Oszczercza relacja amerykańskiej fundacji w Jerusalem Post

Lipiec 5, 2018

Reagujemy na oszczerstwa założycieli amerykańskiej fundacji, którzy przygotowali zawierającą wiele przekłamań relację z wizyty blisko 100 filantropów i naukowców w miejscach zagłady Żydów m.in. w Polsce. Relacja została opublikowana m.in. na łamach Jerusalem Post.

W czerwcu br. ok. 100 amerykańskich filantropów i naukowców odwiedzało miejsca zagłady Żydów w czasie II wojny światowej w 6 krajach Europy Środkowej i Wschodniej, w tym Polsce. Organizatorem wyjazdu było amerykańskie małżeństwo żydowskiego pochodzenia, Adam i Gila Milstein, założyciele Fundacji Rodziny Milstein.
Z wyjazdu powstała relacja, która poza stroną fundacji, opublikowana została na stronie Jerusalem Post oraz portalu frontpagemag.com. Relacja zawiera wiele nieścisłości i przekłamań i jest wręcz obraźliwa dla Polski i Narodu Polskiego, ustawionego w szeregu z innymi narodami, kolaborantami Nazistowskich Niemiec. Problem jest o wiele poważniejszy, kiedy weźmie się pod uwagę treści jakie mogły być przekazane blisko 100 wpływowym w USA osobom.

Warto podkreślić, że Państwo Milstein są emerytowanymi oficerami izraelskiej armii (Adam brał udział w Wojnie Jom Kippur – wojnie Izraela z koalicją Egiptu i Syrii). Na uwagę zasługuję również misja fundacji, która „ma wzmocnić państwo Izrael, ojczyznę narodu żydowskiego i jej szczególne związki ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki; oraz zapewnienie szczególnego pokrewieństwa z Państwem Izrael młodym i przyszłym żydowskim pokoleniom”.

Reduta Dobrego Imienia odniosła się do fałszywych tez artykułu w liście do autorów, który można przeczytać poniżej, jak również w wersji w języku angielskim.

W tej chwili oczekujemy na sprostowanie fałszywych informacji przez autorów i redakcje. Będziemy Państwa informować o rozwoju sytuacji.

Szanowni Państwo!

Jerusalem Post opublikował ostatnio Państwa artykuł – relację z podróży do miejsc zagłady Żydów w krajach Europy Środkowo-Wschodniej – zatytułowany “FROM AUSCHWITZ TO AMERICA: LESSONS FROM EUROPE’S KILLING FIELDS”, który został przedrukowany w innych mediach elektronicznych. Niestety artykuł zawiera wiele nieścisłości i przekłamań i jest wręcz obraźliwy dla Polski i Narodu Polskiego, ustawionego w szeregu z innymi narodami, których postawa w czasie II wojny światowej była przeciwna do polskiej. Ciężar oskarżeń jest tym większy, że jak Państwo informujecie, towarzyszyła Państwu grupa 100 „filantropów i naukowców”.

Dlatego należy zakwestionować i sprostować następujące tezy.

„Auschwitz-Birkenau został zbudowany w jednym celu: aby wykorzenić ludność żydowską i cygańską.”

Polska była pierwszą i jedną z największych ofiar II wojny światowej dwóch totalitarnych reżimów – nazistowskich Niemiec i komunistycznego Związku Sowieckiego.

Obóz zagłady Auschwitz był początkowo przeznaczony dla Polaków. Transporty Polaków do Auschwitz ruszyły w połowie czerwca 1940 r. na długo przed rozpoczęciem zagłady Żydów. Niemcy najpierw przystąpili do eksterminacji Polaków, a następnie społeczności żydowskiej (decyzja zapadła na konferencji w Berlinie – Wansee w styczniu 1942 r).

150 tysięcy obywateli narodowości polskiej było uwięzionych w Auschwitz, z których połowa została zamordowana. Pominięcie ich w swojej opowieści jest przede wszystkim lekceważeniem win rzeczywistych sprawców, ale także dotkliwą krzywdą dla pomordowanych i ich rodzin.

Ponadto, dlaczego obraz zagłady Żydów sprowadzacie Państwo jedynie do Auschwitz? Niemcy przeprowadzali masową eksterminację Żydów w wielu obozach i gettach żydowskich, a bodaj największej masowej egzekucji dokonali 3.11.1943 r. w obozie na Majdanku (Lublin), gdzie przy dźwiękach muzyki rozstrzelali ponad 18 tys. Żydów (w tym często całych rodzin).

„Polska, gdzie setki tysięcy rodzin żydowskich zostały rozstrzelane przez plutony egzekucyjne, ponieważ ich nieżydowscy sąsiedzi współpracowali lub dołączyli do Niemieckiej Machiny Śmierci.”

Polska nigdy nie współpracowała z Nazistowskimi Niemcami.

W przeciwieństwie do innych krajów okupowanych przez Niemcy (włączając te, które odwiedziliście), w okupowanej Polsce nigdy nie było dobrowolnych politycznych czy wojskowych struktur kolaborujących z Hitlerem. Przeciwnie, powstało Polskie Państwo Podziemne – największy w Europie ruch oporu posiadający rozbudowane tajne struktury polityczne i wojskowe, których celem była walka z hitlerowskim okupantem.

Polska była jednym z nielicznych krajów okupowanej Europy, w którym za pomoc Żydom groziła kara śmierci. Niemcy zabili kilka tysięcy Polaków, którzy pomagali Żydom. Symbolicznym przykładem jest polska rodzina Ulmów z Podkarpacia, która przez ponad rok ukrywała w swoim domu ośmioro Żydów. Cała rodzina została za to rozstrzelana przez Niemców (ojciec, matka w siódmym miesiącu ciąży i ich sześcioro dzieci w wieku od 2 do 8 lat). Za pomoc Żydom Niemcy zabili też wiele innych polskich rodzin – Baranków, Janusów i Madejów, Kowalskich, Kurpielów, Łodejów, Olszewskich itd. Polacy pomagający Żydom byli wywożeni do obozów zagłady, rozstrzeliwani, wieszani, torturowani i paleni żywcem. Niemcy dokonywali też pacyfikacji polskich wsi w wyniku których zamordowano tysiące Polaków. Te egzekucje i masakry miały zastraszyć polskie społeczeństwo i zniechęcić do pomagania Żydom.

Setki tysięcy Polaków z narażeniem własnego życia pomagały Żydom przetrwać wojnę i Holokaust. Polacy stanowią największą grupę w gronie „Sprawiedliwych wśród Narodów Świata”, czyli obywateli różnych państw, którzy ratowali Żydów w czasie Holokaustu. Ten zaszczytny medal – nadawany przez izraelski instytut Yad Vashem – otrzymało ponad 6700 Polaków, tj. 25% wszystkich Sprawiedliwych. Niektórzy historycy uważają, że co najmniej 100 tysięcy Polaków zasługuje na to odznaczanie.

Podobnie jak w innych państwach, także w okupowanej Polsce zdarzały się w czasie wojny przypadki haniebnych zachowań wobec Żydów, ale był to margines w skali całego polskiego społeczeństwa. Przykładem mogą być tzw. szmalcownicy, którzy wymuszali okup na ukrywających się Żydach i pomagających im Polakach albo donosili na nich za pieniądze i inne korzyści do niemieckich władz okupacyjnych. Zjawisko szmalcownictwa istniało we wszystkich krajach okupowanej Europy. Szmalcownictwo było karane śmiercią przez Polskie Państwo Podziemne (wyroki wydawały podziemne sądy, a wykonywali je żołnierze Armii Krajowej).

W czasie wojny zdarzały się też haniebne zachowania Żydów w stosunku do innych Żydów i Polaków.

Również część Żydów była szmalcownikami. W gettach istniały żydowskie organizacje kolaborujące z Niemcami, np. infiltrujące żydowskie i polskie organizacje podziemne (w tym te niosące pomoc Żydom), organizujące wywóz Żydów do obozów zagłady itp. Były to Judenraty, Jüdischer Ordnungsdienst (policja żydowska), Żagiew, tzw. Trzynastka itp. Na polskich ziemiach okupowanych przez Związek Sowiecki było też wielu Żydów, którzy kolaborowali z komunistami (m.in. denuncjowani Polaków, którzy w wyniku donosów byli mordowani lub zsyłani do sowieckich łagrów).

„Polska, (…) która jest zaangażowana w zaprzeczaniu Holokaustowi i granie antysemickimi stereotypami”.

Polska nigdy nie zaprzeczała i nie zaprzecza Holocaustowi. Dlaczego mielibyśmy to robić, skoro także Polacy byli jego ofiarami?. Nowelizacja ustawy uchwalona na początku 2018 roku miała na celu edukację i przeciwdziałanie zniesławianiom oskarżającym państwo polskie i Naród Polski o współpracę z Nazistowskimi Niemcami np. poprzez używanie oszczerczego sformułowania „polskie obozy” zamiast „niemieckie obozy” którym próbuje się przenieść odpowiedzialność za zbrodnie z kata na ofiarę. Na to nie może być zgody i wierzymy że podpisanie wspólnej deklaracji premierów Polski i Izraela przyczyni się do podjęcia wspólnej walki z wszelkimi próbami fałszowania historii.

Polska nigdy nie była i nie jest antysemicka. Przed II Wojną Światową zamieszkiwała ją populacja 3 milionów Żydów – największa w Europie. Jak nigdzie indziej znaleźli tu bezpieczeństwo, warunki wzrostu i rozwoju swojej kultury. Zdarzały się przypadki sporów etnicznych, ale miały one podłoże ekonomiczne, a nie narodowe lub religijne, i podobnie jak w czasie II Wojny Światowej, były marginalne.

W obecnych czasach nawet jeżeli poszczególni Polacy prezentują postawy określane jako antysemickie, to są one odpowiedzią na szerzący się w wielu środowiskach żydowskich jaskrawy antypolonizm. O tym problemie także była mowa w deklaracji podpisanej przez premierów Polski i Izraela.

Dzisiaj Polska jest również jednym z najbezpieczniejszych miejsc dla Żydów. Ambasada RP w Tel Awiwie wydała 2665 paszportów w 2016 r., Natomiast w 2017 r. liczba ta wzrosła do 3,530. Jeśli Polska nie jest już bezpiecznym krajem dla Żydów, jak przypuszcza wielu ludzi, skąd bierze się tak wielkie zainteresowanie naszym krajem?

Jak zapewne doświadczyliście podczas podróży w Polsce, Żydzi nie potrzebują eskorty policyjnej. Różne żydowskie festiwale, imprezy i uroczystości (np. Festiwal Kultury Żydowskiej w Krakowie i Warszawski Festiwal Singera) są bezpieczne i cieszą się ogromną popularnością, nie tylko wśród odwiedzających Żydów, ale także wśród Polaków i gości z innych krajów. Podobne wydarzenia wyglądają inaczej w wielu krajach europejskich. Nikt nie kpi z religijnych obyczajów Żydów. Wręcz przeciwnie, są szanowane i często uczestniczą w nich władze państwowe. Znajdują się tu także liczne muzea poświęcone kulturze i historii żydowskiej, takie jak Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, Muzeum Auschwitz-Birkenau i Muzeum Getta Warszawskiego (które wkrótce powstanie), a także kawiarnie, sklepy, edukacja centra i synagogi – żadna z nich nie musi codziennie ścierać obraźliwych sloganów ani graffiti.

W związku z powyższym domagamy się o sprostowanie informacji w mediach, które opublikowały przygotowaną przez Państwa relację.

List w języku angielskim

Reakcje mediów niemieckich na nowelizację ustawy o IPN

Lipiec 3, 2018

Nowelizacja ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej uchwalona 27 czerwca 2018 roku została zauważona przez niemieckie media. O zmianach w noweli ustawy o IPN informowały najważniejsze niemieckie tytuły prasowe, choć tematyka polska nie była szerzej podejmowana. Sprawy polskie stały w cieniu problemów wewnętrznej polityki Niemiec, a szczególnie tematu ewentualnej dymisji kanclerz Angeli Merkel. Zachęcamy do lektury.

Nagła nowelizacja ustawy o IPN nie wywołała w Niemczech poważniejszych komentarzy. 27 czerwca niespodziewane odpadnięcie Niemiec z Mundialu w Rosji zdominowało telewizyjne serwisy informacyjne, spychając na dalszy plan nawet doniesienia na temat rozłamu w rządzącej koalicji. Niemieckie media coraz częściej zastanawiają się nad ewentualną dymisją kanclerz Merkel.

Kryzys w rządowy w Niemczech rozpoczął się od forsowanego przez lidera CSU Horsta Seehofera i zarazem ministra spraw wewnętrznych zakazu wjazdu do Niemiec określonych grup imigrantów. Miałoby to dotyczyć przede wszystkim osób nie posiadających dokumentów i tych, które zostały zarejestrowane jako uchodźcy w innych krajach Unii Europejskiej. Seehofer zagroził, że wcieli swoją decyzję w życie bez oglądania się na kanclerz Merkel. Bawarska CSU zagroziła samodzielną zmianą polityki azylowej i de facto rozłamem koalicji.
Volker Kauder przewodniczący frakcji CDU/CSU określił sytuację jako „bardzo poważną”. W międzyczasie liczba zwolenników dymisji Kanlerz Angeli Merkel wzrosła do 41%. Zgodnie z badaniami opinii publicznej przeprowadzonymi przez renomowany instytut Forschungsgruppe Wahlen w połowie czerwca zaledwie 49% badanych było zadowolonych z rządów wielkiej koalicji (trzy tygodnie wcześniej zadowolenie deklarowało 64% respondentów). Liczba osób niezadowolonych wzrosła z 29% do 44%.
Horst Seehofer zagroził w niedzielę wieczorem rezygnacją, ale niebawem zawiesił swoją decyzję i postanowił jeszcze przez trzy dni kontynuować rozmowy z Angelą Merkel. Główną kwestią sporną jest kryzys migracyjny. Agencja Reutera twierdzi, że Seehofer powiedział, że nie widzi innego rozwiązania kwestii migracji jak zawracanie migrantów z granic RFN. W niedzielnym wywiadzie dla telewizji ZDF kanclerz przyznała, że wbrew wcześniejszym wypowiedziom nie podpisała żadnej ugody z Czechami, Węgrami i Polską dotyczącej kwestii migrantów.
– Rozmawialiśmy na ten temat, ale nie podpisaliśmy żadnego porozumienia. Było to tylko polityczne zobowiązanie. Jeżeli doszło do nieporozumienia, to jest mi przykro. Nadal będziemy rozmawiać – powiedziała podczas wywiadu Angela Merkel.

Dziennikarz ARD wzywa Merkel do rezygnacji

Nieoczekiwanie ostra krytyka kanclerz Merkel pojawiła się w niemieckich mediach elektronicznych. W zamieszczonym 25 czerwca na oficjalnej stronie ARD (pierwszego programu niemieckiej telewizji publicznej) komentarzu brukselski korespondent stacji, Malte Pieper, wezwał Angelę Merkel do złożenia dymisji. Ten bezprecedensowy krok miał miejsce po fiasku szczytu poświęconego migracji.
„Unia Europejska ogłasza swoje bankructwo. W kwestii migracji, będącej jednym z najważniejszych wyzwań politycznych naszych czasów, nic już nie funkcjonuje. (…) Szefowie państw nie ufają sobie nawzajem. Przede wszystkim nie mają zaufania do kanclerz Niemiec. Jej nazwisko w wielu krajach Europy od razu pogarsza nastrój, gdy tylko się je wypowie.”
Komentator zastanawia się, jak doszło do tego kryzysu zaufania. Jego zadaniem winny temu jest wychwalany przez zwolenników Angeli Merkel jej pragmatyczny styl uprawiania polityki. Pieper podaje przykład owego pragmatyzmu, będącego tak naprawdę brakiem długofalowej strategii.
„Gdy w latach 2011 i 2012 powoli, ale stale rosła liczba osób uciekających do Europy, Merkel oświadczyła, że nie jest to jej problem, lecz Włoch i Grecji. Pani kanclerz odkryła „europejską solidarność” dopiero wtedy, gdy uchodźcy dotarli do bawarskiej granicy. Od jesieni 2015 roku „europejska solidarność” stała się nagle palącą kwestią. Problem dotarł do Niemiec i nie było już czasu na długie negocjacje.”
W tekście Piepera pojawia się rzadko spotykana w niemieckiej prasie krytyka stosunku kanclerz do krajów naszego regionu. „Pod presją (wydarzeń) Merkel akceptuje nawet podział UE, spycha kraje Europy Wschodniej do narożnika, doprowadza do ich przegłosowania i chce je zmusić do solidarności w przyjmowaniu uchodźców. Proszę sobie wyobrazić, co by się stało, gdyby ktoś w ten sposób potraktował Niemcy!”. Komentator ARD krytykuje również politykę Merkel w stosunku do krajów południa Europy. „Podobny brak taktu wykazała Merkel podczas kryzysu finansowego w Grecji (…) i w dotkniętych bezrobociem młodzieży krajach śródziemnomorskich. Gdzie nie spojrzeć, tam Merkel pozostawia po sobie spaloną ziemię”.
W bezkompromisowości niemieckiej kanclerz publicysta dopatruje się sukcesu partii prawicowych. „Również w Niemczech AfD kroczy od zwycięstwa do zwycięstwa.”
Na koniec Pieper wzywa Merkel wprost do rezygnacji. „Szanowna Angelo Merkel, po 13 latach sprawowania władzy, nie ma dla Pani w Europie, oprócz odczuwalnej niechęci, już nic do wygrania. Widać było to na wszystkich spotkaniach, jakie odbyły się w ostatnich miesiącach. Niech Pani wreszcie pomoże w zatrzymaniu tego pozornie nieodwracalnego trendu, który prowadzi do podziału Europy! Niech Pani ustąpi z urzędu kanclerskiego i zrobi miejsce dla swojego następcy, którego nazwisko nie jest tak obciążone jak Pani! Dla kogoś , kogo w Europie będzie się jeszcze wysłuchiwało. Dla kogoś, komu się ufa, iż widzi interesy wszystkich państw! Niech Pani pozwoli nam zacząć od nowa!”

ZDF pyta o dymisję?

21 czerwca w publicystyczno-informacyjnym programie ZDF Heute Journal prowadzący wydanie weteran dziennikarstwa Claus Kleber połączył się na żywo z towarzysząca kanclerz Merkel w podróży na Bliski Wschód korespondentką Bettiną Schausten. Kleber zapytał o nastroje panujące w niemieckiej delegacji przed zbliżającym się szczytem w Brukseli. Na koniec zadał zaskakujące dla widzów pytanie: „Czy czuje się nastrój zmierzchu rządów pani kanclerz? Czy za kilka dni wszystko może się skończyć?”.
Kierująca na co dzień studiem w Berlinie Schausten skwitowała pytanie kolegi uśmiechem i ze spokojem odpowiedziała, że wizyta w Bejrucie ma ukazywać normalność, a kanclerz Merkel znana jest z pokerowej twarzy. W żadnym wypadku nie można mówić tu o przerwie i każda wolna chwila wykorzystywana jest do opanowania kryzysu koalicyjnego. Można odnieść wrażenie, że CSU przestraszyła się zaostrzenia konfliktu z siostrzaną CDU i pomimo głośnych zapowiedzi będzie dążyć do zażegnania rozłamu. Szczególnie, że SPD już sygnalizuje wzmocnienie swojej pozycji kosztem ewentualnego wyjścia CSU z rządu. Również Zieloni mówią o odpowiedzialności w obliczu kryzysu i gotowości do tworzenia wielobarwnej koalicji. Bez wątpienia mamy do czynienia z największym kryzysem od czasu utworzenia rządu, który prawdopodobnie trwale osłabi pozycję polityczną kanclerz Merkel.

Nowelizacja ustawy IPN w odbiorze mediów niemieckich

Tematyka polska w ostatnich tygodniach z oczywistych względów zeszła na plan dalszy. Kryzys koalicyjny sprawił, że niemieckie media koncentrowały się na polityce krajowej. Utworzenie prawicowych rządów w Austrii i Włoszech osłabiło poniekąd zainteresowanie Polską. Warto zauważyć, że rząd austriacki określany bywa teraz w niemieckiej prasie jako prawicowo populistyczny w odróżnieniu od używanego w stosunki do rządu polskiego określenia: prawicowo-konserwatywny (FAZ), lub narodowo-konserwatywny (Die Welt).

Nowelizacja ustawy o IPN zauważona została w niemieckiej prasie, ale nie spotkała się z większą liczbą komentarzy. Berliński Tagesspiegel i Frankfurter Allgemeine Zeitung odnotowały usunięcie z nowelizacji ustawy o IPN krytykowanych przez Izrael i USA zapisów, przewidujących odpowiedzialność karną za publiczne przypisywanie narodowi polskiemu odpowiedzialności za zbrodnie popełnione przez III Rzeszę.
FAZ w wydaniu z 27.06.2018 przypomina, że uchwalona w marcu nowelizacja ustawy przewidywała odpowiedzialność karną za „historycznie fałszywe” określanie nazistowskich obozów koncentracyjnych w okupowanej Polsce mianem „polskich obozów”. FAZ cytuje także szefa klubu parlamentarnego PiS Ryszarda Terleckiego: „Spotkaliśmy się z brakiem zrozumienia, z niesprawiedliwymi opiniami. Nie chcemy, aby ciążyło to na naszej polityce.”

Co znamienne w tekstach, mówiących o nowelizacji, rzadko spotyka się teraz określenie „niemieckie obozy”. Sprawcami są prawie zawsze naziści, a obozy są nazistowskie.

Nieco inaczej skomentowała nowelizację Die Welt. W swoim tekście Philipp Fritz zauważył cofnięcie się premiera Mateusza Morawieckiego w kwestii odpowiedzialności karnej, ale uznał to za niewiele więcej niż gest w kierunku Izraela. Autor tekstu przypomniał, że jego zdaniem to właśnie premier Morawiecki ponosił odpowiedzialność za zaostrzenie retoryki po swojej wypowiedzi podczas Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium. Polski premier wspomniał wówczas o „żydowskich sprawcach”.
Philipp Fritz podkreślił, że „Izrael jest tradycyjnie ważnym partnerem Polski, a relacje miedzy obu krajami są ważne zarówno na płaszczyźnie osobistej jak i politycznej”. Niemiecki komentator uważa, że wprawdzie część elektoratu PiS nie przyjmie nowelizacji pozytywnie, ale kwesta ta nie będzie wiodącym tematem w okresie wakacyjnym. „Jeśli coś może zdominować letnie tygodnie, to jedynie reforma sądownictwa i spór z Brukselą” – zauważa publicysta.

„Polskie obozy” w artykule historyka Uniwersytetu w Turynie

Czerwiec 28, 2018

Włoski badacz, pracownik naukowy na Wydziale Historii Współczesnej Uniwersytetu w Turynie, Bruno Maida w artykule historycznym o losie 14 dzieci deportowanych z Włoch do obozu Auschwitz opublikowanym na swoim blogu trzy razy użył określenia “polski obóz” (“lager polacco” i “campo polacco”).

Opinie historyków, badaczy, pracowników naukowych są szczególnie istotne, a zniesławienia wywodzące się z tego środowiska są szczególnie niebezpieczne, ponieważ są poparte tytułami i autorytetem naukowym.

W związku z powyższym zaraz po otrzymaniu zgłoszenia podjęliśmy interwencję. Najpierw w komentarzu pod artykułem, następnie drogą mailową na adres autora z domeną uczelni. Brak jakiejkolwiek reakcji skłonił nas do poinformowania o sytuacji władze uczelni, w tym jej rektora Gianmaria Ajani’ego. Do chwili obecnej nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi, a artykuł nie został poprawiony.

Zwróciliśmy się również do Ambasadora RP w Rzymie i Konsula Honorowego RP w Turynie o pomoc w wyegzekwowaniu korekty.

Publikujemy pisma do:

Bruno Maidy
Gianmaria Ajaniego

Za nami kolejna rozprawa w sprawie Hansa G.

Czerwiec 22, 2018

Dzisiaj przed Sądem Okręgowym w Gdańsku odbyła się kolejna rozprawa w procesie cywilnym przeciwko Hansowi G., który chciał „rozstrzelać wszystkich Polaków”. To jedenasta rozprawa przeciwko Hansowi G. oskarżonemu o szerzenie mowy nienawiści na tle narodowościowym. Sąd zaplanował jeszcze dwie rozprawy. Na kolejną mają zostać doprowadzeni przez policję świadkowie Hansa G., którzy nie stawili się na dzisiejszej rozprawie. Dodatkowo za uporczywy brak stawiennictwa zostaną ukarani grzywną w wysokości 600 zł. Na ostatnią rozprawę zaplanowaną na 5 października sąd wezwał Hansa G. pod rygorem pominięcia jego zeznań.

Proces o naruszenie dóbr osobistych wytoczyła Natalia Nitek, którą prawnie wspiera Reduta Dobrego Imienia mając także status interwenienta ubocznego. Sprawę prowadzi mec. Monika Brzozowska–Pasieka.

Przypomnijmy, że w pomorskiej firmie POS SYSTEM, Natalia Nitek przez kilka miesięcy była nękana słownie przez jej właściciela, Niemca Hansa G., który celowo używał zwrotów godzących w dobra osobiste i narodowe pracownicy. W rozmowach posługiwał się sformułowaniami używanymi przez Niemców w stosunku do Polaków podczas okupacji 1939-1945, także z użyciem terminologii nazistowskiej i nie krył się z nienawiścią wobec Polaków.

Hans G. mówił o Polakach m.in. „shit”, „idiots”, „I hate this idiots”, “idiot Polak”, „suck-ers”, “better is Africa”, “fucking stupid country”, “should I stand them on the wall [pokazuje pozorowane strzelanie] Kill them? I wanted, I want! No problem for me! I would kill every Polak, scheiss egal”, zaś o samej pracownicy mówił „ustawiłbym cię z PiSem w szeregu i rozstrzelał”, „jesteś głupia, bo słuchasz Kaczyńskiego”, „pieprzony pisior (fucking pisior)”, „stuknięta faszystka (crazy fashist)”.

– Część społeczeństwa niemieckiego wyznaje zasady które pchały ich przodków do niewyobrażalnych zbrodni na Polakach. Niejednokrotnie byłam atakowana za swoje przywiązanie do Ojczyzny oraz aktywność patriotyczną, polityczną. Jestem Polką i jestem z tego dumna. Nie pozwolę na bezkarność Niemca, który nienawidzi Polaków i gardzi nami – mówiła w trakcie procesu Natalia Nitek.

Pierwsza rozprawa odbyła się 27 stycznia 2017 roku. W sprawie zeznawali byli i obecni pracownicy firmy, a przed Sądem Rejonowym w Wejherowie toczy się jeszcze proces karny.

 

List do Jacka Bernarda w sprawie „polskich kolaborantów”

Czerwiec 15, 2018

W związku z artykułem Jacka Bernarda pt. Thoughts on Confederate monuments in Georgia, jaki został opublikowany na amerykańskim portalu Redandblack.com, przesłaliśmy do autora tekstu następujący list, w którym wzywamy do usunięcia sformułowań mówiących w sposób fałszywy o historii Polski.

Jack Bernard jest zasłużonym pracownikiem i byłym dyrektorem ds. planowania służby zdrowia w stanie Georgia, blisko związanym politycznie z Republikanami. Bernard w artykule dotyczącym pomników w stanie Georgia posłużył się wtrętem na temat Polski, naszym zdaniem zupełnie niepotrzebnym, a co gorsza, nieprawdziwym. W jednym zdaniu stwierdził istnienie „polskich obozów koncentracyjnych”, do których mieli trafiać Żydzi dzięki „polskim kolaborantom”.

 

Szanowny Panie!

W artykule zamieszczonym na portalu The Red & Black, pt. Thoughts on Confederate monuments in Georgia przywołał Pan fałszywe określenia: „polskie obozy koncentracyjne” i „polscy kolaboranci”, a także kłamliwie przypisał Pan Polakom odpowiedzialność za zbrodnię Holokaustu. Informujemy, że użyte przez Pana określenia są przejawem mowy nienawiści i antypolonizmu, który ma na celu przypisywanie Polakom niepopełnionych zbrodni, a także fałszywej wersji historii.
Materiał poświęcony pamięci historycznej zawiera zupełnie wyrwany z kontekstu polski wątek, a w dwóch krótkich zdaniach szermuje Pan aż trzema ewidentnie kłamliwymi oszczerstwami kwalifikowanymi jako przejaw mowy nienawiści wymierzonej w Polskę i Polaków.
Tak więc przypominamy:

1. Obozy koncentracyjne, stworzone w czasie II wojny światowej na terytorium okupowanych ziem polskich nie były polskie. Były to niemieckie nazistowskie obozy koncentracyjne, na czele z największym z nich: Auschwitz-Birkenau. Jak Pan zapewne wie, obozy koncentracyjne były założone przez niemiecką III Rzeszę, a wspomniany obóz w Auschwitz był początkowo miejscem eksterminacji głównie Polaków, dopiero potem Żydów. Szczególnie z tego względu, przypisywanie Polakom odpowiedzialności za obozy koncentracyjne jest skrajnie obraźliwe i wysoce niesprawiedliwe nie tylko dla narodu polskiego, ale także ofiar oraz ich rodzin. Czy nie słyszał Pan o tym, czego doświadczali w obozach ze strony zwyrodniałych niemieckich nazistów nie tylko masowo mordowani Żydzi, ale także sami Polacy? O tysiącach kobiet, mężczyzn i dzieci poddawanych nieludzkiemu traktowaniu, męczonych eksperymentami medycznymi, wykorzystywanych do nieludzkiej pracy w nieludzkich warunkach, dzieciach zabijanych zastrzykiem z fenolu prosto w serce, masowo eksterminowanych księżach katolickich?
Co więcej, przypominamy, że to polscy patrioci, tacy jak Jan Karski i Witold Pilecki, informowali m.in. rząd Stanów Zjednoczonych o rozmiarach zbrodni niemieckich w okupowanej Polsce. Niestety ich raporty oraz błagalne prośby o ratunek dla Żydów przed Zagładą nie znalazły zrozumienia u przywódców Państw Zachodnich w tym USA. Nie zdecydowano się choćby na bombardowanie torów kolejowych którymi Niemcy dowozili do obozów Żydów z całej Europy. Ówczesną postawę USA wobec kwestii żydowskiej dobitnie ukazuje historia statku St. Luis z ponad 900 niemieckimi Żydami na pokładzie, którym Hitler pozwolił opuścić III Rzeszę nie został przyjęty przez USA. Powrót do Europy oznaczał dla większości z nich śmierć w niemieckich obozach zagłady. Polecamy Panu lekturę filmu „Przeklęty rejs” (Voyage of the Damned) z 1976 r.

2. „Polscy kolaboranci” to wyrażenie, które jest wyjątkowo nietrafione. W przeciwieństwie do wielu krajów europejskich, takich jak Francja, Holandia czy Norwegia, w czasie II wojny światowej nie powstał żaden polski kolaboracyjny rząd. Polski opór starł się z nieporównywalnie bardziej brutalną okupacją niemiecką niż w Europie Zachodniej, trwającą od 1939 do 1945 roku. Polskie społeczeństwo jako całość było w tym czasie zdecydowanie antyniemieckie, nie popierało działań okupanta, a trzeba przypomnieć, że na terenach przedwojennej wschodniej Polski działał też drugi okupant – sowiecki. W Polsce nie powstały kolaborujące formacje wojskowe, jak np. powstałe np. francuskie, belgijskie, norweskie, ukraińskie dywizje SS. Używanie pojęcia „kolaboranci” jest wyjątkowo krzywdzące wobec narodu, który podejmował czynną walkę z okupantem niemieckim, jak np. w powstaniu warszawskim i rozwinął największy w Europie ruch oporu (Armia Krajowa). Porównywanie postaw zdemoralizowanych często na skutek wojny jednostek (w Polsce) do postaw całego państwa i niemal całego narodu (jak np. we Francji) za pomocą tego samego słowa „kolaboranci” jest głęboko niesprawiedliwe.

3. Nie jest też prawdą, że w Polsce stało się niezgodnym z prawem twierdzenie, że jakikolwiek Polak nie miał nigdy nic wspólnego z Holokaustem. Nowelizacja ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, do której się Pan odnosi, mówi wyraźnie co innego. Chodzi tu o przypisywanie narodowi polskiemu współodpowiedzialności za Holokaust. Ta odpowiedzialność ciąży na narodzie niemieckim i potwierdziło to ostatnio wyraźnie wielu wysokich rangą polityków niemieckich w tym kanclerz Angela Merkel.

Biorąc pod uwagę powyższe wyjaśnienia, jak i fakt, że zdania, których Pan użył, nie są niezbędne dla tekstu o pomnikach w stanie Georgia, domagamy się usunięcia tych zdań z Pana tekstu. Osoba o takim doświadczeniu w działalności publicznej jak Pan, powinna używać precyzyjnego języka i powoływać się na wiarygodne źródła.

Niestety jest inaczej. W Pana tekście pojawiły się pomówienia, znane z mediów, które nierzetelnie przedstawiły sprawę nowelizacji ustawy o IPN. Czy jest to jedynie przejaw ignorancji, czy celowego działania pewnych środowisk, które fałszując historię próbują obarczyć winą za niemieckie zbrodnie Polskę – pierwszą i największą ofiarę II wojny światowej?

Powtarzamy jasno raz jeszcze, że nie było „polskich obozów koncentracyjnych”, ani nie istnieli „Polscy kolaboranci”. Oczekujemy usunięcia zdań mówiących w sposób fałszywy o Polsce i szerzących tym samym mowę nienawiści.

List w języku angielskim

Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych

Czerwiec 14, 2018

Dziś obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych. 14 czerwca 1940 r. po raz pierwszy deportowano Polaków do niemieckiego obozu Auschwitz. Z więzienia w Tarnowie przywieziono tam wówczas 728 mężczyzn. Był to początek zaplanowanej przez Niemców eksterminacji narodów, głównie Żydów, Polaków oraz Romów. Ogółem do Auschwitz Niemcy przywieźli około 150 tys. Polaków. Połowa z nich zginęła.

Na pamiątkę tego pierwszego transportu więźniów w 2006 r. Sejm zdecydował o ustanowieniu dnia pamięci wszystkich ofiar nazistowskich zbrodni.

Zachęcamy do udostępniania strony przygotowanej przez Instytut Pamięci Narodowej http://truthaboutcamps.eu/ (materiały dostępne w kilku wersjach językowych).

Dodatkowo polecamy szczególnie lekturę następujących artykułów:

– dr Adama Cyry:
https://www.tysol.pl/a19897-dr-Adam-Cyra-Auschwitz-Wiezniowie-policyjni-w-bloku-nr-11-cz-1
https://www.tysol.pl/a19898-dr-Adam-Cyra-Auschwitz-Wiezniowie-policyjni-w-bloku-nr-11-cz-2
http://dzieje.pl/aktualnosci/najwieksza-egzekucja-w-kl-auschwitz 
oraz
– Joanny Płotnickiej https://www.tysol.pl/a20155–Awantura-o-Muzeum-Auschwitz-Joanna-Plotnicka-Za-7-dni-niewygodne-swieto

Były żołnierz AK zrehabilitowany przez sąd. 20 tys. zł zadośćuczynienia za oszczerstwa

Czerwiec 7, 2018

7 czerwca 2018 roku w Sądzie Okręgowym w Łodzi zakończyła się sprawa wytoczona w obronie Włodzimierza Pajdowskiego, ponad 90-letniego byłego żołnierza Armii Krajowej. Włodzimierz Pajdowski, po wojnie aresztowany przez UB, został w jednym z artykułów przedstawiony fałszywie jako bandyta dokonujący w czasie II wojny światowej i po wojnie napadów rabunkowych, by zostać ostatecznie współpracownikiem SB. W świetle akt IPN okazało się, że wymienione wyżej oskarżenia były nieprawdziwe. Reduta Dobrego Imienia wzięła w obronę Włodzimierza Pajdowskiego i wsparła proces. Powód domagał się przeprosin i 20.000 zł tytułem zadośćuczynienia.

Po przesłuchaniu Powoda, Sąd Okręgowy w Łodzi zasądził przeprosiny i zadośćuczynienie we wnioskowanej kwocie. Sąd podkreślił, że wyrok wynika z niewątpliwego naruszenia dóbr osobistych Pajdowskiego. Sprawę prowadziła Mec. Monika Brzozowska-Pasieka.

ARD sugeruje, że Polska zmierza w stronę dyktatury. Interweniujemy

Czerwiec 1, 2018

Na antenie telewizji ARD ukazał się reportaż poświęcony Polsce, w którym dziennikarka Anette Dittert przedstawia fałszywy obraz Polski jako kraju zmierzającego w stronę dyktatury. W materiale wypowiadają się m.in. Róża Thun, Ludwik Dorn, Lech Wałęsa i Jadwiga Staniszkis.

Podjęliśmy interwencję. Wysłaliśmy do redakcji następujący list.

Szanowni Państwo!

Na antenie telewizji ARD ukazał się reportaż poświęcony Polsce, w którym dziennikarka Anette Dittert przedstawia fałszywy obraz Polski jako kraju zmierzającego w stronę dyktatury. Kraju, w którym ksenofobia i radykalny nacjonalizm stają się powszechnym zjawiskiem.

Anne Dittert po raz kolejny atakuje demokratycznie wybrany rząd i personalnie oskarża prezesa Prawa i Sprawiedliwości, partii politycznej mającej większość ustawową w sejmie RP, o zapędy dyktatorskie. Zdaje się to grubą przesadą nawet w świetle powszechnie znanej, choć niezwykle jednostronnej niemieckiej wolności słowa. Te oskarżenia i ataki nie są poparte żadnymi racjonalnymi dowodami. Narracja dokumentu sprowadza się do tezy, że rząd PiS podąża „w kierunku Rosji”, a demokracja w Polsce jest rzekomo fikcją. Tymczasem dotyczy to o wiele bardziej Państwa dążącego do nowego paktu Ribbentrop-Mołotow kraju i panującej w nim pseudo-demokracji.

  1. Stanowczo podkreślamy i przypominamy, że w wyborach parlamentarnych w 2015 roku Prawo i Sprawiedliwość uzyskało najwięcej głosów poparcia, a same wybory były wolne i demokratyczne. Odsunięcie od władzy dotychczasowych liberalnych partii (m.in. Platformy Obywatelskiej) odbyło się poprzez dobrowolny wybór społeczeństwa. Prawicowa partia została wybrana ze względu na wzrastającą potrzebę dokonania reform i zmian społecznych.
  2. Sugestie jakoby Jarosław Kaczyński pragnął wyjścia Polski z Unii Europejskiej są kłamliwe. W marcu 2017 r. prezesa PiS powiedział wyraźnie: „Oszustwem, manipulacją i nadużyciem jest sugerowanie, że chcemy wyprowadzać Polskę z Unii Europejskiej”. Podtrzymywanie tej tezy być może dobrze się sprzedaje, ale nie ma ona nic wspólnego z rzeczywistością.
  3. W odniesieniu do zaprezentowanego w materiale ARD Marszu Niepodległości i przedstawieniu go jako ilustracji potwierdzającej zmiany na gorsze, przypominamy że ten marsz odbywał się również za kadencji Platformy Obywatelskiej. Prawo i Sprawiedliwość nie jest Organizatorem tej patriotycznej manifestacji Polaków są środowiska narodowościowe, a nie partia Prawo i Sprawiedliwość. Marsz Niepodległości jest jednym z wielu sposobów na wyrażenie swojego przywiązania do Ojczyzny i nie może być pokazywany jako wyraz skrajności. Podobnie przywiązania przeciętnego Niemca do swojej ojczyzny nie można nazwać nacjonalizmem.
  4. Schlebia nam to, że Róża Thun europosłanka Platformy Obywatelskiej słynąca z obsesyjnych ataków na rząd polski, jest jedną z nielicznych osób, które nadal otwarcie krytykują obecną władzę. Nie ma to oczywiście nic wspólnego z faktami, gdyż nie trzeba wielkiej znajomości polskiej polityki, by wiedzieć, iż krytyków jest dużo więcej i robią to otwarcie. Polska jako demokratyczny kraj daje takie możliwości, z czego wielu polityków i dziennikarzy korzysta, czego nie można niestety powiedzieć o Niemczech. Zapewniamy, że pani Róża Thun nie jest jedyną „odważną” osobą, która w Polsce dopuszcza się krytyki rządu. Może ona bez obaw robić w Polsce to, co w Państwa kraju niestety wymaga już prawdziwej odwagi.
  5. W reportażu słyszymy oskarżenia wobec reformy sądownictwa. Padają zarzuty o wymianę kadr, brak niezawisłości, próbę kontrolowania sędziów przez Prawo i Sprawiedliwość, zawłaszczenie przez Jarosława Kaczyńskiego. Odbiorca reportażu nie dowie się jednak dlaczego reforma była niezbędna. Program reformy sądownictwa to jeden w wyborczych postulatów Prawa i Sprawiedliwości z 2015 roku. W sondażach z 2017 r., wymiar sprawiedliwości w Polsce był źle oceniany przez połowę ankietowanych, a poparcie dla reformy wymiaru sprawiedliwości wyraziło ponad 80% respondentów. Wola Polaków do zmiany dotychczasowego funkcjonowania sądów, którego patologii po 1989 roku nikt nie próbował uzdrowić, to wystarczający powód w demokratycznym państwie, by podjąć próbę takiej zmiany.
  6. Doceniamy, że dziennikarka przyznaje, że Niemcy ponoszą odpowiedzialność za Holokaust, ale przypominanie w tym samym miejscu o „polskim antysemityzmie” i wydawaniu Żydów w ręce nazistów to próba zdjęcia z siebie odpowiedzialności za niektóre aspekty II wojny światowej. W świetle prawa międzynarodowego to okupant, a więc III Rzesza Niemiecka była odpowiedzialna za bezpieczeństwo na okupowanych ziemiach polskich. W czasie wojny, za pomoc Żydom obowiązywała kara śmierci. To miało dodatkowo poróżnić Polaków i Żydów, którzy nierzadko byli sąsiadami, a nawet rodziną. Przedwojenne państwo polskie nigdy nie popierało antysemityzmu i nie prowadziło polityki antysemickiej. Gdyby antysemickie postawy w przedwojennej Europie równały się Holokaustowi, wtedy niechybnie każde państwo tamtego okresu byłoby sprawcą Holokaustu. Jest jednak inaczej, to Niemcy są państwem odpowiedzialnym za Holokaust.
  7. Radzimy dobrze zapoznać się z treścią nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Ustawa nie zakazuje mówienia o zbrodniach pojedynczych Polaków popełnionych na Żydach w czasie II wojny światowej. Art. 55a ustawy brzmi: „Kto publicznie i wbrew faktom przypisuje Narodowi Polskiemu lub Państwu Polskiemu odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za popełnione przez III Rzeszę Niemiecką zbrodnie nazistowskie lub za inne przestępstwa stanowiące zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkości lub zbrodnie wojenne lub w inny sposób rażąco pomniejsza odpowiedzialność rzeczywistych sprawców tych zbrodni, podlega grzywnie lub karze pozbawienia wolności do lat trzech”. Dlatego przypisywanie Polanom np. funkcjonowania niemieckich nazistowskich obozów koncentracyjnych jest owym przypisywaniem, wbrew faktom, odpowiedzialności za zbrodnie nazistowskie. Naród, a pojedynczy zbrodniarze to dwie różne kwestie. Trudno sobie doprawdy wyobrazić jaskrawszy przypadek utraty kontaktu z rzeczywistością, rozsiewania nieprawdy i prymitywnej propagandy.

Na koniec chcielibyśmy odnieść się do „obaw”, które wyraziła europosłanka PO Róża Thun. Z jej wypowiedzi można wywnioskować, że Polska „dryfuje ku Rosji”, podczas gdy niemieckie próby osaczenia i podporządkowania sobie Europy we współpracy z prezydentem Putinem dla pani europosłanki oczywiście “dryfowaniem w stronę Rosji” nie są. Oderwanie od rzeczywistości zaprezentowane przez posłankę i oskarżanie Polski o istnienie dyktatury nie jest zgodne z prawdą.

Materiał telewizji ARD jest jednostronny, podobnie jak występujący w nim bohaterowie. Dokument przedstawia stanowisko osób, które przegrały wybory parlamentarne w 2015 r. i nie mogą pogodzić się z brakiem przywilejów i odwrotem od postaw prezentowanych przez środowiska LGTB. A powrót do wartości tradycyjnych i patriotycznych uważają za „powrót do średniowiecza”.

List w języku niemieckim

Sąd Apelacyjny potwierdza: Newsweek.pl musi sprostować nieprawdziwe informacje o rzekomych „polskich obozach koncentracyjnych”

Maj 25, 2018

Wczoraj w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie zapadł prawomocny wyrok przeciwko Redaktorowi Naczelnemu Newsweek.pl. Portal ma sprostować artykuł o tzw. „polskich obozach koncentracyjnych”, który powstał przy okazji promocji książki „Mała zbrodnia” Marka Łuszczyny.

Artykuł pt. Po wyzwoleniu nazistowskich obozów Polacy ponownie je otworzyli? „Mała zbrodnia” Marka Łuszczyny, opublikowany został 17 stycznia 2017 r w wersji internetowej czasopisma, tj. na portalu newsweek.pl pod adresem: http://www.newsweek.pl/wiedza/historia/-mala-zbrodnia-polskie-obozy-koncentracyjne-ksiazka-marka-luszczyny,artykuly,403834,1.html

Tekst dotyczył książki opowiadającej o komunistycznych obozach pracy założonych po II wojnie światowej na terenie Polski przez Sowietów, twierdząc że są one dowodem na to, że jednak istniały „polskie obozy”. W odniesieniu do tych komunistycznych miejsc kaźni i męczeństwa, często znajdujących się na terenach byłych  obozów niemieckich, zarówno w cytowanej książce, jak i w samym tekście Newsweeka użyto (wielokrotnie) terminu „polskie obozy koncentracyjne”. Z kolei w odniesieniu do niemieckich obozów koncentracyjnych posługiwano się skrótem nazistowski obóz koncentracyjny.

O sprostowanie informacji w tym tekście  prasowym,  na drodze sądowej wnioskował ówczesny prezes Reduty Dobrego Imienia i jeden z fundatorów – Maciej Świrski.

Sąd I instancji uwzględnił jego roszczenie i nakazał publikację sprostowania. Redaktor Naczelny Newsweek.pl wniósł o oddalenie powództwa w całości. Sąd Apelacyjny na posiedzeniu 24.05.2018 r. orzeczenie to jednak utrzymał w mocy. Tym samym wyrok stał się prawomocny i Newsweek.pl musi opublikować sprostowanie.

Wobec takiego orzeczenia sądu, każdy Polak, którego dotyka nieprawdziwa publikacja prasowa o tzw. „polskich obozach koncentracyjnych”, szczególnie funkcjonujących po 1945 r.  ma prawo żądać jej sprostowania.

– Dla RDI ma to ogromne znaczenie, ponieważ od lat podejmujemy walkę o prawdę historyczną. Tym razem nawet Sąd Apelacyjny podzielił naszą argumentację. Tym wyrokiem sąd uznał, że manipulacja językowa i historyczna o rzekomych polskich obozach koncentracyjnych może byś skutecznie prostowana na drodze sądowej. Jest to wielki sukces na drodze walki o prawdę historyczną i niewątpliwie będziemy z tego wyroku korzystać przy innych, tego typu procesach – podkreśla Mira Wszelaka, prezes Reduty Dobrego Imienia.

Jest to pierwszy – i jak dotąd – jedyny wyrok Sądu Apelacyjnego, który otwiera nową drogę w sprawach sądowych z mediami, które posługują się tym fałszywym i krzywdzącym nas, Polaków skrótem myślowym.

– W moim przekonaniu była to jak dotąd najtrudniejsza sprawa z zakresu prawa prasowego, ponieważ musieliśmy przekonać sąd, że takie nieprawdziwe sformułowanie w odniesieniu do obozu może dotknąć  każdego Polaka i każdy Polak, jako osoba zainteresowana, może prostować nieprawdę w mediach. Niewątpliwie jest to wyrok o charakterze precedensowym, dotychczas niespotykany w orzecznictwie a nawet w doktrynie, stąd jako pionierzy musieliśmy użyć szeregu argumentów, które szczęśliwie zostały podzielone przez sąd – podkreśla Monika Brzozowska – Pasieka, reprezentująca fundatora Reduty Dobrego Imienia.

O sprawie pisaliśmy już wcześniej: