra wybory, zastanawia się jednak  „czy PiS zdobędzie absolutną większość, by móc nadal ‘reformować Polskę’ – jak sam to określa”. Ironiczny ton ostatnich słów nie pozostawia wątpliwości, komu sprzyja ZDF.

Po tego typu, nacechowanych co najmniej stronniczością reportażach, trudno nie dostrzec związku z wynikami wyborów wśród tamtejszej Polonii. W Niemczech zdecydowanie    wygrała Koalicja Obywatelska zdobywając 42,98 % głosów (PIS 25,11 %).  Można odnieść wrażenie, że dziennikarzom ZDF szczerze zależy, aby Polska wreszcie przyjęła lewicowo-liberalne wartości.

Cień reparacji

Dzień po wyborach Heute Journal komentował wygraną „narodowych konserwatystów” w pełnym troski i smutku tonie, obawiając się daleko idącej reformy sądownictwa.  „Wyborcy ponownie zgodzili się na osłabianie filarów demokracji (…) Te wybory będą miały konsekwencje dla Polski i Niemiec”  – ostrzegał prowadzący program dziennikarz ZDF.

W relacji wideo podsumowującej wybory widać nieskrywaną niechęć do PiS. „Tryumf ma jedno imię: Jarosław” – informuje głos lektora na tle obrazów radości ze sztabu wyborczego Prawa i Sprawiedliwości. „PiS Kaczyńskiego uzyskał prawie 44 % głosów. [Stało się tak dzięki] zaostrzeniu kampanii przeciwko zachodniemu stylowi życia, przeciw małżeństwom homoseksualnym i przeciw Niemcom” –informuje głos lektora.  W materiale z Warszawy pokazane zostają obrazy naklejania plakatów w języku angielskim wzywających Niemców do zapłacenia reparacji wojennych.

„Żądanie reparacji nie jest nowe i nie mówi o tym tylko Kaczyński, ale pokazuje ono metodę działania typową dla PiS. (…) Od czterech lat PiS pokazuje w jaki sposób chce stworzyć z Polski silne państwo – swoje państwo” – słyszymy w materiale.  Następnie lektor wymienia działania, które zdaniem ZDF miały pomimo sprzeciwu Brukseli zaszkodzić praworządności: przejęcie Trybunału Konstytucyjnego oraz reforma sądownictwa. Z komentarza można się dowiedzieć, że kolejnego zaostrzenia kursu względem sądownictwa można będzie spodziewać się po majowych wyborach prezydenckich. Relacja wideo kończy się przypomnieniem, że wysokość roszczeń, jakich domagają się politycy PiS wynosi 800 miliardów euro. Co ciekawe autorzy reportażu zwracają uwagę na brak w niemieckich archiwach oryginalnego dokumentu, potwierdzającego zrzeczenie się przez Polskę w 1953 roku reparacji wojennych. Wyraźnie widać, jak podsycana jest niechęć do polskiego rządu. Być może kluczem do zrozumienia determinacji, z jaką od czterech lat w mediach niemieckich krytykowany jest PiS, jest właśnie kwestia reparacji wojennych.

Powyborcze komentarze prasy niemieckiej

Wybory odbiły się szerokich echem w niemieckiej prasie. Uważany za konserwatywny dziennik Frankfurter Allgemeine Zeitung dopatruje się przyczyn zwycięstwa PiS w programach socjalnych.

„Świadczenia na dzieci, obniżenie wieku emerytalnego, zwolnienia podatkowe dla osób poniżej 26 roku życia, jednorazowa wypłata dla seniorów – partia nie tylko obiecywała, ale też dotrzymała słowa. W dodatku wielu Polaków podziela nieprzychylną postawę wobec migrantów, a reforma wymiaru sprawiedliwości jest dla nich tematem abstrakcyjnym” –  czytamy w pierwszym artykule po wyborach.

Podobne uzasadnienie dla zwycięstwa PiS znajdujemy w zamieszczonym 14.10.2019 artykule: „Narodowy i socjalny” (National und Sozial) autorstwa Reinharda Vesera.

„Opozycja w Polsce starała się przedstawić wybory parlamentarne jako stracie demokracji z autorytaryzmem. Zasadniczo miała rację. Nardowi konserwatyści z PiS w ciągu czterech lat od ich zwycięstwa w 2015 roku wykazali się brakiem poszanowania dla demokratycznych zwyczajów i państwa prawa” – stwierdza publicysta FAZ, powielając obiegowe opinie większości niemieckich mediów.

Szukanie odpowiedzi

Jak większość komentatorów Veser  upatruje przyczyn sukcesu PiS przede wszystkim w świadczeniach socjalnych. „(…) PiS uzyskał w porównaniu z wyborami sprzed czterech lat zdecydowanie więcej głosów – i to przy frekwencji, która nie miała sobie równej w demokratycznej Polsce.   Oprócz dobrej koniunktury gospodarczej przyczyną zwycięstwa jest spełnienie przez PiS obietnic danych wyborcom w 2015 roku: szczególnie dotyczących 500+” – zauważa Veser. „To nie wyjaśnia jednak wszystkiego: w pieniądzach, które otrzymali, wielu Polaków dostrzega zauważenie ich potrzeb przez polityków. Nie doświadczyli tego wcześniej” – kontynuuje swój wywód publicysta.  Obserwacja Vesera jest po części słuszna. Podobnie jak inni dziennikarze niemieccy nie dostrzega on jednak ogromu cynizmu i pogardy bijącej choćby z ujawnionych nagrań Sławomira Neumanna, które przełożyły się na wyborczą klęskę PO w Tczewie. Dostrzeżenie sprzeczności głoszonych przez opozycję haseł o praworządności z cynizmem codziennej polityki pozwoliłoby lepiej zrozumieć motywacje konserwatywnych wyborców. Byłoby to jednak niezgodne z dominującą narracją o szlachetnej opozycji walczącej z autorytarnym PiS-em.

Jak zauważa Veser, wielu Polaków nie skorzystało z transformacji i w poprzednich latach czuło się pozostawionymi samemu sobie. „Wykorzystali to narodowi konserwatyści z PiS. Konserwatyzm i nacjonalizm ważny jest dla części wyborców (…) dzięki swojej zasadniczo socjaldemokratycznej polityce socjalnej PiS zdołał pozyskać nowych wyborców. Opozycja nie potrafiła zmierzyć się z tym programowo i personalnie. Dla demokracji to zła wiadomość” – podsumowuje swoje rozważania Veser, popełniając jednocześnie błąd logiczny. Dlaczego zwycięstwo konserwatystów ma być złą wiadomością dla demokracji, skoro odbyło się ono w wyniku demokratycznych wyborów, przy rekordowej frekwencji i za sprawą rozszerzenia własnego elektoratu? Można byłoby pomyśleć, że demokracja ma się dobrze tylko wtedy, gdy wygrywają partie, którym sprzyjają opiniotwórcze kręgi w Niemczech.

Sprzeczności i stronniczość widoczne w artykule zostały szybko dostrzeżone przez czytelników FAZ, którzy odpowiedzieli sarkazmem w komentarzach pod tekstem. Inni przytoczyli liczne, z reguły przemilczane dane statystyczne na temat polskiego wzrostu gospodarczego, redukcji zadłużenia  i wyrównywania różnic społecznych.

Wielkie rozczarowanie

Swojego  rozczarowania wynikami wyborów nie kryje Florian Hassel z  lewicowo-liberalnego dziennika Süddeutsche Zeitung. W artykule „Drogo kupione zwycięstwo” (Teuer erkaufter Sieg), którego dwie wersje ukazały się 14.10.2019 w internetowym wydaniu Süddeutsche Zeitung niemiecki publicysta nie tylko daje upust swojej niechęci do PiS, ale uderza też w ogólniejsze tony na temat Polaków.

„To mit, że przy obalaniu komunizmu Polacy byli pionierami i angażowali się bardziej, że bardziej kochają wolność i demokrację niż inne narody. (…) Polacy nigdy tak bardzo nie kochali wolności i się nie angażowali, choć związek zawodowy Solidarność [zjednoczony] wokół Lecha Wałęsy i liczący 10 milionów członków miał o tym świadczyć. Prawdziwych działaczy Solidarności podczas stanu wojennego było kilka tysięcy. Jak stwierdził to już w latach osiemdziesiątych warszawski historyk Franciszek Ryszka: co czwarty Polak był przeciwnikiem albo zwolennikiem systemu. Reszta była obojętna lub dbała tylko o swoje prywatne sprawy. Pod tym względem niewiele się zmieniło” – wyrokuje Florian Hassel.

We wcześniejszej wersji artykułu padły sformułowania mniej przyjemne, a nawet obraźliwe dla polskich wyborców.

„Wyborcy są przekupni, również Polska, niegdyś świecąca przykładem jako pionier demokracji, nie jest tu wyjątkiem. Na wygraną narodowo-populistycznej partii Prawo i Sprawiedliwość – która w wyborach odniosła najwyższe zwycięstwo od czasów upadku komunizmu przed 30 laty – złożyło się kilka przyczyn: słabość podzielonej opozycji; bezprzykładna propaganda państwowej telewizji, która od czasu przejęcia władzy przez PiS za sprawą manipulacji, przemilczeń i kłamstw szczególnie na wsi kształtuje opinię. Głównym powodem zwycięstwa PiS-u jest po prostu: kupowanie głosów.”

Pod hasłem „kupowanie głosów” niemiecki publicysta rozumie prowadzoną przez PiS politykę socjalną. Dziwne, że nie zauważa podobieństw do niemieckiej społecznej gospodarki wolnorynkowej – powodu do dumy całych pokoleń niemieckich demokratów.

Kontynuację konserwatywnych rządów Hassel widzi w ciemnych barwach. Uważa że nastąpi dalszy „demontaż państwa prawa i demokracji”.

„(…) że taki właśnie ma cel, z tego Kaczyński – właściwy premier Polski – nie robił przed wyborami żadnej tajemnicy. Ostatnie bastiony wolnego sądownictwa, przede wszystkim Sąd Najwyższy, zostaną w ciągu najbliższych miesięcy ograniczone. Kaczyński zakłada, że nowa komisja UE robi tylko dużo hałasu, a sankcje, które naprawdę dotknęłyby Polskę – czyli odebranie lub zamrożenie miliardowych dotacji z Brukseli – pozostaną tylko na papierze” – martwi się Florian Hassel.

***

W komentarzach wielu niemieckich publicystów widać żal i smutek z powodu przegranych przez opozycję wyborów. Słabo maskowana niechęć do PiS sprawia, że oceny  publicystów coraz bardziej odległe są od rzeczywistości. Zastanawiać musi fakt, że nawet w opiniotwórczym i skoncentrowanym na gospodarce  FAZ twarde dane i statystyki znajdujemy w komentarzach czytelników, a nie w artykułach czołowych publicystów.

Niemieckie media zdają się ulegać pewnej panice. Obawa przed katastrofą klimatyczną bije z alarmistycznych tekstów w Süddeutsche Zeitung, zaś probierzem demokracji i nowoczesności w Polsce staje się dla ZDF otwartość wobec ruchów LGBT. Niezauważanie polskiego rozwoju gospodarczego, modernizacji infrastruktury i dozbrojenia armii – realizowane przy zbilansowanym budżecie – sprawia, że obraz naszego kraju w niemieckich mediach jest wykrzywiony. Cieszyć się można, że wreszcie w pełni dostrzeżono prospołeczny wymiar konserwatywnych rządów w Polsce. Niemieckie społeczeństwo chyba lepiej od swoich publicystów rozumie, że jest to odzwierciedleniem rosnącej zamożności i społecznej wrażliwości państwa polskiego.

80. rocznica agresji sowieckiej na Polskę. Pamiętamy!

Wrzesień 17, 2019

Dzisiaj obchodzimy 80. rocznicę zbrojnej napaści ZSRS na Polskę, będącą od 1 września w stanie wojny z Niemcami. Agresja ze strony ZSRS, nazywana często „nożem w plecy” przypieczętowała IV rozbiór Polski.

17 września 1939 r. ZSRS złamał polsko-sowiecki pakt o nieagresji z 1932 r., realizując tym samym zobowiązania zawarte w tajnym protokole do paktu Ribbentrop-Mołotow. Armia Czerwona w liczbie ponad 600 tys. żołnierzy dokonała zbrojnej agresji na terytorium Rzeczypospolitej bez wcześniejszego wypowiedzenia wojny, łamiąc tym samym zasady prawa międzynarodowego. Po przekroczeniu granic wojska sowieckie napotkały opór ze strony jednostek Korpusu Ochrony Pogranicza i często improwizowanych oddziałów Wojska Polskiego.

(Fot. Kolumny piechoty sowieckiej wkraczające do Polski 17 września 1939/wikimedia commons)

Związek Sowiecki zagarnął obszar ponad 190 tys. km kw. z ok. 13 mln mieszkańców, a więc ponad połowę powierzchni II RP. Atakując Rzeczpospolitą żołnierze Armii Czerwonej dokonywali licznych morderstw, grabieży i gwałtów. Agresja ZSRS w dużym stopniu była nakierowana na eksterminację polskich elit. W trakcie walk z Sowietami zginęło ok. 6-7 tys. polskich żołnierzy, a ok. 20 tys. było rannych i zaginionych. Straty sowieckie wyniosły ok. 3 tys. zabitych i 6-7 tys. rannych. Do niewoli sowieckiej dostało się ponad 230 tys. żołnierzy, w tym ponad 10 tys. oficerów. Z kolei masowe wywózki na Syberię dotknęły w czasie wojny około 1 mln 350 tys. Polaków. Konsekwencją 17 września były również późniejsze zbrodnie w Katyniu, Twerze i Charkowie, gdzie w sumie zamordowano prawie 22 tys. obywateli polskich, w tym ponad 10 tys. oficerów Wojska Polskiego i policji.

28 września 1939 r. podczas wizyty Ribbentropa w Moskwie zawarty został „Traktat Sowiecko-Niemiecki o Granicy i Przyjaźni”, któremu towarzyszyły tajne protokoły dodatkowe. We wstępie do traktatu stwierdzano: „Rząd Rzeszy Niemieckiej i rząd ZSRS uznają, po upadku dotychczasowego państwa polskiego, za wyłącznie swoje zadanie przywrócenie na tym terenie pokoju i porządku oraz zapewnienie żyjącym tam narodom spokojnej egzystencji, zgodnej z ich narodowymi odrębnościami”.

Sowieccy zbrodniarze współodpowiedzialni za wybuch II wojny światowej i zbrodnie ludobójstwa na obywatelach II Rzeczypospolitej nigdy nie zostali pociągnięci do odpowiedzialności za swoje czyny.

Pamięć o 17 września 1939 roku jest szczególnie istotna, zważywszy na fakt, że w świadomości większości Rosjan II wojna światowa nie zaczęła się 1 czy 17 września, ale dopiero 22 czerwca 1941 roku wraz z atakiem Niemiec na ZSRS.

W tym szczególnym dniu pamiętajmy o obywatelach II Rzeczypospolitej będących ofiarami II wojny światowej.

Cześć ich pamięci!

Reduta Dobrego Imienia wygrywa kolejny proces z niemiecko–szwajcarskim koncernem Ringier Axel Springer!

Wrzesień 16, 2019

Reduta Dobrego Imienia wygrywa kolejny proces z niemiecko – szwajcarskim koncernem Ringier Axel Springer. Reduta prowadziła proces p. Janusza Fatygi, działacza antykomunistycznej opozycji, internowanego w czasach PRL. 13 września 2019 r. Sąd Okręgowy w Krakowie zobowiązał pozwanego – Wydawcę Fakt.pl do opublikowania na swojej stronie internetowej przeprosin za naruszenie dóbr osobistych oraz zapłatę zadośćuczynienia.

Reduta wygrała kolejną sprawę, tym razem o pamięć i honor osób ze środowiska opozycji antykomunistycznej w czasach PRL. Pan Janusz Fatyga – polski patriota, działacz opozycji został przez fakt.pl pokazany i podpisany jako „stalinowski sędzia” dodatkowo z paskiem na oczach niczym przestępca. Nie pozwolimy godzić w dobra osobiste osób, które walczyły o naszą wolność. Wydawca na swoim portalu umieszcza wizerunek człowieka z niewielkim jedynie paskiem na oczach – w taki sposób, że każdy go rozpoznaje – dodatkowo podpisuje wizerunek tego człowieka jako „stalinowski sędzia Henryk Kostrzewa” i nie poczuwa się do odpowiedzialności nawet by przeprosić. Dlatego musieliśmy wytoczyć proces, wygraliśmy a Ringier Axel Springer będzie przepraszać na swojej stronie i płacić. Nie ustaniemy w walce o dobre imię polskich bohaterów. Nie ma zgody na ich obrażanie przez niemiecką prasę w Polsce – mówi Maciej Świrski, prezes Reduty Dobrego Imienia.

Zdaniem dr Moniki Brzozowskiej – Pasieki, pełnomocnika Janusza Fatygi ta sprawa jest z pewnością niezwykle ciekawa pod względem prawnym.

Chodzi bowiem o pokazanie i podpisanie wizerunku uczciwego człowieka, opozycjonisty i patrioty jako stalinowskiego sędziego i jako przestępcę – podkreśla dr Monika Brzozowska – Pasieka.

Przypominamy: na stronie znanego dziennika Fakt24.pl, który jest wydawany przez niemiecko-szwajcarskie wydawnictwo Ringier Axel Springer Polska, ukazał się artykuł zatytułowany „SKANDAL Ogromne emerytury stalinowskich sędziów”, który w głównej mierze dotyczył osoby Henryka Kostrzewy, określanego mianem „zbrodniarza komunistycznego” generała brygady Wojska Polskiego, naczelnego prokuratora wojskowego – zastępcę prokuratora generalnego w latach 1984-1990 i zastępcę członka Trybunału Stanu w latach 1985-1989. Pomimo tego, że sama treść artykułu dotyczyła Henryka Kostrzewy, zdjęcie główne, które zostało umieszczone tuż pod tytułem artykułu, przedstawia osobę Powoda – Pana Janusza Fatygę.

Janusz Fatyga to działacz opozycyjny, prawnik, działacz „Solidarności” oraz „Komitetu Obrony Więzionych za Przekonania”. Aktywnie uczestniczył w podziemiu antykomunistycznym, za co był odznaczany wieloma odznaczeniami w wolnej Polsce.

To już trzeci wygrany przez Redutę Dobrego Imienia proces z wydawnictwem Ringier Axel Springer Polska.

W styczniu 2018 roku Maciej Świrski, prezes Reduty wygrał sprawę z redaktorem naczelnym Newsweek.pl dotyczącą tzw. polskich obozów koncentracyjnych. Na mocy tego wyroku sądowego, który podtrzymał także Sąd Najwyższy, redaktor naczelny opublikował sprostowanie wskazujące, że nieprawdziwa jest informacja o tym, że w Polsce znajdowały się polskie obozy koncentracyjne utworzone przez Polaków. Taka bowiem treść znalazła się w artykule opublikowanym przez Newsweek.pl pt. „Po wyzwoleniu nazistowskich obozów Polacy ponownie je otworzyli? »Mała zbrodnia« Marka Łuszczyny”.

Sukcesem zakończyło się również wsparcie dla Pana Krystiana Brodackiego, którego mama zginęła w Palmirach. W 2016 r. portal onet.pl umieścił zdjęcie z egzekucji w Palmirach, jako ilustrację do tekstu o kolaboracji i romansach Polek z Niemcami. Finalnie Reducie udało się wyegzekwować od koncernu 100 000 zł tytułem zadośćuczynienia dla pokrzywdzonego i przeprosiny na głównej stronie onet.pl w ramce ¼ ekranu!

Reduta Dobrego Imienia Polska Liga przeciw Zniesławieniom istnieje od sześciu lat. Zajmuje się m.in. inicjowaniem, wspieraniem działań mających na celu prostowanie nieprawdziwych informacji pojawiających się w mediach na temat historii Polski, zwłaszcza przebiegu II wojny światowej oraz propagowaniem wiedzy na temat historii i kultury polskiej.

Iskra Pamięci. Uczcij bohaterów, zapal znicz!

Wrzesień 12, 2019

14 września 2019 r. odbędzie się na Placu Marszałka Józefa Piłsudskiego w Warszawie „Iskra Pamięci”. Jest to patriotyczne wydarzenie, upamiętniające polskich obywateli, w tym oficerów, podoficerów oraz szeregowych Wojska Polskiego, których krew przelano w lasach katyńskich w 1940 r.

Celem inicjatywy jest pokazanie, że spuścizna żołnierzy, którzy oddali swoje życie dla ojczyzny, przetrwała do dziś, że Polska, za którą cierpieli i oddali życie nadal o nich pamięta i pamiętać będzie. Zapalając ponad 20 tysięcy zniczy, tworzących kształt polskiego orła wojskowego według wzoru z 1919 r., połączymy pokolenia i wspólnie oddamy hołd ofiarom.

Wydarzenie odbywa się pod Patronatem Narodowym Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Andrzeja Dudy w Stulecie Odzyskania Niepodległości.

80. rocznica wybuchu II wojny światowej – przegląd prasy niemieckiej

Wrzesień 4, 2019

Prezentujemy przegląd prasy niemieckiej w związku z obchodami 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej. Okrągła rocznica wybuchu wojny oraz wizyta prezydenta Niemiec Franka-Waltera Steinmeiera i kanclerz Angeli Merkel w Polsce znalazły się w centrum zainteresowania niemieckich mediów. W licznych artykułach zastanawiano się również, czy amerykański wiceprezydent odniesie się do kwestii reparacji wojennych, które stają się jedną z kluczowych kwestii we wzajemnych polsko-niemieckich relacjach.

Trudna wizyta

W obszernej korespondencji z Warszawy publicysta dziennika Die Welt Philipp Fritz zwraca uwagę na niespotykany skład niemieckiej delegacji. Obok prezydenta RFN do Polski przyjechała również niemiecka kanclerz. „Coś takiego prawie nigdy się nie zdarza. Pokazuje to, jak wielkie znaczenie dla niemieckiego rządu ma Polska – jest ona strategicznym partnerem, niezależnie od tego, która partia aktualnie rządzi w Warszawie.”
Decyzja o przyjeździe Angeli Merkel do Warszawy zapadła w Berlinie zaledwie kilka godzin po odwołaniu przyjazdu przez Donalda Trumpa – zauważa korespondent Die Welt. Fritz podkreśla wprawdzie, że huragan Dorian jest podawany jako „oficjalna” przyczyna, ale jednocześnie odrzuca nadzieje polskiej opozycji na spory między rządem PIS a amerykańską administracją:

„Nikt nie potrafi jednak uzasadnić, na czym miałyby polegać owe różnice zdań, szczególnie, że Polska i USA zgadzają się w wielu kluczowych kwestiach dotyczących obronności, stosunku do Chin i odrzuceniu niemiecko-rosyjskiego projektu rurociągu Nord Stream 2. W końcu od piątku trwają w Warszawie rozmowy amerykańskich wysłanników z przedstawicielami polskiego rządu”.

Nieoczekiwana obecność Angeli Merkel stanowiła wsparcie dla trudnej misji Steinmeiera, który przemawiał obok polskiego prezydenta i amerykańskiego wiceprezydenta. „W swoim przemówieniu [Steinmeier] musi wyrazić pokorę przed Polakami – ofiarami i ich potomkami. Jednocześnie uroczystości odbywają się w cieniu napięć w amerykańsko-polsko-niemieckich relacjach” – zauważa publicysta Die Welt.

Kwestia reparacji

Niemiecki korespondent zastanawia się, czy temat reparacji wojennych zostanie poruszony podczas oficjalnych wystąpień. Przypomina też, że premier Mateusz Morawiecki, minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz i prezydent Andrzej Duda wielokrotnie żądali odszkodowań za popełnione przez Niemców zbrodnie wojenne. „Rząd niemiecki uważa, że temat reparacji został prawnie zamknięty” – przypomina Philipp Fritz.
W opinii publicysty niedostateczne wydatki Berlina na obronność, są jednym z głównych punktów spornych w niemiecko-amerykańskich relacjach. „Czy Duda i Pence otwarcie poruszą drażliwy temat reparacji i wydatków na obronę? W tej właśnie kwestii Steinmeier będzie musiał wykazać się wyczuciem: Zachować szacunek, wziąć na siebie, jako głowa państwa niemieckiego, winę i odpowiedzialność – a jednocześnie ewentualnie reagować na doraźną politykę.” – uważa korespondent Die Welt. W dalszej części artykułu przytacza początek przemówienia niemieckiego prezydenta:

„Nie ma drugiego takiego miejsca w Europie, w którym z takim trudem przychodzi mi zabrać głos i zwrócić się do Państwa w mojej mowie ojczystej.” Zdaniem Philippa Fritza niemiecki prezydent z ulgą musiał przyjąć fakt, że Andrzej Duda w swoim przemówieniu nie poruszył kwestii reparacji. Korespondent Die Welt zawraca też uwagę, że Steinmeier pośrednio odniósł się do polskich oczekiwań kilka godzin wcześniej w Wieluniu:
„Nie możemy cofnąć wyrządzonej niesprawiedliwości i doświadczonego cierpienia. Nie możemy go też skompensować”.

Publicysta uważa, że Steimeier w Warszawie dokonał ucieczki do przodu: „Ponieważ mimo swojej historii dane było Niemcom stać się znaczącą siłą w Europie, to dlatego musimy więcej czynić dla Europy. Musimy więcej czynić dla bezpieczeństwa Europy i jej zamożności” – cytuje prezydenta niemiecki korespondent. „Czy jest to przyznanie się do tego, że Niemcy zbyt mało inwestują w obronność? Czy zamierzają w przyszłości w większym stopniu zważać na swoich partnerów?” – zastanawia się Philipp Fritz. Na koniec powraca do relacji transatlantyckich, wskazując na fakt, że Amerykanie uważają Polskę za wzorcowego członka NATO, który gotowy jest do wydawania nawet 2,5 % PKB na obronność. „Wydaje się, że relacje polsko-amerykańskie polepszają się w równie szybkim tempie, z jakim ochładzają się stosunki niemiecko-amerykańskie”.

Podwójne odszkodowanie

Temat reparacji wojennych pojawia się również w artykule Christopha von Marschalla „Reparacje i restytucja mienia żydowskiego. Strach przed wiceprezydentem i odszkodowaniami.” (Reparationen und Restitution an jüdische Alteigentümer. Die Furcht vor Trumps Vize und dem E-Wort). Berliński publicysta liberalnego dziennika Der Tagesspiegel uważa, że „Pytanie, co powie Pence – a nie powinno to znacznie odbiegać od tego, co chciał powiedzieć Trump – niepokoi doradców szefów państw Polski i Niemiec, Andrzeja Dudy i Franka-Waltera Steinmeiera”. Zdaniem Marschalla szczególne napięcie wywołuje kwestia reparacji i ma ona dotyczyć nie tylko Niemców, ale też i polskiej strony. Chodzi tu o restytucję mienia żydowskiego. Marschall sugeruje również, że utworzenie Fort Trump jest uzależnione od postępów w tej kwestii.

„Jeśli Pence poruszy w swoim przemówieniu kwestię odszkodowań dla Żydów, to położy się to cieniem na preferowanym przez PiS wyobrażeniu o braku bilateralnych kwestii spornych z USA i byciu ich idealnym sojusznikiem.” – uważa Marschall.
Wbrew obawom niemieckiego publicysty Mike Pence nie poruszył w swoim przemówieniu kwestii reparacji i restytucji. Wielokrotne podkreślenie bezmiaru poniesionych przez Polskę ofiar oraz męstwa Polaków mogło równać się tylko z przemówieniem Donalda Trumpa z 2017 roku.

Polska narracja

Uroczystości w Warszawie wywołały nieprzychylną reakcję izraelskiego dziennika Haaretz w artykule „Podczas uroczystości upamiętniających 80 rocznicę wybuchu II Wojny Światowej Polacy o jednym zapomnieli” (In Polish Ceremony Marking 80 Years Since WWII, the Poles Forgot One Thing, 02.09.2019). Ubolewano w nim nad rzekomym pominięciem ofiar Holocaustu i zwycięstwie polskiej narracji.

„Prawicowy nacjonalistyczny rząd Polski może świętować wielkie zwycięstwo. W długiej wojnie o „kulturę pamięci” – będącej celem, który obrał on sobie po objęciu władzy w 2015 roku – ostatni bastion został wczoraj zdobyty. Po ubiegłorocznym uznaniu przez Izrael polskiej narracji – która podkreśla cierpienia narodu polskiego i minimalizuje swój udział w cierpieniach innego narodu – teraz również Niemcy i Stany Zjednoczone zostały przekonane o słuszności polskich roszczeń” – czytamy w Haaretz.

Niemiecka interpretacja

Można odnieść wrażenie, że temat reparacji wojennych staje się coraz bardziej istotny dla niemieckich publicystów. Niemiecka prasa jest wyjątkowo konsekwentna i zgodna w sposobie przedstawiania poglądu niemieckiego rządu na kwestię reparacji. Z jednej strony otwarcie przyznaje olbrzymi rozmiar hitlerowskich zbrodni popełnionych w Polsce i moralną odpowiedzialność Niemiec, jednocześnie publicyści bez większych zastrzeżeń przytaczają prawną interpretację Berlina.

Przykładem może być artykuł wspominanego już publicysty Tagesspiegla Christopha von Marchalla, „Czy Niemcy muszą jeszcze płacić reparacje za zbrodnie wojenne?” (Muss Deutschland noch für Kriegsverbrechen zahlen?, 23.08.2019), który ukazał się na tydzień przed obchodami wybuchu wojny. Dziennikarz przytacza w nim pogląd rządu niemieckiego, że wszelkie żądania dotyczące reparacji zostały na gruncie prawa międzynarodowego ostatecznie zakończone wraz z Traktatem 2+4 w 1990 roku. Również polsko-niemiecki Traktat o dobrym sąsiedztwie z 1991 roku uznawał kwestię reparacji za zamkniętą.

Berliński publicysta przytacza poglądy niemieckich parlamentarzystów dotyczące reparacji. Wypowiedź Alexandra Müllera z liberalnej FDP można odczytać jako swoiste ostrzeżenie. „Müller ostrzega przed kompensowaniem strat. Wówczas wysiedleni [po wojnie Niemcy] mogliby zwrócić się do Polski z żądaniem odszkodowań za pozostawione domy i zakłady. <<Kiedyś wreszcie musi być z tym koniec>> ” – cytuje Marschall.

***

Bez wątpienia obchody rocznicy wybuchu II Wojny Światowej były godnym upamiętnieniem najtragiczniejszego wydarzenia w polskiej historii. Nieobecność prezydenta Donalda Trumpa była zaskoczeniem. Być może dzięki temu jeszcze wyraźniej mogły wybrzmieć słowa prezydenta Andrzeja Dudy o polskiej historii oraz Franka-Waltera Steinmeiera o niemieckiej winie. W kategoriach polityki historycznej, jakże dziś niezbędnej, obchody warszawskie okazały się wielkim sukcesem – w uroczystościach wzięło udział 40 delegacji zagranicznych. Przemówienie wiceprezydenta Mike’a Pence’a pełne było wspomnień o polskich ofiarach i bohaterskiej walce o wolność naszego narodu. Liczne odniesienia religijne nadały mu wyjątkowy wymiar, niezwykle rzadko spotykany w mowach europejskich polityków.

W komentarzach niemieckich publicystów wyraźnie widać było obawę przed poruszeniem przez Donalda Trumpa tematu reparacji wojennych. Nieco zaskakuje też jednolitość przekazu w tej kwestii oraz brak gotowości do głębszego i konsekwentnego rozpatrzenia polskich argumentów. Niewątpliwie jednak temat reparacji przenikał do świadomości niemieckiego społeczeństwa.

Obronić prawdę

Wrzesień 1, 2019

Obronić prawdę

I.

Druga wojna światowa była wydarzeniem, które wywiera na nas wpływ do dzisiaj. Jej skutki wszyscy odczuwamy – nie tylko dlatego, że wojna ta zmieniła granice Polski, a po niej nastąpiła prawie półwieczna okupacja sowiecka i idąca z nią zapaść cywilizacyjna. Odczuwamy je także przez to, kim są Polacy dzisiaj. Najazd niemiecki przerwał trwającą ledwie 20 lat odbudowę polskiej państwowości, zrujnował gospodarkę, strukturę społeczną, przyniósł śmierć milionom. A potem – kilka pokoleń żyło pod niesłychanie brutalnie narzuconym komunizmem i powstała zupełnie nowa kultura – mająca pewne związki z Polską przedwojenną, ale bardzo silnie obarczona naleciałościami zupełnie obcymi.

Polska została zubożona o tych, których zabrakło – profesorów, sędziów, artystów, oficerów, polityków, przemysłowców, duchownych – bo zostali zamordowani przez Niemców i Sowietów. Zabita została tamta wielonarodowa (mimo wszelkich prób ujednolicania) Rzeczpospolita, ze swoją niemal 1000-letnią kulturą, elitami i cywilizacją. Teraz na gruzach tamtej Polski, na której komuniści osadzili PRL według zasady negatywnej selekcji, staramy się – szukając okruchów minionego czasu – odbudować przynajmniej w części to, co zostało zmiażdżone wojną, terrorem, komunizmem, postkomunizmem i upływem czasu.

Patrząc wstecz poprzez zasłony niepamięci dostrzegamy tylko zarysy tego, co wydaje nam się ważne i co utrwaliły w jakiś sposób wspomnienia. Naturalną koleją rzeczy zostało zapamiętane to co niezwykłe, dramatyczne, niecodzienne, co wybijało się ponad zwykły bieg zdarzeń. Wybuch wojny i zniszczenie państwa dopiero co odbudowanego. Morderstwa masowe na nieznaną dotąd skalę. Zniszczenie marzeń Polaków, ale też zniszczenie ostoi dla narodów mieszkających w granicach Rzeczypospolitej, pomiędzy dwiema potęgami totalitarnymi – tej Rzeczypospolitej, która została odbudowana w kalekiej formie po traktacie ryskim i tej samej Rzeczypospolitej, która pomimo napięć etnicznych próbowała przynajmniej w jakiś sposób te żywioły pogodzić, stając się równocześnie celem ataków nacjonalistycznych Ukraińców, dywersji agentury komunistycznej i niemieckiej V kolumny. Bez względu na to, jaka była ta Rzeczpospolita – to jednak dopóki była niepodległa, zapewniała państwo prawa w swych granicach, ochronę życia swoich obywateli, wszystkich mieszkańców – nawet tych niezadowolonych z jej kształtu czy nawet istnienia.

II.

Bezdyskusyjnym jest twierdzenie, że gdyby nie zniszczenie państwowości polskiej przez Niemców wspomaganych przez Sowietów, gdyby nie okupacja, to Holokaustu by nie było. Po prostu. To ta wielonarodowa Rzeczpospolita wraz z chroniącym jej granic i suwerenności Wojskiem Polskim dawała gwarancję istnienia wspólnoty Żydów w jej granicach, a wiemy przecież, że w ówczesnym świecie nie byli bezpieczni – ani w Europie, wkrótce mającej się jednoczyć pod butem Niemiec, ani w Sowietach. Uchodźcy żydowscy z Niemiec nigdzie nie byli chętnie przyjmowani, co tak przejmująco opisał w swoich powieściach Remarque. Natomiast tak zwany „powszechny” antysemityzm w Polsce przedwojennej nigdy nie miał podłoża rasowego – w przeciwieństwie do Niemiec, gdzie stworzono pseudonaukę, która stała się uzasadnieniem Endlösung der Judenfrage. Żydom w Polsce nie groziło ani unicestwienie, ani ani powszechna ideologiczna rasowa dyskryminacja jak w Niemczech – a jak ta dyskryminacja wyglądała w „ojczyźnie filozofów i poetów” widać już było od razu po styczniu 1933 roku. Dzisiejsi tropiciele rzekomego faszyzmu w Polsce międzywojennej powinni przeczytać niemiecką ustawę o obywatelstwie z 1935 roku i porównać ją z polską ustawą o obywatelstwie z roku 1920 obowiązującą do końca istnienia Rzeczypospolitej.

III.

To co wojna nam przyniosła – zniszczenia, ruinę, brutalizację, ograbienie i wymordowanie ludności, upośledzenie gospodarcze, koszmar wywózek i gułagu, niemieckie obozy zgłady, które emanują do tej pory grozą śmierci i wciąż są gwałtem zadanym polskiej ziemi, utrata wielkich obszarów, uniwersytetów, kolebek kultury narodowej – to wszystko co przyszło do Polski wraz z Niemcami i Sowietami, powoduje, że my, współcześni Polacy, dziedziczymy traumę wojny. Dziedziczymy też traumę gwałtu zwanego „wyzwoleniem”. Ta trauma przechodzi z pokolenia na pokolenie.

Jest jeszcze jedna strata, która nie jest do końca uświadomiona – tragedia utraty naturalnej wielokulturowości, przypomnienia, że Polska przez stulecia swojego istnienia była wyborem, ojczyzną wielu narodów Europy wschodniej, ale również wygnańców i ofiar prześladowań religijnych i etnicznych na całym naszym kontynencie. Dawna Rzeczpospolita Obojga Narodów poprzez swoją różnorodność etniczną i religijną była bujnie kwitnącym drzewem wzbogacających się nawzajem i współistniejących obyczajów, wyznań i tradycji. Po I wojnie światowej odrodziła się tylko częściowo – można rzec, że z grobu wstała Korona Polska, podczas gdy tak ściśle związane z nią w unii Wielkie Księstwo Litewskie, będące przecież olbrzymim krajem, zostało rozczłonkowane. Polska przedwojenna odziedziczyła fragmenty ziem Wielkiego Księstwa, a one wniosły swój posag – wielokulturowość tworzoną przez pokolenia, teraz niezbyt chętnie widzianą, ale nadal owocującą. II wojna światowa przyniosła zupełną zagładę tego świata.

Po 5 latach wojny, 45 latach komunizmu, a potem prawie 30 latach postkomunizmu, z trudem tylko możemy sobie wyobrazić, na czym taka różnorodność polega i jak jest ożywcza dla rozwoju duchowego i kulturowego, dla pełni człowieczeństwa w naszej części Europy. Jednak, być może dlatego, że polski charakter narodowy rozwinął się w wielokulturowej Rzeczypospolitej, pomimo prawie pół wieku opresji totalitarnej, Polacy do dziś są tolerancyjni i raczej niezbyt mściwi, czego dowodem są chociażby różni zbrodniarze komunistyczni umierający we własnych łóżkach i nie niepokojeni przez nikogo.

Współczesny spór polityczny w Polsce jest między innymi dlatego tak ostry, że brakuje naturalnych hamulców, które były obecne w wielokulturowej Rzeczypospolitej – wolności obywatelskich wynikających z poszanowania przez wszystkich wspólnych pryncypiów – wiary w Boga, poszanowania prawdy, wolności słowa – a więc i poszanowania dla głoszenia i słuchania prawdy i wolności posiadania, poszanowania własnego i cudzego majątku. Dzisiaj, w dobie rewolucji anty-kultury zasianej na zgliszczach cywilizacji wynaturzonej bezprecedensowo okrutną wojną i półwiecznym eksperymentem komunistycznym te pryncypia są przez rewolucjonistów niszczone, a Polacy muszą bronić najbardziej podstawowych prawd i wartości.

IV.

Polska w powojennych granicach, z powojenną ludnością, przez 45 lat tresowana przez sowieckich czynowników wyszła z komunizmu pokiereszowana. Impuls, który dała Solidarność – niezwykłe zjawisko społeczne na masową przecież skalę, odwołujące się do tego, co w człowieku najlepsze – został w dużej mierze zmarnowany. Transformacja ustrojowa oparta na fałszywym paradygmacie liberalizmu utrzymała powojennych Polaków w mentalnym poniżeniu, wynikającym także z katastrofalnych warunków materialnych, w jakich większość z nas żyła. Dopiero wielka rewolucja godnościowa, która rozpoczęła się po 2015 roku zaczęła zmieniać ten stan rzeczy. Mimo pedagogiki wstydu i próby odrzucenia własnej historii nie tylko Warszawa obchodzi ze czcią rocznicę 1 sierpnia i oddaje hołd Powstaniu Warszawskiemu i jego bohaterom, spontanicznie, na cmentarzach i na ulicach. I nie są to martyrologiczne żale, ale świadectwo ciągłości odczuwania przez Polaków, także tych młodych, tego czym jest Polska i polskość. Jesteśmy w pochodzie pokoleń, dla których Ojczyzna jest cennym darem do przekazania następcom.

Słabości dzisiejszego polskiego społeczeństwa to przede wszystkim – oprócz niskiego kapitału społecznego – nadmierna pobudliwość wynikająca z autentycznej traumy narodowej, z PTSD (zespół stresu pourazowego) który jest udziałem większości. A z tego wynika fakt, że niezwykle łatwo wzbudzić w Polakach negatywne emocje i kierować je przeciw „wrogom”, że łatwo doświadczać zawodu, poczucia krzywdy, przekonania, że obojętny przecież świat robi nam przykrość, nie docenia nas, nie rozumie, ubliża nam. Rosjanie wydają się nas rozumieć lepiej niż my sami i grają w ten sposób na Polakach jak na klawiaturze. Dlatego tak łatwą metodą polityczną we współczesnej Polsce są nagonki, kampanie hejtu i „character assassination” – cała gama активные мероприятия, Active Measures. Wystarczy jeden tweet, a reszty dokonuje zbiorowa trauma.

V.

Zbrodnia Holokaustu jest jednym ze źródeł cierpienia współczesnych Polaków. Polska jest i była Ojczyzną wszystkich Polaków (a przypominam, że Polakiem jest ten, kto identyfikuje się z polskością, niezależnie od pochodzenia); jest i była dla nas wszystkich również zobowiązaniem. Okrutny los, który stał się udziałem i Żydów, i Polaków, te miliony ofiar, po których pozostał tylko popiół i ból ich nieobecności w polskim życiu wymaga prawdy. Właśnie tym zobowiązaniem wobec Polski – Ojczyzny jest prawda. Wszelkie zakłamywanie prawdy o okupacji niemieckiej i sowieckiej, o popełnionych zbrodniach i ich sprawcach – jest odbieraniem godności ofiarom zamordowanym podczas tej straszliwej wojny.

To Niemcy i Sowieci są wini wybuchu II wojny światowej. To Niemcy są winni Holokaustu. Państwo polskie nie istniało gdy Niemcy i Sowieci dokonywali zbrodni przeciw ludzkości na Narodzie Polskim, na polskich obywatelach wielu narodowości. To, że zarówno Niemcy jak i Sowieci znaleźli kolaborantów wśród obywateli Rzeczypospolitej wszystkich narodowości – Polaków, Żydów, Ukraińców, Białorusinów – faktu odpowiedzialności niemieckiej i sowieckiej za zbrodnie ludobójstwa nie zmienia.

Rząd polski i instytucje Państwa Polskiego nie ponoszą odpowiedzialności za wydarzenia w okupowanej Polsce. Nie było polskich oddziałów SS. Nie było Polski – i nie było też „udziału Polski w Holokauście”. To Niemcy zorganizowali systematyczną i uprzemysłowioną Zagładę na ziemiach okupowanej Polski i z całym drakońskim systemem prawnym przez siebie wprowadzonym uniemożliwiali Polakom pomoc Żydom. To Niemcy stopniowo zwiększali represyjność tego systemu prawnego, ponieważ pomoc Żydom była udzielana odruchowo, a wreszcie w sposób zorganizowany i tysiące Polaków zapłaciło za tę pomoc życiem. To niemiecka okupacja Polski oraz sowiecki podbój i prawie 50 letnia okupacja przyniesiona na bagnetach Robotniczo Chłopskiej Czerwonej Armii (RKKA) spowodowały najwyższe w okupowanej Europie straty ludnościowe, materialne, terytorialne i cywilizacyjne, które dopiero teraz staramy się oszacować.

Ofiarom jesteśmy winni prawdę, a my, ci wychowani w traumie klęski, terroru i poniżenia, potrzebujemy prawdy. Potrzebujemy ją poznać i głosić. I mamy prawo jej bronić. Zamordowani byli obywatelami wielonarodowej Rzeczpospolitej, zamordowanej wraz z nimi. Odtworzenie tej prawdy i jej obrona jest częścią odbudowania wolnej, sprawiedliwej i zasobnej Polski, w której hasło narodowe „Bóg, Honor, Ojczyzna” nie będzie puste, nasza polska tożsamość i wiara – katolików, prawosławnych, protestantów, Żydów i Tatarów nie będzie atakowana, a każdy będzie pewien ochrony przez Państwo Polskie i silne Wojsko Polskie.

Maciej Świrski