Ostatnia rozprawa przeciwko producentom serialu „Nasze matki, nasi ojcowie”

W Sądzie Okręgowym w Krakowie odbyła się dzisiaj ostatnia rozprawa przeciwko ZDF i UFA Fiction, producentom serialu “Nasze matki, nasi ojcowie”. Na rozprawie pojawił się ponad 90-letni kapitan Zbigniew Radłowski. Sędzia zapowiedział, że wyrok w sprawie zapadnie 28 grudnia. Podczas rozprawy strony wygłosiły mowy końcowe. Mec. Monika Pasieka-Brzozowska w swej mowie końcowej podkreśliła, że roszczenia kpt. Radłowskiego i Światowego Związku Żołnierzy AK są jak najbardziej zasadne i nie jest to kwestia wolności twórczej, ale postawienia tamy kłamstwu. Sam kapitan Radłowski zapowiedział natomiast, iż mowę końcową wygłosi po zapadnięciu wyroku 28 grudnia.

Podczas rozprawy prokurator domagał się przeprosin i usunięcia z biało-czerwonych opasek napisu AK. Według pełnomocnika strony niemieckiej, strona powodowa przez 5 lat trwania procesu nie wskazała wartości i dóbr jakie zostały naruszone. Co więcej, według niego film ma olbrzymie znaczenie dla debaty toczącej się w Niemczech, ale także dla tej toczonej w Polsce, inspirowanej m.in. przez Centrum Badań nad Zagładą Żydów.

Strona niemiecka argumentowała, że powodem rozprawy jest po prostu przedstawienie AK pierwszy raz w innym świetle niż dotychczas i to w dodatku przez Niemców. Mimo to serial przedstawia heroizm żołnierzy AK wraz z wyjątkami zachowań niegodnych. Wnosi także o oddalenie całości powództwa i 6-krotną stawkę pokrycia kosztów sądowych.

Przypomnijmy, że proces wytoczył Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej oraz kpt. Zbigniew Radłowski, żołnierz AK oraz uczestnik m.in. Powstania Warszawskiego, więzień niemieckiego obozu Auschwitz, jeniec Stalagu X B Sandbostel, po wojnie skazany przez Sowietów za szpiegostwo.

W serialu znalazły się między innymi sceny, które mają dowodzić, że Armia Krajowa rzekomo była współwinna zbrodni na osobach narodowości żydowskiej. Zdaniem dr hab. Konrada Klejsy z Uniwersytetu Łódzkiego, polskiego biegłego z zakresu kinematografii, który przygotował dla sądu ekspertyzę filmu, „Nasze matki, nasi ojcowie” jednoznacznie ukazuje Polaków jako antysemitów, przypisując im współodpowiedzialność za Holokaust, a poszczególne sceny serialu sugerują, że Polacy aktywnie uczestniczyli w zabijaniu Żydów. Biegły wskazał na celowe zabiegi montażowe np. bezpośrednio po sobie następujące sceny – oczekiwanie na wyrok Gestapo i chwilę później oczekiwania na wyrok AK. Wskazał także, że scena zamykania więźniów ubranych w pasiaki w wagonie jest relatywizowaniem i przypisaniem Polakom współodpowiedzialności za zbrodnie niemieckie podczas II wojny światowej. Ma także wskazać na powszechne zachowania antysemickie w szeregach AK.

Żołnierze AK żądają od ZDF i Ufa Fiction umieszczenia przeprosin w TVP1 w czasie antenowym adekwatnym do czasu wyświetlania serialu i zobowiązania pozwanych do umieszczenia treści przeprosin na wszystkich kanałach telewizyjnych, w których serial był emitowany. Ponadto żołnierze AK żądają umieszczenia przeprosin na stronach internetowych www.zdf.de i http://www.ufa-fiction.de w widocznym miejscu przez okres 3 miesięcy, w terminie 7 dni od daty uprawomocnienia się wyroku. Dodatkowo strona powodowa domaga się kwoty 25.000 zł tytułem zadośćuczynienia za naruszenie dóbr osobistych na rzecz kpt Z. Radłowskiego.

Działania prawne przeciwko producentom prowadzi kancelaria Pasieka, Derlikowski, Brzozowska i Partnerzy z Krakowa. Reduta Dobrego Imienia monitoruje i wspiera proces.

Antypolskie przekłamanie znika z brytyjskiego podręcznika

Informujemy, że po naszej interwencji znika antypolskie przekłamanie z brytyjskiego podręcznika „Life in the UK”. Wynikało z niego, że zarówno z państwa rosyjskiego jak i polskiego w latach 1870-1914 przed prześladowaniami uciekło do Wielkiej Brytanii około 120 000 Żydów. Książka ta, opublikowana przez wydawnictwo Coordination Group Publications Ltd jest zbiorem podstawowych informacji o historii, kulturze, polityce i zwyczajach Brytyjczyków. Przyswojenie sobie treści w niej zawartych jest niezbędne, by pomyślnie odpowiedzieć na pytania z egzaminu, którego zaliczenie jest warunkiem ubiegania się o brytyjskie obywatelstwo. Wydawnictwo poinformowało nas o tym, że tekst zamieszczony w podręczniku jest kopią innego, oficjalnego podręcznika Home Office.

Podręcznik zawiera pytania testowe, a wśród nich również następujące: „Z których dwóch państw przybyło około 120 000 Żydów do Wielkiej Brytanii w latach 1870-1914, aby uniknąć prześladowań?”

Odpowiadający ma do wyboru cztery odpowiedzi: Indie, Rosja, Polska, Niemcy

Widać, że mamy do czynienia z dużą manipulacją w pytaniu zawartym w podręczniku. W liście do wydawnictwa zwróciliśmy uwagę na absurdalność tezy, jaką można wysnuć na podstawie powyższego pytania, jakoby to Polska jako państwo odpowiadała w XIX wieku za prześladowania Żydów. Wskazaliśmy na podstawowe fakty, a mianowicie na to, iż po serii trzech rozbiorów (1772, 1793 i 1795), Polska przestała istnieć jako państwo w 1795 roku, a jej terytorium zostało zaanektowane przez Prusy, Austrię i Imperium Rosyjskie. Do momentu odzyskania przez Polskę niepodległości w 1918 r. rządy tych trzech państw były odpowiedzialne za politykę dotyczącą mniejszości narodowych, w tym Żydów zamieszkujących tereny dawnej Polski. Sugerowanie zatem, że Polska była antysemickim państwem w XIX wieku, stanowi poważny błąd historyczny.

W wyniku naszych działań wydawnictwo przyznało się do błędu. Twórcy przewodnika zobligowali się do końca stycznia 2019 roku poprawić wersję cyfrową „Life in the UK”. Natomiast fragmenty książki (aktualizowanej co roku) mają zostać zmienione podczas kolejnego wydruku, tj. wiosną 2019 roku. W sprawie tekstu źródłowego firmowanego przez Home Office, z którego pochodzi informacja o prześladowaniach wobec Żydów, zwróciliśmy się o pomoc do Ambasadora RP w Wielkiej Brytanii.

37. rocznica wprowadzenia stanu wojennego. Pamiętamy

Dzisiaj mija 37 lat od wprowadzenia stanu wojennego. 13 grudnia 1981 roku oddziały ZOMO rozpoczęły aresztowania działaczy opozycyjnych. Ogółem w trakcie stanu wojennego internowano ok. 10 tysięcy działaczy „Solidarności”. W operacji przeprowadzonej w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r. wzięło udział ponad 30 tys. funkcjonariuszy MSW, 70 tys. żołnierzy, a na ulicach miast znalazło się 1750 czołgów i 1400 pojazdów opancerzonych. O godz. 6 Polskie Radio i Telewizja Polska nadały przemówienie gen. Wojciecha Jaruzelskiego, który informację o stanie wojennym podał do publicznej wiadomości.

Historycy wciąż nie ustalili dokładnej liczby ofiar wydarzeń zapoczątkowanych 13 grudnia 1981 roku. Nie licząc osób, które zginęły w wyniku bezpośrednich akcji ZOMO i wojska, odcięcia telefonów czy zablokowania transportu, ocenia się, że ofiar stanu wojennego mogło być nawet kilkaset. Według Komisji Nadzwyczajnej do Zbadania Działalności Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, spośród 122 niewyjaśnionych przypadków zgonów działaczy opozycyjnych, aż 88 miało bezpośredni związek z działalnością funkcjonariuszy MSW. Komisja ustaliła też ok. 100 nazwisk funkcjonariuszy MSW podejrzanych o popełnienie przestępstw, z których żaden nie został pociągnięty do odpowiedzialności. W latach 1981-1982 represje władz komunistycznych polegały również na utworzeniu obozów dla internowanych, w których przetrzymywano 9736 osób, nad którymi niejednokrotnie znęcano się psychicznie i fizycznie. Ponadto pamiętać musimy o tysiącach Polaków szykanowanych, prześladowanych, wyrzucanych z pracy, a także zmuszanych do emigracji – ostateczny rozmiar tej tragedii narodowej nigdy nie zostanie w pełni określony.

Wśród ofiar stanu wojennego znanych z nazwiska znaleźli się m.in. tak młodzi ludzie, jak Grzegorz Przemyk (19 l.), zmarły 12 maja 1983 r. w wyniku pobicia przez funkcjonariuszy MO, Emil Barchański, uczeń, (17 l.), który zaginął 16 czerwca 1982 r., Wojciech Cielecki (19 l.), zastrzelony przez żołnierza LWP 2 kwietnia 1982 r. w Białej Podlaskiej, czy Joanna Lenartowicz (19 l.), zmarła 5 maja 1982 r. w wyniku pobicia w czasie rozpędzania demonstracji 3 maja 1982 r. w Warszawie.

Obejmijmy wszystkie ofiary stanu wojennego pamięcią i modlitwą.

Kolejna rozprawa przeciwko Hansowi Gielenowi

Dzisiaj w Sądzie Okręgowym w Gdańsku odbyła się kolejna rozprawa przeciwko Hansowi Gielenowi. Podczas tej rozprawy wysłuchane zostały obie strony procesu: Natalia Nitek i Hans Gielen.

Hans Gielen stawił się po raz pierwszy przed sądem w tej sprawie. Wcześniej były odczytywane jego zeznania złożone w prokuraturze. Pełnomocnik Gielena wniósł o wyłączenie jawności, co jednak sąd oddalił. Podczas rozprawy Natalia Nitek po raz kolejny cytowała słowa Gielena, który według jej zeznań mówił, iż „najlepszymi perfumami dla Polaków jest Cyklon B”. Według Nitek Gielen powiedział, że „najbardziej uradował się z katastrofy smoleńskiej, bo uważa że Polska ma być słaba, ma być mało wymagającym rynkiem, zagłębiem siły roboczej”. Zeznania Natalii Nitek dowodziły, że Gielen traktował szyderczo znak Polski Walczącej, a powstańców warszawskich nazywał bandytami. Na pytania o to, dlaczego nazywał siebie hitlerowcem, Gielen odpowiedział, że „był w stanie wzburzenia”.

Następna rozprawa została zaplanowana na 29 stycznia 2019 r. o godz. 13:30.

Przypominamy, że Natalia Nitek domaga się przeproszenia listem poleconym za naruszenie jej dóbr osobistych, w tym stosowanie wobec niej hitlerowskiej mowy nienawiści. Dodatkowo powód ma przesłać ten list również do wszystkich pracowników, którzy byli świadkami tych zdarzeń. Poza tym Natalia Nitek domaga się 150.000 zł tytułem zadośćuczynienia przeznaczone na Muzeum Piaśnickie w Wejherowie.

Reduta Dobrego Imienia mając status interwenienta ubocznego wspomaga ten proces – zarówno od strony finansowej jak i prawnej.

Ostatnia rozprawa przeciwko Hansowi Gilenowi

Jutro w Sądzie Okręgowym w Gdańsku, przy ul. Nowe Ogrody, o godz. 9.00, w sali 117 odbędzie się ostatnia rozprawa, w sprawie przeciwko Hansowi Gilenowi. Podczas tej rozprawy mają być wysłuchane strony – Natalia Nitek i Hans Gilen, co kończy ten proces sądowy na etapie I instancji.

Przypominamy – Natalia Nitek domaga się przeproszenia listem poleconym za naruszenie jej dóbr osobistych, w tym stosowanie wobec niej hitlerowskiej mowy nienawiści. Dodatkowo powód ma przesłać ten list również do wszystkich pracowników, którzy byli świadkami tych zdarzeń. Poza tym Natalia Nitek domaga się 150.000 zł tytułem zadośćuczynienia przeznaczone na Muzeum Piaśnickie w Wejherowie.

Reduta Dobrego Imienia mając status interwenienta ubocznego wspomaga ten proces  – zarówno od strony finansowej jak i prawnej.

Reduta wspiera rekonstruktora z Marszu Niepodległości przeciwko Süddeutche Zeitung

Informujemy, że Reduta Dobrego Imienia wsparła Pana Jacka Perłowskiego, w jego walce o usunięcie jego wizerunku ilustrującego tekst niemieckiej gazety Süddeutche Zeitung pt. „Kilku bandytów”, w którym opisywany był tegoroczny Marsz Niepodległości.

11 listopada 2018 roku Pan Jacek Perłowski brał udział w Marszu Niepodległości w Warszawie, jako członek grupy rekonstrukcyjnej ze Stowarzyszenia Historycznego Polonia Restituta. Członkowie grupy byli ubrani w historyczne mundury polskiej armii walczącej w czasie II wojny światowej z nazistowskimi Niemcami. Dzień później tj. w dniu 12 listopada 2018 r. redakcja Süddeutche Zeitung opublikowała artykuł pt. „Ein paar banditen”, dostępny na stronie https://www.sueddeutsche.de/politik/polen-ein-paar-banditen-1.4207347?fbclid=IwAR1Ib_onNwXJ2fQL4Rd0FHuEvqH7ShpEEJCoUs0gDFphcubWJHQgLheqtiU, do którego ilustracją było zdjęcie Jacka Perłowskiego. Zdjęcie to oburzyło wiele osób, w tym członków Stowarzyszenia. Wskazuje ono bowiem, że Jacek Perłowski jest uznawany przez Niemców za jednego z „kilku bandytów”. W wezwaniu skierowany do Süddeutsche-Zeitung, pełnomocnik Perłowskiego, adwokat dr Monika Brzozowska-Pasieka napisała: Mój Mocodawca nie jest ani nacjonalistą, ani bandytą – jest patriotą. W jego rodzinie wiele osób brało udział np. w Powstaniu Warszawskim czy w walkach Armii Krajowej walcząc przeciwko Niemcom okupującym Polskę podczas II wojny światowej i mordującym polskich obywateli (w tym tych najbardziej bezbronnych) w łapankach, na ulicach czy w niemieckich obozach koncentracyjnych.
Dlatego nie do przyjęcia jest dla niego sugerowanie przez niemiecki portal, że jest bandytą i ma cokolwiek wspólnego z nacjonalizmem czy grupami neo-faszystowskimi (….). Tym bardziej jest to bolesne nie tylko dla mojego Mocodawcy, ale całej polskiej społeczności, że określenie „polscy bandyci” było używane przez Niemców okupujących Polskę podczas II wojny światowej dla określenia żołnierzy polskich walczących w konspiracji przeciwko ludobójczemu systemowi niemieckiego nazizmu.

W związku z powyższym, Pan Jacek Perłowski domaga się zaprzestania naruszania dóbr osobistych i natychmiastowego usunięcia jego fotografii z artykułu pt. „Ein paar banditen” dostępnego na stronie, przeproszenia go i umieszczenia przeprosin na stronie internetowej www.sueddeutsche.de/politik w formie oświadczenia następującej treści: W związku z opublikowaniem w ostatnim czasie na stronie internetowej tekstu o polskich bandytach i opatrzeniem tego tekstu wizerunkiem pana Jacka Perłowskiego, Redakcja przeprasza pana Jacka Perłowskiego za naruszenie jego prawa do wizerunku i dóbr osobistych (dobrego imienia). – w terminie 3 dni od dnia otrzymania pisma. Dodatkowo Jacek Perłowski domaga się zapłaty zadośćuczynienia w kwocie 100.000 zł z tytułu naruszenia prawa do wizerunku, płatnych w terminie 3 dni od dnia otrzymania doręczonego pisma.

Przegląd mediów niemieckich po Marszu Niepodległości

Niemieckie media komentują Marsz Niepodległości

Marsz Niepodległości był najbardziej widocznym elementem obchodów 100-lecia odzyskania niepodległości. W niemieckich mediach przedstawiony został zazwyczaj w sposób stronniczy – uwypuklona i skrytykowana została obecność narodowców. Ukazały się również artykuły przypominające historyczny kontekst przemian, jakie miały miejsce w Europie po zakończeniu I Wojny Światowej.

Czerwona mgła nad Warszawą

Umiarkowanie negatywny obraz Marszu Niepodległości kreśli Paul Flückiger, korespondent berlińskiego dziennika Der Tagesspiegel. W artykule „Warszawa w czerwonej mgle” (Im roten Nebel von Warschau, Tagesspiegel, 11.11.2018) koncentruje się na uczestniczących w marszu członkach ONR i odpalanych racach. Już w podtytule pojawiają się neofaszyści: „Setki tysięcy świętowały w Warszawie stulecie niepodległości, granaty dymne i neofaszyści psuli wrażenie“. Zauważa wprawdzie, że 200.000 osób uczestniczyło, w większości pokojowo, w organizowanym przez państwo i zabezpieczanym przez wojsko marszu, ale „dostrzega też zielone transparenty polskich neofaszystów, którzy rok wcześniej zwrócili na siebie uwagę światowych mediów”.
„Warszawa piękna, mnóstwo polskich flag. Bardzo spokojnie i póki co nie widać „faszystów” wśród Polek i Polaków z dziećmi. STOP prowokacjom (…) – apelujemy o godne świętowanie”- cytował rzecznika prasowego Komendanta Głównego Policji dziennikarz Tagesspiegla. „Rzeczywistość wyglądała jednak inaczej. Przede wszystkich świece dymne zakłócały spokojny obraz marszu. W okolicach palmy, nieopodal mostu na Wiśle, można było dostrzec także zielone flagi Falangi. Wspólnie ze zwolennikami neofaszystowskiego ONR maszerowała delegacja włoskiej „Forza Nuova“, widocznych było też kilka węgierskich flag” – informował Paul Flückiger.
Ciekawe mogą być reakcje czytelników na korespondencję z Warszawy. Oto pierwsza z brzegu:

„Dla mnie, prawdziwego przyjaciela Polski i przekonanego Europejczyka, są to bardzo niemiłe zdjęcia z Warszawy. Ten wybujały, nacjonalistyczny wybuch po prostu nie pasuje do XXI wieku! Raczej przypomina niedemokratyczną Polskę z lat 30-tych. To nie jest dobry czas dla naszych sąsiadów!”

„Kilku bandytów”

W krytycznym tonie opisana została w liberalno-lewicowym dzienniku Süddeutsche Zeitung obecność na marszu polskich narodowców. To co przykuwa uwagę w korespondencji Floriana Hassela to tytuł i oprawa graficzna, jaka została nadana artykułowi pod znamiennym tytułem „Kilku bandytów” (“Ein paar Banditen”, Süddeutsche Zeitung, 12.11.2018). Wzięty w cudzysłów tytuł odnosi się wprawdzie do słów szefa KPRM Michała Dworczyka: „Kilku bandytów nie zepsuje uroczystości i święta setek tysięcy Polaków”, ale pierwsze wrażenie jest jednoznacznie negatywne – szczególnie w połączeniu z zamieszczoną pod nim fotografią. Na pierwszym planie zdjęcie przedstawia salutującego rekonstruktora w przedwojennym mundurze polskiego oficera. Za nim grupa ludzi odpala w hołdzie race, na trzecim planie widzimy stojącą na baczność młodzież i flagi. Podpis pod zdjęciem głosi: „Flagi, dymy i wojskowe gesty: tysiące nacjonalistów gromadzi się w Warszawie”. Połączenie prowokacyjnego tytułu i zdjęcia można uznać za wyraz dziennikarskiej niekompetencji i złego smaku, ale można też doszukać się złej woli, manipulacji i chęci negatywnego ukierunkowania emocji niemieckich czytelników.

Historyczne spojrzenie

Zakończenie I Wojny Światowej, przegrana kajzerowskich Niemiec oraz rozpad Austro-Węgier, carskiej Rosji i Imperium Osmańskiego umożliwiły odrodzenie się wielu państw. Christoph von Marschall, publicysta dziennika Der Tagesspiegel w artykule „Państwa narodowe to nie przeżytek“ (Der Nationalstaat hat sich nicht überlebt, 11.11.2018) zwraca uwagę na odmienne doświadczenia historyczne i sposób postrzegania kwestii wspólnoty narodowej w Europie Środkowowschodniej. Przy okazji autor dochodzi do ciekawych wniosków dotyczących UE.
„Sześćdziesięciu przywódców państw spotka się w niedzielę w Paryżu, aby – oficjalnie ogólnoeuropejsko – upamiętnić zakończenie I Wojny Światowej. Spotkanie to sprawia wrażanie niepełnego – Niemcy koncentrują się na Zachodzie, a szczególnie na pojednaniu z Francją. (…) Z pola widzenia traci się Europę Środkową, Wschodnią i Południowowschodnią, chociaż sto lat temu to właśnie rozgrywające się tam wydarzenia znajdowały się w centrum uwagi. Wydarzenia te do dziś mają wpływ na polityczne konflikty w Unii Europejskiej. Dotyczą one sporów o zakres narodowej suwerenności i roli ponadnarodowych organizacji w Europie, potrzebnych do uzyskania maksimum pokoju, stabilizacji i samostanowienia.” – zauważa berliński publicysta.
„Koncepcja suwerennych państw narodowych nie mogła przetrwać w latach 1918-1939; marzenie o własnym państwie pozostało wciąż żywe.” – stwierdza Christoph von Marschall Dziennikarz przypomina, że po II Wojnie Światowej rozwój krajów wschodnio- i zachodnioeuropejskich przebiegał w odmiennych kierunkach, co ma znaczący wpływ na dzisiejszą sytuację i postrzeganie kwestii tożsamości narodowej. „W Niemczech Zachodnich wykształcił się sposób pojmowania państwowości, którego nie podzielają pozostali Europejczycy – fakt ten jest uparcie ignorowany w naszym kraju” – zauważa samokrytycznie Marschall.
Publicysta Tagesspiegla przypomina, że narody Europy Środkowowschodniej odczuwały włączenie do bloku wschodniego jako narzuconą „ponadnarodowość”. To doświadczenie, zdaniem Marschalla, tłumaczy pojawiające się niezadowolenie z UE, nawet jeśli nie jest ona „wspólnotą z przymusu”. W Europie Zachodniej integracja była decyzją dobrowolną. „Tylko w Niemczech zrodziła się bardzo szczególna narracja dotycząca celów UE: integracja europejska miałaby przezwyciężyć (koncepcję) państwa narodowego, co jednocześnie oznaczałoby wybawienie od niemieckiej historii. Ale dlaczego Francuzi, Anglicy, Hiszpanie, Polacy, czy ponownie podzieleni Czesi i Słowacy mieliby uważać swoje państwa narodowe jako coś złego lub przestarzałego?” – zastanawia się Christoph von Marschall.
Końcowe wnioski w zaskakujący sposób odbiegają od prezentowanego w poprzednich artykułach stanowiska.
Zdaniem Marschalla setna rocznica zakończenia I Wojny Światowej i powstania licznych państw narodowych mogłaby stać się dla Niemców okazją do przemyśleń na temat relacji miedzy państwami narodowymi a organizacją ponadnarodową, jaką jest Unia Europejska. „Czy nie ma alternatywy dla dalszej integracji? Czy nasi sąsiedzi życzą sobie takiej integracji? Konflikty dotyczące Brexitu, Euro, migracji oraz prymatu prawodawstwa europejskiego nad narodowym zmuszają do ponownego zrównoważenia podziału władzy miedzy państwami narodowymi a UE. Umiarkowane ograniczenie kompetencji w obszarach, w których UE ewidentnie nie funkcjonuje, nie może być tematem tabu” – podsumowuje berliński publicysta.

Szukanie neofaszystów

Uważany kiedyś za konserwatywny dziennik Die Welt w artykule pod tytułem „Polski rząd bierze udział w prawicowo-narodowym marszu” (Polens Regierung läuft bei rechtsnationalem Aufmarsch mit, Die Welt 12.11.2018) uwypukla obecność przedstawicieli radykalnej prawicy z kraju i zagranicy.
„W niedzielę 200.000 osób uczestniczyło w Warszawie w masowym marszu prawicowo-nacjonalistycznych i radykalno-prawicowych sił organizowanym z okazji setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Na czele pochodu, pośrodku setek biało-czerwonych flag, szedł prezydent Andrzej Duda, premier Mateusz Morawiecki i Jarosław Kaczyński z rządzącej partii Prawo i Sprawiedliwość.
W artykule sporo uwagi zwrócono na obecność na marszu włoskich nacjonalistów.
„(…) Rok temu uczestnicy marszu wykrzywiali nacjonalistyczne, rasistowskie i antysemickie hasła, czym wywołali oburzenie w kraju i za granicą. W tym roku ponownie obecna była włoska neofaszystowska Forza Nuova. Członek jej kierownictwa Salvatore Ferrara stwierdził: „Przyjechaliśmy w 50 osób, ponieważ podzielamy te same wartości: katolicką religię i nacjonalizm.”
„Polska jest aktualnie głęboko podzielona. Rządząca partia PiS krytykowana jest przede wszystkim z powodu kontrowersyjnej reformy sądownictwa. Liberalna opozycja i Komisja UE widzą w niej zagrożenie dla praworządności i demokracji. Na scenie międzynarodowej kraj jest coraz bardziej izolowany.”
Na koniec pojawia się informacja o domniemanym Polexicie:
„Krytycy zarzucają ponadto partii PiS dążenie do wyprowadzenia Polski z Unii Europejskiej. Tusk, którego uważa się za możliwego kandydata w wyborach prezydenckich w 2020 roku, określił tzw. Polexit jako „śmiertelnie poważne” ryzyko.”

Polski głos w Die Welt

Ostra krytyka polskiego rządu pojawia się w opublikowanym w Die Welt artykule pióra Bartosza Wielińskiego pt. „My Polacy straciliśmy szansę daną nam przez historię” (Wir Polen haben die Chance der Geschichte verpasst, Die Welt , 09.11.2018). Goszczący na łamach Die Welt publicysta Gazety Wyborczej kreśli obraz zapatrzonego w przeszłość prawicowego rządu, niweczącego dorobek ostatnich 25 lat, w których za sprawą „fantastycznego wysiłku obywateli” Polska stała się „ważnym członkiem Unii Europejskiej”.
Wieliński zarzuca PiS manipulowanie historią:
„Według PiS Polacy pojawiali się wyłącznie w roli niewinnych ofiar, które prześladowane były z powodu trwania przy tradycyjnych wartościach. Ci, którzy nie zgadzają się z tą stylizacją, napiętnowani zostają jako wrogowie i zdrajcy ojczyzny. Przywódca PiS, Jarosław Kaczyński, porównał zwolenników opozycji do szpicli gestapo, którzy działali w okupowanej Polsce. PiS próbuje nawet usunąć z historii legendarnego przywódcę Solidarności, Lecha Wałęsę, oraz byłych ministrów spraw zagranicznych, Bronisława Geremka i Władysława Bartoszewskiego, pomniejszając ich zasługi dla Polski. Sprawdzane są życiorysy rodzin polityków opozycji, dziennikarzy i sędziów. Szuka się dowodów na „antypolskie“ nastawienie.”
Dziennikarz podkreśla również izolacje Polski w Unii Europejskiej. „W moim kraju, w którym obsesyjnie dyskutuje się na temat historii, dumy narodowej i godności, niechętnie rozmawia się o przyszłości i związanych z nią wyzwaniach. Odczuwalna izolacja Polski w UE jest po prostu ignorowana.”
Bartosz Wieliński widzi przyszłość Polski w ciemnych barwach:
„Wszystko dzieje się w niepewnych czasach, w których świat błyskawiczne się zmienia. Nikt nie będzie czekał, aż polski rząd zmądrzeje. Przez ćwierć wieku Polacy niestrudzenie pracowali, aby zająć miejsce w sercu Europy. Tę szansę możemy teraz utracić.”

Zrównoważone opinie

W dzienniku Die Welt pojawiały się w ostatnich tygodniach również bardziej wyważone artykuły. Zwracają uwagę dwie korespondencje z Warszawy autorstwa Philippa Fritza. W pierwszej „Polacy nie chcą polegać na Niemczech” (Auf Deutschland wollen die Polen sich nicht verlassen, Die Welt 24.10.2018) Fritz przedstawia pozytywne stosunek polskiego społeczeństwa do swojego wojska. Opisuje kontekst historyczny i podejmowane wysiłki na rzecz modernizacji sił zbrojnych. Punktem odniesienia są aktualne ćwiczenia NATO i sierpniowa Wielka Defilada Niepodległości, która odbyła się w Warszawie z okazji Święta Wojska Polskiego. Autor podkreśla bliskie relacje polsko-amerykańskie i różnice w podejściu do kwestii wojskowości w Polsce i Niemczech.
„Świadomość konieczności posiadania armii i ocena sąsiadujących państw jako źródła zagrożenia, wyraźnie odróżnia Polaków od Niemców, którzy w ostatnich latach stracili zaufanie do Bundeswehry” – zauważa Philippa Fritz.

W artykule „Twarz prawicowych ekstremistów” (Das Gesicht der Rechtsextremen, Die Welt 09.11.2018) Philippa Fritz kreśli portret Krzysztofa Bosaka, który wbrew tytułowi można ocenić jako swoiste ocieplenie wizerunku wiceprezesa Ruchu Narodowego. Co ciekawe w komentarzach pod artykułem czytelnicy ocenili lidera narodowców raczej jako „prawicowego konserwatystę”, nie znajdując u niego cech ekstremistycznych.

Do większego zrozumienia Polski i kontekstu historycznego wzywa w długim eseju „Polska zasługuje na większe zainteresowanie i empatie” Thomas Schmidt (Polen verdient mehr Neugier und Empathie, Die Welt 12.11.2018). Autor dość szczegółowo opisuje historię republiki szlacheckiej, unii polsko-litewskiej, religijnej tolerancji, wieloetniczności oraz uchwalenie Konstytucji 3 Maja. Podkreśla przy tym, że nowoczesność Polski stała się w XVIII wieku przyczyną jej słabości. Autor przybliża mroczny okres zaborów, odzyskanie niepodległości i tragedię II Wojny Światowej. Nawet jednak do tak uczciwej analizy wkradają się uprzedzenia dotyczące bieżącej sytuacji politycznej:

„Aktualny rząd polski związał się blisko z katolicyzmem. Wiele osób uważa, że w tej postawie wyraża się zacofanie. Jednak odrzucenie nowoczesności przez rząd PiS jest samo w sobie produktem tejże nowoczesności. Kiedyś Polska była wieloetniczna, wielowyznaniowa i tolerancyjna. Na trwałe zostało to w Polsce zniszczone (przez wojny i zabory).

ZDF krytykuje nacjonalizm

Heute Journal – flagowy program informacyjny telewizji publicznej ZDF – poświęcił 11.11.2018 roku Marszowi Niepodległości kilkuminutowy materiał. Co istotne, relacja z Polski poprzedzona została materiałem z paryskich obchodów zakończenia I Wojny Światowej. Spotkanie szefów państw w Paryżu stało się okazją do podkreślenia rozdźwięku między Europą a Stanami Zjednoczonymi. „Z tym większym niepokojem spoglądają Europejczycy na amerykańskiego prezydenta, który już nie czuje się z nimi związany” – stwierdziła prowadząca wydanie dziennikarka. W relacji wideo skrytykowany został domniemany nacjonalizm prezydenta Donalda Trumpa i podkreślona otwartość „zabierającego głos w imieniu wolnego świata” Emmanuela Macrona. „Patriotyzm jest przeciwieństwem nacjonalizmu” – zacytowany został francuski prezydent.
Uwypuklanie różnic i antagonizmów między Europą i Ameryką stało się częstym motywem w niemieckich mediach. Aktualnym polem sporu jest deklarowana przez Francję chęć stworzenia Europejskiej Armii i ograniczenia zakupów broni z USA.
Wprowadzenie do materiału na temat polskiego Święta Niepodległości warte jest szerszego zacytowania:
„Patriotyzm jest dokładnym przeciwieństwem nacjonalizmu, powiedział francuski prezydent Emmanuel Macron, ale wyrażona przez niego obawa przed odradzaniem się dawnych demonów nie dotyczy tylko USA. (…) We wschodniej części kontynentu od dawna rządzą nacjonaliści, którzy postrzegają Unię Europejską nie jako wspólnotę wartości, lecz rodzaj towarzystwa handlowego. (…) W Polsce rządząca partia PiS wezwała w Warszawie do uczestnictwa w tzw. Marszu Niepodległości. W poprzednich latach, w dniu polskiego święta narodowego, uczestniczyła w nim radykalna prawica. Tym razem włączona została do uroczystości państwowych.”
W materiale wideo stwierdzono, że wśród uczestników marszu granice między patriotyzmem a nacjonalizmem są płynne. Podkreślono obecność wielu młodych osób i niechęć do napływu imigrantów. Reportaż podsumowany został w następujący sposób: „Gdzie kończy się patriotyzm a zaczyna nacjonalizm? Ich rząd doszedł do wnioski, że pasują do siebie.”