Nie zgadzamy się na kłamstwa. Interwencja w ATTN

Marzec 29, 2018

W reakcji na zgłoszenia, które otrzymaliśmy od Państwa w sprawie przekłamań w filmowej produkcji ATTN, podjęliśmy interwencję. Państwo Polskie nigdy nie uczestniczyło w zagładzie Żydów. Poniżej publikujemy list, jaki wysłaliśmy do USA.

Szanowni Państwo!

W filmie opublikowanym przez portal ATTN za pośrednictwem Facebooka pod linkiem https://www.facebook.com/attn/videos/1703940066308112/ dotyczącym nowelizacji ustawy IPN, a skupiającym się na wątku Holokaustu, znalazło się kilka poważnych kłamstw na temat Polski i jej udziału w Zagładzie Żydów.

Informujemy: nasze działanie nie jest atakiem na wolność słowa lecz wyrazem obrony prawdy i walki z kłamstwem, jakiego się Państwo dopuścili i propagują w przestrzeni publicznej.

Film udostępniony przez ATTN to przykład wyjątkowego fałszerstwa i manipulacji historią. Autorzy produkcji twierdzą, że „polskie władze odegrały istotną rolę” w organizowaniu Zagłady. Do takiego kłamstwa nie posunęły się nawet najbardziej zjadliwe w swej krytyce media zagraniczne, które mimo powtarzania słów o „wybielaniu” historii Polski, nie odważyły się pisać jakoby polskie władze w czasie II wojny światowej pomagały w organizowaniu niemieckiej machiny śmierci. W przeciwieństwie do wielu państw europejskich, takich jak Francja czy Norwegia, polski rząd nie kolaborował z Niemcami!  

Polacy jako pierwsi alarmowali europejskich i amerykańskich przywódców o Holokauście. Były to raporty Jana Karskiego (1940-1942) i Witolda Pileckiego (1943-1945) o prześladowaniu Żydów w okupowanej Polsce, życiu w gettach i ludobójstwie w niemieckich obozach zagłady. W grudniu 1942 r., na podstawie raportów Karskiego, Rząd RP na uchodźstwie przygotował notę dyplomatyczną „Masowa eksterminacja Żydów w okupowanej przez Niemcy Polsce”, którą rozesłano do rządów państw-sygnatariuszy Deklaracji Narodów Zjednoczonych. Polski rząd zwrócił się do nich o potępienie zbrodni niemieckich, ukarania zbrodniarzy i znalezienia sposobów powstrzymania masowej zagłady. Dokument informował o planowanej eksterminacji Żydów (mieszkających w Polsce i deportowanych do Polski przez Niemców z innych krajów centralnej i zachodniej Europy, również z Niemiec), a także o eksterminacji narodu polskiego. W niemieckich obozach zagłady mordowano Żydów, Polaków, Romów i ludzi innych narodowości.

W okupowanej Polsce nie powstała żadna organizacja reprezentująca naród polski, która poparła by politykę okupacyjną Niemiec. M.in. dlatego represje podjęte przez Niemcy wobec Polski były bez porównania większe niż w innych państwach, takich jak Holandia, Francja czy Belgia.

Setki tysięcy Polaków z narażeniem własnego życia pomagały Żydom przetrwać wojnę i Holokaust. Żydom pomagały pojedyncze osoby, całe rodziny i wsie, polski ruch oporu i specjalne organizacje. Jedną z nich była Rada Pomocy Żydom „Żegota” – polska organizacja podziemna, która na masową skalę pomagała Żydom (wyrabianie fałszywych dokumentów tożsamości (50-60 tysięcy), zasiłki finansowe, pomoc mieszkaniowa i medyczna, pomoc dzieciom, zwalczanie szantażystów itp). Była to jedyna taka organizacja w okupowanej Europie.

Pomocy Żydom udzielał też Kościół katolicki – w ponad 70 polskich klasztorach i na plebaniach ukrywano Żydów, polscy księża wystawiali im fałszywe metryki chrztu itp. W czasie wojny Polacy uratowali od zagłady tysiące Żydów (szacuje się, że na terenie okupowanej Polski ocalało 30-120 tysięcy Żydów). W uratowanie jednego Żyda zaangażowanych było kilka lub kilkanaście osób. Szacuje się, że różnego rodzaju pomocy udzielało Żydom kilkaset tysięcy Polaków (co najmniej 200-300 tysięcy, a według niektórych historyków nawet milion lub 1,2 miliona).

Polacy stanowią największą grupę w gronie „Sprawiedliwych wśród Narodów Świata”, czyli obywateli różnych państw, którzy ratowali Żydów w czasie Holokaustu. Przypominamy, że w okupowanej Polsce, za jakąkolwiek pomoc Żydom, obowiązywała kara śmierci wymierzana przez Niemców nie tylko pojedynczym osobom, ale całym rodzinom, a nawet wioskom. Polacy nie są odpowiedzialni za Holokaust, a sprowadzanie relacji polsko-żydowskich do tego fragmentu historii i nadanie mu wyjątkowej rangi i skali jest nie tylko niesprawiedliwe, ale przede wszystkim głęboko fałszywe. To przejaw antypolonizmu.

Twórcy filmu przywołują jako przykład rzekomego „państwowego” kolaboracjonizmu ze strony Polaków, działania policji (jak mniemamy – „granatowej) i kolejarzy. Przypominamy, że w wyniku najazdu na Polskę Niemiec i Związku Sowieckiego w 1939 roku, oba państwa zajęły nasz kraj i podzieliły się terytorium II Rzeczpospolitej, wprowadzając na okupowanym obszarze swoją administrację. Prawowity rząd RP znalazł się na uchodźstwie i nie miał żadnego wpływu na politykę okupacyjną Niemiec i Związku Sowieckiego. W przypadku niemieckim zaowocowało to przeprowadzeniem Holokaustu. Tak zwana policja granatowa to formacja utworzona i podporządkowana władzom niemieckim. Za jej działania odpowiedzialność ponosi niemiecki okupant.

Co więcej, ATTN zamieściło także komentarz w związku z krytycznymi opiniami internautów na temat „współudziału” polskich władz w Holokauście. W komentarzu ATTN stwierdziło, że „frakcje polskiego rządu” bardziej podjęły współpracę z Nazistami, aby dokonać Ostatecznego Rozwiązania, niż chroniły Żydów. Co miało na myśli pisząc to ATTN, nie wiadomo.

Pełen moralizujących nawoływań film ATTN, według którego Polska powinna wziąć przykład z RPA jak rozliczać się z własną przeszłością ma jedną, zasadniczą wadę. Tą wadą jest kompletna nieznajomość historii Polski. Powstały film to zbiór kłamstw i zlepek kadrów, które na karb polskiej historii zrzucają nieprawdziwe informacje.

Żądamy natychmiastowego poprawienia informacji zawartych w opisie filmu.

Z wyrazami szacunku

List w języku angielskim

Interwencja w szwedzkiej gazecie Dagens Nyheter

Marzec 26, 2018

W związku z artykułem Anny Bikont, jaki został opublikowany w szwedzkim dzienniku Dagens Nyheter: https://www.dn.se/kultur-noje/kulturdebatt/anna-bikont-omfattningen-av-judehatet-i-polen-ar-chockerande/, wysłaliśmy do redakcji następujący list.

Peter Wolodarski
Redaktor Naczelny
Dagens Nyheter

Szanowny Panie!

Na łamach Dagens Nyheter ukazał się artykuł Anny Bikont pt. Omfattningen av judehatet i Polen är chockerande, w którym autorka opisuje rzekomy wzrost fali antysemityzmu w Polsce. Artykuł ten promuje wizję, w ramach której ukryte „demony” antysemityzmu właśnie opanowują Polaków. A wszystko za sprawą złowrogiej nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej.

Anna Bikont nie po raz pierwszy opisuje polski antysemityzm, ale słowa autorki zamieszczone na łamach Dagens Nyheter, w których porównuje sytuację w dzisiejszej Polsce do wydarzeń z marca 1968 roku, świadczą nie tylko o złej woli, ale także o braku właściwego rozeznania sytuacji społecznej we współczesnej Polsce. Jakie autorka widzi podobieństwa? My ich nie znajdujemy. W Polsce władza jest demokratycznie wybrana, nikt nikomu nie każe wyjeżdżać.

A oto obraz rzekomego wzrostu antysemityzmu w Polsce.

W książce Gabriela Kayzera pt. „Klincz? Debata polsko – żydowska”, można przeczytać, że Ambasada Polska w Tel Awiwie wydała w 2016 r. 2665 paszportów, a w 2017 r. liczba ta wzrosła aż do 3530. Skąd tak duże zainteresowanie naszym krajem, jeśli w opinii wielu, Polska nie jest krajem bezpiecznym dla Żydów? Czy to zainteresowanie oparte jest tylko na potrzebie zmierzenia się z historią i odkrywania przodków? Czy Żydzi chcieliby przyjeżdżać do kraju, w którym nie mogą bezpiecznie się poruszać?

W Polsce Żydzi nie muszą chodzić z obstawą policyjną. Festiwale, imprezy i uroczystości żydowskie (m.in. Festiwal Kultury Żydowskiej w Krakowie, Festiwal Warszawa Singera w Warszawie) są bezpieczne i cieszą się dużą popularnością nie tylko przybywających na nie Żydów, ale także Polaków i odwiedzających Polskę obcokrajowców. Tymczasem w wielu krajach europejskich sytuacja wygląda zdecydowanie inaczej.

W Polsce nikt nie wyśmiewa religijnych zwyczajów żydowskich, są one szanowane, a niejednokrotnie uczestniczą w nich władze państwowe. Funkcjonują także muzea przybliżające kulturę i historię żydowską: Muzeum POLIN, Muzeum Auschwitz-Birkenau, a w krótce powstanie także Muzeum Getta Warszawskiego. Obecne są także kawiarnie, sklepy, centra edukacyjne, synagogi – żaden z tych budynków nie musi być codziennie czyszczony z obraźliwych haseł i graffiti.

Autorka zaś, w swoich zapędach do oskarżania Polaków użyła fałszywych argumentów. Nie jest bowiem prawdą, jakoby fale antysemityzmu w historii Polski były częścią polskiej natury i były naszą specjalnością. Elementarna znajomość historii Polski i Europy jasno wskazuje, że to Polska przez setki lat była domem dla Żydów wygnanych z wielu innych państw.

Wydając opinię na temat ustawy, która w założeniu ma ułatwiać walkę m.in. z takimi kłamstwami historycznymi, warto byłoby ją najpierw przeczytać. Tymczasem Bikont przekonuje szwedzką opinię publiczną, że nowa ustawa może odstraszyć historyków od dochodzenia do prawdy o II wojnie światowej i losie Polaków i Żydów. Szkoda, że autorka nie wspomniała, że ustawa nie obejmuje swym zasięgiem badań naukowych i działalności artystycznej.

Bikont uważa, iż problemem nie jest stosowanie fraz typu „polish death camps”, gdyż sugeruje czytelnikom, że żaden poważny wykładowca akademicki, czy polityk nie twierdzi, by obozy śmierci były kierowane przez Polaków. Jako organizacja zajmująca się monitorowaniem tej problematyki, wiemy dobrze, owo sformułowanie jest często stosowane. Co więcej, dziwi nas fakt, że mówiąc o poważnych politykach autorka „zapomniała” o Baracku Obamie, który użył określenia „polish death camp” w 2012 roku podczas wygłaszania laudacji na cześć Jana Karskiego, który w czasie II wojny światowej informował Aliantów o zbrodniach niemieckich na Polakach i Żydach, a także prosił o interwencję.

W artykule dokonana została także bardzo niebezpieczna zamiana ról. Czytelnik nagle odkrywa, że jednym z głównych elementów relacji polsko-żydowskich jest „zawrotna liczba donosów i mordów popełnionych przez Polaków w czasie wojny na Żydach”. Owszem, zdarzały się pojedyncze przypadki niewłaściwych zachowań, które należy jasno potępić. Nie mogą one jednak odzwierciedlać postawy całego narodu. Przypominamy, że w okupowanej Polsce, za jakąkolwiek pomoc Żydom, obowiązywała kara śmierci wymierzana przez Niemców nie tylko pojedynczym osobom, ale całym rodzinom, a nawet wioskom. Polacy nie są odpowiedzialni za Holokaust, a sprowadzanie relacji polsko-żydowskich do tego fragmentu historii i nadanie mu wyjątkowej rangi i skali jest nie tylko niesprawiedliwe, ale przede wszystkim głęboko fałszywe. To przejaw antypolonizmu.

Warto, aby kierowana przez Pana gazeta obiektywnie przedstawiała wydarzenia dotyczące Polski, jej historii i panujących w naszym kraju nastrojów społecznych. Rzetelność wymaga przedstawiania wszystkich aspektów, a nie odwoływania się do jednostronnej opinii.

Podejmując temat antysemityzmu w Polsce dziś i w przeszłości, należy zachować odpowiednie proporcje. Jak mówił były ambasador Izraela w Polsce Szewach Weiss: „Tu chodzi o proporcje.  II wojna światowa była czasem ruiny wszystkich ludzkich wartości. Gdy porównamy Polaków do innych narodów europejskich, wychodzą oni z tego lepiej niż reszta”.

Z wyrazami szacunku

List w języku szwedzkim/ List w języku angielskim

Oświadczenie w sprawie opłaty sądowej przeciwko Pagina12

W związku z nieścisłymi informacjami pojawiającymi się w mediach na temat pozwu Reduty Dobrego Imienia przeciwko argentyńskiemu dziennikowi Pagina12, oświadczamy, że Reduta opłaciła pozew sądowy, informacja o opłacie znajduje się w aktach sprawy, co oznacza, że obecnie sąd zajmie się merytorycznie pozwem RDI. Informujemy też, że sąd nie odrzucił pozwu. Reduta Dobrego Imienia nie składała pozwu do żadnego prokuratora (a takie sugestie pojawiają się w wypowiedziach medialnych), tak więc prokurator nie mógł odrzucić czegoś co do niego nie wpłynęło.

Pozew czeka na rozpatrzenie w Sądzie Okręgowym w Warszawie. Przypominamy, że sprawa ma charakter cywilny, a nie karny.

Osoby zainteresowane odsyłamy także do oświadczenia opublikowanego 5 marca br. na stronie http://www.anti-defamation.pl/rdiplad/aktualnosci/oswiadczenie-rdi-dotyczace-pozwu-przeciwko-pagina12/

Narodowy Dzień Pamięci Polaków ratujących Żydów. 24 marca obchodzimy nowe święto

Marzec 24, 2018

Tego dnia w 1944 roku Niemcy zamordowali w Markowej rodzinę Ulmów – Józefa i Wiktorię oraz ich sześcioro dzieci i ukrywających się u tej rodziny Żydów. Obecnie toczy się proces beatyfikacyjny tej ośmioosobowej rodziny.

W tym dniu zachęcamy do wysłuchania przejmującej opowieści muzycznej pt. „Egzekucja w Markowej” przygotowanej przez Zespół SOUL.


https://www.youtube.com/watch?v=en4lGbyFlBM

Tytuł utworu: „Egzekucja w Markowej”

Wykonawca: Zespół SOUL

Słowa: Maria Szulikowska

Muzyka: Monika Brewczak

—-

Przypominamy też, że przygotowaliśmy serię grafik pt. „Z potrzeby serca: Polacy ratujący Żydów”, które zawierają zapomniane historie Polaków ratujących Żydów w czasie II wojny światowej. Pliki graficzne w języku polskim i angielskim dostępne są na stronie: http://www.anti-defamation.pl/rdiplad/z-potrzeby-serca/

Prosimy o dzielenie się tymi grafikami wśród swoich znajomych oraz o powielanie ich na profilach społecznościowych.

Reakcje mediów niemieckich na wizytę kanclerz Merkel w Polsce

Marzec 21, 2018

W poniedziałek (19.03.2018) kanclerz Angela Merkel odwiedziła Polskę. Niemiecka kanclerz przybyła do Warszawy zaledwie trzy dni po spotkaniu z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem i pięć dni po powołaniu nowego rządu. Do spotkania z polskim prezydentem i premierem doszło ponad miesiąc po oficjalnej wizycie premiera Mateusza Morawieckiego w Berlinie. W niemieckich mediach widać pewną zmianę tonu komentarzy. Wydaje się, że powoli zaczyna dominować bardziej pragmatyczne podejście do relacji z Polską. Ocenia się, że niemiecka kanclerz szuka dialogu z Polską.

Stopniowa zmiana tonu

Już w okresie poprzedzającym wizytę można było zauważyć w niemieckich mediach nowe akcenty. W artykule „Ślepe podążanie za Macronem nie leży w interesie Niemiec” (16.03.2017) Klaus Geiger, publicysta Die Welt, stawia tezę, iż propagowana przez prezydenta Francji koncepcja Europy dwóch prędkości nie jest dla Berlina korzystna.
„Nareszcie po najdłuższych w historii Republiki Federalnej rozmowach koalicyjnych powraca normalność. Nadchodzące miesiące będą miały dla Niemiec decydujące znaczenie. Niemcy muszą zdefiniować swoje cele w Europie.” – pisze Geiger. Dlaczego Niemcy mają kroczyć za znaną ze swoich etatystycznych tradycji Francją? – pyta publicysta Die Welt.

Jest sceptycznie nastawiony do lansowanej przez Macrona koncepcji wspólnego budżetu strefy euro i zauważa, że w Europie – nawet po Brexicie – sporo jest państw, które są zwolennikami „wolności gospodarczej, konkurencyjności i odpowiedzialności za budżety swoich krajów.” W opinii Geigera do takich państw należą: Holandia, Austria, kraje skandynawskie, a także kraje Europy Środkowowschodniej – na czele z Polską. „Klucz do przyszłości Europy znajduje się nie tylko w Paryżu lecz także w Warszawie” – pisze Geiger. Zwraca też uwagę na fakt niezauważanych w Niemczech zmian nad Wisłą.

„Nowy rząd Mateusza Morawickiego prezentuje się bardziej ugodowo. W jego własnym interesie jest konstruktywny udział w tworzeniu Unii Europejskiej XXI wieku” – zauważa Geiger. Jednocześnie dodaje w typowym dla niemieckich mediów tonie: „Będzie to możliwe tylko wtedy, gdy wreszcie przestrzegane będą demokratyczne wartości Unii Europejskiej.” Zdaniem Geigera nadszedł odpowiedni moment dla Polski, żeby „wyrwała się ze swojej izolacji i nie stała się zbyteczną w Unii Macrona i Merkel”. Zdaniem Geigera ani Polska ani Niemcy nie powinny być zainteresowane przemianą UE w unikających konkurencji członków klubu euro.

Znaczenie Polski

Również wydawany w Berlinie liberalny dziennik Der Tagesspiegel, niedawno jeszcze nawołujący do nałożenia sankcji na Polskę i stawiający ją czasami w jednym szeregu z Turcją Erdogana, dopuszcza dziś bardziej zróżnicowane opinie. Na łamach Tagesspiegl ukazał się obszerny artykuł Janusza Reitera pod znamiennym tytułem „Polska jest zbyt duża, by być izolowaną” (19.03.2018). Były polski ambasador w Berlinie i Waszyngtonie podkreśla w nim konieczność niemiecko-polskiej współpracy w celu stabilizacji Unii Europejskiej i wzmocnienia więzi transatlantyckich. „Trudno nie dosłyszeć apelów o izolowanie Polski na arenie międzynarodowej ze względu na kontrowersyjne praktyki polityczne. Równie głośno formułowane są wezwania do ukarania Wielkiej Brytanii za Brexit. Obie reakcje można wytłumaczyć zarówno emocjonalnie, jak i przy pomocy rzeczowych argumentów. Obie są błędne”. (…) „Polska nie jest dla Unii Europejskiej stracona. Polexit nie nastąpi zarówno w krótkiej jak i średniej perspektywie czasowej. Można jednak zauważyć wyobcowanie Polski w Unii Europejskiej”. Reiter przybliża argumenty obu stron sporu i zwraca uwagę na jego głębsze podłoże. „Należało by się cieszyć, gdyby Merkel i Maas przekonali polskie władze, iż również one powinny być zainteresowane UE jako wspólnotą wartości. Z różnych względów Warszawa nie będzie do tego skłonna. Konfrontacyjny kurs polski jest błędem, ale ten błąd ma swoje przyczyny. Nazbyt długo Zachodnia Europa obstawała wyłącznie przy swojej interpretacji wspólnoty wartości i nie traktowała poważnie krajów członkowskich ze Wschodniej Europy.”

Reiter uważa, że kryzys związany z napływem uchodźców nie spowodował podziałów, lecz jedynie uwidocznił już istniejące różnice. Zdaniem Reitera trudność polega na tym, że Polska, która chętnie krytykuje Zachód, nie przedstawia własnych konstruktywnych propozycji i doprowadza do rozchwiania państwa prawa.

Odnośnie relacji polsko-amerykańskich Reiter stawia tezę, że w Warszawie nastąpiło ich przewartościowanie. „Koncepcja ekskluzywnego bilateralnego sojuszu z Ameryką okazała się iluzją.” Zdaniem byłego ambasadora, Polska jest jednym z tych krajów, które swoje relacje z innymi, a szczególnie silniejszymi partnerami, muszą realizować w ramach struktur międzynarodowych. Zauważa też, że Ameryka miałaby wystarczający potencjał, aby doprowadzić do podziałów w Europie, jeśliby tego chciała. „Polska może odegrać pozytywną rolę podczas odnawiania relacji transatlantyckich. Prezydent Trump nie jest już w Warszawie idealizowany, ale też nie jest tam demonizowany”. Warunkiem odegrania tej pozytywnej roli, jest większe niż dotychczas stawianie na Europę i rozwiązanie „fatalnych sporów z Komisją Europejską”.

Artykuł kończy się swoistym apelem o zażeganie sporów z Polską i podkreśleniem niemieckiego przywództwa w Unii Europejskiej. „Jako jedyny kraj w Europie Niemcy budują od lat strategiczne partnerstwo z Polską.” Strategiczne znaczenie tych relacji widać w „cierpliwości i wytrwałości”, z jaką są realizowane. „Rola Niemiec w Europie polega na scalaniu Unii Europejskiej. Aby osiągnąć ten cel, należy spróbować włączyć do tej koncepcji Polskę, bez upiększania sytuacji panującej w kraju. Jeśli ktoś potrafi tego dokonać w Europie, to są to Niemcy.” – konkluduje Reiter.

Do tańca trzeba dwojga

Wizyta kanclerz Angeli Merkel w Warszawie może zapowiadać zmianę w polsko-niemieckich stosunkach, ale nie będzie to proces łatwy – twierdzi w swoim komentarzu „Historia zmarnowanych szans” publicysta dziennika Der Tagesspiegel Christoph von Marschall.

„Niemcy i Polska znajdują się w punkcie zwrotnym i jest to zarazem punkt zwrotny dla Europy. Jeśli spory ostatnich lat będą się utrzymywać, dla Niemców wzrośnie pokusa, by dążyć do stworzenia wraz z Francją europejskiego rdzenia, do którego Polska nie będzie należeć. Odnoszone od 1989 roku sukcesy w sąsiedztwie bliskim pod względem ludzkim, gospodarczym i politycznym stanęłyby wówczas pod znakiem zapytania” – zauważa znany z krytycznych komentarzy pod adresem PiS publicysta.

Zdaniem Marschalla powstanie rządu Mateusza Morawieckiego i utworzenie nowego rządu koalicyjnego w Berlinie, daje nadzieję na nowe otwarcie, chociaż nie należy oczekiwać szybkich sukcesów. ”W obozie narodowo-populistycznej partii PiS (…) wiele osób posiada przesadne wyobrażenia na temat siły Polski w Europie. Zachowują się one tak, jakby mogły utrzymać strategię „bez nas się nie da” i sprawić, by procedura wszczęta przez UE z powodu wątpliwości co do praworządności w Polsce zakończyła się bez konsekwencji. Wielu wmawia sobie, że Komisja Europejska i Parlament Europejski porzucą swe obiekcje, gdy tylko reforma sądownictwa zostanie im wyjaśniona.”
Berliński publicysta zawraca jednak uwagę, że również wielu Niemców ma dalekie od rzeczywistości wyobrażenia, które w ich błędnym przekonaniu podzielają mieszkańcy pozostałych państw UE. „Niemcy uważają prezydenta USA Donalda Trumpa za zagrożenie, podczas gdy polski rząd nie ma mu wiele do zarzucenia, a pozostali Europejczycy reagują z o wiele mniejszym niż Niemcy oburzeniem. We Francji prezydenta Emmanuela Macrona Berlin upatruje partnera do rozwijania Europy, natomiast PiS uważa go za zagrożenie. Polska nie jest zainteresowana unią fiskalną, do której nie należy (…)” – przypomina berliński komentator. Jego zdaniem Europa dwóch prędkości, z niemiecko-francuskim rdzeniem, utworzona kosztem pozostawienia Polski w strefie „mniejszej prędkości” nie leży w interesie Niemiec.

Na zakończenie Marschall stwierdza, że podwójna polityka polskiego rządu – „w kraju antyniemiecka i anty-unijna retoryka, a za granicą nadzieja, iż Niemcy utrzymają Polskę w najściślejszym klubie UE” – jest nie do przyjęcia. Nowy początek będzie łatwiejszy, jeśli także Merkel się przyzna, że również Niemcy występowały przeciw europejskim i polskim interesom, np. w sprawie gazociągu Nord Stream, i chce te błędy naprawić. „W przeciwnym razie zamiast nowego otwarcia będziemy mieli kolejną zmarnowaną szansę” — podsumowuje Marschall.

Umiarkowane oceny

Przebieg wizyty kanclerz Merkel w Warszawie relacjonuje również liberalno-lewicowy dziennik Süddeutsche Zeitung, znany z wcześniejszych krytycznych opinii na temat konserwatywnych rządów w Polsce.
„Kanclerz Angela Merkel podczas swojej wizyty w Warszawie (…) podkreśliła znaczenie współpracy z Polską. Przy kwestiach spornych, takich jak reforma polskiego sądownictwa, wskazała na Komisję Europejską. „Polska jest ‘partnerem i przyjacielem’, nawet wtedy, gdy ‘nasze rozmowy nie zawsze są łatwe’ – stwierdziła kanclerz po spotkaniu z premierem Mateuszem Morawieckim. Nowy rząd federalny chce kontynuować i wzmacniać współpracę z polskim rządem. Kanclerz Angela Merkel podkreśliła znaczenie rozwijających się pozytywnie relacji handlowych – w 2017 roku wymiana handlowa osiągnęła poziom 110 miliardów Euro” – pisze z Warszawy korespondent SZ Florian Hassel.

Podczas konferencji prasowej dziennikarz Süddeutsche Zeitung zadał kanclerz Merkel pytanie, jak zareaguje niemiecki rząd, gdy Polska nie zgodzi się na wycofanie sprzecznych z prawem europejskim ustaw dotyczących reformy sądownictwa i nie przywróci niezawisłości Trybunału Konstytucyjnego. „(…) Kanclerz Merkel odpowiedziała wymijająco. Rząd federalny ma nadzieję, że Polska porozumie się z Komisją Europejską: ‘Przyjęlibyśmy to z zadowoleniem, gdyby Komisja Europejska poinformowała nas, że rozmowy przebiegły pomyślnie’. Premier Morawicki potwierdził stanowisko Warszawy, zgodnie z którym reforma sądownictwa w uchwalonej formie ‘jest koniecznością’ ”.

Reakcje telewizyjne

Od raczej zniuansowanych relacji i komentarzy prasowych wyraźnie odbiegał ton przekazów telewizyjnych. Drugi kanał niemieckiej telewizji publicznej ZDF w swoim wieczornym głównym programie publicystycznym Heute Journal poświecił wizycie nieco ponad pół minuty. Stwierdzono, że chociaż różnice zdań dotyczące kontrowersyjnej reformy sądownictwa nie zostały zażegnane, to doszło do zbliżenia stanowisk w kwestii uchodźców. Kanclerz Merkel uznała, że Polska przyjęła uchodźców z Ukrainy i wypełnia swoje zobowiązania.
Głównym tematem tego wydania Heute Journal była ochrona danych osobowych oraz konflikt pomiędzy prezydentem Trumpem a amerykańską FBI.

Zdecydowanie najbardziej negatywny komentarz pojawił się w Tagesthemen – flagowym programie publicystycznym niemieckiej telewizji publicznej ARD (oglądalność 2,62 miliona widzów). Dziennikarka prowadząca Tagesthemen rozpoczęła materiał od przypomnienia domniemanych antyniemieckich ekscesów, mających miejsce podczas demonstracji we Wrocławiu. Ilustracją jej wypowiedzi był wyświetlany w tle przez pół minuty nadpalony plakat, przedstawiający fotomontaż kanclerz Merkel w mundurze. Sama relacja z Warszawy była już zdecydowanie bardziej stonowana. Zwrócono uwagę, że dla Polski Niemcy są głównym partnerem gospodarczym, nie uwypuklano natomiast korzyści gospodarczych, jakie handel z Polską przynosi niemieckim firmom. Podano, że ogólna wymiana handlowa przekroczyła 100 miliardów. Pojawiła się też informacja, że od wybuchu walk na Ukrainie w 2014 roku do Polski przybyło 1,5 miliona Ukraińców. Przytoczone zostały też przeprowadzone w Polsce sondaże, wedle których zaledwie 30% respondentów uważało Niemców za sympatycznych (spadek o 16 punktów procentowych). Spadek sympatii przypisano „narodowym tonom” obecnym w retoryce PiS.

We wprowadzeniu do kolejnego materiału wideo dziennikarka wystąpiła na tle muralu przedstawiającego Jarosława Kaczyńskiego stylizowanego na Juliusza Cezara. W komentarzu wprowadzającym stwierdziła, że Polska zgodnie z konstytucją nadal jest demokracją, ale niektóre, wywalczone swobody podlegają coraz większej kontroli państwa.
W drugim poświęconym Polsce reportażu zilustrowano powody wysokiego poparcia, jakim cieszy się PiS. Jako główną przyczynę wysokich notowań partii rządzącej podano program prorodzinny 500+. Główny bohater reportażu – trzydziestoparoletni informatyk z rodziną – wypowiadał się pozytywnie o rosnącym znaczeniu Polski i polityce rządu. W materiale zwrócono także uwagę na prezentowany przez PiS domniemany antyelitaryzm, wsłuchiwanie się w głos wyborców, nieprzyjmowanie imigrantów oraz konsekwentne realizowanie celów politycznych. Jako główną przyczynę słabości opozycji podano jej skłócenie. Na koniec poświęconego Polsce bloku wyemitowany został komentarz publicystki Ellen Ehni. Komentarz ten warto przytoczyć prawie w całości:

„Co dzieje się z tą Polską? Od dawna nasi sąsiedzi ze wschodu nie byli nam tak obcy. (…) Wraz z reformą sądownictwa likwidowany jest trójpodział władzy. Polska nie zgadza się na przyjmowanie uchodźców, chociaż będąc największym odbiorcą netto funduszy unijnych, sama korzysta z europejskiej solidarności. Podejmowany jest temat reparacji wojennych, w celu podsycania nastojów antyniemieckich. (…)
Za wszystko to odpowiedzialna jest partia rządząca. PiS budzi dumę narodową Polaków, prezentuje się agresywnie w polityce zagranicznej i autorytatywnie u siebie w kraju. Można byłoby powiedzieć, z takim krajem nie chcemy mieć w Europie nic wspólnego. Ale nie możemy podejść do tego tak łatwo.
Polska jest głęboko podzielona. Podziały przebiegają przez rodziny, instytucje i media. Każdy jest za rządem albo przeciw niemu. Nie ma niczego pomiędzy. Jedni zadowoleni są ze swojej sytuacji finansowej i dumni z wzmacniającej się Polski. Inni uważają, że podąża ona w stronę państwa autorytarnego i odwraca się od Europy. Tak, Warszawa depcze państwo prawa i Unia Europejska musi na to zareagować: poprzez krytykę, sankcje, a nawet bolesne kary finansowe. Ale jednocześnie musimy prowadzić z tym krajem dialog. Spór z Niemcami budzi u wielu Polaków historyczne lęki, na czym korzysta PiS. Ponadto Polska obawia się zostania na uboczu, gdy Niemcy i Francja kroczą wspólnie naprzód. Te obawy muszą zostać potraktowane poważnie. Dialog miedzy wschodem i zachodem jest konieczny, aby Unia mogła stanowić jedność. Niemcom przypada (w tym procesie) kluczowa rola.”

Podsumowanie

Znaczenie stosunków z Polską podkreślone zostało w umowie koalicyjnej zawartej pomiędzy CDU i SPD. Wizytę kanclerz Angeli Merkel można odczytywać jako chęć ich dalszego rozwijania. Wydaje się, że w obliczu konfliktów handlowych z USA i sceptycznego podejścia niemieckiej opinii publicznej do proponowanej przez Francję unii fiskalnej wygaszenie wewnątrzunijnych sporów zyskuje na znaczeniu. Znamienne jest podkreślanie przez polskich i niemieckich polityków wagi wzajemnych stosunków gospodarczych. Poziom wymiany handlowej przekroczył w 2017 roku 100 miliardów euro i był dwukrotnie wyższy od wymiany rosyjsko-niemieckiej. Dla porównania wymiana handlowa Niemiec z USA to około 160 miliardów euro. Dla Niemiec Polska jest ósmym partnerem gospodarczym (Rosja w 2016 znajdowała się na 13 miejscu). Niemcy są też głównym odbiorcą polskiego eksportu (około 25%).

W czasie wspólnej konferencji premier Mateusz Morawicki skrytykował działania protekcjonistyczne niektórych krajów – miał zapewne na myśli USA. To wspólne stanowisko z pewnością jest istotnym wsparciem dla Niemiec, które znajdują się w ostrym sporze handlowym z administracją prezydenta Trumpa. Konflikt dotyczy przede wszystkim zapowiedzianego przez USA wprowadzenia ceł – między innymi na produkowaną w Niemczech stal i aluminium. Rocznie niemiecki przemysł eksportuje do USA milion ton stali. W przemyśle stalowym w Unii Europejskiej zatrudnionych jest 20 tysięcy osób. Jak widać, wewnątrzeuropejskie rynki zbytu, szczególnie w obliczu pogarszających się relacji handlowych z USA i widmo ponownego zaostrzenia konfliktu politycznego z putinowską Rosją – a co za tym idzie przedłużenia sankcji – nabierają dla Niemiec kluczowego znaczenia. Można odnieść wrażenie, że w polityce Niemiec przeważy nastawienie pragmatyczne, co przełoży się na wyciszenie sporów z Brukselą.

W niemieckich mediach zmiana nastawienia następuje powoli, chociaż i tu dostrzega się pewną zmianę tonu i otwieranie się na polską argumentację. Niestety wyraźnie też widać, choćby na przykładzie komentarza wygłoszonego w telewizji ARD, jak głęboko zakorzenione jest protekcjonalne i nacechowane ideologią podejście niektórych przedstawicieli niemieckich mediów do Polski. Mając tego świadomość, dialog z niemieckimi politykami i środowiskami opiniotwórczymi musi być kontynuowany. Kontakty powinny być intensyfikowane również przez konserwatywne organizacje i stowarzyszenia. Należy szukać możliwości prezentacji swoich racji i idei na wszelkich płaszczyznach: politycznej, gospodarczej, naukowej i medialnej. Konieczne wydaje się też stworzenie polskiej platformy medialnej docierającej ze swoimi treściami bezpośrednio do zachodnich społeczeństw, kształtującej wizerunek naszego kraju i prezentującej polski punkt widzenia.

Za nami kolejna rozprawa karna przeciwko Hansowi G.

Marzec 16, 2018

W rozprawie karnej, która odbyła się 16 marca br. przed Sądem w Wejherowie zeznawali byli pracownicy POS System, którzy podobnie jak Natalia Nitek, mają status pokrzywdzonych.

Zdaniem jednej z zeznających, oskarżony nie tylko mówił źle o Polakach do swoich pracowników, ale nie przestawał wypowiadać się w taki sposób także wtedy, kiedy w firmie były obecne osoby z zewnątrz, czyli klienci lub kontrahenci. Dzisiejsze zeznania potwierdzają tezę Reduty Dobrego Imienia o możliwości zakwalifikowania działania oskarżonego Hansa G. jako popełnienie czynu z art. 257 kk tj. publiczne znieważanie osób, z uwagi na ich narodowość.

Reduta Dobrego Imienia od początku procesu przeciwko Hansowi G. podkreślała konieczność zmiany kwalifikacji prawnej czynu. Z takim wnioskiem zwróciła się do sądu mec. Monika Brzozowska – Pasieka. Sąd rozpatrzy ten wniosek na końcowym etapie procesu.

Kolejna rozprawa karna odbędzie się 6 kwietnia. Z kolei 23 kwietnia w Sądzie Okręgowym w Gdańsku odbędzie się kolejna rozprawa cywilna, na której przesłuchani będą świadkowie, którzy obecnie pracują w firmie.

Reduta Dobrego Imienia jako przedstawiciel społeczny, w obu sprawach ma status interwenienta ubocznego.

List Ambasadora RP do prezesa Argentyńsko-Izraelskiego Stowarzyszenia

Marzec 15, 2018

Publikujemy list Ambasadora Polski w Argentynie, Marka Pernala, do prezesa Argentyńsko-Izraelskiego Stowarzyszenia (AMIA), które w marcu br. na swoim profilu Facebook powieliło artykuł Pagina12 o zbrodni w Jedwabnem wraz ze zdjęciem zamordowanych Żołnierzy Wyklętych.

W liście Ambasador wyjaśnia m.in., że dwukrotnie interweniował w redakcji Pagina12 prosząc o zmianę zdjęcia i wyjaśniając błąd historyczny, który popełniła redakcja.

Kilka dni temu Reduta Dobrego Imienia skierowała list do Stowarzyszenia Dziennikarzy Argentyńskich (Asociación De Entidades Periodísticas Argentinas) oraz wysłała oświadczenie do mediów argentyńskich. Pragniemy jeszcze raz podkreślić, że wystąpiliśmy w sprawie cywilnej a nie karnej, a w pozwie nie odwołujemy do budzącego wątpliwości zapisu w nowelizacji do ustawy o IPN.

Sr. Agustín Zbar

Prezes AMIA (Stowarzyszenie Izraelsko-Argentyńskie)

Szanowny Panie Prezesie,

z artykułu “Repudio unánime” w Pagina12 z 7 marca dowiedziałem się, że AMIA opublikowała na swoim fanpage’u na Facebook artykuł Federico Pavlovsky’ego „Rostros familares”, wydrukowany po raz pierwszy 18 grudnia 2017 roku w Página12.

Czy zechciałby Pan wyjaśnić, kto jest widoczny na zdjęciu ilustrującym tekst Frederico Pavlovsky’ego? Czy to zwłoki żydowskich mieszkańców Jedwabnego zamordowanych przez Polaków? Nie, to Polacy, członkowie konspiracji antykomunistycznej, zabici przez funkcjonariuszy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w 1950 roku, w 9 lat po zbrodni w Jedwabnem. Dobrze znani z imienia i nazwiska. Nie mieli nic wspólnego z okrutnym czynem dokonanym przez mieszkańców Jedwabnego w 1941 roku.

Czemu Página12 posunęła się do takiej manipulacji? Nie wiem.

Napisałem w tej sprawie do dyrektora Página12 Ernesta Tiffenberga następnego dnia po opublikowaniu „Rostros familiares”, 19 grudnia. Bez odpowiedzi. Napisałem powtórnie 12 stycznia. Dyrektor Tiffenberg znowu nie uznał za właściwe odpowiedzieć na uprzejmy, jak mi się wydaje, list, który do niego skierowałem.

Wydaje mi się to kwestią istotną, bo to w gruncie rzeczy zdjęcie użyte do ilustracji artykułu, a nie treść artykułu, skłoniły Redutę Dobrego Imienia w Polsce do wystąpienia na drogę sądową przeciwko Página12.

Wszystko to działo się na wiele tygodni przed uchwaleniem przez polski parlament ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, która stała się obecnie przedmiotem krytyki. Krytyki, która – pragnę dodać – w czasie prac nad ustawą podniosła się także w moim kraju, i nie tylko w środowiskach żydowskich. Podniesione wówczas wątpliwości sprawiły, że prezydent Polski Andrzej Duda, skierował nową ustawę do Trybunału Konstytucyjnego, by ten orzekł, czy jej przepisy nie naruszają konstytucyjnej zasady wolności słowa. Jeśli ją pogwałcają – ustawa będzie musiała zostać zmieniona. Na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, oby jak najszybsze, czeka bardzo wielu ludzi na całym świecie. Nie sądzę, by do czasu wydania orzeczenia o konstytucyjności jakikolwiek sąd w Polsce wszczął postępowanie o naruszenie przepisów nowej ustawy, niezależnie od tego ile organizacji pozarządowych, takich jak Reduta Dobrego Imienia, wystąpi z oskarżeniem kogokolwiek i gdziekolwiek. Nie mogę napisać, że „powstrzyma się z całą pewnością”, bo Polska, wbrew opiniom głoszonym przez wybitnego argentyńskiego dziennikarza, jest państwem prawa, respektującym suwerenność sądów, a nie państwem nazistowskim.

W liście, który napisałem do dyrektora Tiffenberga przedstawiłem informacje o śledztwie na temat Jedwabnego i refleksje o wpływie, jakie sprawa ta wywarła w społeczeństwie polskim. Nie jest elegancko cytować samego siebie, ale pozwoli Pan, że przytoczę fragment mojego listu:

Książka Grossa i późniejsze śledztwa Instytutu Pamięci Narodowej wywołały w Polsce najpoważniejszą, najgłębszą od 1989 roku debatę o naszej najnowszej historii. Mocno brzmiał w niej głos potępiający prześladowców i oprawców zabijanych Żydów oraz wzywający do uczciwej oceny wypowiedzi negujące skalę polskiej odpowiedzialności za Jedwabne. Jeszcze innym wątkiem dyskusji było przypomnienie, jak wielu Polaków ratowało Żydów przed śmiercią. Często płacąc za tę pomoc własnym życiem. W 2001 roku ówczesny Prezydent Rzeczypospolitej Aleksander Kwaśniewski oddał w Jedwabnem hołd pomordowanym Żydom, wygłaszając ważne słowa: „Jako człowiek, jako obywatel i jako Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, przepraszam. Przepraszam w imieniu swoim i tych Polaków, których sumienie jest poruszone tamtą zbrodnią. W imieniu tych, którzy uważają, że nie można być dumnym z wielkości polskiej historii, nie odczuwając jednocześnie bólu i wstydu z powodu zła, które Polacy wyrządzili innym”.

Załączam cały tekst listu. Będę usatysfakcjonowany, jeśli zechce się Pan z nim zapoznać. Mam wrażenie, że w sposób uczciwy odniosłem się do odpowiedzialności tych z moich rodaków, których sumienie obciążone jest zbrodnią w Jedwabnem, ale i innymi niegodnymi czynami wobec żydowskich współobywateli w innych miejscach Polski.

Nie mogę jednak zakończyć tych uwag bez refleksji, że AMIA w słusznej walce z cenzurą i z zakłamywaniem historii zdecydowała się na reprodukcję artykułu Pavlovsky’ego wraz z ilustrującym go zdjęciem, czym niestety rozpowszechniła nieuczciwą manipulację Página12. Byłbym wdzięczny, gdyby w imię prawdy zechciał Pan podjąć kroki w celu usunięcia tego bolesnego fałszerstwa.

Pozwoli Pan, że po upewnieniu się, że ten list dotarł do Pańskich rąk, udostępnię go także innym czytelnikom.

Z wyrazami szacunku,

Marek Pernal

Ambasador

Ambasada Rzeczpospolitej Polskiej w Buenos Aires

List w języku hiszpańskim dostępny jest na stronie http://lavozdepolonia.com.ar

Proces „Nasze matki, nasi ojcowie”: konsultant historyczny nagle przerywa zeznania

Marzec 13, 2018

W Sądzie Okręgowym w Krakowie odbyła się dziś kolejna rozprawa przeciwko producentom serialu „Nasze matki, nasi ojcowie”. W formie wideokonferencji zeznawał konsultant historyczny filmu – emerytowany prof. Julius Schoeps, obecnie pracownik Centrum Studiów Europejsko-Żydowskich w Poczdamie. Zeznania zostały nagle przerwane, a obrońcy wnioskowali o odrzucenie protokołu z przesłuchania.

Świadek zeznał, że wydał opinię dotyczącą scenariusza. W filmie następowały zmiany, których on nie konsultował. Tak więc np. nie został poinformowany, że w scenach przedstawiających żołnierzy Armii Krajowej na ramionach polskich żołnierzy zostaną użyte biało-czerwone opaski. Zdaniem świadka sprawa opasek nie jest kluczowa dla filmu, jednak dopytywany przez sędziego, przyznał, że nie sprawdzał tego zagadnienia w literaturze przedmiotu, tak więc nie wie czy taki zabieg był uzasadniony.

Prof. Julius Schoeps uważa, że w filmie „Nasze matki, nasi ojcowie” nie ma oskarżeń o współudział Polaków w Holokauście, ale są pokazane pewne antysemickie zachowania. Profesor podkreślił, że studiował literaturę przedmiotu, a na Polaków w czasie II wojny światowej patrzy z perspektywy żydowskiej. W swoich zeznaniach powoływał się na prace Einsteina Rubena, które posłużyły jako podstawa scenariusza. Einstein Ruben znany jest ze swoich antypolskich poglądów i przypisywania Polakom skrajnego antysemityzmu.

Schoeps przyznał, że w filmie mogło dojść do błędów historycznych, ale nie mogą one mieć większego znaczenia, ponieważ jest to film fabularny a nie dokumentalny.

W trakcie przesłuchania, na wniosek strony niemieckiej, zeznania zostały nagle przerwane. Obrońca niemiecki, Piotr Niezgódka, zgłosił zastrzeżenia do tłumaczenia. Sędzia w związku z tym wprowadził przerwę i poprosił o nagrywanie wideo zeznań historyka. Jest to częsta praktyka stosowana w polskich sadach. Po przerwie, gdy sprzęt został przygotowany, świadek nagle odmówił składania dalszych zeznań, nie pożegnał się z sędzią polskim i wraz z niemieckim sędzią wyszedł z Sali, w której prowadzona była wideokonferencja. Obrońcy niemieccy tłumaczyli, że w prawie niemieckim nie ma zgody na nagrywanie zeznań świadków. W związku z błędnym tłumaczeniem, wnioskowali o odrzucenie protokołu z przesłuchania.

Na 20 marca zaplanowano posiedzenie niejawne sądu, w trakcie którego określone zostaną dalsze sposoby procedowania w tej sprawie. Sąd podejmie decyzję m.in. dotyczącą posiedzenia wyjazdowego oraz ustalone zostaną zasady tłumaczenia zeznań świadków.

Następna rozprawę wyznaczono na 17 kwietnia. Zeznawać będą producenci: Benjamin Benedict i Nico Hofmann oraz kostiumolog.

 

Proces przeciwko ZDF i UFA Fiction, producentom serialu “Nasze matki, nasi ojcowie”, wytoczył kpt. Radłowski, 92 letni żołnierz AK oraz Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej. Według powodów film ukazuje żołnierzy AK jako antysemitów współwinnych zbrodni na osobach narodowości żydowskiej.

Działania prawne przeciwko producentom prowadzi kancelaria Pasieka, Derlikowski, Brzozowska i Partnerzy z Krakowa.

Reduta Dobrego Imienia monitoruje i wspiera proces.

Korespondencja do mediów w Argentynie

Marzec 12, 2018

W związku ze złożeniem pozwu przeciwko internetowemu dziennikowi Pagina12 i pojawiającymi się w mediach w Argentynie przekłamaniami, niedomówieniami i oskarżeniami na temat naszej organizacji i Polski, wystosowaliśmy list do dziennikarzy, fundacji i stowarzyszeń w tym kraju.

Do dziennikarzy, fundacji i stowarzyszeń argentyńskich

Szanowni Państwo!

Fundacja Reduta Dobrego Imienia – Polska Liga przeciw Zniesławieniom została powołana do prostowania fałszywych informacji na temat historii Polski, a szczególnie II wojny światowej. Przywołujemy to szczególnie teraz, gdy fala nieprawdziwych oskarżeń wobec Polaków, a także Reduty Dobrego Imienia wprost zalała media argentyńskie.

Przypomnijmy fakty. W tekście autorstwa Federico Pavlovsky’ego pt. Znajome twarze (Rosotros familiares) opisującym zbrodnię na Żydach w Jedwabnem (1941 r.), znalazła się pośmiertna fotografia żołnierzy polskiego podziemia niepodległościowego, którzy po II wojnie światowej walczyli z komunistami i zostali zamordowani przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa 25 lutego 1950 roku. Przedstawieni na zdjęciu polscy bohaterowie nie mieli nic wspólnego z wymordowaniem Żydów w Jedwabnem, więc ilustrowanie tymi postaciami zbrodni na Żydach to manipulacja, działanie, które fałszuje historię i narusza dobre imię polskich żołnierzy. W sprawie zmiany zdjęcia interweniowali w redakcji wielokrotnie Polacy oraz Ambasada Polska. Redakcja mimo próśb nie zmieniła zdjęcia. W tej sytuacji Reduta Dobrego Imienia w trosce o prawdę historyczną, podjęła interwencję prawną.

Reduta nie domaga się zmian w tekście Federico Pavlovsky’ego, a zatem nie neguje zbrodni w Jedwabnem, ale żąda przeprosin w związku z manipulacją dotyczącą fotografii ilustrującej tekst. Artykuł na portalu Pagina 12 nadal jest błędnie zilustrowany i obraża pamięć walczących z komunistami żołnierzy.

Tymczasem po dotychczasowych bezskutecznych interwencjach w redakcji i wstąpieniu na drogę prawną, Reduta Dobrego Imienia spotkała się z atakami wielu argentyńskich mediów broniących kłamstwa. Określają one naszą organizację jako „nacjonalistyczną”, „rewizjonistyczną”, jako zwolenników „negacjonizmu”, a nawet jako instytucję „faszystowską”. W swoich komentarzach posuwając się nawet do sformułowania „Nazi Poland” w odniesieniu do naszego kraju. Ze zdziwieniem obserwujemy liczbę tych epitetów, jak i zarzuty, które przeciw nam są wytaczane. Wśród najczęściej pojawiających się oskarżeń przeciw nam są m.in. takie, iż rzekomo uderzamy w wolność słowa, ograniczamy debatę historyczną i próbujemy cenzurować dzieje Polski.

To zarzuty zupełnie bezpodstawne.

Jeśli za domaganie się prawdy i precyzji historycznej Reduta Dobrego Imienia nazywana jest organizacją „faszystowską”, „negacjonistyczną” i „rewizjonistyczną”, to jak nazwać obrońców kłamstwa historycznego? Wiedza o historii Polski jest na świecie nieprecyzyjna, co potwierdza opisywany przez nas przypadek błędu na łamach portalu Pagina 12. Reduta domaga się prawdy historycznej, a to nie ma nic wspólnego z cenzurą i atakiem na wolność słowa. Zdjęcie ilustrujące artykuł zostało niewłaściwie dobrane i obraża pamięć polskich bohaterów. Redakcja Pagina 12 uporczywie trwa przy kłamstwie.

Reduta Dobrego Imienia – Polska Liga przeciw Zniesławieniom

List w języku hiszpańskim