Maciej Świrski: Facebook próbował ocenzurować nasze obchody niepodległości. Z tego względu pozwałem ich w Polsce.

Czerwiec 19, 2019

Prezentujemy artykuł prezesa Reduty Dobrego Imienia Macieja Świrskiego jaki ukazał się w Washington Examiner 17 czerwca 2019 roku. Skierowany jest do opinii amerykańskiej. Oryginalny tekst znajdą Państwo tutaj: Facebook tried to censor our independence celebration. Now, I’m suing them in Poland
Poniżej natomiast przeczytać można wersję polską artykułu:

W listopadzie 2016 r., gdy większość Amerykanów nie była jeszcze świadoma cenzury w mediach społecznościowych, pozwałem Facebooka. Jeżeli nie słyszeli Państwo o tej przełomowej sprawie, to jest to zrozumiałe, ponieważ pozew złożyłem w polskim sądzie. 

Oskarżyłem giganta z Doliny Krzemowej o pogwałcenie moich praw wynikających z Konstytucji RP poprzez ograniczanie swobody komunikacji. Po latach odwlekania procesu przez Facebooka w zeszłym tygodniu odbyła się pierwsza rozprawa.

Doświadczywszy kilkudziesięciu lat brutalnej opresji ze strony sowietów i nazistów, Polska traktuje swobodę przepływu informacji i wymiany poglądów jako świętą zasadę ujętą w Konstytucji, na którą jest wyczulona być może jeszcze bardziej niż Stany Zjednoczone. Podczas strajków Solidarności w 1980 r. byłem nastolatkiem. Siedziałem wówczas z uchem przy głośniku radia, próbując słuchać Radia Wolna Europa i Głosu Ameryki przez szum radzieckich urządzeń zagłuszających. W tamtych czasach władze komunistyczne krajów Wschodniej Europy cenzurowały wszystko, nawet kwity pralnicze, a co dopiero wiadomości. Dostęp do informacji podlegał ścisłej kontroli.

Polacy, którzy doświadczyli komunizmu, są szczególnie wyczuleni na wszelkie próby okradania ich kraju z części majątku narodowego, jaką jest gwarancja prawa do „uzyskiwania informacji”. Z tego też względu Konstytucja RP, wprowadzona w 1993 r. po wycofaniu z terytorium Polski wojsk radzieckich, przewiduje pełną ochronę nieograniczonego przepływu informacji we wszystkich rodzajach mediów. Obowiązujące w Polsce podwójne przepisy są w tej kwestii jeszcze bardziej jednoznaczne niż te zawarte w Konstytucji Stanów Zjednoczonych.

Pierwszy z przepisów zapewnia ochronę prawa do wygłaszania i pozyskiwania poglądów oraz uzyskiwania informacji: „Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji”.

Drugi zakazuje stosowania cenzury prewencyjnej wobec wszystkich mediów i osób,  stanowiąc, że „Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane. …”

Innymi słowy, Polacy domagają się nie tylko swobody wyrażania poglądów. Zależy nam również na możliwości zapoznawania się z opiniami i zamiarami innych, nie wspominając o prawie do wiadomości o świecie. Swoboda dostępu do informacji jest podstawowym prawem, którego się domagamy i które gwarantują nam regulacje prawne.

W listopadzie 2016 r., jak co roku o tej porze, szukałem informacji na temat możliwości uczestnictwa w dorocznych obchodach odzyskania przez Polskę niepodległości – wydarzeń upamiętniających wyzwolenie Polski sprzed 100 lat spod zaborów rosyjskiego, pruskiego i austriackiego. 11 listopada to dla nas data tak samo ważna jak 4 lipca dla Amerykanów. W celu znalezienia informacji sięgnąłem po Facebooka, który pozostaje najpowszechniejszym medium informacyjnym na świecie, zwłaszcza wśród młodych ludzi. Korzysta z niego ok. 25% ludzkości. O dziwo, nie udało mi się znaleźć żadnych informacji na temat dorocznego Marszu Niepodległości.

Stało się tak, ponieważ Facebook – bez żadnego ostrzeżenia czy wyjaśnienia – zawiesił konta organizatorów wydarzenia. Wkrótce potem okazało się, że wyrażanie przez Polaków radości z powodu odzyskania dawno utraconej niepodległości jest dla Facebooka czymś niedopuszczalnym, tak samo jak swego czasu dla komunistów w okresie zimnej wojny czy dla nazistów w trakcie II wojny światowej. Przyglądając się postępowaniu przedstawicieli Facebooka w ostatnich latach, zacząłem nawet zastanawiać się, czy ten międzynarodowy gigant nie naśladuje naszych wieloletnich okupantów.

Podczas pierwszej rozprawy w dniu 5 czerwca, po nieudanej próbie przeniesienia sprawy do sądu w Kalifornii, prawnicy Facebooka zażądali wyłączenia jawności procesu. Nie obchodziło ich to, że Polska pozbyła się komunizmu i jego tajnych procesów. Sędzia odrzucił również i ten wniosek.

Wysunęli wówczas argument, że nie mam prawa do pozwania Facebooka z racji tego, że zawieszone zostały wszystkie konta dotyczące Dnia Niepodległości, a więc nie tylko ja utraciłem do nich dostęp.

Oczywiście każdy, kto posiada konto na Facebooku, wie, że łatwo jest zidentyfikować jego użytkowników na podstawie imienia, nazwiska, wieku, płci, miejsca zamieszkania, miejsca pracy oraz kilkudziesięciu innych cech i preferencji, w tym, jak w moim przypadku, deklarowanego patriotyzmu wobec Polski. No cóż, prawie wam się udało – tyle można powiedzieć prawnikom Facebooka. Termin kolejnej rozprawy wyznaczono na 30 października.

Zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Europie, rośnie zaniepokojenie skalą władzy Facebooka, Twittera i Google. Korporacje te dysponują tak ogromnymi zasobami i wpływami, że są w stanie stawiać warunki całym państwom. Jak zatem powinny wyglądać relacje pomiędzy obywatelami demokratycznych społeczeństw a tymi – jak się wydaje – nietykalnymi i autorytarnymi imperiami?

Naród polski jest dumny ze swojego dziedzictwa. Polska to jedna z najstarszych demokracji. To w niej powstała pierwsza wolna konstytucja w Europie (która została zawieszona przez Rosjan po dokonaniu przez nich zaboru w 1792 r.) i druga po Ameryce konstytucja na świecie. Czy mamy teraz zrezygnować z naszych swobód na rzecz imperium miliarderów z Doliny Krzemowej?

Mam nadzieję, że wytoczony im przez nas proces nauczy tę despotyczną korporację szanować prawa obywateli do rządzenia swoimi państwami narodowymi. Liczę na to, że powstrzymamy ich przed ignorowaniem prawa, tradycji narodowych i dorobku kulturowego oraz cenzorowaniem narodu polskiego z naruszeniem naszej Konstytucji.

Maciej Świrski jest byłym wiceprezesem Polskiej Fundacji Narodowej.

79. rocznica pierwszego transportu Polaków do Auschwitz

Czerwiec 14, 2019

14 czerwca obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Niemieckich Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych i Obozów Zagłady. 79 lat temu po raz pierwszy deportowano Polaków do niemieckiego obozu Auschwitz. Polacy stali się pierwszymi ofiarami tego obozu.

14 czerwca 1940 roku do obozu Auschwitz przywieziono z więzienia w Tarnowie 728 Polaków. Wśród deportowanych znaleźli się m.in. żołnierze kampanii polskiej 1939 roku, próbujący przedostać się na Węgry, członkowie podziemnych organizacji niepodległościowych, gimnazjaliści, studenci i harcerze.

Z 728 więźniów deportowanych 14 czerwca 1940 r., wojnę przeżyło 298, zginęło 272, a losy 158 pozostają nieznane. Do dziś żyje tylko jeden więzień z tamtego transportu: 97-letni Kazimierz Albin.

Obóz Auschwitz był pierwszym niemieckim obozem koncentracyjnym na okupowanych ziemiach polskich. Wraz z założonym w 1941 r. obozem na Majdanku i obozem Stutthof, stanowił jedno z głównych miejsc deportacji i wyniszczania Polaków. Według szacunków do Auschwitz deportowano ok. 150 tys. Polaków, a blisko połowa z nich zginęła.

KL Auschwitz stał się w późniejszym okresie wojny największym miejscem zagłady Żydów, których zginęło tam ok. 1 mln. Oprócz Polaków i Żydów ofiarami obozu byli m.in. Cyganie (21 tys.) i jeńcy sowieccy (15 tys.).

W tym szczególnym dniu pamiętajmy o Polakach będących ofiarami niemieckich obozów zagłady.

Proces Macieja Świrskiego prezesa RDI przeciwko Facebookowi

Czerwiec 5, 2019

Dziś w Sądzie Okręgowym w Warszawie (II Wydział Cywilny) odbyła się pierwsza rozprawa w procesie przeciwko Facebookowi. Pozywającym jest Maciej Świrski, prezes Reduty Dobrego Imienia. Zarzutem w sprawie jest cenzura i dyskryminacja ze względu na narodowość, poglądy polityczne i wyznanie. Portal został pozwany z powództwa prywatnego jeszcze w roku 2016, po Marszu Niepodległości 11 listopada. Przed narodowym świętem z Facebooka znikały strony i profile określonych osób i instytucji m.in. organizujących marsz.

Strona pozwana wniosła na początku o rozpatrywanie sprawy przy drzwiach zamkniętych, jednak sąd oddalił ten wniosek. Sąd wysłuchał obie strony. Mec. Monika Brzozowska-Pasieka, reprezentująca prezesa Reduty zwróciła uwagę na wątpliwości wokół tego, kto moderuje komentarze na Facebooku. Mecenas pytała czy robi to odrębna spółka, czy faktycznie istnieją odgórne wytyczne, które konkretyzują jakie treści na Facebooku mogą być zamieszczane, a jakie należy usuwać.

Pełnomocnicy strony pozwanej twierdzili, że prezes RDI jako Powód nie może występować w imieniu społeczności Facebooka. Według nich nie można mówić o naruszeniu dóbr osobistych Powoda, argumentując, że jednostka wchodząca w skład danej społeczności tylko wtedy może wnioskować o ochronę dóbr osobistych, gdy da się bez wątpliwości ustalić, że została osobiście urażona. Według pełnomocników Facebooka, nie może być mowy o naruszeniu dóbr osobistych Powoda, również ze względu na niejasne ich zdaniem określenie przynależności Powoda do grupy osób “o poglądach konserwatywnych”. Strona pozwana wnioskowała w związku z tym o oddalenie powództwa, co sąd jednak odrzucił.

Po wysłuchaniu stron, sąd postanowił o odroczeniu sprawy do 30 października 2019 roku.

Maciej Świrski jako użytkownik Facebooka żąda przeprosin za naruszenie jego praw do pozyskiwania informacji wolnych od cenzury i dyskryminacji oraz udzielenia Facebookowi zakazu stosowania cenzury, dyskryminacji i blokowania swobody informacji na platformie spółki.

Przegląd mediów niemieckich – atak na TVP i reparacje wojenne

Maj 24, 2019

W mediach niemieckich pojawiła się na początku maja bezpośrednia krytyka TVP. Pretekstem do ataku na polską telewizję był brak relacji na żywo z przemówienia przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska, które odbyło się 3 maja 2019 r. na Uniwersytecie Warszawskim. Duże zainteresowanie wywołał również artykuł w dzienniku „Die Welt” na temat ewentualnych reparacji wojennych i ich negatywnych skutków dla polskiej gospodarki.

Najważniejszy polski opozycjonista 

Wyemitowany 3 maja w głównym wydaniu wiadomości publicznej telewizji ARD materiał krytykujący TVP nie był pierwszą korespondencją tego typu. Zaledwie kilka dni wcześniej, 29 maja w Tagesthemen, flagowym programie publicystyczno-informacyjnym tej stacji, wyemitowana została relacja z bananowych protestów przed Muzeum Narodowym w Warszawie. Ton korespondencji był oczywiście krytyczny wobec usunięcia prac „ważnej polskiej artystki konceptualnej” Natalii LL, a „radosne” jedzenie bananów uznano za formę walki z cenzurowaniem sztuki. Autorzy materiału jako jedynego polityka zaprosili byłego ministra kultury w rządzie PO i europosła (Europejskiej Partii Ludowej) Bogdana Zdrojewskiego. Polityk stwierdził, że cenzura szczególnie niebezpieczna jest w obszarze kultury i sztuki oraz świadczy o negatywnych motywacjach rządzących.
Materiał poświęcony przemówieniu Donalda Tuska pokazany 3 maja 2019 r. w głównych wiadomościach ARD miał ilustrować problemy z wolnością słowa w krajach Unii Europejskiej. Warto zacytować dwa ostatnie zdania przeczytane przez dziennikarkę, zapowiadającą korespondencję z Warszawy:
„(…) Organizacja Reporterzy bez Granic wskazała na Turcję, gdzie nadal więzionych jest ponad 100 dziennikarzy. Również w krajach UE nasilają się ataki na wolność prasy”. Można odnieść wrażenie, że niemiecka telewizja publiczna, de facto sugeruje swoim widzom, że polskie władze, bo o nich jest później mowa, prowadzą podobną politykę względem mediów, co prezydent Erdogan.  Ciekawe jest również pierwsze zdanie korespondencji z Warszawy. „Donald Tusk, przewodniczący Rady Europejskiej, jest najważniejszym polskim politykiem opozycyjnym.” Wydawać by się mogło, że oficjalnie przewodniczący Rady Europejskiej powinien być ponadpartyjny i bezstronny. Niemiecki korespondent przechodzi jednak nad zaangażowaniem politycznym Donalda Tuska do porządku dziennego i informuje, że  w dniu upamiętniającym Konstytucję 3 Maja, Donald Tusk wygłosił mowę na Uniwersytecie Warszawskim, którą na żywo transmitowała stacja TVN 24. „W tym czasie publiczna stacja TVP Info pokazywała wojskową paradę.” – zauważa korespondent ARD. Niemiecki dziennikarz z pewnością wie, że na oglądanej na żywo przez tysiące Polaków defiladzie obecne były najwyższe władze państwowe, ale nie przekazuje tej wiedzy swoim widzom. Zamiast tego powstaje wrażenie, jakby telewizja chciała „jakąś” wojskową paradą przykryć przemówienie Donalda Tuska.

Atak na TVP

W dalszej części materiału ARD prezentuje wypowiedzi dziennikarza Jana Ordyńskiego, który TVP Info zarzucił „brak wolności i pluralizmu”. W programie podano również informacje, że po wygranych przez PiS wyborach parlamentarnych w 2015 roku z TVP zwolniono 200 osób, w tym znanych dziennikarzy prowadzących programy publicystyczne.
Oczywiście w materiale nie ma słowa o zupełnym upolitycznieniu telewizji w czasach rządów PO-PSL oraz wyjątkowo jednostronnym przekazie mediów prywatnych. Nie sięgnięto też po wizualnie mocne obrazy pokazujące próby wyrywania przez funkcjonariuszy ABW laptopa z rąk dziennikarza Sylwestra Latkowskiego w redakcji Wprost (18 czerwca 2014).
Posłużono się natomiast rankingiem organizacji Reporterzy bez Granic, wedle którego po przejęciu władzy przez PiS Polska spadła z 18 miejsca (2015 r.) na 59 (2019 r.).  Podobne w tonie materiały wideo zostały zamieszczone na portalu dziennika Die Welt (03.04.2019).
„W Polsce znajdują się w obiegu nieprzeliczone fakenewsy na temat Niemiec. Również w państwowej telewizji TVP.” – słyszymy w krótkim reportażu. W materiale sugerowane jest istnienie co najmniej jednej grupy, która masowo rozpowszechnia fałszywe informacje na temat Niemiec i opozycji. Politycy opozycji mają widzieć wyraźne powiązania z rządzącą partią PiS. „Już w czasie wyborów parlamentarnych w 2015 roku narodowym konserwatystom udało się zdobyć poparcie rozpowszechniając fałszywe informacje na temat imigrantów w Niemczech”.

Szkodliwe reparacje 

Duże oburzenie w Polsce wywołał opublikowany w Die Welt (20.05.2019) artykuł pióra  Svena Felixa Kellerhoffa pt.:  „Wypłaty reparacji wojennych nie pomagają – stwarzają  nowe problemy” (Reparationszahlungen heilen nicht – sie schaffen neue Probleme). Szef działu historii liberalnego dziennika Die Welt uważa, że wypłata odszkodowań przyniosłaby wielkie szkody dla wszystkich państw europejskich.
“Grecja, Polska i kraje bałtyckie domagają się od Niemiec olbrzymich odszkodowań za zbrodnie popełnione podczas II Wojny Światowej. Moraliści i populiści są tu z sobą zgodni – konsekwencje byłyby jednak dramatyczne”  – pisze niemiecki publicysta. „Krajom, które w przeszłości otrzymały reparacje, rzadko wyszły one na zdrowie.” – zauważa Kellerhoff przytaczając liczne przykłady XIX i XX wiecznych reparacji. Opisuje zażądane przez Bismarcka od Francji odszkodowania wojenne w wysokości 5 miliardów franków w złocie (1450 ton złota), które doprowadziły do głębokiej nienawiści we Francji i przegrzały wewnętrzną koniunkturę w Niemczech. Rewanż nastąpił po I Wojnie Światowej w Wersalu – Francja zażądała  840 miliardów marek w złocie (zredukowane później do 123 miliardów marek w złocie). Zdaniem Kellerhoffa miało się to przyczynić do wzrostu rewanżyzmu w Niemczech i umożliwić NSDAP przejęcie władzy.
Autor artykuły uważa roszczenia polskich i greckich „populistów” za bezpodstawne z prawnego punktu widzenia: „Rząd federalny niczym mantrę powtarza swoje, w pełni uzasadnione prawnie stanowisko, że wszelkie żądania dotyczące reparacji zostały na gruncie prawa międzynarodowego ostatecznie zakończone wraz z Traktatem 2+4 w 1990 roku”.
Tytułem ostrzeżenia niemiecki publicysta roztacza groźną wizję przyszłości:
„Miejmy nadzieję, że w Europie nie dojdzie do nowej wojny i że nawet aktualne roszczenia Polski i Grecji tego nie zmienią. Z pewnością jednak euro i Unia Europejska rozpadłyby się, gdyby oba te kraje blokowały pracę Brukseli, dopóki Niemcy nie uznają rzekomych zobowiązań reparacyjnych. Równocześnie doszłoby do wzrostu resentymentów, których skutkiem byłby ogromy wzrost nacjonalizmu.”
W wypadku zapłaty roszczeń Kellerhoff wieszczy upadek turystyki w Grecji i ciężkie czasy dla polskich pracowników w Niemczech, którzy utraciliby korzystne możliwości zarobkowania. Może do tego dojść, nawet gdyby nie wypłacono ani jednego euro – ostrzega publicysta Die Welt.

Reakcje czytelników 

Znamienne są reakcje niemieckich czytelników. Z poglądami autora godziło się 790 z nich. Zaledwie 25 było odmiennego zdania. Pod artykułem można przeczytać 161 komentarzy. Dominuje ton oburzenia i brak jakiegokolwiek zrozumienia dla stanowiska Polski i Grecji. Większość komentujących uważa, że 75 lat po wojnie doszło do przedawnienia roszczeń, a młode pokolenie nie może płacić astronomicznych sum za winy swoich dziadków. Podnoszony jest też argument, że przyznanie Polsce wschodnich terenów przedwojennych Niemiec było rodzajem dostatecznej rekompensaty. Formalnie Polska miała się zrzec w 1990 roku roszczeń, a Unia Europejska nie przetrwałaby dziś tego rodzaju sporu. Pojawia się też klasyczny argument o korzyściach, jakie Polska wynosi z członkostwa w UE i finansowym wsparciu Niemiec. Krytykowana jest pazerność „populistów”, którzy chcą odwrócić uwagę od własnych problemów i traktowanie Niemiec jako dojnej krowy. Co ciekawe większość głosów można byłoby przyporządkować do nurtu raczej prawicowego. Wyrażana jest też obawa, że lewicowy rząd mógłby się ugiąć przed polsko-greckimi żądaniami.

Spojrzenie na historię 

Odmienne, zdecydowanie bardziej złożone spojrzenie na historyczne tło polsko-niemiecko-rosyjskich relacji zaprezentował w dzienniku Der Tagesspiegel Christoph von Marschall. W artykule „Niemcy nie mogą uciekać od kontrowersji” (Deutschland kann der Kontroverse nicht mehr ausweichen, 06.05.2019) publicysta podnosi kwestię obchodów 80 rocznicy napaści Niemiec na Polskę oraz rolę Rosji w początkowej fazie wojny.
„Spojrzenie w historię pozwala ustalić położenie w teraźniejszości. (…) Po wojnie Niemcy musieli sobie wyjaśnić, co oznaczała wojna i holocaust dla ich narodowej świadomości historycznej. Dziś Niemcy są silnym państwem w centrum Europy i muszą nauczyć się, że rozwój Europy nie zależy tylko od czynników ekonomicznych, lecz także od tego, czy uda porozumieć się na temat historii. Pojmowanie historii należy do rdzenia europejskich tożsamości, posiada olbrzymi potencjał mobilizacyjny i może zwiększać lub paraliżować gotowość do europejskiej integracji.” – stwierdza Marschall.
Zauważa też europejskie obawy przed niemiecko-rosyjskim porozumieniem. „Oczywiście Niemcy nie powinny występować jako oskarżyciel Rosji. Dałoby to powód do przypuszczeń, że chcą relatywizować własną winę. Ale nie można też bez ograniczeń redukować złożoności (historii). Milczenie na temat rosyjskiej współodpowiedzialności wywołuje w Europie też nieufność względem Niemiec. Pokazują to konflikty z europejskimi partnerami na temat rurociągu Nord-Stream, obecności wojsk NATO w Polsce i krajach bałtyckich oraz odpowiedzi na agresję Moskwy na Ukrainie. Szybko pojawia się podejrzenie, że Niemcy i Rosjanie mogą porozumieć się nad głowami mieszkańców Europy Środkowej.”
Publicysta wskazuje też na znaczenie końca wojny w percepcji poszczególnych narodów. „Na ambiwalentne znaczenie roku 1945 dla (naszych) wschodnich sąsiadów zwracali uwagę nieliczni mieszkańcy Niemiec Zachodnich, chociaż los obywateli NRD mógł być przestrogą. Zawężali podział Europy do podziału Niemiec i traktowali to jako karę za niemieckie zbrodnie.” Marschall konstatuje również, że rok 1945 wielu narodom nie przyniósł wolności.
„Dla Polaków, Estończyków, Łotyszy i Litwinów koniec wojny nie oznaczał tylko wyzwolenia od nazistów, ale również przejście do innej dyktatury i obcej dominacji. Właściwe wyzwolenie nadeszło dla Europy Środkowej dopiero w 1989 roku, tudzież w 1991 roku wraz z upadkiem ZSRR.” – zauważa publicysta Der Tagesspiegel.
Gdyby jednak autor zechciał kontynuować swoje rozważanie, to być może doszedłby do wniosku, że wzrost siły gospodarczej, znaczenia i politycznych aspiracji Polski oraz innych krajów regionu jest logiczną konsekwencją dążenia do wolności zniewolonych przez komunizm narodów. Po 30 latach od upadku komunizmu następuje normalny proces przewartościowania pozycji Polski w regionie również względem dominującego w UE kraju, jakim są Niemcy.

***

Trwająca od 2015 roku krytyka rządów Prawa i Sprawiedliwości w niemieckich mediach coraz wyraźniej łączy się z kwestią reparacji wojennych. Można odnieść wrażenie, że prezentowane w mediach opinie często zbliżone są do linii rządowej. Przedstawienie Polski w negatywnym świetle – jako państwa np. ogradzającego swobodę mediów lub artystów, ksenofobicznego i roszczeniowego,  a do tego zmierzającego w kierunku autorytarnych form rządów może być formą przeciwdziałania ewentualnym dążeniom do wypłaty odszkodowań wojennych lub próbą poprawy stanowiska negocjacyjnego. Na przykładzie reakcji czytelników Die Welt widać również wyraźnie, jak bardzo emocjonalnie kwestia ewentualnych reparacji postrzegana jest przez niemieckie społeczeństwo.

The RDI Backs the Family of Edward Malinowski in their Lawsuit against Prof. Barbara Engelking and Dr. Jan Grabowski

Maj 21, 2019

The authors of the book Night Without an End (Dalej jest noc) present false information about a Polish hero – Edward Malinowski – who hid Jews during the Second World War. In their book, Barbara Engelking and Jan Grabowski refer to him as being an accomplice in the murder of Jews. The Good Name Redoubt is defending the good name of Edward Malinowski, supporting his niece in a lawsuit against the authors, and providing legal assistance.

In fragments of Night Without an End, Edward Malinowski, who was Filomena Leszczyńska’s paternal uncle, is depicted as “an accomplice in the murder of several dozen Jews who were hiding in the forest, and were handed over to Germans.” This version of history presented in Grabowski and Engelking’s publication is false, and such a depiction constitutes an infringement of the personal interests of not just Ms Leszczyńska, but also of every Pole.

Edward Malinowski, who is described in the defendants’ publication, hid Jewish people during the Second World War. One day in 1943, Germans looking for Jews hidden in nearby forest shelters came to the village of which he was leader. They demanded that the gamekeeper from Czerna (a nearby village) be brought out, and, as soon as he arrived, they set out for the woods, along with the village leader Malinowski, and several others. The peasants who accompanied them were told to bring shovels. Once there, the Germans used information from the gamekeeper to find the shelter, and they killed the Jews who were hiding there. After the war, Edward Malinowski was denounced by a neighbour, arrested by the Department of Security (UB), and accused of killing Jews. He was acquitted following a trial which included testimonies from the Jews he had hidden.

Describing the fate of one of the Jewish women hidden by Edward Malinowski, Barbara Engelking writes in Night Without an End that he was “an accomplice in the murder of several dozen Jews who were hiding in the forest, and were handed over to Germans.” At the same time, in a footnote to this fragment presenting her sources, the author provides a quote from the records of the proceedings against Malinowski conducted in 1950, in which she omits the fact that Malinowski had been hiding the Jewish woman and giving her food without taking anything in return.

It should be pointed out that the public and state-owned materials cited by the defendants as sources of information are quoted selectively. The rest of the passage regarding Edward Malinowski was concocted from false allegations, and from events which never happened. In particular, Barbara Engelking untruthfully writes that the Jew Maria Wiśniewska (then Estera Drogicka) was robbed by Edward Malinowski, and that she knew that he was an accomplice in the killing of 18 Jews. It is also not true that Ms Wiśniewska falsely testified at the trial to secure Malinowski’s acquittal.

According to the then-residents of the village, Edward Malinowski was a good village leader, who defended the residents, and never collaborated with German soldiers.

“The purpose of this lawsuit is to protect the memory of Edward Malinowski, who defended Jews during the war. He was a hero, and should be remembered as such by his niece, by their friends, and by all Poles. In my opinion, the events presented in Night Without an End are simply made up. This scandalous behaviour by the authors serves the purpose of confirming their thesis that Poles were killing Jews. In their publication, Grabowski and Engelking dishonours Edward Malinowski’s name by de facto calling him a thief and a murderer. There is no doubt that Malinowski was a hero, and we are going to prove this in court,” said Maciej Świrski, President of the Good Name Redoubt.

Filomena Leszczyńska, with support from the Good Name Redoubt, is demanding that the defendants remedy the infringement of her personal interests by making public declarations, publishing Maria Wiśniewska’s true testimonies, and paying compensation of PLN 100,000. The Good Name Redoubt is paying the costs of the case (legal representation and court fees, administrative fees, expert-witness fees and historians’ fees).

Publikujemy fragmenty pozwu przeciwko Barbarze Engelking i Janowi Grabowskiemu

Maj 20, 2019

Publikujemy fragmenty pozwu, który wytoczony został Barbarze Engelking i Janowi Grabowskiemu, autorom publikacji “Dalej jest noc”. Reduta broniąc dobrego imienia Edwarda Malinowskiego, wspiera jego bratanicę w procesie przeciwko autorom i zapewnia pomoc prawną.

W pozwie, który autorom książki wytoczyła Filomena Leszczyńska, bratanica Edwarda Malinowskiego, czytamy, że powódka domaga się od Grabowskiego i Engelking przeprosin “za rozpowszechnianie nieprawdziwych, zmyślonych informacji o Edwardzie Malinowskim”. Oprócz przeprosin Filomena Leszczyńska domaga się m.in. przyznania przez prof. Barbarę Engelking, że podane przez nią informacje “nie mają pokrycia w badaniach naukowych ani jakichkolwiek dokumentach”, a po prostu “pasowały do tezy, że Polacy mordowali Żydów”. Bratanica Edwarda Malinowskiego domaga się ponadto dodruku zgodnie z prawdą zeznań Marii Wiśniewskiej i zadośćuczynienia w wysokości 100 000 złotych.

Filomena Leszczyńska wie od czasów wojny o tym, że jej stryj ukrywał Żydów i czynił to bezinteresownie. W swojej rodzinie dbała o kult pamięci bohaterskiego stryja. Jak czytamy w pozwie, “jako osoba skromna, nie wnosiła o żadne korzyści z tego tytułu dla siebie lub dla rodziny. Dlatego też niezwykle dotkliwie odczuła informacje, że Edward Malinowski jest przedstawiany jako morderca (współwinny śmierci Żydów) i złodziej”.

Reduta Dobrego Imienia ponosi koszty tej sprawy (adwokackie i sądowe, administracyjne, koszty opinii biegłych i historyków).

W załącznikach znajdują się fragmenty pozwu, zarówno w wersji w języku polskim, jak i języku angielskim:

Pozew przeciwko Barbarze Engelking i Janowi Grabowskiemu – RDI wspiera rodzinę Edwarda Malinowskiego

Autorzy publikacji „Dalej jest noc” zaprezentowali fałszywe informacje na temat jednego z polskich bohaterów – Edwarda Malinowskiego, który ukrywał Żydów. Barbara Engelking i Jan Grabowski w swojej książce nazwali go współwinnym śmierci Żydów. Reduta broni dobrego imienia Edwarda Malinowskiego wspierając jego bratanicę w procesie przeciwko autorom i zapewniając pomoc prawną.

Edward Malinowski, stryj Filomeny Leszczyńskiej został przedstawiony we fragmentach publikacji „Dalej jest noc” jako „współwinny śmierci kilkudziesięciu Żydów, którzy ukrywali się w lesie i zostali wydani Niemcom”. Publikacja Grabowskiego i Engelking zaprezentowała fałszywą wersję, a takie działania godzą w dobra osobiste nie tylko samej bratanicy, ale każdego Polaka.

Podczas II wojny światowej opisywany w publikacji pozwanych Edward Malinowski ukrywał Żydów. W 1943 roku Edward Malinowski został sołtysem Malinowa. Pewnego dnia w 1943 roku do jego wsi, przyszli Niemcy w celu poszukiwania Żydów w schronach w pobliskim lesie. Kazali oni przyprowadzić gajowego z Czernej (miejscowości obok), zaś po jego przybyciu poszli z sołtysem Malinowskim oraz paroma innymi ludźmi ze wsi do lasu, a towarzyszącym im chłopom kazali wziąć łopaty. W lesie Niemcy, za pomocą informacji uzyskanych od gajowego, odnaleźli schron i pozabijali ukrywających się w nim Żydów. Po II wojnie światowej Edward Malinowski został na skutek donosu sąsiedzkiego aresztowany przez UB i oskarżony o zabójstwo Żydów. Po procesie, w którym zeznawali m.in. ukrywani przez niego Żydzi został uniewinniony.

W publikacji „Dalej jest noc” Barbara Engelking opisując losy jednej z Żydówek ukrywanych przez Edwarda Malinowskiego napisała, że „jest on współwinny śmierci kilkudziesięciu Żydów, którzy ukrywali się w lesie i zostali wydani Niemcom”. Równocześnie w danych źródłowych w przypisie do tego fragmentu książki autorka podała cytat akt procesu Malinowskiego z 1950 roku w taki sposób, żeby czytelnik nie wiedział, że Malinowski ukrywał ją i żywił całkowicie za darmo.

Należy wskazać, że publiczne i państwowe materiały, wskazywane przez Pozwanych jako źródło informacji, są przez nich cytowane wybiórczo. Resztę relacji dotyczącej Edwarda Malinowskiego zbudowano za pomocą fałszywych i w rzeczywistości nie mających miejsca wydarzeń. W szczególności Pozwana napisała nieprawdę, że Żydówka Maria Wiśniewska (wówczas Estera Drogicka) została ograbiona przez Edwarda Malinowskiego, że wiedziała, iż był współwinny śmierci 18 Żydów. Nieprawdą jest także, że świadek Wiśniewska podczas procesu złożyła fałszywe zeznania, by doprowadziło to do uniewinnienia Malinowskiego.

Zdaniem ówczesnych mieszkańców wsi Edward Malinowski był dobrym sołtysem, nigdy nie współpracował z niemieckimi żołnierzami i bronił mieszkańców wsi. .

Pozew ma na celu obronę kultu pamięci o zmarłym Edwardzie Malinowskim, który chronił Żydów w trakcie wojny. I który był bohaterem, i jako bohater powinien być zapamiętany i postrzegany tak przez swoją bratanicę, jak i przez swoich przyjaciół, znajomych czy współczesnych Polaków. Treści, które znalazły się w publikacji „Dalej jest noc” zostały – w mojej ocenie – wręcz wymyślone. To skandaliczne zachowanie autorów publikacji ma na celu potwierdzenie tez o zabijaniu Żydów przez Polaków. Nazwisko Edwarda Malinowskiego, w publikacji Grabowskiego i Engelking, poprzez nazwanie go de facto złodziejem i mordercą zostało zbrukane. Malinowski niewątpliwie był bohaterem i udowodnimy to w sądzie – mówi Maciej Świrski, prezes Reduty Dobrego Imienia.

Filomena Leszczyńska, przy wsparciu RDI domaga się usunięcia skutków naruszenia dobra osobistego poprzez publiczne złożenie oświadczeń, dodruku zgodnie z prawdą zeznań Marii Wiśniewskiej i zadośćuczynienie w wysokości 100 000 złotych. Reduta Dobrego Imienia ponosi koszty tej sprawy (adwokackie i sądowe, administracyjne, koszty opinii biegłych i historyków).

Prezentujemy również wersję angielską powyższego komunikatu:

“Naukowa mistyfikacja”, czyli dr Piotr Gontarczyk o pracach Barbary Engelking i Jana Grabowskiego

Maj 6, 2019

Poniżej udostępniamy dwie recenzje dr. Piotra Gontarczyka, dotyczące książek prof. Jana Grabowskiego i prof. Barbary Engelking, pracowników Centrum Badań nad Zagładą Żydów. Obie recenzje to ważne teksty, w których dr Gontarczyk pokazuje jak dalece od rzetelności obaj autorzy wykorzystywali źródła historyczne, aby dowieść jednoznacznych i ostrych tez, z których jedną Barbara Engelking określiła zdaniem, iż to „polscy chłopi byli wolontariuszami w dziele wymordowania Żydów”.

Trzeba zaznaczyć, że szczegółowe analizy dr. Gontarczyka dotyczą tylko fragmentów publikacji Engelking i Grabowskiego, ale pokazują dobrze metodę postępowania obojga autorów ze źródłami. A metoda ta to liczne przemilczenia, manipulacje i „wygumkowywanie” z dostępnych akt faktów nie pasujących do tez głoszonych przez obojga autorów.

W recenzji pt. Między nauką a mistyfikacją, czyli o naturze piśmiennictwa prof. Jana Grabowskiego na podstawie casusu wsi Wrotnów i Międzyleś powiatu węgrowskiego, opublikowanej w „Glaukopisie” (nr 36, s. 313-323) badacz zajął się opisywanym przez Jana Grabowskiego w Dalej jest noc powiatem węgrowskim, a konkretnie fragmentem dotyczącym wsi Wrotnów i Międzyleś. Według Grabowskiego dwóch chłopów ze wsi Wrotnów, Dionizy Ładosz i Stanisław Łopiński działało jako „wolontariusze” Holocaustu mordujący Żydów.

Dr Piotr Gontarczyk dzięki żmudnej pracy wykazał, iż Grabowski dopuścił się m.in. tworzenia fikcyjnych naukowych przypisów, a „większość informacji podanych przez prof. Jana Grabowskiego na temat Wrotnowa i jego dwóch mieszkańców: Dionizego Ładosza i Stanisława Łopińskiego nie znajduje żadnego potwierdzenia w dokumentach, na podstawie których pisał swoją książkę”. Co więcej, w recenzji pióra dr. Gontarczyka, znalazły się uwagi o narracji prof. Grabowskiego, „tworzonej tym specyficznym, napastliwym, manipulanckim i nienaukowym językiem”, a do tego akapity, w których wykazuje używanie fałszywych cytatów i dokumentów, o których sam autor Dalej jest noc, wie, że są niewiarygodne. Piotr Gontarczyk stwierdził w podsumowaniu swojego artykułu, iż twórczość Jana Grabowskiego można określić jako „coś nieco z pogranicza naukowej mistyfikacji”.

Równie drobiazgowa, odwołująca się do licznych źródeł jest także polemika dr. Gontarczyka, jaką na łamach naukowego periodyku „Dzieje Najnowsze” (2018, nr 4, s. 201-224) podjął z wybranymi ustaleniami poczynionymi przez prof. Barbarę Engelking w książce Jest taki piękny słoneczny dzień. Losy Żydów szukających ratunku na wsi polskiej 1942-1945. Biorąc na warsztat tę pracę, dr Gontarczyk zauważył, iż sposób obchodzenia się autorki ze źródłami jest, podobnie jak w przypadku J. Grabowskiego, nierzetelny, co powoduje, że „można wyciągnąć szereg interesujących wniosków na temat wiarygodności podawanych przez prof. Engelking informacji”.

W artykule pt. Czy bracia Hryć byli polskimi mordercami Żydów? Czyli uwagi na temat naukowej wiarygodności badań prof. Barbary Engelking, Gontarczyk zajął się fragmentem zajmującym kilka stron w książce Engelking, dotyczącym zbrodniczej działalności Jana Kamińskiego oraz braci Józefa i Aleksandra Hryciów ze wsi Chojewo w powiecie bielskim w województwie białostockim.

Z pracy Barbary Engelking wynika, że „Jan Kamiński, Józef i Aleksander Hryć dopuścili się szeregu rabunków i dziesiątków mordów na Żydach, jednak po wojnie z bliżej nieznanych przyczyn (najpewniej proceduralnych) uniknęli sprawiedliwości”. Piotr Gontarczyk wskazał, że sprawy wyglądały kompletnie inaczej. Przede wszystkim zwrócił uwagę na fakt, że Engelking omawiane przez niego akta przeczytała uważnie, ale nie przyjęła do wiadomości, choć prawdopodobnie wiedziała, iż występujące w nich oskarżenia wobec Kamińskiego i Hryciów to „fikcja literacka”. Co warto podkreślić, dr Gontarczyk przypuszcza, iż mimo niewiarygodności źródeł, trwanie przy oskarżaniu trzech Polaków, wiązało się z tym, że akta wymienionych osób „dawały znakomity materiał mogący wypełnić wyraźne zapotrzebowanie na Polaków, którzy byli «wolontariuszami w dziele wymordowania Żydów»”.

Polecamy obie recenzje dr. Piotra Gontarczyka, dostępne pod poniższymi linkami:

Stowarzyszenie Rodzin Żołnierzy Wyklętych przeciwko Joannie Senyszyn

Kwiecień 29, 2019

Stowarzyszenie Rodzin Żołnierzy Wyklętych oraz członkowie rodzin Żołnierzy Niezłomnych, wspierani przez Redutę Dobrego Imienia złożyli przeciwko Joannie Senyszyn pozew o naruszenie dóbr osobistych. Powództwo dotyczy nieprawdziwych, krzywdzących opinii na temat Żołnierzy Wyklętych zamieszczanych przez byłą posłankę w mediach społecznościowych. Członkowie rodzin Żołnierzy Wyklętych domagają się od pozwanej usunięcia rzeczonych wpisów, umieszczenia przeprosin na jej profilu na Twitterze oraz wpłaty zadośćuczynienia w wysokości 100 tys. zł na rzecz Stowarzyszenia.

Złożony pozew dotyczy 13 postów zamieszczonych w ciągu ostatnich 4 lat przez Joannę Senyszyn na jej profilu na Twitterze. Każdy z tych wpisów odbił się szerokim echem w ogólnopolskich mediach. W ostatnim, opublikowanym 1 marca br., w Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych, Joanna Senyszyn w szczególnie ostrych słowach obraziła pamięć, działalność i honor Żołnierzy Wyklętych. Była posłanka napisała: „Wyklęci to nie żołnierze, a bandy wyrzutków społecznych, nierobów i frustratów czekających na III WŚ. Zamordowali 5 tys. cywilów, w tym 187 dzieci, grabili, gwałcili, torturowali, zastraszali Polaków odbudowujących kraj. Ich święto to jawna kpina z obywateli RP. Będzie zniesione”. Warto dodać, że profil Senyszyn obserwuje ponad 20 tys. osób.

– Joanna Senyszyn wielokrotnie obrażała pamięć Żołnierzy Wyklętych – osób, które często poświęcając życie walczyły o niepodległą Polskę. Dlatego jako Reduta Dobrego Imienia wspieramy Stowarzyszenie Rodzin Żołnierzy Wyklętych, aby nie dopuścić do szerzenia kłamstw. Wyrażane publicznie opinie Joanny Senyszyn są krzywdzące nie tylko dla członków rodzin tych żołnierzy, ale również dla wszystkich Polaków. Działania takie są karygodne i niedopuszczalne. Musimy zrobić wszystko, aby bronić dobrego imienia tych bohaterów – ocenił Maciej Świrski, prezes Reduty Dobrego Imienia Polskiej Ligi przeciw Zniesławieniom.

Żołnierze Wyklęci to liczący 120-180 tys. osób partyzancki, niepodległościowy ruch antykomunistyczny. Nazywani również żołnierzami niezłomnymi stawiali opór sowietyzacji Polski i podporządkowaniu jej ZSRR, toczyli walkę ze służbami bezpieczeństwa ZSRR i podporządkowanymi im służbami w Polsce. Ruch działał pod koniec i zaraz po II wojnie światowej, w latach 1944 – 1963, kiedy zginął ostatni z żołnierzy.