Stanowisko Reduty Dobrego Imienia w sprawie słów Premiera wygłoszonych na konferencji w Monachium

W związku z licznymi zmanipulowanymi komentarzami, jakie pojawiły się w prasie zagranicznej po słowach Premiera Mateusza Morawieckiego wypowiedzianych w trakcie Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium (17.02.2018), publikujemy poniżej stanowisko jakie wysłaliśmy do mediów poruszających ten temat.

Prosimy o wykorzystanie tego tekstu lub wybranych fragmentów i samodzielne wysyłanie do mediów, publikowanie pod artykułami w formie komentarzy, powielanie w swoich środowiskach.


Stanowisko Reduty Dobrego Imienia w sprawie słów Premiera wygłoszonych na konferencji w Monachium

Holokaust to ludobójstwo zorganizowane i przeprowadzone przez III Rzeszę Niemiecką w czasie II wojny światowej, w wyniku którego straciło życie ok. 6 mln Żydów z całej Europy, a w tym ok. 3 mln obywateli Polski. Tego podstawowego faktu nie należy nigdy zapominać.

Reduta Dobrego Imienia – Polska Liga przeciw Zniesławieniom stoi na stanowisku, że prawda historyczna powinna stać się podstawą do budowania tożsamości i odpowiedzialnego kształtowania przyszłości. W kontekście historii Zagłady Żydów, jest rzeczą konieczną, by nie doprowadzić do pomieszania sprawców z ofiarami niemieckiej nazistowskiej zbrodni. Stąd wynika m.in. prowadzona przez nas walka z nadużywaniem fałszywego sformułowania „polskie obozy śmierci”.

Mamy świadomość, że historia w ogóle, a zwłaszcza historia II wojny światowej nie jest czarno-biała. W czasie Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium premier Polski Mateusz Morawiecki potwierdził, że nie będzie karane stwierdzenie, iż istnieli indywidualni „polscy sprawcy”, pomagający Niemcom w popełnianiu zbrodni Holokaustu. Ważne, by pamiętać o tym, że poszczególne jednostki w warunkach okupacji niemieckiej były, bez względu na ich narodowość, pomocnym narzędziem niemieckich sprawców Zagłady. Stąd oprócz „polskich sprawców”, szef polskiego rządu wymienił zgodnie z prawdą także sprawców rosyjskich, ukraińskich i żydowskich.

Jeśli dyskusja o historii nie ma być jałowa, musimy przyznać, że niestety w czasie II wojny światowej w każdym społeczeństwie, w każdym narodzie, zdarzały się zachowania niegodne, a nawet zbrodnicze. Nie zmienia to jednak faktu, że podział ról w czasie brutalnej okupacji niemieckiej na ziemiach polskich był jasny: to Niemcy byli twórcami przedsięwzięcia jakim był Holokaust i to oni byli jego sprawcami, korzystając dzięki terrorowi z „pomocy” jednostek wielu narodów europejskich. Po stronie ofiar terroru niemieckiego byli Żydzi i Polacy.

Margines ludności polskiej czy żydowskiej w warunkach bezwzględnego terroru został wykorzystany przez III Rzeszę np. jako formacje policyjne, takie jak stworzona spośród Polaków „granatowa” policja, czy działająca w gettach, żydowska Jüdischer Ordnungsdienst. Żydowski ruch oporu w gettach i Polskie Państwo Podziemne w miarę swych możliwości na zdemoralizowanych funkcjonariuszach tych formacji, a także innych donosicielach i kolaborantach wykonywały wyroki śmierci. To świadczy najlepiej jak naród polski i żydowski podchodził do ludzi, którzy z różnych powodów przechodzili na stronę niemieckich oprawców.

Chcemy, aby w Polsce i poza jej granicami mówiono o historii naszego narodu w sposób prawdziwy i obiektywny. Zapewne takie same życzenia wyraża naród żydowski. Jeśli chcemy poznać prawdę o przeszłości, musimy pamiętać zarówno momenty godne chwały, jak i te, które zasługują na potępienie.

Podstawowe fakty nie mogą jednak ulec zatarciu. Zamieszanie związane z nowelizacją ustawy o IPN pokazuje, że nigdy dość przypominania, iż to Niemcy były państwem, które zorganizowało Holokaust na Żydach i zbrodnie na Polakach. Próba zamiany ról to niedopuszczalny rewizjonizm historyczny.

Przypominamy:

1. Polska była pierwszą i jedną z największych ofiar drugiej wojny światowej.
2. Obozy zagłady, w których wymordowano kilka milionów ludzi, nie były polskie. Były to niemieckie (nazistowskie) obozy na terytorium Polski okupowanej przez hitlerowskie Niemcy.
3. Polacy jako pierwsi alarmowali europejskich i amerykańskich przywódców o Holokauście.
4. Polska nigdy nie kolaborowała z hitlerowskimi Niemcami.
5. Polska była jednym z nielicznych krajów okupowanej Europy, w którym za pomoc Żydom groziła kara śmierci.
6. Setki tysięcy Polaków z narażeniem własnego życia pomagały Żydom przetrwać wojnę i Holokaust.
7. Polacy stanowią największą grupę w gronie „Sprawiedliwych wśród Narodów Świata”, czyli obywateli różnych państw, którzy ratowali Żydów w czasie Holokaustu.
8. Podobnie jak w innych państwach, także w Polsce zdarzały się w czasie wojny przypadki haniebnych zachowań wobec Żydów – był to jednak margines w skali całego społeczeństwa.
9. W czasie wojny dokonywane były masowe egzekucje ludności polskiej, zwłaszcza polskiej inteligencji i elit politycznych, gospodarczych, kulturalnych itp.
10. W okresie powojennym pojawiły się próby fałszowania historii Holokaustu, w tym stosunku Polaków do Żydów w czasie wojny.
11. Od wielu lat publicznie używane są określenia „polskie obozy śmierci”, co jest fałszowaniem historii, w tym pamięci o Holokauście.
12. Na początku lutego 2018 r. najważniejsi niemieccy politycy kilkakrotnie publicznie przyznali, że pełną odpowiedzialność za Holokaust ponoszą Niemcy.

Tekst stanowiska w języku angielskim

Antypolski film z USA jest prowokacją

Dziękujemy za wszystkie zgłoszenia filmu „I will go to jail” (pójdę do więzienia) przygotowanego przez amerykańską Fundację Ruderman Family Foundation. Spot jest częścią kampanii skierowanej przeciwko Polsce, polegającej na zbieraniu podpisów pod petycją wzywającą USA do zawieszenia stosunków z Polską do czasu odrzucenia ustawy o IPN.

Według potwierdzonych przez nas informacji, film jest skierowany głównie do Polonii w USA, Wielkiej Brytanii, Izraelu oraz do mieszkańców Polski.

Pojawienie się tego filmu odczytujemy jako jawną prowokację, najprawdopodobniej z inspiracji rosyjskiej. W związku z tym, nie będziemy podejmować żadnej interwencji.

Wizyta premiera Mateusza Morawieckiego w Berlinie – reakcje mediów niemieckich

Wizyta premiera Mateusza Morawieckiego w Berlinie spotkała się z umiarkowanym zainteresowaniem niemieckich mediów. W przekazach telewizyjnych uwypuklono polsko-niemieckie rozbieżności, a w komentarzach prasowych koncentrowano się na ustawie o IPN.

W głównych telewizyjnych programach informacyjnych wizyta polskiego premiera zeszła na dalszy plan. Tematem dnia było nieoczekiwane zwolnienie z aresztu Deniza Yücela – korespondenta dziennika Die Welt , który od roku z powodów politycznych przetrzymywany był w tureckim areszcie. Wizyta polskiego premiera w Berlinie nie była jedynym wydarzeniem dyplomatycznym tej rangi – tego dnia kanclerz Angela Merkel spotkała się także z premier Wielkiej Brytanii Theresą May i premierem Włoch Paolo Gentilonim.

Recepcja wizyty w telewizji ARD (16.02.2018)

W wieczornych wiadomościach telewizji publicznej ARD znalazła się krótka relacja z wizyty premiera Morawieckiego, w której podkreślono odmienne stanowisko niemieckiego i polskiego rządu w kwestiach dotyczących uchodźców i reformy sądownictwa. W materiale znalazła się także krytyczna uwaga na temat listu marszałka senatu Stanisława Karczewskiego, wzywającego Polaków mieszkających za granicą do zgłaszania nieprawdziwych i szkalujących wypowiedzi na temat Polski.

Temat wizyty polskiego premiera poruszony został w głównym, poszerzonym programie informacyjno-publicystycznym ARD, Tagesthemen (Tematy dnia). Zauważalne było przesunięcie akcentów w kierunku nowelizacji ustawy o IPN oraz skierowanego do Polonii listu marszałka Karczewskiego, który interpretowany był w niemieckich mediach jako wezwane do denuncjacji. W tym kontekście zacytowano także wypowiedź znanego dziennikarza Gazety Wyborczej (Pawła Wrońskiego): „To głupi list propagandowy… Ale nie wszyscy Polacy są głupcami”. W materiale pokazano również fragment wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego z 10.02.2018 o odrzuceniu antysemityzmu, zestawiając go jednak z informacją o stronach internetowych sprzedających koszulki z napisami „Nie przepraszam za Jedwabne”. Cały materiał poświęcony wizycie Morawieckiego rozpoczynał się od grafiki przedstawiającej obóz koncentracyjny Auschwitz, chociaż sam temat ustawy o IPN podczas konferencji prasowej po spotkaniu z kanclerz Merkel praktyczne się nie pojawił, a kwestia listu marszałka Karczewskiego pojawiła się w jednym pytaniu i stanowiła margines poruszonych tematów.

Można odnieść wrażenie, jakby pewne, w odczuciu Niemców kontrowersyjne, tematy uwypuklane były celowo dla podsycania i kształtowania swoistej niechęci do polskiego rządu. Ton i styl komentarzy kontrastuje przy tym wyraźnie ze stonowaną polityką niemieckiego rządu.

Jednocześnie warto zauważyć, że w berlińskich mediach trudno jest znaleźć informacje na temat realnych gospodarczych powiązań między Polską i Niemcami. Poziomu wzajemnej wymiany handlowej przekroczył w 2017 roku 100 miliardów euro i był dwukrotnie wyższy od rosyjsko-niemieckiej. Dla porównania wymiana handlowa Niemiec z USA to około 160 miliardów euro. Dla Niemiec Polska jest ósmym partnerem gospodarczym (Rosja w 2016 znajdowała się na 13 miejscu). Niemcy są też głównym odbiorcą polskiego eksportu (około 25%).

Wykład w fundacji Koerbera

Podczas wizyty w Berlinie premier Morawiecki wygłosił wykład w Fundacji Koerbera. W swoim wygłoszonym po angielsku wystąpieniu Morawiecki zwrócił uwagę na przyczyny, które doprowadziły do zmiany władzy w Polsce: były to narastające poczucie niesprawiedliwości, nierówności i bezprawia. Widoczne próby rozwiazywania tych problemów stały się powodem wysokiego i stałego poparcia społecznego, jakim cieszy się nowy rząd pomimo licznych wewnętrznych i zewnętrznych nacisków. Po zdefiniowaniu deficytów, jakie widoczne są też w wielu krajach europejskich, Morawiecki zaproponował nową strategię dla Europy opartą na trzech zasadach: solidarności i demokratyzacji, rozwoju europejskiej obronności, zapewnieniu ochrony granic zewnętrznych oraz przemyśle 4.0, bazującym głównie na małych i średnich przedsiębiorstwach.

Wiadomości o tym ciekawym i potrzebnym spotkaniu nie przebiły się do niemieckiej telewizji publicznej. Pozytywny rezonans wywołały natomiast w „Die Welt”. Publicysta Torsten Krauel w artykule „Warschau hat für Merkel eine harte Nuss im Gepäck” (Twardy orzech do zgryzienia) z zainteresowaniem streszcza poruszone przez Morawieckiego problemy i przyznaje zasadniczo rację jeśli chodzi o kwestie otwarcia rynku usług. „Morawiecki poruszył wrażliwy temat. Niemcy opierają się podobnym wezwaniom, ponieważ ich spełnienie mogłoby zagrozić pozycji niemieckich rzemieślników.” Autor przytacza również polskie argumenty dotyczące sprzeciwu wobec budowy rurociągu Nord Stream 2 i realizowanej reformy sądownictwa.

Niestety podobne obiektywne teksty również w Die Welt należą raczej do rzadkości. Bardziej rzucają się w oczy artykuły z tezą, których same tytuły wywołują negatywne skojarzenia: „Polska wzywa swoich rodaków do denuncjacji”, „Polska jest praktycznie dyktaturą, ale miękką”, „Polacy w stanie ciągłej gorączki” – by zacytować kilka z nich.

Metodą przeciwdziałania tego typu jednostronnej narracji mogą być wywiady udzielane przez polskich polityków prasie niemieckiej i teksty publikowane w języku niemieckim przez polskich dziennikarz i historyków. Premier Morawiecki przed wizytą w Berlinie udzielił wywiadów: dziennikowi Die Welt i tygodnikowi Der Spiegel, w których wyłożył polskie racje.

W poszukiwaniu prawicowego ekstremizmu

Od stycznia można zaobserwować wzrost ilości materiałów związanych z domniemanym narastaniem w Polsce postaw nacjonalistycznych. Temat wypłynął już podczas marszu niepodległości 11 listopada 2018. W głównym wydaniu wieczornych wiadomości telewizja publiczna

ARD stwierdziła, że w marszu uczestniczyły „dziesiątki tysięcy nacjonalistów i prawicowych ekstremistów”. Zapowiadająca materiał spikerka dodała również, że oddelegowano tysiące policjantów, aby „utrzymać tłum pod kontrolą”.

20 stycznia 2018 r. telewizja publiczna 3sat, specjalizująca się w tematyce kulturalnej, wyemitowała półgodziny film dokumentalny pt. „Rewolucja kulturalna po polsku” ukazujący przemianę świadomości, jaka ma aktualnie zachodzić w Polsce. Film otwierają ujęcia przedstawiające marsz niepodległości i skandowanie haseł „Bóg, Honor i Ojczyzna”. Motywem przewodnim jest zaś inscenizacja teatralna „Procesu” Kafki w reżyserii Krystiana Lupy. Sztuka ma symbolizować zachodzące w Polsce negatywne przemiany – demagogię, kłamstwo, domniemane narastanie opresyjności państwa i prawicowy skręt polskiego społeczeństwa. W filmie stwierdzone zostaje narastanie postaw antyrosyjskich i antyniemieckich, czego jednym z przejawów mają być antyniemieckie fotomontaże na okładkach czasopism.

Jednocześnie zauważone zostaje zdystansowanie się polskiego episkopatu do kwestii reparacji wojennych. Jako najbardziej radykalny przejaw oporu przeciwko prawicowej władzy autor filmu uważa samospalenie Piotra Szczęsnego w Warszawie. W końcowej części materiału zwraca się uwagę na propagowanie rasizmu przez radykalne ugrupowania prawicowe, sugerując przyzwolenie lub co najmniej brak przeciwdziałania ze strony polskich władz. W filmie odnotowane zostało potępienie przez prezydenta Andrzeja Dudę wszelkich przejawów antysemityzmu, ale jednocześnie sugeruje się tolerowanie przez rząd ekstremistycznych ugrupowań prawicowych.

24. styczna 2018 roku telewizja publiczna ARD wyświetliła nagrany przez dziennikarzy TVN24 materiał wideo, pokazujący grupę polskich neonazistów hajlujących w lesie. Jak zauważono w tekście na stronie internetowej ARD, nienawiść prawicowych ekstremistów skierowana była również przeciwko kanclerz Angeli Merkel i Donaldowi Tuskowi. W materiale wideo stwierdza się, że pięciu uczestników ekscesów zostało zatrzymanych, a rząd zamierza zwalczać wszelkie przejawy neofaszystowskich ekscesów.

Kwestie ustawy o IPN w niemieckich mediach

Ustawa o IPN wywołała falę artykułów w niemieckiej prasie. W swoim wydaniu z 06.02.2018 publicysta Die Welt Gerhard Gnauck krytycznie ocenia podpisanie przez prezydenta ustawy o IPN. Jego zdaniem polski rząd ponownie udowadnia, że „od dyplomacji woli młot”, a wyrządzone szkody nie mogłyby być większe. Gnauck ostrzega również, że przez brak umiaru można osiągnąć skutek odwrotny do zamierzonego. Publicysta Die Welt zauważa, że ustawa jest wymierzona przede wszystkim w błędne wyrażenie „polskie obozy”, które pojawia się w kontekście Holokaustu w „ułamku publikacji w zagranicznych mediach”, oraz w przypisywanie państwu polskiemu udziału w Zagładzie. Gnauck przypomina też, że polski rząd na uchodźstwie i Armia Krajowa jako pierwsze apelowały do aliantów o powstrzymanie mordów. Armia Krajowa atakami wsparła powstanie w warszawskim getcie. W Polsce w najmniejszym stopniu nie było mowy o państwie kolaborantów w sensie francuskiego państwa Vichy. Dziennikarz zwraca jednak uwagę, iż z powodu ustawy Polska popadła w kryzys w polityce zagranicznej. Gnauck zastanawia się, jak prokuratorzy mają decydować, czy opis zbrodni polskich antysemitów obciąża „naród”? Jak będą wytyczane granice wolności sztuki i badań? Zdaniem Gnaucka obecny polski rząd „uważa tego typu prymitywne metody i zakazy za lepsze od dyplomacji i udzielania wyjaśnień, a wyrządzone w ten sposób szkody nie mogłyby być większe.

Incydent monachijski

Podczas Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium premier Morawiecki został zapytany przez dziennikarza Ronena Bergmana z New York Times o nowelizację ustawy o IPN. Dziennikarz wspomniał o losie swojej matki w okupowanej Polsce i denuncjacjach ze strony Polaków. Berger pytał, czy po wejściu ustawy w życie będzie ściągany za takie stwierdzenia. „Gdybym opowiedział jej historię w Polsce, byłbym uznany za przestępcę? Co wy próbujecie zrobić? Dolewacie oliwy do ognia”. Odpowiadając na pytanie Bergmana, Morawiecki powiedział:

„Jest to niezmiernie ważne, aby zrozumieć, że oczywiście nie będzie to karane, nie będzie to postrzegane, jako działalność przestępcza, jeśli ktoś powie, że byli polscy sprawcy (ang. perpetrators). Tak jak byli żydowscy sprawcy, tak jak byli rosyjscy sprawcy, czy ukraińscy – nie tylko niemieccy.” W Izraelu odebrano wypowiedź Morawieckiego jako stwierdzenie, że wśród sprawców Holokaustu byli także Żydzi.

Wypowiedź polskiego premiera została negatywnie skomentowana w niemieckiej prasie. W wydaniu z 19.02.2017 wypowiedź Morawieckiego krytycznie ocenił Frankfurter Allgemeine Zeitung (FAZ). “W przeciwieństwie do swej poprzedniczki Beaty Szydło, [Mateusz Morawiecki] zna się na gospodarce, włada świetnym angielskim, sprawia wrażenie uprzejmego światowca. Swój występ mógł wykorzystać do przedstawienia nowej, mniej konfrontacyjnej polityki swego kraju. Okazję tę wykorzystał znakomicie, ale do tego, by sytuację znacząco pogorszyć” – ocenia “Frankfurter Allgemeine Zeitung”. Niemiecki dziennik odrzucił tłumaczenia Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, według których Morawieckiemu nie chodziło o relatywizowanie Holokaustu. “Jaki inny zamiar mógł tkwić w przypisaniu Żydom współodpowiedzialności za Holokaust? Błędne i niegodziwe jest mówienie o niemieckich obozach koncentracyjnych jako o „polskich obozach śmierci”. Jednak wypowiedź Morawieckiego po raz kolejny dowodzi, że w rzeczywistości chodzi o to, by nawet ofiarom zakazać mówienia o polskiej kolaboracji” – uważa FAZ. Zdaniem gazety “Morawiecki zapada się coraz głębiej w „grzęzawisko ideologicznej polityki historycznej”, która przedstawia Polaków jako ofiary międzynarodowego spisku”.

Podobnie krytyczne zdanie prezentuje Die Welt. “O co chodzi Morawieckiemu, gdy mówi o ‘żydowskich sprawcach’? – zastanawia się publicysta Alan Posener w “Die Welt” (18.02.2018). Posener przyznaje, że “wśród Żydów zdarzali się donosiciele, Judenraty w gettach musiały tworzyć listy osób przeznaczonych do transportu do obozów zagłady, żydowska policja w gettach zaganiała wyznaczonych na śmierć ludzi do pociągów, żydowscy więźniowie musieli obsługiwać komory gazowe i krematoryjne piece (…) Wszyscy ci ludzie byli ‘współsprawcami’ jak ktoś, kto musi wykopać własny grób, współuczestniczy we własnym unicestwieniu, co musieli robić Żydzi w lasach litewskich…”

Publicysta zgadza się, że pojawiające się w niemieckich mediach określenia „polskie obozy” są irytujące. Gdy jednak zabrania się w sposób niejasny obarczania ‘polskiego narodu’ współwiną za Holokaust, to „zakazuje się naszkicowania nieszczęsnej tradycji polskiego antysemityzmu, który rozpoczął się na długo przed 1939 rokiem i nie zakończył się w 1945 roku. Wystarczy wspomnieć tu pogromy ocalałych z Holocaustu w latach 1945 i 1946 – twierdzi Posener.

„Gadanie lekkim tonem” o ‘żydowskich sprawcach’ jest zdaniem Posenera czymś więcej niż tylko błędnym sformułowaniem. „Skandalem ma być nie antysemityzm, lecz mówienie o antysemityzmie. Takie wypowiedzi są złem w politycznej debacie. Gdy jednak przyjmują formę ustawy, jak teraz w Polsce, Europa powinna podjąć działania” – kończy swój komentarz Posener.

Pod tym komentarzem na stronach internetowych Die Welt, podobnie jak pod wieloma artykułami o Polsce, pojawia się zachęta do interaktywnego głosowania. Czytelnicy Die Welt mogą ustosunkować się do pytania, jak UE powinna zareagować na najnowsze (czyli mające miejsce od kilku miesięcy) wydarzenia w Polsce. Do wyboru są dwie odpowiedzi: a) UE powinna użyć sankcji i b) W stosunku do Polski UE jest bezsilna. Do dziś z ankiety skorzystało ponad 5300 czytelników. 55% poparło sankcje, 37% stwierdziło, że Unia jest bezsilna, a 8% wybrało odpowiedź neutralną. Tego rodzaju ankieta zdaje się wiele mówić o ogólnym nastawieniu redakcji.

Podsumowanie

Można odnieść wrażenie, że pomimo zmiany rządu i szukania dróg porozumienia przez gabinet premiera Morawieckiego nadal w niemieckich mediach utrzymuje się negatywny przekaz na temat Polski. Stan ten trwa od 2015 roku, czyli od wygranych przez PiS wyborów prezydenckich i parlamentarnych. Aktualnie głównym punktem krytyki jest nowelizacja ustawy o IPN – zarzuty dotyczące nieprzyjmowania uchodźców z Syrii i reformy sądownictwa zeszły na dalszy plan. Krytyczne wypowiedzi niemieckich publicystów dotyczą de facto polskiej polityki historycznej, a w szerszym kontekście odrzucany jest konserwatywny światopogląd prawicy, który postrzegany jest jako populistyczny. W mediach publicznych (ARD, ZDF) akcentowany jest przy wielu okazjach domniemany polski nacjonalizm, natomiast praktycznie zupełnie pomijany jest gospodarczy wymiar polsko-niemieckich relacji. Szczególnie szkodliwy politycznie i wizerunkowo jest kryzys w relacjach polsko-izraelskich, który w ostatnich dniach skutkował w niemieckiej prasie falą negatywnych komentarzy i nieprzychylnych interpretacji. Dialog z niemieckimi politykami i środowiskami opiniotwórczymi musi być kontynuowany, nawet gdy trudno jest liczyć na szersze zrozumienie ze strony niemieckich mediów.

Druga rozprawa karna przeciwko Hansowi G.

W Sądzie Rejonowym w Wejherowie zeznawała Natalia Nitek, była pracownica firmy Pos System, która oskarża swojego pracodawcę – Niemca Hansa G. o znieważanie obraźliwymi słowami typu: “Polacy są idiotami”, “jesteście idiotami”, “pracujcie wy niewolnicy”, “pieprzone polaczki” i grożenie śmiercią. Kilkakrotnie powtarzane słowa i gesty Hansa G. wywołały także uzasadnioną obawę o życie. Reduta Dobrego Imienia występuje w procesie jako przedstawiciel społeczny.

Natalia Nitek zeznała, że mimo zwrócenia uwagi Hansowi G., że obraża Polaków, nadal to uporczywie robił. Powtarzał hitlerowskie gesty, wykonywał w jej kierunku gesty ręką udające posiadanie broni. Przechodząc koło niej na korytarzu uderzał w ścianę obok jej głowy. Mówił, że jest hitlerowcem, aktorsko naśladował Hitlera. Wyśmiewał się z Żydów w kontekście Holokaustu, ale groził zabiciem tylko Polakom. Dodatkowo był agresywny, potrafił reagować impulsywnie. Natalia Nitek zeznała także, że gdyby wcześniej zdecydowała się na nagrywanie telefonem słów pracodawcy, dowodów na nienawiść Hansa G. wobec Polaków było by znacznie więcej.

Mimo wezwania, oskarżony Hans G., właściciel firmy Pos System, ponownie nie stawił się na rozprawie.

Prokuratura postawiła oskarżonemu zarzuty z artykułu 216 i 190 kodeksu karnego. Pełnomocnik oskarżyciela stara się o rozszerzenie zarzutów o art. 257 kodeksu karnego, w którym jest zapis o mowie nienawiści ze względu na narodowość. Przeciwko Hansowi G. toczy się już sprawa cywilna w Sądzie Okręgowym w Gdańsku z powództwa Natalii Nitek, która oskarża byłego pracodawcę o „mowę nienawiści”.

Następna rozprawa karna odbędzie się 16 marca. Zeznawały będą panie Kamińska i Mikulec – pracownice firmy Pos System.

Interwencja w Nationalpost.com

W związku z licznymi niedopowiedzeniami, nieścisłościami i przekłamaniami w artykule Roberta Fulforda w kanadyjskim Nationalpost.com, wysłaliśmy do redakcji list, którego treść publikujemy poniżej. Czekamy na odpowiedź.

Szanowny Panie!

Reduta Dobrego Imienia od lat zajmuje się prostowaniem nieprawdziwych informacji na temat historii Polski, a szczególnie okresu II wojny światowej. Z zainteresowaniem przeczytaliśmy Pana artykuł pt. Law can’t obscure Poland’s anti-Semitism problem then and now, zamieszczony w „National Post” pod linkiem: http://nationalpost.com/opinion/robert-fulford-law-cant-obscure-polands-anti-semitism-problem-then-and-now

Szanując Pański punkt widzenia w sprawie nowelizacji ustawy o IPN, pragniemy zaznaczyć, że nie możemy się zgodzić z niektórymi twierdzeniami, zamieszczonymi w Pana artykule. Napisał Pan, że „oczywiście obozy śmierci nie były Polskie”. Niestety, nie jest to wiedza powszechna w Europie i na świecie, gdyż Reduta Dobrego Imienia ciągle rejestruje użycie nieprawdziwej nazwy „polskie obozy śmierci”, która myli sprawców z ofiarami. Jesteśmy nadal daleko od momentu, w którym będziemy mogli stwierdzić, że „każdy wie” – jak twierdzi cytowana przez Pana Inna Rogatchi – iż obozy były niemieckie. Na fali artykułów związanych z ustawą godna wspomnienia jest wypowiedź izraelskiego aktywisty pokojowego Uri Avnerego. Na łamach „Neues Deutschland” w artykule pt. Nicht genug z 06.02.2018 ten uznany dziennikarz jednoznacznie stwierdził, że w Izraelu obowiązuje dogmat nauczania, według którego „Holocaust był wspólnym przedsięwzięciem niemiecko-polskim, a piece Auschwitz były obsługiwane przez Polaków.

Naszym zdaniem wyjaśnienia wymaga sprawa antysemityzmu w Polsce przed II wojną światową i dziś, którą podjął Pan w swym tekście. Napisał Pan, że polskie władze zdają się sugerować, że Polacy byli przed II wojna światową wolni od antysemityzmu.

Nikt w Polsce nie neguje, że niektórzy Polacy prezentowali postawy antysemickie. Przykład Eligiusza Niewiadomskiego, który zamordował prezydenta Gabriela Narutowicza jest powszechnie potępiany w Polsce. Ponadto w dzisiejszej Polsce, która według Pana jest tak samo antysemicka jak przed wojną, jest niezliczona liczba ulic nazwanych na cześć zamordowanego prezydenta.

Nie może on jednak naszym zdaniem służyć jako przykład, który miałby wytłumaczyć całość relacji polsko-żydowskich przed II wojną światową. Napisał Pan, że antysemityzm odgrywał potężną rolę w polskiej polityce zarówno wtedy, jak i dziś. Przypominamy, że przez większość okresu międzywojennego w Polsce rządziła sanacja, ruch polityczny, którego liderem był Józef Piłsudski. Ta polityczna siła nie była w swoich postulatach antysemicka.

Spokojna koegzystencja to główny nurt wzajemnych relacji między Polakami a Żydami. Żydzi stanowili 10% przedwojennej populacji Polski, było ich tu około 3 miliony i mimo wzajemnych waśni i utarczek, znajdowali oni w Polsce lepsze warunki do życia niż w zdecydowanej większości państw świata. Doskonale o tym mówią liczby. Dość przypomnieć, że w Warszawie żyło więcej Żydów niż w Palestynie, w Łodzi więcej niż we Francji, a w Krakowie więcej niż we Włoszech.

Przywoływanie tragicznego przykładu zabójstwa pierwszego prezydenta II RP narusza naszym zdaniem proporcje w opisywaniu relacji polsko-żydowskich przed II wojną światową. Sugerowanie, że dzisiaj antysemityzm „odgrywa potężną rolę” w polskiej polityce to naszym zdaniem stwierdzenie nie do przyjęcia. Nie kto inny, a oskarżany przez Pana o „skrajnie prawicowy populizm” lider PiS Jarosław Kaczyński powiedział kilka dni temu wyraźnie, że „musimy zdecydowanie odrzucać antysemityzm”.

Na koniec wypada też przytoczyć fakt, który w całym artykule może czytelnikowi umknąć. We współczesnej Polsce postawy antysemickie nie mają racji bytu także z tego powodu, że Żydów w Polsce dziś praktycznie nie ma. Jak Pan wie, jest to efekt zorganizowania i prowadzenia przez Niemcy na polskiej ziemi obozów zagłady. To fakt, o którym nie możemy zapominać.

I co miał Pan na myśli mówiąc o innych polskich zbrodniach przeciw ludzkości?

Reduta Dobrego Imienia
Polska Liga przeciw Zniesławieniom

 

Polemika z artykułem w magazynie Smithsonian.com

Podejmując reakcję w mediach w związku z artykułami, jakie ukazały się po podpisaniu przez Prezydenta Polski nowelizacji ustawy o IPN, wysłaliśmy polemikę do artykułu opublikowanego w magazynie Smithsonian.com  https://www.smithsonianmag.com/smart-news/poland-grants-initial-approval-controversial-death-camp-bill-180967975/ To jedna z wielu interwencji jakie podjęliśmy w ostatnim czasie.

Szanowni Państwo!

Po przeczytaniu artykułu “The Controversy Around Poland’s Proposed Ban on the Term Polish Death Camps” można odnieść wrażenie , że historia II wojny światowej związana jest ze zbrodniami na Żydach dokonanymi przez tajemniczych nazistów o niezidentyfikowanej narodowości. Jak się okazuje z Państwa artykułu, zbrodnie te zostały dokonane przy współudziale – powołanych przez nazistów – polskich agencji rządowych i znikomym oporze garstki niezorganizowanych Polaków.

Ustawa, do której tak krytycznie odnosi się Państwa artykuł, nie jest żadną próby cenzury. W dobie informacji, kiedy fake news, może stać się groźniejszy niż broń masowego rażenia, obrona przed pomówieniem jest świętym prawem każdej wspólnoty. Nowe prawo wyraźnie podkreśla, że karane będzie przypisywanie Polakom udziału w zbrodniach niemieckich. Podobne regulacje występują w kilkunastu krajach świata.

Konstrukcja Państwa artykułu, dobór argumentów i cytatów wypacza ideę wprowadzanych zmian legislacyjnych.

Polska nie miała rządu kolaboracyjnego jak Francja, ochotniczych oddziałów SS jak większość europejskich krajów, nie zmieniała frontów w czasie trwania wojny (tak jak Węgry), wojskowi nie współpracowali z III Rzeszą (jak Quisling w Norwegii), a tłumy jej obywateli nie wiwatowały na cześć wkraczających oddziałów niemieckiej armii jak to miało miejsce w Austrii.

O kolaboracji i współudziale narodu w zagładzie nie przesądzają czyny kryminalne pojedynczych ludzi, niezależnie od tego, czy byli to chłopi czy przedstawiciele innej grupy społecznej. Potwierdza je masowy charakter poparcia społecznego. W przypadku Polski masowy charakter wyrażał się przede wszystkim w oporze przeciwko nazistowskim Niemcom. Opór, którego częścią była niezgoda na eksterminacje, został bardzo dobrze udokumentowany – w przeciwieństwie do wciąż podnoszonego zarzutu współudziału narodu polskiego w zagładzie Żydów. Przykładem oporu wobec niemieckiego najeźdźcy  niech będą chociażby medale przyznawane przez Yad Vashem – Sprawiedliwi wśród Narodów Świata. Polacy stanowią największą grupę w tym zaszczytnym gronie (6706 osób), chociaż w odróżnieniu od innych okupowanych krajów w Polsce za pomoc Żydom groziła kara śmierci zarówno dla pomagającego, jak i dla całej jego rodziny. Niemieckich „sprawiedliwych” jest dziesięciokrotnie mniej.

Z kolei kiedy mowa o Polakach mających współuczestniczyć w potwornym dziele Holokaustu – mowa jest o „licznych, „wielu”. Do granic możliwości eksploatuje się, także w Państwa artykule, odosobnione wypadki, które miały miejsce w Jedwabnem. Do dziś nie są one do końca wyjaśnione – mord w Jedwabnem opiera się na często sprzecznych relacjach świadków, a na drodze wyjaśnieniom stoją protesty przed ekshumacją ofiar tej zbrodni.

Legalne instytucje polskiego państwa nigdy nie zawarły jakiegokolwiek porozumienia z okupantem. Przeciwnie, aktywnie walczyły z Niemcami i realizowanym przez nich programem eksterminacji narodu żydowskiego.

Agendami polskiego państwa nie była ani tzw. granatowa policja, ani kolej, jak sugeruje Państwa artykuł. Była nią natomiast Żegota, czyli organizacja powołana do systemowej pomocy polskim Żydom. Instytucją państwa polskiego była też Armia Krajowa, której wyspecjalizowane komórki wykonywały wyroki śmierci na szmalcownikach i pojedynczych kolaborantach. Przypisywanie Polakom współudziału w Zagładzie ze względu na istnienie tzw. „granatowej policji” czy kolei, w której pracowali polscy kolejarze, jest całkowitym nieporozumieniem. Wszystkie te instytucje – bazujące na przedwojennej infrastrukturze II RP i jej zasobach kadrowych, po wkroczeniu Niemców zostały włączone niemieckie struktury państwowe i podporządkowane machinie wojennej III Rzeszy.

Powołanie takich służb jak „granatowa policja” i obsadzenie jej członkami społeczeństwa podbitego kraju nie jest fenomenem polskim i wynika z logiki okupacji – żadna siła okupacyjna nie jest w stanie samodzielnie zabezpieczyć funkcjonowania wszystkich usług sektora publicznego okupowanego przez siebie kraju, realizowanych przez straż pożarną, inspekcje sanitarne, urzędy pocztowe czy kolei. Wykorzystują do tego mieszkańców okupowanego terenu. Tak też stało się w Polsce.

Wśród narodów Europy, są kraje które zawarły pakt z diabłem. Polska była ewenementem. Kraj nad Wisłą nie wpisuje się w sztywny i obowiązujący schemat, wg którego w zawinili wszyscy, tyle że w różnym stopniu.

Taki kraj w dzisiejszej Europie jest wyrzutem sumienia, bo jego obywatele udowodnili, że można było się zachować inaczej.

Na uwagę zasługuje fakt, że w artykule nie pada ani razu słowo Niemcy czy niemiecki.

Niestety zamiast zmierzyć się z wyrzutem sumienia, większość medialnych przekazów próbuje ten wyrzut sumienia wyprzeć, powielając zniekształcony obraz polskiej najnowszej historii.

Artykuł jest tego wyjątkowo jaskrawym przykładem.

Polska Liga przeciw Zniesławieniom

Kliknij, jeśli chcesz przeczytać list do redakcji w języku angielskim.

Z potrzeby serca! Polacy ratujący Żydów

W odpowiedzi na liczne artykuły i komentarze, sugerujące że Polacy są współodpowiedzialni za Holokaust, rozpoczynamy akcję „Z potrzeby serca! Polacy ratujący Żydów”. Przez najbliższe tygodnie będziemy przedstawiali historie Polaków, którzy ratowali Żydów z narażeniem życia własnego i swojej rodziny. Wielu ratujących nie przeżyło II wojny światowej, niejednokrotnie zginęli z rąk Niemców wraz z tymi, którym chcieli pomóc. Historie, które przywołujemy pochodzą z obszernego opracowania Janiny Hery pt. „Polacy ratujący Żydów. Słownik” wydanego nakładem wydawnictwa Neriton w 2014 r.

Grafiki przygotowaliśmy w dwóch wersjach językowych: polskiej i angielskiej, będą publikowane na profilu Facebook Reduty Dobrego Imienia, na Twitterze oraz na stronie www: http://www.anti-defamation.pl/rdiplad/z-potrzeby-serca/(w grafiki można kliknąć i pobrać w dużym wymiarze i wówczas powielać, drukować itp.)

Już teraz prosimy o powielanie, wysyłanie znajomym, rozprzestrzenianie w sieciach społecznościowych, publikowanie na forach zagranicznych mediów. Nie możemy zapomnieć o tych często bezimiennych Polakach, nigdy nie nagrodzonych medalami, ratujących z potrzeby serca… Mamy moralny obowiązek opowiadać o naszych rodakach i ich losach także tym, którzy historię Polski i II wojny światowej na naszych ziemiach znają tylko pobieżnie.

Jednocześnie jeśli Państwo mają w swoich rodzinach podobne historie, prosimy o przesłanie ich do nas na adres: kontakt@reduta-dobrego-imienia.pl

Stanowisko ws. ostatnich oszczerstw wobec Polski

Reduta Dobrego Imienia interweniuje w sprawie oszczerstw, które w ostatnich dniach można było zaobserwować w zagranicznych mediach w związku z nowelizacją ustawy o IPN. Nasze stanowisko wysłaliśmy do licznych mediów, które podjęły temat ustawy o IPN i powielały jednocześnie kłamstwa na temat polskiej historii II wojny światowej, m.in. sugerując, że Polacy kolaborowali z Niemcami.

W stanowisku wystosowanym do redakcji zagranicznych mediów podkreśliliśmy prawdę o historii Polski w czasie II wojny światowej, a więc to, że Polska nie kolaborowała z Niemcami, nie zafałszowuje swoich dziejów, a Polacy w trudnych i okrutnych warunkach pomagali Żydom, mimo grożącej za to kary śmierci.

Reduta Dobrego Imienia wyraziła poparcie dla nowelizacji ustawy o IPN. Przypomnieliśmy, że rozwiązania prawne, podobne do tych, jakie obecnie są wprowadzane w Polsce, obowiązują w wielu innych krajach, w tym w Izraelu.

Reduta Dobrego Imienia złożyła także zawiadomienie do Prokuratury Rejonowej w Warszawie o możliwości popełnienia przestępstwa przez dziennikarkę The Jerusalem Post Lahav Harkov, polegającego na publicznym pomawianiu Narodu Polskiego i każdego z Polaków z osobna. Dziennikarka na swoim profilu na portalu internetowym Twitter używała kilkunastokrotnie określenia “Polish death camps”.

W uzasadnieniu zawiadomienia do prokuratury napisaliśmy: “27 stycznia 2018 roku na portalu internetowym Twitter pod adresem https://twitter.com/LahavHarkov/status/957294785622171654 przez zaufany profil osoby przedstawiającej się jako dziennikarka The Jerusalem Post Lahav Harkov, został przez nią opublikowany post składający się z 14 jednakowych określeń o treści “Polish death camps”.

Post autorstwa dziennikarki odbił się szerokim echem na całym świecie, a Reduta postanowiła interweniować, by kłamstwo dotyczące niemieckich nazistowskich obozów koncentracyjnych nie pozostało w tym przypadku bezkarne.

Reduta Dobrego Imienia wystąpiła również z oficjalnym pismem do władz i administratorów portalu Twitter, wskazując, że cytowany post stanowi przykład mowy nienawiści skierowanej przeciw Polakom i jest kłamstwem oświęcimskim, ściganym prawem także w Izraelu.

Kara grzywny lub więzienia za “polskie obozy koncentracyjne”! – Nowelizacja ustawy o IPN

Sejm przyjął dziś (26.01.2018 r.) nowelizację ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, zgodnie z którą za używanie sformułowania „polskie obozy koncentracyjne” i podobnych będzie groziła kara grzywny lub trzech lat więzienia. W myśl nowelizacji, także organizacje pozarządowe będą mogły występować w obronie dobrego imienia w sprawach cywilnych przeciwko mediom i osobom posługującym się tego typu sformułowaniami. Posłowie przegłosowali także zapisy o zakazie negowania zbrodni popełnianych przez ukraińskich nacjonalistów.

„Każdy kto publicznie i wbrew faktom przypisuje polskiemu narodowi lub państwu polskiemu odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za zbrodnie popełnione przez III Rzeszę Niemiecką lub inne zbrodnie przeciwko ludzkości, pokojowi i zbrodnie wojenne – będzie podlegał karze grzywny lub pozbawienia wolności do lat trzech”. Te same kary grozić będą osobom, które dopuszczą się „rażącego pomniejszania odpowiedzialności rzeczywistych sprawców tych zbrodni”. Wyjątkiem od tych przepisów jest tutaj postępowanie „w ramach działalności artystycznej lub naukowej”.

Przepisy mają być stosowane zarówno do Polaków jak i cudzoziemców. Śledztwo z urzędu wszczynał będzie prokurator IPN.

Organizacje społeczne, które mają w statucie zapis o ochronie dobrego imienia Polski, uzyskają też prawo do występowania przed sądami w procesach cywilnych przeciwko oszczercom. Dotychczas musiał być bezpośredni świadek, czyli np. żołnierz Armii Krajowej lub były więzień obozu koncentracyjnego.

– Od kilku lat monitorujemy sytuację nie tylko w mediach w sprawie używania sformułowań „polski obóz koncentracyjny” i wiemy, że tego typu błędy nadal dość często się pojawiają. Sprostowania są czasem trudne do wyegzekwowania. Teraz zyskamy dodatkowy argument, który zmusi dziennikarzy do zapoznania się z historią Polski. Cieszę się także, że organizacje społeczne, m.in. Reduta uzyskają prawo do występowania w procesach sądowych. Bezpośredni świadkowie powoli odchodzą i gdyby prawo nie zostało zmienione, nie miałby kto dbać o ich godność narodową. Teraz nawet po wielu latach będą organizacje, które zadbają o prawdę o II wojnie światowej – komentuje Mira Wszelaka, prezes Reduty Dobrego Imienia.

W ustawie znalazły się także zapisy, które mają umożliwić wszczynanie postępowań karnych za zaprzeczanie zbrodniom ukraińskich nacjonalistów.

Przypominamy, że Reduta Dobrego Imienia zebrała ponad 41 tys. podpisów pod petycja do Marszałka sejmu Marka Kuchcińskiego w sprawie jak najszybszego uchwalenia tej ustawy.