Oszczercza relacja amerykańskiej fundacji w Jerusalem Post

Reagujemy na oszczerstwa założycieli amerykańskiej fundacji, którzy przygotowali zawierającą wiele przekłamań relację z wizyty blisko 100 filantropów i naukowców w miejscach zagłady Żydów m.in. w Polsce. Relacja została opublikowana m.in. na łamach Jerusalem Post.

W czerwcu br. ok. 100 amerykańskich filantropów i naukowców odwiedzało miejsca zagłady Żydów w czasie II wojny światowej w 6 krajach Europy Środkowej i Wschodniej, w tym Polsce. Organizatorem wyjazdu było amerykańskie małżeństwo żydowskiego pochodzenia, Adam i Gila Milstein, założyciele Fundacji Rodziny Milstein.
Z wyjazdu powstała relacja, która poza stroną fundacji, opublikowana została na stronie Jerusalem Post oraz portalu frontpagemag.com. Relacja zawiera wiele nieścisłości i przekłamań i jest wręcz obraźliwa dla Polski i Narodu Polskiego, ustawionego w szeregu z innymi narodami, kolaborantami Nazistowskich Niemiec. Problem jest o wiele poważniejszy, kiedy weźmie się pod uwagę treści jakie mogły być przekazane blisko 100 wpływowym w USA osobom.

Warto podkreślić, że Państwo Milstein są emerytowanymi oficerami izraelskiej armii (Adam brał udział w Wojnie Jom Kippur – wojnie Izraela z koalicją Egiptu i Syrii). Na uwagę zasługuję również misja fundacji, która „ma wzmocnić państwo Izrael, ojczyznę narodu żydowskiego i jej szczególne związki ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki; oraz zapewnienie szczególnego pokrewieństwa z Państwem Izrael młodym i przyszłym żydowskim pokoleniom”.

Reduta Dobrego Imienia odniosła się do fałszywych tez artykułu w liście do autorów, który można przeczytać poniżej, jak również w wersji w języku angielskim.

W tej chwili oczekujemy na sprostowanie fałszywych informacji przez autorów i redakcje. Będziemy Państwa informować o rozwoju sytuacji.

Szanowni Państwo!

Jerusalem Post opublikował ostatnio Państwa artykuł – relację z podróży do miejsc zagłady Żydów w krajach Europy Środkowo-Wschodniej – zatytułowany “FROM AUSCHWITZ TO AMERICA: LESSONS FROM EUROPE’S KILLING FIELDS”, który został przedrukowany w innych mediach elektronicznych. Niestety artykuł zawiera wiele nieścisłości i przekłamań i jest wręcz obraźliwy dla Polski i Narodu Polskiego, ustawionego w szeregu z innymi narodami, których postawa w czasie II wojny światowej była przeciwna do polskiej. Ciężar oskarżeń jest tym większy, że jak Państwo informujecie, towarzyszyła Państwu grupa 100 „filantropów i naukowców”.

Dlatego należy zakwestionować i sprostować następujące tezy.

„Auschwitz-Birkenau został zbudowany w jednym celu: aby wykorzenić ludność żydowską i cygańską.”

Polska była pierwszą i jedną z największych ofiar II wojny światowej dwóch totalitarnych reżimów – nazistowskich Niemiec i komunistycznego Związku Sowieckiego.

Obóz zagłady Auschwitz był początkowo przeznaczony dla Polaków. Transporty Polaków do Auschwitz ruszyły w połowie czerwca 1940 r. na długo przed rozpoczęciem zagłady Żydów. Niemcy najpierw przystąpili do eksterminacji Polaków, a następnie społeczności żydowskiej (decyzja zapadła na konferencji w Berlinie – Wansee w styczniu 1942 r).

150 tysięcy obywateli narodowości polskiej było uwięzionych w Auschwitz, z których połowa została zamordowana. Pominięcie ich w swojej opowieści jest przede wszystkim lekceważeniem win rzeczywistych sprawców, ale także dotkliwą krzywdą dla pomordowanych i ich rodzin.

Ponadto, dlaczego obraz zagłady Żydów sprowadzacie Państwo jedynie do Auschwitz? Niemcy przeprowadzali masową eksterminację Żydów w wielu obozach i gettach żydowskich, a bodaj największej masowej egzekucji dokonali 3.11.1943 r. w obozie na Majdanku (Lublin), gdzie przy dźwiękach muzyki rozstrzelali ponad 18 tys. Żydów (w tym często całych rodzin).

„Polska, gdzie setki tysięcy rodzin żydowskich zostały rozstrzelane przez plutony egzekucyjne, ponieważ ich nieżydowscy sąsiedzi współpracowali lub dołączyli do Niemieckiej Machiny Śmierci.”

Polska nigdy nie współpracowała z Nazistowskimi Niemcami.

W przeciwieństwie do innych krajów okupowanych przez Niemcy (włączając te, które odwiedziliście), w okupowanej Polsce nigdy nie było dobrowolnych politycznych czy wojskowych struktur kolaborujących z Hitlerem. Przeciwnie, powstało Polskie Państwo Podziemne – największy w Europie ruch oporu posiadający rozbudowane tajne struktury polityczne i wojskowe, których celem była walka z hitlerowskim okupantem.

Polska była jednym z nielicznych krajów okupowanej Europy, w którym za pomoc Żydom groziła kara śmierci. Niemcy zabili kilka tysięcy Polaków, którzy pomagali Żydom. Symbolicznym przykładem jest polska rodzina Ulmów z Podkarpacia, która przez ponad rok ukrywała w swoim domu ośmioro Żydów. Cała rodzina została za to rozstrzelana przez Niemców (ojciec, matka w siódmym miesiącu ciąży i ich sześcioro dzieci w wieku od 2 do 8 lat). Za pomoc Żydom Niemcy zabili też wiele innych polskich rodzin – Baranków, Janusów i Madejów, Kowalskich, Kurpielów, Łodejów, Olszewskich itd. Polacy pomagający Żydom byli wywożeni do obozów zagłady, rozstrzeliwani, wieszani, torturowani i paleni żywcem. Niemcy dokonywali też pacyfikacji polskich wsi w wyniku których zamordowano tysiące Polaków. Te egzekucje i masakry miały zastraszyć polskie społeczeństwo i zniechęcić do pomagania Żydom.

Setki tysięcy Polaków z narażeniem własnego życia pomagały Żydom przetrwać wojnę i Holokaust. Polacy stanowią największą grupę w gronie „Sprawiedliwych wśród Narodów Świata”, czyli obywateli różnych państw, którzy ratowali Żydów w czasie Holokaustu. Ten zaszczytny medal – nadawany przez izraelski instytut Yad Vashem – otrzymało ponad 6700 Polaków, tj. 25% wszystkich Sprawiedliwych. Niektórzy historycy uważają, że co najmniej 100 tysięcy Polaków zasługuje na to odznaczanie.

Podobnie jak w innych państwach, także w okupowanej Polsce zdarzały się w czasie wojny przypadki haniebnych zachowań wobec Żydów, ale był to margines w skali całego polskiego społeczeństwa. Przykładem mogą być tzw. szmalcownicy, którzy wymuszali okup na ukrywających się Żydach i pomagających im Polakach albo donosili na nich za pieniądze i inne korzyści do niemieckich władz okupacyjnych. Zjawisko szmalcownictwa istniało we wszystkich krajach okupowanej Europy. Szmalcownictwo było karane śmiercią przez Polskie Państwo Podziemne (wyroki wydawały podziemne sądy, a wykonywali je żołnierze Armii Krajowej).

W czasie wojny zdarzały się też haniebne zachowania Żydów w stosunku do innych Żydów i Polaków.

Również część Żydów była szmalcownikami. W gettach istniały żydowskie organizacje kolaborujące z Niemcami, np. infiltrujące żydowskie i polskie organizacje podziemne (w tym te niosące pomoc Żydom), organizujące wywóz Żydów do obozów zagłady itp. Były to Judenraty, Jüdischer Ordnungsdienst (policja żydowska), Żagiew, tzw. Trzynastka itp. Na polskich ziemiach okupowanych przez Związek Sowiecki było też wielu Żydów, którzy kolaborowali z komunistami (m.in. denuncjowani Polaków, którzy w wyniku donosów byli mordowani lub zsyłani do sowieckich łagrów).

„Polska, (…) która jest zaangażowana w zaprzeczaniu Holokaustowi i granie antysemickimi stereotypami”.

Polska nigdy nie zaprzeczała i nie zaprzecza Holocaustowi. Dlaczego mielibyśmy to robić, skoro także Polacy byli jego ofiarami?. Nowelizacja ustawy uchwalona na początku 2018 roku miała na celu edukację i przeciwdziałanie zniesławianiom oskarżającym państwo polskie i Naród Polski o współpracę z Nazistowskimi Niemcami np. poprzez używanie oszczerczego sformułowania „polskie obozy” zamiast „niemieckie obozy” którym próbuje się przenieść odpowiedzialność za zbrodnie z kata na ofiarę. Na to nie może być zgody i wierzymy że podpisanie wspólnej deklaracji premierów Polski i Izraela przyczyni się do podjęcia wspólnej walki z wszelkimi próbami fałszowania historii.

Polska nigdy nie była i nie jest antysemicka. Przed II Wojną Światową zamieszkiwała ją populacja 3 milionów Żydów – największa w Europie. Jak nigdzie indziej znaleźli tu bezpieczeństwo, warunki wzrostu i rozwoju swojej kultury. Zdarzały się przypadki sporów etnicznych, ale miały one podłoże ekonomiczne, a nie narodowe lub religijne, i podobnie jak w czasie II Wojny Światowej, były marginalne.

W obecnych czasach nawet jeżeli poszczególni Polacy prezentują postawy określane jako antysemickie, to są one odpowiedzią na szerzący się w wielu środowiskach żydowskich jaskrawy antypolonizm. O tym problemie także była mowa w deklaracji podpisanej przez premierów Polski i Izraela.

Dzisiaj Polska jest również jednym z najbezpieczniejszych miejsc dla Żydów. Ambasada RP w Tel Awiwie wydała 2665 paszportów w 2016 r., Natomiast w 2017 r. liczba ta wzrosła do 3,530. Jeśli Polska nie jest już bezpiecznym krajem dla Żydów, jak przypuszcza wielu ludzi, skąd bierze się tak wielkie zainteresowanie naszym krajem?

Jak zapewne doświadczyliście podczas podróży w Polsce, Żydzi nie potrzebują eskorty policyjnej. Różne żydowskie festiwale, imprezy i uroczystości (np. Festiwal Kultury Żydowskiej w Krakowie i Warszawski Festiwal Singera) są bezpieczne i cieszą się ogromną popularnością, nie tylko wśród odwiedzających Żydów, ale także wśród Polaków i gości z innych krajów. Podobne wydarzenia wyglądają inaczej w wielu krajach europejskich. Nikt nie kpi z religijnych obyczajów Żydów. Wręcz przeciwnie, są szanowane i często uczestniczą w nich władze państwowe. Znajdują się tu także liczne muzea poświęcone kulturze i historii żydowskiej, takie jak Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, Muzeum Auschwitz-Birkenau i Muzeum Getta Warszawskiego (które wkrótce powstanie), a także kawiarnie, sklepy, edukacja centra i synagogi – żadna z nich nie musi codziennie ścierać obraźliwych sloganów ani graffiti.

W związku z powyższym domagamy się o sprostowanie informacji w mediach, które opublikowały przygotowaną przez Państwa relację.

List w języku angielskim

Reakcje mediów niemieckich na nowelizację ustawy o IPN

Nowelizacja ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej uchwalona 27 czerwca 2018 roku została zauważona przez niemieckie media. O zmianach w noweli ustawy o IPN informowały najważniejsze niemieckie tytuły prasowe, choć tematyka polska nie była szerzej podejmowana. Sprawy polskie stały w cieniu problemów wewnętrznej polityki Niemiec, a szczególnie tematu ewentualnej dymisji kanclerz Angeli Merkel. Zachęcamy do lektury.

Nagła nowelizacja ustawy o IPN nie wywołała w Niemczech poważniejszych komentarzy. 27 czerwca niespodziewane odpadnięcie Niemiec z Mundialu w Rosji zdominowało telewizyjne serwisy informacyjne, spychając na dalszy plan nawet doniesienia na temat rozłamu w rządzącej koalicji. Niemieckie media coraz częściej zastanawiają się nad ewentualną dymisją kanclerz Merkel.

Kryzys w rządowy w Niemczech rozpoczął się od forsowanego przez lidera CSU Horsta Seehofera i zarazem ministra spraw wewnętrznych zakazu wjazdu do Niemiec określonych grup imigrantów. Miałoby to dotyczyć przede wszystkim osób nie posiadających dokumentów i tych, które zostały zarejestrowane jako uchodźcy w innych krajach Unii Europejskiej. Seehofer zagroził, że wcieli swoją decyzję w życie bez oglądania się na kanclerz Merkel. Bawarska CSU zagroziła samodzielną zmianą polityki azylowej i de facto rozłamem koalicji.
Volker Kauder przewodniczący frakcji CDU/CSU określił sytuację jako „bardzo poważną”. W międzyczasie liczba zwolenników dymisji Kanlerz Angeli Merkel wzrosła do 41%. Zgodnie z badaniami opinii publicznej przeprowadzonymi przez renomowany instytut Forschungsgruppe Wahlen w połowie czerwca zaledwie 49% badanych było zadowolonych z rządów wielkiej koalicji (trzy tygodnie wcześniej zadowolenie deklarowało 64% respondentów). Liczba osób niezadowolonych wzrosła z 29% do 44%.
Horst Seehofer zagroził w niedzielę wieczorem rezygnacją, ale niebawem zawiesił swoją decyzję i postanowił jeszcze przez trzy dni kontynuować rozmowy z Angelą Merkel. Główną kwestią sporną jest kryzys migracyjny. Agencja Reutera twierdzi, że Seehofer powiedział, że nie widzi innego rozwiązania kwestii migracji jak zawracanie migrantów z granic RFN. W niedzielnym wywiadzie dla telewizji ZDF kanclerz przyznała, że wbrew wcześniejszym wypowiedziom nie podpisała żadnej ugody z Czechami, Węgrami i Polską dotyczącej kwestii migrantów.
– Rozmawialiśmy na ten temat, ale nie podpisaliśmy żadnego porozumienia. Było to tylko polityczne zobowiązanie. Jeżeli doszło do nieporozumienia, to jest mi przykro. Nadal będziemy rozmawiać – powiedziała podczas wywiadu Angela Merkel.

Dziennikarz ARD wzywa Merkel do rezygnacji

Nieoczekiwanie ostra krytyka kanclerz Merkel pojawiła się w niemieckich mediach elektronicznych. W zamieszczonym 25 czerwca na oficjalnej stronie ARD (pierwszego programu niemieckiej telewizji publicznej) komentarzu brukselski korespondent stacji, Malte Pieper, wezwał Angelę Merkel do złożenia dymisji. Ten bezprecedensowy krok miał miejsce po fiasku szczytu poświęconego migracji.
„Unia Europejska ogłasza swoje bankructwo. W kwestii migracji, będącej jednym z najważniejszych wyzwań politycznych naszych czasów, nic już nie funkcjonuje. (…) Szefowie państw nie ufają sobie nawzajem. Przede wszystkim nie mają zaufania do kanclerz Niemiec. Jej nazwisko w wielu krajach Europy od razu pogarsza nastrój, gdy tylko się je wypowie.”
Komentator zastanawia się, jak doszło do tego kryzysu zaufania. Jego zadaniem winny temu jest wychwalany przez zwolenników Angeli Merkel jej pragmatyczny styl uprawiania polityki. Pieper podaje przykład owego pragmatyzmu, będącego tak naprawdę brakiem długofalowej strategii.
„Gdy w latach 2011 i 2012 powoli, ale stale rosła liczba osób uciekających do Europy, Merkel oświadczyła, że nie jest to jej problem, lecz Włoch i Grecji. Pani kanclerz odkryła „europejską solidarność” dopiero wtedy, gdy uchodźcy dotarli do bawarskiej granicy. Od jesieni 2015 roku „europejska solidarność” stała się nagle palącą kwestią. Problem dotarł do Niemiec i nie było już czasu na długie negocjacje.”
W tekście Piepera pojawia się rzadko spotykana w niemieckiej prasie krytyka stosunku kanclerz do krajów naszego regionu. „Pod presją (wydarzeń) Merkel akceptuje nawet podział UE, spycha kraje Europy Wschodniej do narożnika, doprowadza do ich przegłosowania i chce je zmusić do solidarności w przyjmowaniu uchodźców. Proszę sobie wyobrazić, co by się stało, gdyby ktoś w ten sposób potraktował Niemcy!”. Komentator ARD krytykuje również politykę Merkel w stosunku do krajów południa Europy. „Podobny brak taktu wykazała Merkel podczas kryzysu finansowego w Grecji (…) i w dotkniętych bezrobociem młodzieży krajach śródziemnomorskich. Gdzie nie spojrzeć, tam Merkel pozostawia po sobie spaloną ziemię”.
W bezkompromisowości niemieckiej kanclerz publicysta dopatruje się sukcesu partii prawicowych. „Również w Niemczech AfD kroczy od zwycięstwa do zwycięstwa.”
Na koniec Pieper wzywa Merkel wprost do rezygnacji. „Szanowna Angelo Merkel, po 13 latach sprawowania władzy, nie ma dla Pani w Europie, oprócz odczuwalnej niechęci, już nic do wygrania. Widać było to na wszystkich spotkaniach, jakie odbyły się w ostatnich miesiącach. Niech Pani wreszcie pomoże w zatrzymaniu tego pozornie nieodwracalnego trendu, który prowadzi do podziału Europy! Niech Pani ustąpi z urzędu kanclerskiego i zrobi miejsce dla swojego następcy, którego nazwisko nie jest tak obciążone jak Pani! Dla kogoś , kogo w Europie będzie się jeszcze wysłuchiwało. Dla kogoś, komu się ufa, iż widzi interesy wszystkich państw! Niech Pani pozwoli nam zacząć od nowa!”

ZDF pyta o dymisję?

21 czerwca w publicystyczno-informacyjnym programie ZDF Heute Journal prowadzący wydanie weteran dziennikarstwa Claus Kleber połączył się na żywo z towarzysząca kanclerz Merkel w podróży na Bliski Wschód korespondentką Bettiną Schausten. Kleber zapytał o nastroje panujące w niemieckiej delegacji przed zbliżającym się szczytem w Brukseli. Na koniec zadał zaskakujące dla widzów pytanie: „Czy czuje się nastrój zmierzchu rządów pani kanclerz? Czy za kilka dni wszystko może się skończyć?”.
Kierująca na co dzień studiem w Berlinie Schausten skwitowała pytanie kolegi uśmiechem i ze spokojem odpowiedziała, że wizyta w Bejrucie ma ukazywać normalność, a kanclerz Merkel znana jest z pokerowej twarzy. W żadnym wypadku nie można mówić tu o przerwie i każda wolna chwila wykorzystywana jest do opanowania kryzysu koalicyjnego. Można odnieść wrażenie, że CSU przestraszyła się zaostrzenia konfliktu z siostrzaną CDU i pomimo głośnych zapowiedzi będzie dążyć do zażegnania rozłamu. Szczególnie, że SPD już sygnalizuje wzmocnienie swojej pozycji kosztem ewentualnego wyjścia CSU z rządu. Również Zieloni mówią o odpowiedzialności w obliczu kryzysu i gotowości do tworzenia wielobarwnej koalicji. Bez wątpienia mamy do czynienia z największym kryzysem od czasu utworzenia rządu, który prawdopodobnie trwale osłabi pozycję polityczną kanclerz Merkel.

Nowelizacja ustawy IPN w odbiorze mediów niemieckich

Tematyka polska w ostatnich tygodniach z oczywistych względów zeszła na plan dalszy. Kryzys koalicyjny sprawił, że niemieckie media koncentrowały się na polityce krajowej. Utworzenie prawicowych rządów w Austrii i Włoszech osłabiło poniekąd zainteresowanie Polską. Warto zauważyć, że rząd austriacki określany bywa teraz w niemieckiej prasie jako prawicowo populistyczny w odróżnieniu od używanego w stosunki do rządu polskiego określenia: prawicowo-konserwatywny (FAZ), lub narodowo-konserwatywny (Die Welt).

Nowelizacja ustawy o IPN zauważona została w niemieckiej prasie, ale nie spotkała się z większą liczbą komentarzy. Berliński Tagesspiegel i Frankfurter Allgemeine Zeitung odnotowały usunięcie z nowelizacji ustawy o IPN krytykowanych przez Izrael i USA zapisów, przewidujących odpowiedzialność karną za publiczne przypisywanie narodowi polskiemu odpowiedzialności za zbrodnie popełnione przez III Rzeszę.
FAZ w wydaniu z 27.06.2018 przypomina, że uchwalona w marcu nowelizacja ustawy przewidywała odpowiedzialność karną za „historycznie fałszywe” określanie nazistowskich obozów koncentracyjnych w okupowanej Polsce mianem „polskich obozów”. FAZ cytuje także szefa klubu parlamentarnego PiS Ryszarda Terleckiego: „Spotkaliśmy się z brakiem zrozumienia, z niesprawiedliwymi opiniami. Nie chcemy, aby ciążyło to na naszej polityce.”

Co znamienne w tekstach, mówiących o nowelizacji, rzadko spotyka się teraz określenie „niemieckie obozy”. Sprawcami są prawie zawsze naziści, a obozy są nazistowskie.

Nieco inaczej skomentowała nowelizację Die Welt. W swoim tekście Philipp Fritz zauważył cofnięcie się premiera Mateusza Morawieckiego w kwestii odpowiedzialności karnej, ale uznał to za niewiele więcej niż gest w kierunku Izraela. Autor tekstu przypomniał, że jego zdaniem to właśnie premier Morawiecki ponosił odpowiedzialność za zaostrzenie retoryki po swojej wypowiedzi podczas Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium. Polski premier wspomniał wówczas o „żydowskich sprawcach”.
Philipp Fritz podkreślił, że „Izrael jest tradycyjnie ważnym partnerem Polski, a relacje miedzy obu krajami są ważne zarówno na płaszczyźnie osobistej jak i politycznej”. Niemiecki komentator uważa, że wprawdzie część elektoratu PiS nie przyjmie nowelizacji pozytywnie, ale kwesta ta nie będzie wiodącym tematem w okresie wakacyjnym. „Jeśli coś może zdominować letnie tygodnie, to jedynie reforma sądownictwa i spór z Brukselą” – zauważa publicysta.

„Polskie obozy” w artykule historyka Uniwersytetu w Turynie

Włoski badacz, pracownik naukowy na Wydziale Historii Współczesnej Uniwersytetu w Turynie, Bruno Maida w artykule historycznym o losie 14 dzieci deportowanych z Włoch do obozu Auschwitz opublikowanym na swoim blogu trzy razy użył określenia “polski obóz” (“lager polacco” i “campo polacco”).

Opinie historyków, badaczy, pracowników naukowych są szczególnie istotne, a zniesławienia wywodzące się z tego środowiska są szczególnie niebezpieczne, ponieważ są poparte tytułami i autorytetem naukowym.

W związku z powyższym zaraz po otrzymaniu zgłoszenia podjęliśmy interwencję. Najpierw w komentarzu pod artykułem, następnie drogą mailową na adres autora z domeną uczelni. Brak jakiejkolwiek reakcji skłonił nas do poinformowania o sytuacji władze uczelni, w tym jej rektora Gianmaria Ajani’ego. Do chwili obecnej nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi, a artykuł nie został poprawiony.

Zwróciliśmy się również do Ambasadora RP w Rzymie i Konsula Honorowego RP w Turynie o pomoc w wyegzekwowaniu korekty.

Publikujemy pisma do:

Bruno Maidy
Gianmaria Ajaniego

Za nami kolejna rozprawa w sprawie Hansa G.

Dzisiaj przed Sądem Okręgowym w Gdańsku odbyła się kolejna rozprawa w procesie cywilnym przeciwko Hansowi G., który chciał „rozstrzelać wszystkich Polaków”. To jedenasta rozprawa przeciwko Hansowi G. oskarżonemu o szerzenie mowy nienawiści na tle narodowościowym. Sąd zaplanował jeszcze dwie rozprawy. Na kolejną mają zostać doprowadzeni przez policję świadkowie Hansa G., którzy nie stawili się na dzisiejszej rozprawie. Dodatkowo za uporczywy brak stawiennictwa zostaną ukarani grzywną w wysokości 600 zł. Na ostatnią rozprawę zaplanowaną na 5 października sąd wezwał Hansa G. pod rygorem pominięcia jego zeznań.

Proces o naruszenie dóbr osobistych wytoczyła Natalia Nitek, którą prawnie wspiera Reduta Dobrego Imienia mając także status interwenienta ubocznego. Sprawę prowadzi mec. Monika Brzozowska–Pasieka.

Przypomnijmy, że w pomorskiej firmie POS SYSTEM, Natalia Nitek przez kilka miesięcy była nękana słownie przez jej właściciela, Niemca Hansa G., który celowo używał zwrotów godzących w dobra osobiste i narodowe pracownicy. W rozmowach posługiwał się sformułowaniami używanymi przez Niemców w stosunku do Polaków podczas okupacji 1939-1945, także z użyciem terminologii nazistowskiej i nie krył się z nienawiścią wobec Polaków.

Hans G. mówił o Polakach m.in. „shit”, „idiots”, „I hate this idiots”, “idiot Polak”, „suck-ers”, “better is Africa”, “fucking stupid country”, “should I stand them on the wall [pokazuje pozorowane strzelanie] Kill them? I wanted, I want! No problem for me! I would kill every Polak, scheiss egal”, zaś o samej pracownicy mówił „ustawiłbym cię z PiSem w szeregu i rozstrzelał”, „jesteś głupia, bo słuchasz Kaczyńskiego”, „pieprzony pisior (fucking pisior)”, „stuknięta faszystka (crazy fashist)”.

– Część społeczeństwa niemieckiego wyznaje zasady które pchały ich przodków do niewyobrażalnych zbrodni na Polakach. Niejednokrotnie byłam atakowana za swoje przywiązanie do Ojczyzny oraz aktywność patriotyczną, polityczną. Jestem Polką i jestem z tego dumna. Nie pozwolę na bezkarność Niemca, który nienawidzi Polaków i gardzi nami – mówiła w trakcie procesu Natalia Nitek.

Pierwsza rozprawa odbyła się 27 stycznia 2017 roku. W sprawie zeznawali byli i obecni pracownicy firmy, a przed Sądem Rejonowym w Wejherowie toczy się jeszcze proces karny.

 

Manipulacje zdjęciem z Bergen-Belsen

W ostatnim czasie spotkaliśmy się z wielokrotnym użyciem zdjęcia z obozu Bergen-Belsen, które ilustruje artykuły o zbrodniach w Jedwabnem. Zdjęcie pokazuje epizod związany z wyzwoleniem niemieckiego obozu koncentracyjnego Bergen-Belsen w maju 1945 roku. Ilustracja przedstawia tłum, który przypatrywał się podpaleniu baraku obozowego po wyzwoleniu obozu przez Brytyjczyków. Barak został spalony, ponieważ przebywały tam wcześniej osoby zarażone tyfusem. Potwierdzają to zdigitalizowane zbiory Imperial War Museums:
https://www.iwm.org.uk/collections/item/object/205194174

W związku z przekłamaniami na temat okoliczności wykonania zdjęcia i użyciem go w niewłaściwym kontekście interweniowaliśmy w redakcjach następujących stron internetowych: antiwarsongs.org, ilmemoriale.it, forward.com, dannyorbach.com, urgente24.com, swiato-podglad.pl, fronda.pl, demotywatory.pl oraz niezlomni.com.

Redakcje poprawiły swoje materiały.

Reakcje mediów niemieckich na wizytę kanclerz Merkel w Polsce

W poniedziałek (19.03.2018) kanclerz Angela Merkel odwiedziła Polskę. Niemiecka kanclerz przybyła do Warszawy zaledwie trzy dni po spotkaniu z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem i pięć dni po powołaniu nowego rządu. Do spotkania z polskim prezydentem i premierem doszło ponad miesiąc po oficjalnej wizycie premiera Mateusza Morawieckiego w Berlinie. W niemieckich mediach widać pewną zmianę tonu komentarzy. Wydaje się, że powoli zaczyna dominować bardziej pragmatyczne podejście do relacji z Polską. Ocenia się, że niemiecka kanclerz szuka dialogu z Polską.

Stopniowa zmiana tonu

Już w okresie poprzedzającym wizytę można było zauważyć w niemieckich mediach nowe akcenty. W artykule „Ślepe podążanie za Macronem nie leży w interesie Niemiec” (16.03.2017) Klaus Geiger, publicysta Die Welt, stawia tezę, iż propagowana przez prezydenta Francji koncepcja Europy dwóch prędkości nie jest dla Berlina korzystna.
„Nareszcie po najdłuższych w historii Republiki Federalnej rozmowach koalicyjnych powraca normalność. Nadchodzące miesiące będą miały dla Niemiec decydujące znaczenie. Niemcy muszą zdefiniować swoje cele w Europie.” – pisze Geiger. Dlaczego Niemcy mają kroczyć za znaną ze swoich etatystycznych tradycji Francją? – pyta publicysta Die Welt.

Jest sceptycznie nastawiony do lansowanej przez Macrona koncepcji wspólnego budżetu strefy euro i zauważa, że w Europie – nawet po Brexicie – sporo jest państw, które są zwolennikami „wolności gospodarczej, konkurencyjności i odpowiedzialności za budżety swoich krajów.” W opinii Geigera do takich państw należą: Holandia, Austria, kraje skandynawskie, a także kraje Europy Środkowowschodniej – na czele z Polską. „Klucz do przyszłości Europy znajduje się nie tylko w Paryżu lecz także w Warszawie” – pisze Geiger. Zwraca też uwagę na fakt niezauważanych w Niemczech zmian nad Wisłą.

„Nowy rząd Mateusza Morawickiego prezentuje się bardziej ugodowo. W jego własnym interesie jest konstruktywny udział w tworzeniu Unii Europejskiej XXI wieku” – zauważa Geiger. Jednocześnie dodaje w typowym dla niemieckich mediów tonie: „Będzie to możliwe tylko wtedy, gdy wreszcie przestrzegane będą demokratyczne wartości Unii Europejskiej.” Zdaniem Geigera nadszedł odpowiedni moment dla Polski, żeby „wyrwała się ze swojej izolacji i nie stała się zbyteczną w Unii Macrona i Merkel”. Zdaniem Geigera ani Polska ani Niemcy nie powinny być zainteresowane przemianą UE w unikających konkurencji członków klubu euro.

Znaczenie Polski

Również wydawany w Berlinie liberalny dziennik Der Tagesspiegel, niedawno jeszcze nawołujący do nałożenia sankcji na Polskę i stawiający ją czasami w jednym szeregu z Turcją Erdogana, dopuszcza dziś bardziej zróżnicowane opinie. Na łamach Tagesspiegl ukazał się obszerny artykuł Janusza Reitera pod znamiennym tytułem „Polska jest zbyt duża, by być izolowaną” (19.03.2018). Były polski ambasador w Berlinie i Waszyngtonie podkreśla w nim konieczność niemiecko-polskiej współpracy w celu stabilizacji Unii Europejskiej i wzmocnienia więzi transatlantyckich. „Trudno nie dosłyszeć apelów o izolowanie Polski na arenie międzynarodowej ze względu na kontrowersyjne praktyki polityczne. Równie głośno formułowane są wezwania do ukarania Wielkiej Brytanii za Brexit. Obie reakcje można wytłumaczyć zarówno emocjonalnie, jak i przy pomocy rzeczowych argumentów. Obie są błędne”. (…) „Polska nie jest dla Unii Europejskiej stracona. Polexit nie nastąpi zarówno w krótkiej jak i średniej perspektywie czasowej. Można jednak zauważyć wyobcowanie Polski w Unii Europejskiej”. Reiter przybliża argumenty obu stron sporu i zwraca uwagę na jego głębsze podłoże. „Należało by się cieszyć, gdyby Merkel i Maas przekonali polskie władze, iż również one powinny być zainteresowane UE jako wspólnotą wartości. Z różnych względów Warszawa nie będzie do tego skłonna. Konfrontacyjny kurs polski jest błędem, ale ten błąd ma swoje przyczyny. Nazbyt długo Zachodnia Europa obstawała wyłącznie przy swojej interpretacji wspólnoty wartości i nie traktowała poważnie krajów członkowskich ze Wschodniej Europy.”

Reiter uważa, że kryzys związany z napływem uchodźców nie spowodował podziałów, lecz jedynie uwidocznił już istniejące różnice. Zdaniem Reitera trudność polega na tym, że Polska, która chętnie krytykuje Zachód, nie przedstawia własnych konstruktywnych propozycji i doprowadza do rozchwiania państwa prawa.

Odnośnie relacji polsko-amerykańskich Reiter stawia tezę, że w Warszawie nastąpiło ich przewartościowanie. „Koncepcja ekskluzywnego bilateralnego sojuszu z Ameryką okazała się iluzją.” Zdaniem byłego ambasadora, Polska jest jednym z tych krajów, które swoje relacje z innymi, a szczególnie silniejszymi partnerami, muszą realizować w ramach struktur międzynarodowych. Zauważa też, że Ameryka miałaby wystarczający potencjał, aby doprowadzić do podziałów w Europie, jeśliby tego chciała. „Polska może odegrać pozytywną rolę podczas odnawiania relacji transatlantyckich. Prezydent Trump nie jest już w Warszawie idealizowany, ale też nie jest tam demonizowany”. Warunkiem odegrania tej pozytywnej roli, jest większe niż dotychczas stawianie na Europę i rozwiązanie „fatalnych sporów z Komisją Europejską”.

Artykuł kończy się swoistym apelem o zażeganie sporów z Polską i podkreśleniem niemieckiego przywództwa w Unii Europejskiej. „Jako jedyny kraj w Europie Niemcy budują od lat strategiczne partnerstwo z Polską.” Strategiczne znaczenie tych relacji widać w „cierpliwości i wytrwałości”, z jaką są realizowane. „Rola Niemiec w Europie polega na scalaniu Unii Europejskiej. Aby osiągnąć ten cel, należy spróbować włączyć do tej koncepcji Polskę, bez upiększania sytuacji panującej w kraju. Jeśli ktoś potrafi tego dokonać w Europie, to są to Niemcy.” – konkluduje Reiter.

Do tańca trzeba dwojga

Wizyta kanclerz Angeli Merkel w Warszawie może zapowiadać zmianę w polsko-niemieckich stosunkach, ale nie będzie to proces łatwy – twierdzi w swoim komentarzu „Historia zmarnowanych szans” publicysta dziennika Der Tagesspiegel Christoph von Marschall.

„Niemcy i Polska znajdują się w punkcie zwrotnym i jest to zarazem punkt zwrotny dla Europy. Jeśli spory ostatnich lat będą się utrzymywać, dla Niemców wzrośnie pokusa, by dążyć do stworzenia wraz z Francją europejskiego rdzenia, do którego Polska nie będzie należeć. Odnoszone od 1989 roku sukcesy w sąsiedztwie bliskim pod względem ludzkim, gospodarczym i politycznym stanęłyby wówczas pod znakiem zapytania” – zauważa znany z krytycznych komentarzy pod adresem PiS publicysta.

Zdaniem Marschalla powstanie rządu Mateusza Morawieckiego i utworzenie nowego rządu koalicyjnego w Berlinie, daje nadzieję na nowe otwarcie, chociaż nie należy oczekiwać szybkich sukcesów. ”W obozie narodowo-populistycznej partii PiS (…) wiele osób posiada przesadne wyobrażenia na temat siły Polski w Europie. Zachowują się one tak, jakby mogły utrzymać strategię „bez nas się nie da” i sprawić, by procedura wszczęta przez UE z powodu wątpliwości co do praworządności w Polsce zakończyła się bez konsekwencji. Wielu wmawia sobie, że Komisja Europejska i Parlament Europejski porzucą swe obiekcje, gdy tylko reforma sądownictwa zostanie im wyjaśniona.”
Berliński publicysta zawraca jednak uwagę, że również wielu Niemców ma dalekie od rzeczywistości wyobrażenia, które w ich błędnym przekonaniu podzielają mieszkańcy pozostałych państw UE. „Niemcy uważają prezydenta USA Donalda Trumpa za zagrożenie, podczas gdy polski rząd nie ma mu wiele do zarzucenia, a pozostali Europejczycy reagują z o wiele mniejszym niż Niemcy oburzeniem. We Francji prezydenta Emmanuela Macrona Berlin upatruje partnera do rozwijania Europy, natomiast PiS uważa go za zagrożenie. Polska nie jest zainteresowana unią fiskalną, do której nie należy (…)” – przypomina berliński komentator. Jego zdaniem Europa dwóch prędkości, z niemiecko-francuskim rdzeniem, utworzona kosztem pozostawienia Polski w strefie „mniejszej prędkości” nie leży w interesie Niemiec.

Na zakończenie Marschall stwierdza, że podwójna polityka polskiego rządu – „w kraju antyniemiecka i anty-unijna retoryka, a za granicą nadzieja, iż Niemcy utrzymają Polskę w najściślejszym klubie UE” – jest nie do przyjęcia. Nowy początek będzie łatwiejszy, jeśli także Merkel się przyzna, że również Niemcy występowały przeciw europejskim i polskim interesom, np. w sprawie gazociągu Nord Stream, i chce te błędy naprawić. „W przeciwnym razie zamiast nowego otwarcia będziemy mieli kolejną zmarnowaną szansę” — podsumowuje Marschall.

Umiarkowane oceny

Przebieg wizyty kanclerz Merkel w Warszawie relacjonuje również liberalno-lewicowy dziennik Süddeutsche Zeitung, znany z wcześniejszych krytycznych opinii na temat konserwatywnych rządów w Polsce.
„Kanclerz Angela Merkel podczas swojej wizyty w Warszawie (…) podkreśliła znaczenie współpracy z Polską. Przy kwestiach spornych, takich jak reforma polskiego sądownictwa, wskazała na Komisję Europejską. „Polska jest ‘partnerem i przyjacielem’, nawet wtedy, gdy ‘nasze rozmowy nie zawsze są łatwe’ – stwierdziła kanclerz po spotkaniu z premierem Mateuszem Morawieckim. Nowy rząd federalny chce kontynuować i wzmacniać współpracę z polskim rządem. Kanclerz Angela Merkel podkreśliła znaczenie rozwijających się pozytywnie relacji handlowych – w 2017 roku wymiana handlowa osiągnęła poziom 110 miliardów Euro” – pisze z Warszawy korespondent SZ Florian Hassel.

Podczas konferencji prasowej dziennikarz Süddeutsche Zeitung zadał kanclerz Merkel pytanie, jak zareaguje niemiecki rząd, gdy Polska nie zgodzi się na wycofanie sprzecznych z prawem europejskim ustaw dotyczących reformy sądownictwa i nie przywróci niezawisłości Trybunału Konstytucyjnego. „(…) Kanclerz Merkel odpowiedziała wymijająco. Rząd federalny ma nadzieję, że Polska porozumie się z Komisją Europejską: ‘Przyjęlibyśmy to z zadowoleniem, gdyby Komisja Europejska poinformowała nas, że rozmowy przebiegły pomyślnie’. Premier Morawicki potwierdził stanowisko Warszawy, zgodnie z którym reforma sądownictwa w uchwalonej formie ‘jest koniecznością’ ”.

Reakcje telewizyjne

Od raczej zniuansowanych relacji i komentarzy prasowych wyraźnie odbiegał ton przekazów telewizyjnych. Drugi kanał niemieckiej telewizji publicznej ZDF w swoim wieczornym głównym programie publicystycznym Heute Journal poświecił wizycie nieco ponad pół minuty. Stwierdzono, że chociaż różnice zdań dotyczące kontrowersyjnej reformy sądownictwa nie zostały zażegnane, to doszło do zbliżenia stanowisk w kwestii uchodźców. Kanclerz Merkel uznała, że Polska przyjęła uchodźców z Ukrainy i wypełnia swoje zobowiązania.
Głównym tematem tego wydania Heute Journal była ochrona danych osobowych oraz konflikt pomiędzy prezydentem Trumpem a amerykańską FBI.

Zdecydowanie najbardziej negatywny komentarz pojawił się w Tagesthemen – flagowym programie publicystycznym niemieckiej telewizji publicznej ARD (oglądalność 2,62 miliona widzów). Dziennikarka prowadząca Tagesthemen rozpoczęła materiał od przypomnienia domniemanych antyniemieckich ekscesów, mających miejsce podczas demonstracji we Wrocławiu. Ilustracją jej wypowiedzi był wyświetlany w tle przez pół minuty nadpalony plakat, przedstawiający fotomontaż kanclerz Merkel w mundurze. Sama relacja z Warszawy była już zdecydowanie bardziej stonowana. Zwrócono uwagę, że dla Polski Niemcy są głównym partnerem gospodarczym, nie uwypuklano natomiast korzyści gospodarczych, jakie handel z Polską przynosi niemieckim firmom. Podano, że ogólna wymiana handlowa przekroczyła 100 miliardów. Pojawiła się też informacja, że od wybuchu walk na Ukrainie w 2014 roku do Polski przybyło 1,5 miliona Ukraińców. Przytoczone zostały też przeprowadzone w Polsce sondaże, wedle których zaledwie 30% respondentów uważało Niemców za sympatycznych (spadek o 16 punktów procentowych). Spadek sympatii przypisano „narodowym tonom” obecnym w retoryce PiS.

We wprowadzeniu do kolejnego materiału wideo dziennikarka wystąpiła na tle muralu przedstawiającego Jarosława Kaczyńskiego stylizowanego na Juliusza Cezara. W komentarzu wprowadzającym stwierdziła, że Polska zgodnie z konstytucją nadal jest demokracją, ale niektóre, wywalczone swobody podlegają coraz większej kontroli państwa.
W drugim poświęconym Polsce reportażu zilustrowano powody wysokiego poparcia, jakim cieszy się PiS. Jako główną przyczynę wysokich notowań partii rządzącej podano program prorodzinny 500+. Główny bohater reportażu – trzydziestoparoletni informatyk z rodziną – wypowiadał się pozytywnie o rosnącym znaczeniu Polski i polityce rządu. W materiale zwrócono także uwagę na prezentowany przez PiS domniemany antyelitaryzm, wsłuchiwanie się w głos wyborców, nieprzyjmowanie imigrantów oraz konsekwentne realizowanie celów politycznych. Jako główną przyczynę słabości opozycji podano jej skłócenie. Na koniec poświęconego Polsce bloku wyemitowany został komentarz publicystki Ellen Ehni. Komentarz ten warto przytoczyć prawie w całości:

„Co dzieje się z tą Polską? Od dawna nasi sąsiedzi ze wschodu nie byli nam tak obcy. (…) Wraz z reformą sądownictwa likwidowany jest trójpodział władzy. Polska nie zgadza się na przyjmowanie uchodźców, chociaż będąc największym odbiorcą netto funduszy unijnych, sama korzysta z europejskiej solidarności. Podejmowany jest temat reparacji wojennych, w celu podsycania nastojów antyniemieckich. (…)
Za wszystko to odpowiedzialna jest partia rządząca. PiS budzi dumę narodową Polaków, prezentuje się agresywnie w polityce zagranicznej i autorytatywnie u siebie w kraju. Można byłoby powiedzieć, z takim krajem nie chcemy mieć w Europie nic wspólnego. Ale nie możemy podejść do tego tak łatwo.
Polska jest głęboko podzielona. Podziały przebiegają przez rodziny, instytucje i media. Każdy jest za rządem albo przeciw niemu. Nie ma niczego pomiędzy. Jedni zadowoleni są ze swojej sytuacji finansowej i dumni z wzmacniającej się Polski. Inni uważają, że podąża ona w stronę państwa autorytarnego i odwraca się od Europy. Tak, Warszawa depcze państwo prawa i Unia Europejska musi na to zareagować: poprzez krytykę, sankcje, a nawet bolesne kary finansowe. Ale jednocześnie musimy prowadzić z tym krajem dialog. Spór z Niemcami budzi u wielu Polaków historyczne lęki, na czym korzysta PiS. Ponadto Polska obawia się zostania na uboczu, gdy Niemcy i Francja kroczą wspólnie naprzód. Te obawy muszą zostać potraktowane poważnie. Dialog miedzy wschodem i zachodem jest konieczny, aby Unia mogła stanowić jedność. Niemcom przypada (w tym procesie) kluczowa rola.”

Podsumowanie

Znaczenie stosunków z Polską podkreślone zostało w umowie koalicyjnej zawartej pomiędzy CDU i SPD. Wizytę kanclerz Angeli Merkel można odczytywać jako chęć ich dalszego rozwijania. Wydaje się, że w obliczu konfliktów handlowych z USA i sceptycznego podejścia niemieckiej opinii publicznej do proponowanej przez Francję unii fiskalnej wygaszenie wewnątrzunijnych sporów zyskuje na znaczeniu. Znamienne jest podkreślanie przez polskich i niemieckich polityków wagi wzajemnych stosunków gospodarczych. Poziom wymiany handlowej przekroczył w 2017 roku 100 miliardów euro i był dwukrotnie wyższy od wymiany rosyjsko-niemieckiej. Dla porównania wymiana handlowa Niemiec z USA to około 160 miliardów euro. Dla Niemiec Polska jest ósmym partnerem gospodarczym (Rosja w 2016 znajdowała się na 13 miejscu). Niemcy są też głównym odbiorcą polskiego eksportu (około 25%).

W czasie wspólnej konferencji premier Mateusz Morawicki skrytykował działania protekcjonistyczne niektórych krajów – miał zapewne na myśli USA. To wspólne stanowisko z pewnością jest istotnym wsparciem dla Niemiec, które znajdują się w ostrym sporze handlowym z administracją prezydenta Trumpa. Konflikt dotyczy przede wszystkim zapowiedzianego przez USA wprowadzenia ceł – między innymi na produkowaną w Niemczech stal i aluminium. Rocznie niemiecki przemysł eksportuje do USA milion ton stali. W przemyśle stalowym w Unii Europejskiej zatrudnionych jest 20 tysięcy osób. Jak widać, wewnątrzeuropejskie rynki zbytu, szczególnie w obliczu pogarszających się relacji handlowych z USA i widmo ponownego zaostrzenia konfliktu politycznego z putinowską Rosją – a co za tym idzie przedłużenia sankcji – nabierają dla Niemiec kluczowego znaczenia. Można odnieść wrażenie, że w polityce Niemiec przeważy nastawienie pragmatyczne, co przełoży się na wyciszenie sporów z Brukselą.

W niemieckich mediach zmiana nastawienia następuje powoli, chociaż i tu dostrzega się pewną zmianę tonu i otwieranie się na polską argumentację. Niestety wyraźnie też widać, choćby na przykładzie komentarza wygłoszonego w telewizji ARD, jak głęboko zakorzenione jest protekcjonalne i nacechowane ideologią podejście niektórych przedstawicieli niemieckich mediów do Polski. Mając tego świadomość, dialog z niemieckimi politykami i środowiskami opiniotwórczymi musi być kontynuowany. Kontakty powinny być intensyfikowane również przez konserwatywne organizacje i stowarzyszenia. Należy szukać możliwości prezentacji swoich racji i idei na wszelkich płaszczyznach: politycznej, gospodarczej, naukowej i medialnej. Konieczne wydaje się też stworzenie polskiej platformy medialnej docierającej ze swoimi treściami bezpośrednio do zachodnich społeczeństw, kształtującej wizerunek naszego kraju i prezentującej polski punkt widzenia.

Informacja dla europarlamentarzystów na temat sytuacji w Polsce

Reduta Dobrego Imienia przesyła list do wszystkich posłów Parlamentu Europejskiego oraz członków Komisji Europejskiej

Z uwagą i niepokojem odnotowujemy coraz częściej pojawiające się także w Parlamencie Europejskim opinie o rzekomym zagrożeniu demokracji w Polsce pod rządami Prawa i Sprawiedliwości (PiS), rzekomym zamachu na Trybunał Konstytucyjny (TK), „zawłaszczaniu państwa”, a nawet o zamachu stanu i rodzącej się dyktaturze. Te pogłoski nie mają nic wspólnego z rzeczywistą sytuacją, ale przyczyniają się do budowania negatywnego obrazu Polski. Szkodzą dobremu imieniu Polski i Polaków.

Przewidywalność i stabilność Polski ma szczególne znaczenie wobec zagrożeń wewnętrznych i zewnętrznych, z jakimi obecnie zmaga się Unia Europejska. Aby zatem uspokoić naszych partnerów w Unii Europejskiej i zapewnić, że Polska jest krajem przestrzegającym prawa i standardów powszechnie uznawanych w kręgu cywilizacji europejskiej, przekazujemy poniższe informacje.

 

  • Wybory prezydenckie i parlamentarne jako przejaw demokracji

Zwycięstwo Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich, zdecydowane zwycięstwo PiS w wyborach parlamentarnych oraz sukces wyborczy ruchu społecznego Kukiz15 stały się wyrazem oczekiwania Polaków na radykalne, daleko idące zmiany w funkcjonowaniu systemu państwa. Zdaje się jedynie Platforma Obywatelska (PO) nie dostrzegła dokonanej zmiany i nie chce zgodzić się z wolą wyborców (!). Przez lata w kraju postępował proces, który można określić jako oligarchizacja państwa. Doprowadziło to do sytuacji, w której pod szyldem instytucji demokratycznych i zasad demokracji różne grupy interesów podejmowały istotne dla funkcjonowania kraju decyzje. To właśnie obawa przed utratą przez te grupy uprzywilejowanej pozycji w mediach, gospodarce i administracji państwowej jest obecnie prawdziwą przyczyną antyrządowych manifestacji w Polsce. Nie mają one nic wspólnego z rzekomym zagrożeniem demokracji.

Działania podejmowane przez aktualne władze, wybrane w demokratycznych, uznanych przez niezależnych obserwatorów wyborach, służą temu, by m.in. sądy i media lepiej odzwierciedlały wolę wyborców. To także przywracanie systemu wartości spójnego z naszą tradycją i tożsamością kulturową. Jak to celnie wyraził eurodeputowany Hans-Olaf Henkel: „Nie ma innego narodu w Europie, który na przestrzeni ostatnich 100 lat tak zajadle walczył o wolność i demokrację, jak Polacy.”[1] Wolność i demokracja są dla nas nadal wartościami nadrzędnymi.

  • Dyskusje i spory dotyczące Trybunału Konstytucyjnego

Najostrzejszy i zarazem zasadniczy spór ostatnich tygodni dotyczy Trybunału Konstytucyjnego (TK) – chodzi o kwestie związane z wyborem i zaprzysiężeniem członków TK oraz dokonywane zmiany ustawowe. To stało się pretekstem do formułowania w kraju i za granicą opinii o rzekomym zamachu na demokrację, a nawet o zamachu stanu. Przetoczyła się przez Polskę fala dyskusji dotyczących standardów polskiej demokracji oraz wartości wyrażanych w konstytucji.

Tymczasem – jeśli już używać tej retoryki – zamach na niezależność Trybunału dokonał się, gdy
w czerwcu 2015 roku, tuż przed końcem kadencji Sejmu, wobec groźby porażki w zbliżających się wyborach parlamentarnych, poprzedni obóz rządowy przygotował i uchwalił ustawę o TK (tzw. ustawa czerwcowa).

W tworzeniu „ustawy czerwcowej” aktywny udział brało dwóch sędziów TK, z prezesem TK na czele. Tym samym złamane zostało prawo – Art.178 pt.3 Konstytucji, brzmi: „Sędzia nie może należeć do partii politycznej, związku zawodowego ani prowadzić działalności publicznej nie dającej się pogodzić z zasadami niezależności sądów i niezawisłości sędziów”.

Na mocy tej właśnie ustawy, przegłosowanej w ówczesnym parlamencie głosami posłów PO, PSL
i SLD, powołano nowych członków TK jeszcze przed końcem kadencji ich poprzedników (!).Wybór sędziów, których powinien wybrać dopiero następny parlament, był działaniem niezgodnym z Konstytucją (co potwierdził w niedawnym orzeczeniu sam TK) i stanowił swoisty zamach na mechanizm gwarantujący pluralizm Trybunału, stojący u podstaw jego niezależności.

Sytuacja, jaka powstała na skutek powyższych działań ówczesnych władz RP, postawiła przed prezydentem Andrzejem Dudą i nowym parlamentem wymóg znalezienia nowych rozwiązań mających na celu przywrócenie faktycznej ochrony ładu konstytucyjnego.

Naturalnym jest bowiem, że każde demokratyczne państwo wypracowuje własny model sądownictwa konstytucyjnego. Osiągnięcie konsensusu wymaga jednak czasu, spokoju i dojrzałego odpowiedzialnego dialogu wszystkich środowisk i sił politycznych. Podsycanie niezdrowych emocji czy wywieranie nacisku
w żadnym wypadku temu nie służy. A Polska pokazała już w swojej nawet najnowszej historii, że potrafi osiągać porozumienia ponad podziałami.

  • Ustawa medialna a rzekome zagrożenie wolności słowa i niezależności mediów publicznych

Kolejnym tematem podnoszonym przez tzw. obrońców demokracji jest rzekome zagrożenie wolności słowa w Polsce po uchwaleniu w ostatnich dniach ustawy medialnej. Podjęte działania są oceniane jako sprzeczne z pluralizmem mediów i niezależnością mediów publicznych oraz z demokracją w Polsce. Te zarzuty, podobnie jak w przypadku TK, są całkowicie nieuzasadnione.

Społeczeństwo ma prawo do pełnej, rzetelnej i obiektywnej informacji. I jest to nadrzędną rolą mediów, przede wszystkim mediów publicznych.

Przykładów ograniczania dostępu społeczeństwa do wiedzy o sytuacji w kraju w ostatnich latach można przedstawiać wiele. Wspomnijmy choćby zmarginalizowanie informacji z 14 grudnia 2014 roku, kiedy to przez blisko 4 godziny ówczesny prezydent Bronisław Komorowski zeznawał jako świadek
w bezprecedensowym procesie dziennikarza Wojciecha Sumlińskiego i byłego oficera Wojskowych Służb Informacyjnych (WSI) płk. Aleksandra L., oskarżonych o płatną protekcję. Wydarzenie tego rodzaju w mediach prawdziwie demokratycznych byłoby wydarzeniem dnia, tymczasem media w Polsce, w tym media publiczne ograniczyły się wówczas jedynie do wzmianek o tym, że takie przesłuchanie się odbyło. Zaniechano relacjonowania przebiegu przesłuchania, pomimo, że wszystkie stacje telewizyjne miały swoje kamery na sali rozpraw. Nie podjęto tematu niejasnych i wielce kontrowersyjnych powiązań byłego prezydenta ze środowiskiem wojskowych służb specjalnych. Materiał udostępniany w mediach publicznych sprowadzał się do jednominutowego przekazu. Trudno o wyrazistszy przykład braku obiektywizmu mediów publicznych i ich nierzetelności.

Oczywiste w tej sytuacji jest podejmowanie przez obecne władze RP działań zmierzających do przywrócenia mediom publicznym ich właściwej roli, do przywrócenia w nich standardów zawodowych
i etycznych, jakich wymaga realizacja misji publicznej, a także do racjonalizacji i obniżenia kosztów zarządzania spółkami publicznej radiofonii i telewizji. Tego też oczekuje społeczeństwo, które określiło swoje oczekiwania, potrzeby i preferencje w demokratycznych wyborach.

Projekt ustawy o mediach narodowych zakłada – o czym informuje Polska Agencja Prasowa (PAP) – iż „Telewizja Polska, Polskie Radio i Polska Agencja Prasowa staną się mediami narodowymi; zostaną przekształcone w państwowe osoby prawne zarządzane przez dyrektora; nadzór nad nimi będzie należał do Rady Mediów Narodowych”.

W depeszy PAP czytamy m.in.: „misją Polskiej Agencji Prasowej jest pozyskiwanie i przekazywanie odbiorcom rzetelnych, obiektywnych i wszechstronnych informacji z kraju i z zagranicy. Z kolei misją instytucji narodowej radiofonii i telewizji jest kultywowanie tradycji narodowych oraz wartości patriotycznych i humanistycznych, przyczynianie się do zaspokajania duchowych potrzeb słuchaczy i widzów, rozbudzanie i zaspokajanie ich wszechstronnych zainteresowań, upowszechnianie dorobku polskiej i światowej nauki i twórczości artystycznej, popularyzowanie różnych form obywatelskiej aktywności, ułatwianie dostępu do obiektywnej informacji oraz tworzenie warunków pluralistycznej debaty o sprawach publicznych […][2]

Ustawa dotyczy wyłącznie mediów publicznych i w żaden sposób nie wpływa na funkcjonowanie
i przekaz mediów prywatnych. Tymczasem – jak słusznie zauważa nawet Jacek Żakowski, dziennikarz tygodnika Polityka, niesprzyjający PiS guru tzw. środowisk liberalno-demokratycznych – „miejsce solidnej debaty i informacji zajęły komercyjnie dużo bardziej wydajne partyjne jatki albo inforozrywka”. Dziennikarz zwraca uwagę, że „media publiczne stały się komercyjnie imponująco sprawne”, czego „ceną było faktyczne porzucenie misji i zmarnowanie szansy przyczyniania się do powstania w Polsce świadomego demokratycznego społeczeństwa obywatelskiego, które m.in. rozumie […] jak kluczową rolę gra w demokracji budowanie i podtrzymywanie kultury demokratycznej. W europejskich stabilnych demokracjach to właśnie – obok wyznaczania standardów jakościowych dla całego rynku medialnego – jest główny cel i sens istnienia mediów publicznych”.[3] Obecne działania władz RP służą przywróceniu takiego sensu i porządku.

  • Bezpieczeństwo obywateli w kontekście noweli ustawy o Policji

Opozycja zarzuca PIS, że ten działa w pośpiechu, „pod osłoną nocy”, skraca proces legislacyjny i unika konsultacji społecznych. Tymczasem, wbrew temu zarzutowi, w Ministerstwie Cyfryzacji odbyły się konsultacje społeczne na temat wolności słowa, prywatności i swobody internetu. Wcześniej Sejm przeprowadził pierwsze czytanie projektu PiS ws. kontroli operacyjnej prowadzonej przez tajne służby oraz zasad pobierania przez nie billingów.

Projekt nie przewiduje żadnych dodatkowych uprawnień dla służb specjalnych. Przygotowany przez PiS projekt ma wykonywać wyrok TK z lipca 2014 roku(!) o częściowej niekonstytucyjności zasad pobierania billingów oraz kontroli operacyjnych.

Poprzednie władze od połowy 2014 roku nie podjęły prac nad ustawą mimo zaleceń TK. Pośpiech był tu więc konieczny – zakwestionowane przepisy przestaną obowiązywać z dniem 6 lutego 2016 roku i wówczas służby straciłyby prawo zbierania billingów oraz kontroli operacyjnej, co sparaliżowałoby ich pracę.

Wbrew rozpowszechnianym opiniom, projekt ustawy nie łamie żadnych standardów, ale wprowadza regulacje funkcjonujące niemal we wszystkich krajach UE i wynika z konieczności zastosowania się do zaleceń TK, czego rząd PO-PSL zaniechał.

“Projekt określa zamknięty katalog danych innych niż dane telekomunikacyjne, które uprawnione służby mogą uzyskiwać od operatorów w celu zapobiegania lub wykrywania przestępstw. Wskazano też, że dane telekomunikacyjne, pocztowe oraz internetowe mogą być udostępniane tylko w celu realizacji konkretnych zadań określonych w ustawie regulującej działalność danej służby. […]

Właściwy sąd okręgowy miałby prawo do kontroli post factum pozyskiwania danych telekomunikacyjnych, pocztowych i internetowych. Uprawnione organy raz na pół roku przekazywałyby do sądu sprawozdania o liczbie pozyskanych danych oraz o rodzajach przestępstw, w związku z którymi o nie wystąpiono. Sąd mógłby zapoznać się z materiałami uzasadniającymi udostępnienie danych.

Projekt reguluje też szczegółowo zasady postępowania z uzyskanymi przez służby materiałami, które mogą zawierać tajemnice zawodowe, np. lekarskie, dziennikarskie, adwokackie.”[4]

  • Ostatnie 8 lat w Polsce

Trwające 8 lat rządy koalicji Platformy Obywatelskiej (PO) i Polskiego Stronnictwa Ludowego (PSL) można najkrócej podsumować stwierdzeniem, że rządzący traktowali państwo (jego instytucje i zasoby) oraz pieniądze podatników jako swoją prywatną własność. Władza stworzyła silny front propagandowy, wiążąc ze sobą największe media. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji (KRRiT) została zdominowana przez ludzi wywodzących się lub powiązanych z władzą, szczególnie z PO. Dotyczyło to też zarządów i kierownictwa mediów publicznych. Usunięto z mediów publicznych wielu dziennikarzy i publicystów krytycznych w stosunku do rządu. Obowiązywał nieformalny zakaz zapraszania wielu publicystów i angażowania artystów, mających poglądy odmienne od rządowych, odcinając im dostęp do mediów publicznych.

Utworzony swoisty front medialny przygotowywał grunt pod wprowadzane przez rząd regulacje ograniczające m.in. prawa wychowawcze rodziców czy prawo do zgromadzeń. Maskował też liczne afery
i skandale z udziałem przedstawicieli władzy. Polscy internauci stworzyli listę afer z udziałem polityków koalicji PO – PSL, do jakich doszło w ciągu ostatnich ośmiu lat. Liczy ona ponad 2,5 tys. pozycji i nie uwzględnia tych, do których doszło już pod sam koniec kadencji.

Jako haniebną można określić postawę mediów w odniesieniu do katastrofy smoleńskiej, w której zginęli m.in. prezydent RP Lech Kaczyński, Rzecznik Praw Obywatelskich, najwyżsi dowódcy Wojska Polskiego, ministrowie kancelarii prezydenta i wielu posłów. Od pierwszych godzin po katastrofie media
i rządowa komisja powołana do zbadania przyczyn katastrofy konsekwentnie forsowały tezę o błędzie pilotów, mimo że nie zbadano szczątków samolotu ani czarnych skrzynek (te nadal pozostają w Rosji). Nie dokonano rzetelnej autopsji ciał ofiar. Turyści i niezależni dziennikarze znajdowali fragmenty samolotu prezydenckiego
i szczątki ofiar jeszcze wiele miesięcy po katastrofie. Dla porównania – zupełnie inne procedury zastosowano chociażby przy badaniu katastrofy nad Lockerbie czy malezyjskiego samolotu zestrzelonego nad Ukrainą.

Rozbudowany został też system inwigilacji obywateli. Liczba kontroli rozmów telefonicznych i sms, dokonanych przez służby państwowe w ciągu ostatniego roku osiągnęła pułap 2 mln 177 tys.![5]

Niemal standardem stało się ustawianie pod konkretnego wykonawcę przetargów na zamówienia publiczne albo przyznawanie bez przetargu kontraktów firmom powiązanym rodzinnie, towarzysko lub biznesowo z politykami koalicji rządzącej.

Polityka ośmiu lat ostatniego rządu przyniosła poważne konsekwencje społeczne i ekonomiczne. Przy rosnącym PKB i rosnących średnich dochodach, malał popyt wewnętrzny i wpływy budżetowe z podatku VAT, a rosło zadłużenie gospodarstw domowych i zwiększała się sfera ubóstwa.

Obrazu dopełnia fakt, iż rządząca koalicja odrzucała, bez względu na liczbę zebranych podpisów, społeczne wnioski referendalne i społeczne projekty ustaw. Ignorowała wnioski płynące z konsultacji społecznych przy rządowych projektach ustaw.

To zadziwiające, że ci, którzy teraz głośno wyrażają niepokój z powodu rzekomego zagrożenia demokracji czy postulują stosowanie sankcji wobec Polski, milczeli, kiedy demokracja była rzeczywiście zagrożona. „Hipokryzja to hołd złożony cnocie przez występek”[6]

Maciej Świrski

Prezes Reduty Dobrego Imienia

 

[1] Hans-Olaf Henkel w rozmowie z portalem wPolityce.pl z 04.01.2016 http://wpolityce.pl/polityka/277081-eurodeputowany-hans-olaf-henkel-polacy-nie-potrzebuja-dobrych-rad-niemcow-urzadzajac-nagonke-na-pis-niemieccy-chadecy-wspieraja-po-swojego-politycznego-sojusznika-nasz-wywiad

[2] Pełna treść depeszy PAP stanowi załącznik do niniejszego dokumentu

[3] Jacek Żakowski dla Wirtualnej Polski, akt. 07.01.2016,14:24

[4] PAP, 30.12.2015 18:40 http://www.pap.pl/aktualnosci/news,451595,sejm-nie-zgodzil-sie-na-odrzucenie-projektu-pis-ws-kontroli-operacyjnej-i-billingow.html

[5] http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/860217,obywatelu-pamietaj-twoja-rozmowa-jest-kontrolowana.html

[6]François de La Rochefoucauld

Ściągnij angielski tekst informacji i wyślij do znajomych:

 Download