Reduta Dobrego Imienia odpowiada na pozew Jana Grabowskiego

Półtora roku po wydaniu przez Redutę Dobrego Imienia stanowiska kwestionującego rzetelność metodologii prac naukowych Jana Grabowskiego historyk złożył pozew przeciw Reducie. Z pozwu Jana Grabowskiego przeciwko Reducie Dobrego Imienia nie wynika, dlaczego pracujący na stanowisku profesora na Uniwersytecie Ottawy w Kanadzie Jan Grabowski, zajmujący się tematyką Holocaustu zdecydował się na pozew przeciwko Reducie Dobrego Imienia właśnie teraz. RDI przygotowała obszerną odpowiedź na pozew, w której podnosi wybiórcze traktowanie przez Jana Grabowskiego badanych i przywoływanych przez niego źródeł.

Naszym zdaniem Pan Grabowski wybiórczo traktuje źródła historyczne i wybiera te, które są zgodne z jego tezami. Obok tego w swoich pracach pomija on kontekst historyczny opisywanych wydarzeń. Szczególnie krzywdzące dla Polaków jest to, że w publikacjach swoich pomniejsza fakt, że za ukrywanie Żydów podczas okupacji niemieckiej wymierzana była Polakom przez Niemców kara śmierci – podkreśla Prezes Reduty Dobrego Imienia Maciej Świrski.

Równocześnie Reduta rozpoczyna akcję zbierania funduszy, które zostaną przeznaczone na obsługę procesu, w tym na prace prawników, historyków oraz innych naukowców weryfikujących twierdzenia rozpowszechniane przez Jana Grabowskiego.

Stanowisko negatywnie oceniające rzetelność prac naukowych Jana Grabowskiego Reduta Dobrego Imienia opublikowała 7 czerwca 2017 roku (pełną treść dokumentu można znaleźć pod adresem: http://www.anti-defamation.pl/rdiplad/aktualnosci/rdi-oswiadczenie-w-sprawie-dzialalnosci-jana-grabowskiego/). Opinia ta, podpisana przez wielu polskich naukowców, została wydana bezpośrednio po nagłośnieniu medialnym w 2017 roku informacji Jana Grabowskiego o rzekomym „zamordowaniu 200 000 Żydów przez Polaków”.

Nie wiemy, dlaczego Pan Grabowski zdecydował się na wytoczenie nam procesu po półtora roku, ale przygotowaliśmy odpowiedź na pozew, gdzie przedstawiamy naukowe opracowania weryfikujące nieuzasadnione tezy Jana Grabowskiego. Wielu naukowców i historyków już od dawna kwestionuje zarówno metody badawcze, jak i sposób prezentowania faktów przez Pana Grabowskiego. W analizie tej sytuacji i dalszych dyskusjach zwracamy uwagę wszystkich na fakt, że to właśnie Pan Grabowski wytoczył proces, cenzurując naszą opinię o jego badaniach. Jestem bardzo zaskoczony faktem, że badacz Holocaustu, który sam oczekuje wolności słowa i wolności dyskusji, odmawia tego samego prawa innym. Nie jesteśmy jednak jedyni, którym Pan Grabowski odmawia krytycznej oceny swoich prac. Przykładem jest tu chociażby facebookowy wpis powoda na temat Pana Tomasza Domańskiego, autora opracowania IPN o książce Jana Grabowskiego „Dalej jest noc” – mówi Maciej Świrski, Prezes Reduty Dobrego Imienia (post udostępniony na Twitterze przez Jakuba Kumocha, Ambasadora RP w Szwajcarii dostępny pod adresem: https://twitter.com/JakubKumoch/status/1100379771345588225).

Jan Grabowski jest autorem kontrowersyjnej tezy, że „Polacy przyczynili się do śmierci 200 000 Żydów”. Jego zdaniem, jesteśmy w „światowej czołówce pychy narodowej”. Tezy te zostały zaprezentowane m.in. w audycji TOK FM (http://www.tokfm.pl/Tokfm/7,130517,23152084,polska-edukacja-to-samouwielbienie-wiekszosci-mowi-historyk.html). W wywiadzie tym Jan Grabowski podkreślił również, że antysemityzm funkcjonował w przedwojennej Polsce ponad podziałami politycznymi i nie można go łączyć jedynie z poparciem dla endecji. W odpowiedzi na pozew Reduta Dobrego Imienia wyjaśnia, że w latach 30. XX wieku w Polsce agitacja antyżydowska była zwalczana i ścigana przez ówczesne organy państwa polskiego. Nie było to też zjawisko powszechne i dominujące, o czym świadczy także wywiad z ocalałym z Holocaustu ojcem Jana Grabowskiego, znanym polskim naukowcem, chemikiem, Zbigniewem Grabowskim, który w jednym z wywiadów wprost mówi, że nie doświadczał przed wojną antysemityzmu (cała rozmowa dostępna pod adresem: https://www.1944.pl/archiwum-historii-mowionej/zbigniew-grabowski,1177.html).

W odpowiedzi na pozew Jana Grabowskiego Reduta Dobrego Imienia wskazuje także na wybiórcze traktowanie źródeł przez tego naukowca. Podkreślony został fakt, że duża część jego książki pt. „Judenjagd. Polowanie na Żydów 1942–1945” opiera się na aktach procesów sądowych, tzw. sierpniówkach czyli aktach spraw toczonych na podstawie Dekretu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego z dnia 31 sierpnia 1944 r. o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami oraz dla zdrajców Narodu Polskiego. Są to akta wytworzone przez stalinowski „wymiar sprawiedliwości” i czytać je należy w sposób krytyczny, uwzględniając kontekst historyczny, czego Jan Grabowski nie robi. Poza tym akta procesowe są zawsze specyficznym przekazem historycznym, ponieważ zawierają tylko wycinek pewnej rzeczywistości, ten szczególnie przestępczy i patologiczny. W przypadku „sierpniówek” trzeba uwzględnić realia życia Polaków w Polsce podbitej przez komunistów po II wojnie światowej. Opinię tę podkreślił m.in. w krytycznej pracy nt. „Judenjagd” uznany historyk i badacz historii okupowanej Polski prof. Bogdan Musiał. Bardzo negatywnie na temat warsztatu, doboru źródeł, przedstawiania faktów, zmiany słów w opisach wydarzeń wypowiadali się także inni historycy, jak chociażby ostatnio dr Tomasz Domański w publikacji IPN – recenzji pozycji „Dalej jest noc” (której współautorem jest Jan Grabowski) pt. „Korekta obrazu?”, w której wykazał szereg błędów metodologicznych, rzeczowych i merytorycznych. Wbrew temu, co twierdzi Pan Grabowski, nie są to wyłącznie „historycy prawicowi” ani nacjonaliści, a grupa badaczy, którzy poświęcili swój czas na badania przebiegu Holocaustu w okupowanej przez Niemców Polsce.

Bardzo kompleksową i krytyczną analizę książki Jana Grabowskiego przedstawił m.in. kanadyjski historyk Mark Paul, który wskazuje m.in. na to, że Grabowski nadinterpretuje słowa Żydów ocalałych z Holocaustu (https://www.coursehero.com/file/30253496/Grabowski-Hunt-Critique-3doc/). W ubiegłym roku w Polsce głośno było także o zdemaskowaniu poważnych błędów metodologicznych, które wykazał dr Jakub Kumoch, Ambasador RP w Szwajcarii. „Pięć minut wnikliwej lektury wystarczy by zrozumieć genezę bardzo poważnego przeinaczenia źródła” – komentował pracę Grabowskiego Ambasador (pełna treść komentarza: https://www.facebook.com/kumoch/posts/10156301474149917).

Jan Grabowski odrzuca jednak te ustalenia, selektywnie podchodząc do źródeł i decydując komu można, a komu nie można wierzyć.
W moim przekonaniu, w tej sprawie chodzi o rzetelność́ historyka i możliwość oceny tej rzetelności przez innych naukowców, którzy posiadają warsztat metodologiczny. Dotyczy to nie tylko nauk historycznych. Kwestia rzetelności prezentowanych wyników badań jest uniwersalna w nauce, bez względu na dziedzinę. Poza tym oczywiście w przypadku profesora historii poziom wymagań́ w stosunku do niego, jeśli chodzi o metodologię prowadzonych przez niego badań, jest wyższy niż stawiany przeciętnemu znawcy historii – podkreśla Maciej Świrski.

W związku z pozwem Jana Grabowskiego przeciwko Reducie Dobrego Imienia organizacja uruchamia akcję zbierania darowizn na dalszą obsługę pozwu i prace historyków.

Nasze bieżące fundusze pozwalają wyłącznie na prowadzone stale działania przeciwstawiania się oszczerstwom przeciwko dobremu imieniu Polski, takie jak monitoring Internetu i obsługa prawna istniejących i pojawiających się spraw. Taki pozew to bardzo duże wyzwanie, dlatego zdecydowaliśmy się na uruchomienie zbiórki na ten cel. Liczę, że chociaż część niezbędnych funduszy uda się nam zebrać w tym roku – mówi Maciej Świrski.

Darowizny można wpłacać poprzez system PayPal lub bezpośrednio na konto organizacji. Reduta uruchomiła również możliwość wpłacania funduszy poprzez Facebooka. Szczegóły znajdą Państwo na profilu RDI w tym serwisie (http://facebook.com/RedutaDobregoImienia). Wszelkie informacje dotyczące szczegółów płatności oraz numery rachunków można znaleźć na stronie głównej Reduty w prawym górnym rogu pod tytułem “Wspomóż Redutę”.

Kolejny sukces Reduty Dobrego Imienia w walce o tożsamość narodową!

Dziś w Sądzie Okręgowym w Warszawie zapadło postanowienie, które w istotny sposób wpisuje się w walkę o obronę polskiego dobrego imienia i tożsamości narodowej. Sąd uznał, że sprawy przeciwko niemieckiej gazecie, publikującej swoje teksty po niemiecku, mogą być prowadzone w Polsce.

Jest to już kolejne tego typu postanowienie w sprawach prowadzonych przez Redutę. Oznacza to, że sądy przyjęły już naszą linię procesową, w której wskazujemy, że jeśli Niemcy (niemieckie gazety, niemieckie telewizje czy niemieckie portale) obrażają Polaków, muszą się liczyć z tym, że Polacy będą ich pozywali, a polskie sądy będą takie sprawy prowadziły.

Przypomnijmy pozew przeciwko Frankurter Rundschau wytoczył Maciej Świrski – fundator i prezes Reduty Dobrego Imienia, który poczuł się pokrzywdzony treściami, które były prezentowane w niemieckiej gazecie.

Autor w artykule pt. „Prawicowe odwracanie historii w Auschwitz” na stronie internetowej gazety napisał, że „zagłada Żydów nie jest czynem czysto niemieckim” wskazując Polskę jako współodpowiedzialną za Holokaust komentując wystąpienie ówczesnej polskiej premier Beaty Szydło napisał, że tworzy ona „nową polską politykę pamięci, której celem jest przedstawienie zagłady Żydów jako czynu WYŁĄCZNIE niemieckiego”.

RDI twierdzi, że z punktu widzenia prawnego, tego typu działania i teksty publikowane przez niemiecką gazetę, wskazują na istotne naruszenie dóbr osobistych powoda w postaci prawa do godności, poczucia tożsamości narodowej oraz prawa do niezakłamanej prawdy historycznej.

PRZYPOMINAMY:
Reduta Dobrego Imienia finansowała, prowadziła i wygrała następujące sprawy z zakresu naruszenia dobra osobistego w postaci tożsamości narodowej i godności narodowej.

  1. sprawę p. Krystiana Brodackiego, któremu sąd zasądził 50.000 zł oraz przeproszenie na głównej stronie Onet.pl (wyrok I instancji)
  2. sprawę Natalii Nitek – Płażyńskiej, w której sąd zasądził 50.000 zł oraz przeproszenie m.in. na antenie TV Republika (wyrok I instancji)
  3. sprawę żołnierza AK Włodzimierza Pajdowskiego, któremu sąd zasądził 20.000 zł oraz przeproszenie (wyrok prawomocny)
  4. sprawę przeciwko Newsweek.pl, w którym sąd nakazał Newsweekowi sprostowanie informacji o tzw. „polskich obozach koncentracyjnych” (wyrok prawomocny)
  5. sprawę przeciwko tygodnikowi Wprost o opublikowanie sprostowania rodziny żołnierzy AK, którzy w materiale prasowym zostali pokazani jako osoby niegodne (wyrok prawomocny)

Dodatkowo RDI monitorowała proces w sprawie filmu „Nasze Matki, Nasi Ojcowie”, prowadzony przez dr Monikę Brzozowską – Pasieka i r.pr. Jerzego Pasieka. W tej sprawie sąd zasądził 20.000 zł oraz przeproszenie na antenie kilku stacji (wyrok nieprawomocny).

Obecnie Reduta prowadzi kilka spraw sądowych z zakresu naruszenia polskiej tożsamości narodowej, a opisywana wyżej sprawa przeciwko Verlag der Franfurter Rundschau jest jedną z nich.

Reduta opłaca wpisy sądowe oraz udziela bezpłatnej pomocy prawnej, będąc organizacją pozarządową. Możemy pomagać i bronić dobrego imienia Polski tylko dzięki dobrowolnym wpłatom darczyńców.

Prawo do dumy narodowej i niezakłamanej historii jako dobro osobiste Polaków – precedensowe orzeczenie krakowskiego sądu. Znamy uzasadnienie!

Informowaliśmy pod koniec grudnia 2018 r. o wyroku Sądu Okręgowego w Krakowie, który orzekł o winie ZDF i UFA Fiction – producentów serialu „Nasze matki, nasi ojcowie” w procesie wytoczonym przez kapitana Zbigniewa Radłowskiego i Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej. Publikujemy wraz z komentarzem fragmenty obszernego uzasadnienia, którym krakowski Sąd Okręgowy podkreślił winę producentów serialu.

W pierwszej kolejności wskazać należy, że sąd uznał za dobra osobiste m.in. prawo do niezakłamanej historii i dumy narodowej. Krakowski sąd uznał, że prawo do poszanowania prawdy o działaniach AK w czasie II wojny światowej jest czynnikiem kształtującym tożsamość narodową i poczucie godności narodowej. Jest to niezwykle ważna teza dla wszystkich prawników, którzy bronią honoru, godności czy dumy narodowej Polaków – ofiar niemieckich okrucieństw podczas II wojny światowej.

Przechodząc do poszczególnych części obszernego, bo liczącego 70 stron uzasadnienia należy zauważyć, że sąd oparł się nie tylko na zeznaniach świadków, ale również na opinii biegłego Prof. K. Kleisy. Na marginesie swoich rozważań sąd wskazał, że strona pozwana nie chciała dopuścić tego biegłego do opiniowania, z uwagi na …. narodowość biegłego. Zdaniem sądu twierdzenia strony pozwanej o stronniczości biegłego na podstawie jego narodowości ma charakter pozamerytoryczny i dyskryminujący tym bardziej, że strona pozwana wnosiła o powołanie biegłego narodowości niemieckiej.

Obszerna argumentacja sądu zawiera następujące tezy:

1. Film pokazuje, że Armia Krajowa była organizacją antysemicką, która o ile nie uczestniczyła w Holokauście to go akceptowała.

Zdaniem sądu film pokazuje w sposób jednostronny i tendencyjny żołnierzy AK. Sposób przedstawienia postaci żołnierzy jest jednowymiarowy – są to osoby, które mają swoistą „obsesję” na punkcie Żydów. Dialogi Polaków (zarówno „żołnierzy AK”, jak również „polskich chłopów”) nacechowane są antysemityzmem, jako cechą dominującą. Jest to szczególnie widoczne na tle pokazanych żołnierzy niemieckich, wśród których – jak wynika z serialu – przeważnie byli zwykli ludzie zmuszeni do określonych zachowań sytuacją, w której się znaleźli. Natomiast żołnierze AK zostali pokazani wyłącznie jako antysemici nienawidzący Żydów i akceptujący ich zachowanie.

2. Serial nie był wyłącznie filmem fabularnym (…) Poprzez określone zabiegi wywołał u widza przekonanie, że zdarzenia przedstawione w nim są autentyczne i dzieją się na tle prawdziwej historii drugiej wojny światowej.

Zdaniem sądu przykładem przekonywania widza o autentyczności losów postaci w filmie może być fakt, że na zakończenie filmu podane są imiona i daty urodzin i śmierci głównych bohaterów. W filmie wykorzystano fragmenty kronik archiwalnych w tak długich sekwencjach, jakie są charakterystyczne dla pełnometrażowych filmów historycznych.

3. W ocenie sądu kluczową i niejako symboliczną sceną filmu jest moment zamknięcia wagonu z Żydami przewożonymi do obozu koncentracyjnego

Sąd uznał, że zamknięcie przez „żołnierza AK” wagonu z Żydami ma pokazać, że żołnierze AK akceptowali masową eksterminację Żydów, że popierali zbrodnie popełniane przez Niemców w obozach koncentracyjnych. Sąd przypomniał, że wagon w tym serialu ma bardzo symboliczne znaczenie – wagony przewożące więźniów do obozów koncentracyjnych znajdują się jako pomniki pamięci zarówno na terenie niemieckiego obozu Auschwitz – Birkenau, jak i np. na terenie Instytutu Yad Vashem. Przypomnijmy, że jest to odpowiedź na jedną z najbardziej charakterystycznych dla niemieckiego serialu scen z udziałem AK.

4. Zachowaniom patologicznym nadano status normy

Sąd wskazał, że w Armii Krajowej mogły znaleźć się postaci czy wręcz całe oddziały, które mogły być nastawione antysemicko, jednak skala tego zjawiska – jak wskazuje dyskusja historyczna – była niewielka w stosunku do liczebności i zakresu działań AK.
Przypominając podstawowe informacje z dziejów Armii Krajowej, sąd zaznaczył wyraźnie, iż brak jakichkolwiek relacji historycznych o zdarzeniu, w którym żołnierze AK po odbiciu transportu Żydów przewożonych do obozu koncentracyjnego, pozostawili ich w zamkniętych wagonach. Ponadto w uzasadnieniu czytamy, iż żołnierze AK w zdecydowanej większości pomagali Żydom, chronili ich i ukrywali, pomimo groźby utraty życia, jako jedynej kary przewidzianej przez niemieckiego okupanta.

5. Mamy do czynienia wręcz z ostentacyjnym (z uwagi na kadrowanie, ustawienie kamery i oświetlenie) podkreśleniem przynależności partyzantów do AK

Sąd wskazał, że przedstawienie polskich partyzantów z opaskami żołnierzy AK było starannie przemyślane przez twórców serialu. Dodatkowo sąd zwrócił uwagę, że charakteryzacja, kostiumy, sposób gry aktorskiej nakierowany jest na to by pokazać żołnierzy AK jako postaci zdecydowanie niesympatyczne. Zdaniem sądu przez 24 minuty, w których pojawiają się żołnierze AK w utworze, nie ma ani jednego zachowania, które można ocenić jednoznacznie pozytywnie, jak również ani jednej postaci Polaka, który budzi sympatię.

Sąd wyjaśnił, że wyrok nie jest ingerencją w treść filmu, czy działaniem cenzury. W uzasadnieniu czytamy: Przeprosiny i umieszczenie tablicy informującej o rzeczywistej i niekwestionowanej przez pozwanych, roli Armii Krajowej ma za zadanie przywrócić właściwe proporcje w dyskusji na temat antysemityzmu w jej szeregach i uświadomić widzom filmu, że nawet jeżeli były takie zachowania to celem Armii Krajowej była walka z faszystami, a nie wspieranie ich w mordowaniu Żydów. Sąd podkreślił, że w wydanym orzeczeniu nie chodziło o ograniczenie dyskusji historycznej, ale o właściwe proporcje, gdy mowa o karygodnych zachowaniach niektórych żołnierzy AK.

Sąd podjął również w uzasadnieniu temat edukacyjnego oddziaływania serialu „Nasze matki, nasi ojcowie”. Czytamy, iż jako naiwne uznać należy twierdzenia, że przeciętny widz zainteresowany filmem sam zapozna się z fachową literaturą dotyczącą danego tematu i wyrobi sobie zdanie na jego temat. Chociaż byłoby to według Sądu pożądane, to takie założenie nie odzwierciedla rzeczywistości. W ocenie sądu przeciętny widz nie będący szczególnie zainteresowany historią ruchu oporu na terenie okupowanej Polski, swą wiedzę będzie czerpał wyłącznie na podstawie źródeł filmowych. Okoliczność tę należy brać pod uwagę przy ocenie tego typu filmów albowiem mogą one poza przekazem artystycznym również kształtować nieprawdziwy obraz historii. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że film „Nasze matki, nasi ojcowie” nie tylko opowiada osobiste historie jego bohaterów, ale również, a może przede wszystkim pokazuje znaczącą część historii II wojny światowej.

Na uwagę zasługuje wreszcie ostatnie zdanie uzasadnienia wyroku sądu, w którym czytamy: Sąd miał na względzie, że niniejsza sprawa ma charakter precedensowy, jest szczególnie doniosła pod względem zachowania proporcji w prowadzeniu dyskusji historycznej na temat II wojny światowej i odgrywa szczególną rolę społeczną.

Przypomnijmy, że postępowanie cywilne prowadzili pro publico bono adwokat dr Monika Brzozowska – Pasieka i radca prawny Jerzy Pasieka.

Reduta monitorowała ten proces.

_____________

Wersja anglojęzyczna powyższego tekstu:

The Right to National Dignity and an Accurate Historical Representation Recognized by Court in Kraków

Hans G. musi przeprosić Natalię Nitek-Płażyńską!

Dzisiaj w Sądzie Okręgowym w Gdańsku zapadł wyrok w procesie przeciwko Hansowi G. Sąd nakazał Hansowi G. przeproszenie Natalii Nitek-Płażyńskiej w “Gazecie Polskiej” oraz w Telewizji Republika. Dodatkowo Hans G. został zobowiązany do wpłaty 50 tysięcy złotych na Muzeum Piaśnickie w Wejherowie. W uzasadnieniu wyroku sędzia Piotr Kowalski podkreślił historyczne korzenie uprzedzeń rasowych i wyższości rasowej Niemców, jakie prezentował Hans G.

Po ogłoszeniu wyroku Natalia Nitek-Płażyńska napisała na Twitterze: “Wygrałam z nazistą! Nazizm w Polsce nie ma prawa bytu. Pamiętajmy, by walczyć o swoją godność, gdy ktoś ją depcze”. Podziękowała również Reducie za wsparcie.

Przypominamy, że w pomorskiej firmie POS System, Natalia Nitek przez kilka miesięcy była nękana słownie przez jej właściciela Hansa G., który celowo używał zwrotów godzących w dobra osobiste i narodowe pracownicy. Powódka zarządzała projektami w firmie Hansa G. od czerwca 2015 r. do stycznia 2016 r. W rozmowach Hans G. posługiwał się sformułowaniami używanymi przez Niemców w stosunku do Polaków podczas okupacji 1939-1945, także z użyciem terminologii nazistowskiej i nie krył się z nienawiścią wobec Polaków. Hans G. bez skrępowania mówił o Polakach m.in. „shit”, „idiots”, „I hate this idiots”, “idiot Polak”, „suck-ers”, “better is Africa”, “fucking stupid country”, “should I stand them on the wall [pokazuje pozorowane strzelanie] Kill them? I wanted, I want! No problem for me! I would kill every Polak, scheiss egal”, zaś o samej pracownicy mówił „ustawiłbym cię z PiSem w szeregu i rozstrzelał”, „jesteś głupia, bo słuchasz Kaczyńskiego”, „pieprzony pisior (fucking pisior)”, „stuknięta faszystka (crazy fashist)”.

Reduta Dobrego Imienia mając status interwenienta ubocznego wspomagała ten proces – zarówno od strony finansowej jak i prawnej.

Styczniowy Numer Magazynu “Reduta Online”!

Styczniowy numer Reduty Online otwiera informacja o sukcesie, który zamknął ubiegły rok: jest to wyrok w sprawie kpt. Zbigniewa Radłowskiego, który pozwał niemiecką telewizję ZDF i producenta filmu „Nasze matki, nasi ojcowie” o naruszenie dóbr osobistych poprzez wykreowanie w filmie fałszywego obrazu Armii Krajowej jako formacji antysemickiej. Proces toczył się przed krakowskim Sądem Okręgowym. W ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia stwierdził, że kpt. Radłowskiemu należą się przeprosiny, ponieważ jego dobra osobiste, jako żołnierza Armii Krajowej, zostały naruszone przez film oglądany przez wielomilionową publiczność na całym świecie. Sąd stwierdził, że ten wyrok nie jest ograniczeniem wolności twórczej, ponieważ w filmach mieszających fikcję z prawdą (jak to właśnie było w wypadku filmu „Nasze matki, nasi ojcowie”) tam, gdzie jest mowa o bezspornych faktach – należy mówić prawdę. Ten wyrok to duży sukces, tym bardziej, że sprawa przywołanego filmu była jedną z najważniejszych spraw, którymi zajmowała się Reduta i którą monitorowała od początku swojego istnienia.

Większa część tego numeru Reduty Online poświęcona jest wojsku i sprawom obronności.

Przede wszystkim mówi o tym generał Jarosław Gromadziński, z którym przeprowadziliśmy wywiad. Generał opowiada o organizowaniu od podstaw 18 Dywizji Zmechanizowanej w Siedlcach. Dywizja ta odwołuje się do tradycji Żelaznej Dywizji chlubnie walczącej z bolszewikami w 1920 roku. Będzie to zupełnie nowy związek taktyczny, wyposażony w najnowocześniejszą broń, dostosowany do wymagań współczesnego pola walki, złożony ze świadomych i doskonale wyszkolonych żołnierzy, który wypełni lukę w obronności południowo-wschodniej Polski. Pragnę zwrócić Czytelnikom uwagę na znamienne słowa Generała o roli Wojsk Obrony Terytorialnej, a także o zarządzaniu ludźmi, o tym, że dobry dowódca musi stawiać wymagania, ale też cechować się empatią w stosunku do podwładnych. I że zarządzanie jest służbą.

Interesującym dopełnieniem tego tekstu jest opracowanie Działu Dokumentacji i Analiz Reduty na temat potencjału militarnego Rosji na jej zachodniej flance. Autorzy konkludują:

Na zachodniej flance SZ FR mają ogromny potencjał uderzeniowy, z szybkim czasem reakcji i znacznymi możliwościami operacyjno-strategicznego przemieszczania (przerzutu) wojsk. Odtwarzanie dywizji i sztabów korpuśnych i armijnych wskazuje na powrót do koncepcji wojny regionalnej lub pełnoskalowej, z użyciem dużych mas wojsk.

Równie pouczający jest tekst Andrzeja Zdzitowieckiego na temat kwestii dostępu obywateli do broni w Polsce na tle innych krajów Europy, w kontekście zdolności obronnych. Wnioski nasuwają się same.

Piszemy o tym, aby pokazać, jak istotne w obecnej sytuacji geopolitycznej jest budowanie potencjału obronnego Polski w różnych płaszczyznach – od świadomości obywateli do zbrojeń, dopływu nowych technologii i rozwoju gospodarczego przy równoczesnym ścisłym sojuszu militarnym ze Stanami Zjednoczonymi.

Za sprawą tekstu Thasunke Witkó, emerytowanego oficera spadochroniarzy, przeniesiemy się ze szczytów dowodzenia i myślenia strategicznego nieco niżej, do realiów życia żołnierzy Wojska Polskiego na poligonie i na misjach. Autor przez swoje osobiste doświadczenia pokazuje, jakie to Wojsko Polskie jest. I to jest wiedza ważna, bo Polacy współcześni, mimo pozornego uczestniczenia w obiegu informacyjnym, w ogóle nie znają realiów armii, nie wiedzą po co Wojsko Polskie bierze udział w misjach zagranicznych i w ogóle po co jest. To ważny tekst.

Cyklicznie drukowane w Reducie Online wspomnienia Zenona Skupińskiego tym razem dotyczą jego ochotniczej służby wojskowej w 1920 roku, podczas zmagań z najazdem bolszewickim.

Jak zwykle w styczniu zamieszczamy tekst o Powstaniu Styczniowym. Jacek Kowalski sięga do „Piosennika Powstania Styczniowego” i przypomina nam pieśni i ducha tamtego czasu, kształtowanego przez pieśni właśnie, poezję i literaturę. I – paradoksalnie – pokolenie Stanu Wojennego, do którego z racji wieku przynależy autor, a które także na tych pieśniach i literaturze się wychowało.

W związku z ostatnimi wydarzeniami w Gdańsku piszę o zjawisku, które dotyka praktycznie w takiej lub innej formie niemal wszystkich. Tekst „Hejt nasz codzienny” jest przyczynkiem do oceny nie tyle samego wydarzenia – tragicznej śmierci prezydenta Gdańska – co reakcji elit politycznych, które nie tak dawno odmawiały czci śp. Prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu. Piszę pokrótce o tym, czym jest „mowa nienawiści”, jak pojemne może być to pojęcie i skąd jego kariera.

Ostatnią część numeru poświęcamy sprawom niemieckim. Koniec ubiegłego roku w mediach niemieckich przebiegał pod znakiem „skandalu Relotiusa”. W artykule Ignacego Siedleckiego znajdziemy dokładne informacje na ten temat – przede wszystkim mało znane szczegóły fałszerstw, których dopuszczał się ten dziennikarz, mówiąc wprost – zmyśleń, które Der Spiegel, najbardziej prestiżowy tygodnik w Niemczech, zamieszczał na poczesnych miejscach, za które autor otrzymywał nagrody – i co najważniejsze – które w sposób niezwykle silny wpływały na opinię publiczną w Niemczech. I w tym kontekście powstaje nieodparte pytanie: Jeżeli takie kłamstwa ukazywały się na temat Stanów Zjednoczonych, wyborców Trumpa albo kwestii wojny w Syrii i miały znaczący wpływ na opinię publiczną Niemiec – to jak to wygląda w przypadku relacji na temat Polski? No cóż, wiemy, że przekazy prasy niemieckiej na temat sytuacji w Polsce są równie fałszywe i stronnicze. Wypada zatem powiedzieć, że media niemieckie chorują i nie za bardzo wiadomo, czy wyzdrowieją. Warto przy tym pamiętać, że ponad 80% prasy w Polsce należy do koncernów niemieckich…

Ponadto w numerze przegląd prasy niemieckiej, a także kalendarium działań, które RDI podjęła w grudniu 2018 i styczniu 2019 roku.

Już teraz możemy zapowiedzieć, że w przyszłym, lutowym numerze Reduty Online znajdzie się raport na temat wszystkich działań Reduty Dobrego Imienia w roku 2018, a także przegląd prasy amerykańskiej – w kontekście zbliżającego się warszawskiego szczytu na temat Iranu.

Zapraszam do lektury

Maciej Świrski
Prezes Reduty Dobrego Imienia
Redaktor naczelny

 

Najnowszy numer Magazynu Reduta Online jest dostępny po wpisanie w przeglądarkę adresu http://anti-defamation.pl/redutanews

http://anti-defamation.pl/redutanews

Ostatnia rozprawa przeciwko Hansowi G.

Dzisiaj w Sądzie Okręgowym w Gdańsku odbyła się ostatnia rozprawa przeciwko Hansowi G. Podczas tej rozprawy obie strony procesu wygłosiły mowy końcowe. Na sali nieobecny był Hans G., którego reprezentował pełnomocnik. Wyrok zostanie ogłoszony 11 lutego o godz. 13.00 w sali 101.

Jako pierwsza mowę końcową wygłosiła mecenas Monika Brzozowska-Pasieka, reprezentująca Natalię Nitek-Płażyńską. Według mec. Brzozowskiej działanie G. nie było jednorazowe, lecz stałe i powtarzalne. Przypomniała o tym, że powódka traktowana była inaczej niż inni pracownicy firmy i zostały naruszone jej dobra osobiste. Powódka była dyskryminowana na tle przynależności partyjnej. Mec. Brzozowska-Pasieka wskazała również, że przykład słów G. byłby najbardziej adekwatny do definicji mowy nienawiści. Według mecenas zadośćuczynienie i przeprosiny są niezbędne.

Pełnomocnik Hansa G. w mowie końcowej odpierał zarzuty, twierdząc, że sprawa nie ma charakteru mowy nienawiści, gdyż jego klient swoim zachowaniem przedstawiał tylko wzburzenie. Zarzucał Natalii Nitek-Płażyńskiej uprzedzenie wobec Niemców i prowadzenie gry politycznej, twierdząc, że jest ona działaczką polityczną. Pełnomocnik G. odniósł się do nagrań wypowiedzi swojego klienta. Według niego nagrań jest za mało i są dodatkowo zmanipulowane. Pełnomocnik G. wniósł o oddalenie powództwa w całości.

Do zarzutów pełnomocnika odniosła się w mowie końcowej sama Natalia Nitek-Płażyńska. Zapewniła, że nie prezentuje organicznej niechęci wobec Niemców, a jej niechęć wyraża się tylko wobec osób promujących nazizm. Odniosła się również do zarzutów o prowadzenie gry politycznej. Wyraźnie stwierdziła, że nie jest działaczem politycznym i nigdzie nie kandydowała. Według Natalii Nitek-Płażyńskiej żądanie wypłaty odszkodowania w lesie piaśnickim nie jest upokarzające.

W trakcie procesu mowę końcową wygłosił także Prezes Reduty Dobrego Imienia Maciej Świrski, stwierdzając m.in.: “W Polsce nie ma i nie powinno być przyzwolenia na używanie mowy nienawiści ze względu na narodowość, do piętnowania, pozbawiania godności i w końcu odczłowieczania. Zbyt dobrze wiemy, czym kończą się takie zachowania i czego są wynikiem. Jak nie do końca ukarane i nierozliczone zbrodnie ośmielają kolejne pokolenia Niemców do zamazywania odpowiedzialności, przenoszenia win z kata na ofiary i odbudowywania imperializmu kulturowego narzucającego własną wizję historii i wartości”.

Cały tekst mowy końcowej Prezesa RDI dostępy jest na naszej stronie internetowej:
Mowa końcowa Prezesa RDI w procesie przeciwko Hansowi G.

Przypominamy, że Natalia Nitek domaga się przeproszenia listem poleconym za naruszenie jej dóbr osobistych, w tym stosowanie wobec niej hitlerowskiej mowy nienawiści. Dodatkowo powód ma przesłać ten list również do wszystkich pracowników, którzy byli świadkami tych zdarzeń. Poza tym Natalia Nitek-Płażyńska domaga się 150.000 zł tytułem zadośćuczynienia przeznaczone na Muzeum Piaśnickie w Wejherowie.

Reduta Dobrego Imienia mając status interwenienta ubocznego wspomaga ten proces  – zarówno od strony finansowej jak i prawnej.

Mowa końcowa Prezesa RDI w procesie przeciwko Hansowi G.

Wysoki Sądzie!

Zgodnie ze swoim statutem Fundacja Reduta Dobrego Imienia Polska Liga przeciw Zniesławieniom od ponad 6 lat zajmuje się ochroną dobrego imienia Polski i Narodu Polskiego m.in. poprzez prostowanie nieprawdziwych informacji pojawiających się w mediach na temat historii Polski, a szczególnie: przebiegu II Wojny Światowej, udziału w niej Polaków, stosunku Polaków do Narodu Żydowskiego, na temat niemieckich obozów koncentracyjnych. Przeciwdziałamy także rasizmowi i ksenofobii, zwróconym przeciwko Polakom i obywatelom Rzeczypospolitej Polskiej bez względu na pochodzenie.

Przedmiot tego procesu w którym Reduta ma status interwenienta ubocznego wypełnia znamiona mowy nienawiści na tle narodowościowym którą stosował Pozwany wobec Polaków, swoich pracowników, w tym Natalii Nitek – Płażyńskiej. Analiza dowodowa w postaci nagrań oraz zeznań, w tym samej poszkodowanej jasno wskazują, że w rozmowach z pracownicą Hans Gielen używał zwrotów godzących w dobra osobiste i narodowe, zwrotów poniżających, dyskryminujących i pełnych pogardy, takich jakich Niemcy używali w stosunku do Polaków w trakcie niemieckiej okupacji 1939-1945.

Bo czy można wzburzeniem i nagłym przypływem emocji tłumaczyć wielokrotnie formułowane groźby rozstrzelania wszystkich Polaków i jednocześnie deklarując się jako hitlerowiec twierdzić, że najlepszymi perfumami dla Polaków jest cyklon B?
Tego typu twierdzenia i groźby formułowane przez obywatela Niemiec zwłaszcza w kontekście okrucieństwa jakiego Niemcy dopuścili się w stosunku do Polaków w czasie wojny, także w pobliżu miejsca – gdzie Hans Gielen postanowił prowadzić swój biznes powinny być odpowiednio potępione i ukarane.

W Polsce nie ma i nie powinno być przyzwolenia na używanie mowy nienawiści ze względu na narodowość, do piętnowania, pozbawiania godności i w końcu odczłowieczania. Zbyt dobrze wiemy, czym kończą się takie zachowania i czego są wynikiem. Jak nie do końca ukarane i nierozliczone zbrodnie ośmielają kolejne pokolenia Niemców do zamazywania odpowiedzialności, przenoszenia win z kata na ofiary i odbudowywania imperializmu kulturowego narzucającego własną wizję historii i wartości.

Wyrok w tej sprawie będzie miał także duże znaczenie dla kształtowania postaw po części zastraszonego utratą pracy i wychowywanego w poczuciu niższości pewnej części społeczeństwa polskiego. W tym kontekście należy wskazać na zachowanie niektórych zeznających w procesie pracowników zatrudnionych przez Hansa Gielena, którzy byli zaskoczeni i zszokowani nie faktem, że ich pracodawca w ten sposób mówi o Polakach, ale że te wypowiedzi zostały nagrane i ujawnione.

List w obronie konsula Sławomira Kowalskiego

Reduta Dobrego Imienia – Polska Liga przeciw Zniesławieniom – wyraża sprzeciw wobec decyzji władz Norwegii o odwołaniu Pana Sławomira Kowalskiego, konsula w Oslo. Nakaz opuszczenia kraju wobec dyplomaty w stosunku do którego jedynym zarzutem jest sumienne wypełnianie zadań związanych z ochroną praw obywateli kraju, który reprezentuje, w tym przede wszystkim małoletnich przebywających na terenie Norwegii, odczytujemy jako element realizowanej przez władze w Oslo polityki wynaradawiania polskich dzieci. Wydalenie dyplomaty, który wypełnia swe podstawowe zadania konsularne, to sytuacja bez precedensu zasługująca na stanowcze potępienie.

Pan Konsul dał się poznać jako dyplomata, który w sposób wyjątkowy zaangażował się w pomoc polskim rodzinom walczącym o opiekę nad dziećmi siłą odbieranymi przez norweski Urząd ds. Dzieci Barnevernet. Pan Konsul na co dzień obserwując dramat rodziców, dzieci, rozdzielanego rodzeństwa trafiającego do różnych ośrodków i rodzin zastępczych walczył o egzekwowanie każdego, najmniejszego prawa przysługującego przebywającym w Norwegii Polakom. Mimo wielokrotnych ostrzeżeń z walki tej nie zrezygnował. Doskonała znajomość procedur i niezwykła odwaga sprawiły, że wiele polskich rodzin odzyskało swoje pociechy, a duża część uzyskała pomoc prawno-językową.

Mogliśmy się o tym przekonać osobiście trzy lata temu gdy zaangażowaliśmy się w pomoc w odzyskaniu praw do polskiego dziecka, jedynego wnuka, Józia Jakubowskiego, przez jego babcię Teresę. Nagła śmierć matki (2011 r.) i konsekwencje orzeczonego wcześniej zakazu zbliżania się ojca do dziecka sprawiły, że cierpiący na lekkie porażenie mózgowe i wady genetyczne Józio został odebrany przez Barnevernet, mimo wystąpienia babci o przejęcie nad nim opieki. Pan konsul Sławomir Kowalski w sposób wyjątkowy zaangażował się w pomoc zmagającej się z bólem po stracie jedynego dziecka kobiecie, pierwszy raz przebywającej poza granicami Polski, nie znającej ani języka, ani procedur. Wielokrotnie podróżował do Stavanger, gdzie przebywał Józef uczestnicząc mimo sprzeciwu Barnevenet podczas krótkich zgodnie z orzeczeniem sądu odbywających się dwa razy w roku widzeń Pani Teresy z wnukiem. Oczywiście takie spotkania zawsze odbywały się w obecności urzędniczek Barnevernet. To dzięki Panu Konsulowi udało się wyrobić Józiowi polskie dokumenty, ponieważ urzędnicy Barnevernet chcieli doprowadzić do zrzeczenia się obywatelstwa polskiego przez małoletniego. W tym celu konieczna była podróż Józia do Oslo, na co długo nie chciało wydać zgody Barnevernet. Józio pozbawiony kontaktu z językiem i kulturą ojczystego kraju, a także religią katolicką, w której był w domu rodzicielskim wychowywany, trafiał do kolejnych rodzin zastępczych. Od jednej z nich został zabrany przez policję po alarmie p. Teresy informującej o tym, że Józef wychudzony mieszka w małym piwnicznym pomieszczeniu.

Pan konsul Sławomir Kowalski broniąc najsłabszych stanął naprzeciw potężnej machiny urzędniczej Barnevernet, która w naszej ocenie działa na gruncie uprzedzeń narodowościowych w stosunku do Polaków. To właśnie za konsekwentną obronę polskich dzieci rząd w Oslo postanowił wydalić z terenu Norwegii niewygodnego konsula Sławomira Kowalskiego spełniającego wzorowo swoje zadania.

Reduta Dobrego Imienia
Polska Liga przeciw Zniesławieniom

Przegląd mediów niemieckich po zamachu na prezydenta Adamowicza

Praktycznie cała prasa niemiecka opisuje zamach na prezydenta Pawła Adamowicza. W wielu tekstach pojawiają się sugestie, że winną śmierci prezydenta Gdańska jest atmosfera politycznej nienawiści wykreowana przez PiS i popierające go media.

W korespondencji z Warszawy „Morderstwo, które wstrząsnęło cała Polską” (Ein Mord, der ganz Polen erschüttert, Süddeutsche Zeitung, 15.01.2019) Florian Hassel opisuje przebieg zamachu, polityczną sylwetkę prezydenta Adamowicza i potępiające morderstwo reakcje wszystkich politycznych partii. Przytoczone zostały słowa rzeczniczki PiS Beaty Mazurek potępiającej atak na prezydenta Gdańska.

W dalszej części artykułu Hassel przechodzi do szerszej oceny tragicznego zdarzenia.
„Zamach wywołał oburzenie, również dlatego, że ton dyskusji w i tak już spolaryzowanej polskiej polityce uległ silnemu zaostrzeniu, przede wszystkim za sprawą prawicowych ugrupowań i mediów, w tym także państwowej telewizji.” Niemieckim czytelnikom Hassel przybliża postać prezydenta Adamowicza jako, zdecydowanego przeciwnika PiS.
„Prezydent Gdańska był zagorzałym przeciwnikiem rządu utworzonego przez prawicowo-populistyczną partię Prawo i Sprawiedliwość. Adamowicz wspierał niezależność dziś faktycznie podlegającego rządowi Trybunału Konstytucyjnego. Bronił także atakowanego przez rząd Muzeum II Wojny Światowej. Prezydent opowiadał się za legalną imigracją do Polski i prawami osób homoseksualnych. Ostro krytykował rząd PiS-u.” Korespondent wspomina także, iż Młodzież Wszechpolska wystawiła Adamowiczowi i dziesięciu innym prezydentom dużych miast polskich „polityczny akt zgonu” z powodu „liberalizmu, mulitkulturalizmu i głupoty”. Florian Hassel, cytując artykuł z Rzeczpospolitej, przywołuje zabójstwo prezydenta Gabriela Narutowicza.

Kraj nienawiści

W opublikowanym tego samego dnia wieczorem komentarzu pod znamiennym tytułem „W kraju nienawiści” (Im Land des Hasses, Süddeutsche Zeitung, 15.01.2019) Florian Hassel nie ukrywa już, że jego zdaniem winnym zabójstwa prezydenta Adamowicza jest podsycany przez rząd i sprzyjające mu media klimat politycznej nienawiści.
Na poparcie swej tezy przywołuje m.in. wyemitowany niedawno w TVP Info satyryczny, animowany klip „Plastusie”, w którym pojawia się Jerzy Owsiak. Wspomniany zostaje fakt „skrywanego antysemityzmu niektórych Polaków”, który miał wyrazić się symbolem gwiazdy Dawida na jednym z przeznaczonych dla Owsiaka banknotów. (Autor nie wspomina jednak o krytycznej reakcji TVP i zawieszeniu wydawców programu).
Hassel buduje narrację łączącą pośrednio satyryczny program z atakiem na prezydenta Adamowicza.
„Zniesławiający klip jest tylko przykładem równie częstych co wstrętnych ataków na polskich opozycjonistów. Stoją za tym rząd, podporządkowane lub wspierające go media i ugrupowania polityczne. Również współpracujący z Owsiakiem Paweł Adamowicz co rusz był celem ataków. Szkalowano go jako przedstawiciela niemieckich interesów, jako komunistę, marionetkę UE, skorumpowanego przestępcę lub jako obrońcę ponoć rujnujących kraj imigrantów i homoseksualistów.” Zdaniem niemieckiego korespondenta tego rodzaju zamach był w obliczu „zatrutego klimatu politycznego w Polsce” tylko kwestią czasu.

„Stefan W. być może rzeczywiście jest chory psychicznie, ale działał planowo i uderzył w cel o dużym znaczeniu symbolicznym. Finał Wielkiej Orkiestry nie był tylko imprezą charytatywną, ale też wykraczającym poza Gdańsk znakiem tolerancji i współczucia. Odbywał się w mieście, które postrzega się jako alternatywny projekt w stosunku do wąsko pojmowanego, nacjonalistycznego modelu społecznego PiS-u i radykalnej prawicy.”

Na koniec Hassel pesymistycznie widzi szanse na uspokojenie politycznych emocji. Za winowajcę napięć i sporów uważa PiS:
„Prezydent Gdańska stał się pierwszą ofiarą śmiertelną tej atmosfery nienawiści. Można życzyć temu krajowi, aby powrócił spokój i żeby rządzący oraz ich sojusznicy wreszcie się opamiętali. Ale szanse na to są niewielkie. W maju odbędą się wybory do Parlamentu Europejskiego, a jesienią do polskiego Sejmu. Kilka miesięcy później wybrany zostanie także prezydent. Walka polityczna może przybrać na sile.”

Oskarżenia pod adresem telewizji

W podobnym tonie wypowiadają się również publicysta Die Welt Philipp Fritz. W artykule pt. „Znak brutalizacji” (Ein Zeichen der Verrohung, Die Welt, 15.01.2019) stwierdza, że „atak dokonany przed kamerami na bezpartyjnego, liberalnego prezydenta Gdańska podczas akcji dobroczynnej wprawił Polskę w zbiorowy szok”. Zauważa jednak, że w Polsce, pomimo agresywnego tonu debat politycznych, znacznie rzadziej niż w innych krajach dochodzi do przejawów fizycznej przemocy na ulicach.
„To może zaskakiwać, bo w politycznych sporach w Warszawie od lat ton jest szczególnie ostry, a państwowa telewizja i zbliżone do rządu media regularnie podżegają w stosunku do mniejszości i opozycji” – zauważa Philipp Fritz.
Dziennikarz Die Welt nie przypisuje PiS winy za atak, ale obarcza partię współodpowiedzialnością za atmosferę politycznej agresji.
„Oczywiście PiS nie ponosi winy. Ale partia jest współodpowiedzialna za atmosferę, w której nienawiść, jaką sieje, może wymknąć się spod kontroli. (…) Morderca działał prawdopodobnie z osobistych pobudek i uważany był za niestabilnego psychicznie.”
Na koniec apeluje do rządzących, aby zrezygnowali z agresywnej retoryki:
„Partia radząca nie wykorzystała morderstwa do celów politycznych. Jej członkowie są w żałobie, podobnie jak politycy opozycji. Można sobie życzyć, aby tak pozostało. Co więcej: miejmy nadzieję, że narodowi konserwatyści dostrzegą, jak ważne jest wycofanie się z agresywnej i podburzającej retoryki.”

W opublikowanym tego samego dnia artykule „Jak polska telewizja państwowa insynuacjami zatruwa polityczny klimat” (Wie Polens Staats-TV mit Unterstellungen das Klima vergiftet, Die Welt 15.01.22019) Philipp Fritz kontynuuje temat zamachu na prezydenta Adamowicza, jednocześnie ostro krytykuje TVP.

„Od czasu zwycięstwa w wyborach w 2015 roku PIS nie cofa się przed praktycznie żadnym środkiem retorycznym, aby zniesławić politycznych przeciwników. Najsilniejszym instrumentem, jaki ma do swej dyspozycji, jest państwowa telewizja TVP, którą po wyborach udało się szybko przekształcić w rodzaj propagandowej machiny. Również liberalny Adamowicz, który znany był z zaangażowania na rzecz homoseksualistów i imigrantów, regularnie był celem ataków.”
W końcowej części artykułu publicysta przypomina, że atak na prezydenta Gdańska nie był jedynym morderstwem tego rodzaju w najnowszej historii Polski. „W 2010 roku Ryszard Cyba, polsko-kanadyjski taksówkarz i były członek Platformy Obywatelskiej zaatakował biuro poselskie PiS-u w Łodzi. Zabił pracownika tego biura i zranił innego. Gdy został ujęty, oświadczył, że chciał zabić Kaczyńskiego”.
Fritz uważa, że po zabójstwie prezydenta Adamowicza wielu Polaków przypomni sobie sformułowania Jarosława Kaczyńskiego pod adresem opozycji mówiące o „gorszym sorcie” i „kanaliach”.

Historia podziałów

Gerhard Gnauck, korespondent dziennika Frankfurter Allgemeine Zeitung w artykule „Dźwięk milczenia” (Der Klang des Schweigens, FAZ, 15.01.2019) pisze o swego rodzaju schizofrenicznej sytuacji panującej w Polsce, w której „powszechna, nakręcana w mediach społecznościowych agresja słowna kontrastowała z codziennością, w przeważającej części wolną od przemocy”. Zauważa równocześnie, że nigdy nie doszło w Polsce do aktów przemocy, jakich byliśmy świadkiem w Hamburgu podczas spotkania G-20, lub jakie mają aktualnie miejsce we Francji.
Gnauck wspomina o źródłach politycznych podziałów w Polsce:
„Podział (polityczny) Polski w dzisiejszej formie zdaniem wielu osób zapoczątkowany został w 2005 roku. Wówczas to postkomuniści ponieśli klęskę wyborczą – spadkobiercy Solidarności zdominowali scenę polityczną w Polsce: narodowo-konserwatywna partia Prawo i Sprawiedliwość oraz zajmująca drugie miejsce Platforma Obywatelska pod przewodnictwem Donalda Tuska. Partie były bliskie zawarcia wielkiej koalicji (…) ale wygrały różnice. Wiele osób było zawiedzionych” .

„Pogłębienie społecznych podziałów nastąpiło w 2010 roku, wraz z katastrofą prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem. (…) W 2015 roku nastąpił ostatni na razie etap walki – po ośmiu latach wyrzeczeń w opozycji podający się za partię umiarkowaną PiS (…) wygrał w krótkim odstępie czasu wybory prezydenckie i parlamentarne. Odtąd próbuje zmieniać kraj według swoich wyobrażeń” – podkreśla Gnauck. Dziennikarz wylicza również najbardziej znane przykłady dzielących społeczeństwo wypowiedzi: gorszy sort, dożynanie watahy, mohery. Na koniec publicysta FAZ przytacza wypowiedziane w poniedziałek w Gdańsku słowa Donalda Tuska: „Obronimy nasz Gdańsk, naszą Polskę i naszą Europę przed nienawiścią i pogardą”.

***

W większości komentarzy, jakie po śmierci prezydenta Pawła Adamowicza ukazały się w niemieckiej prasie, dominuje przekonanie, że PiS i sprzyjające mu media przyczyniły się do powstania medialno-politycznej atmosfery, w której mogło dojść do zamachu. Prawicową, antyliberalną retorykę uważa się za jedno z głównych źródeł podziałów w Polsce. Sposób komentowania politycznej rzeczywistości przez prywatne, nieprzychylne rządowi media nie jest poruszany.

Praktycznie nie ma też odniesień do podobnych tragicznych zdarzeń, które miały miejsce w Niemczech. W 1990 roku podczas wiecu wyborczego w Zagłębiu Ruhry zaatakowany został nożem Oskar Lafontaine, kandydat SPD na kanclerza Niemiec. Lafontaine cudem uniknął śmierci, a zamachowczyni wcześniej leczyła się psychiatryczne.
Kilka miesięcy później Dieter Kaufmann postrzelił na wiecu wyborczym Wolfganga Schäuble, ówczesnego ministra spraw wewnętrznych Niemiec i zaufanego współpracownika kanclerza Helmuta Kohla. Schäuble, ranny w twarz i kręgosłup, przeżył, ale został sparaliżowany i do dziś porusza się na wózku inwalidzkim. Również ten zamachowiec miał zdiagnozowaną chorobę psychiczną.