Pierwsza rozprawa karna przeciwko Hansowi G.

Styczeń 26, 2018

Dziś w Sądzie Rejonowym w Wejherowie odbyła się pierwsza rozprawa karna przeciwko Hansowi G., Niemcowi, właścicielowi firmy Pos System z Pomorza, który znieważał pracowników firmy obraźliwymi słowami typu: “Polacy są idiotami”, “jesteście idiotami”, “pracujcie wy niewolnicy” i słowami powszechnie uznawanymi za obelżywe, a także groził Natalii Nitek, że zabiłby każdego Polaka. Była to groźba, która wzbudziła uzasadnioną obawę o życie.

Prokuratura postawiła więc oskarżonemu zarzuty z artykułu 216 i 190 kodeksu karnego. Pełnomocnik oskarżyciela stara się o rozszerzenie zarzutów o art. 257 kodeksu karnego, w którym jest zapis o mowie nienawiści ze względu na narodowość.

Mimo wezwania, na rozprawie Hans G. się nie stawił. Jego obrońca zapewnił, że stawi się w dalszym toku postępowania. Odczytane zostały zeznania Hansa G. Zeznawała Natalia Nitek, dodatkowo zostały odczytane jej wcześniejsze zeznania z prokuratury i policji.

Reduta Dobrego Imienia została dopuszczona do procesu jako przedstawiciel społeczny.

Przeciwko Hansowi G. toczy się już sprawa cywilna w Sądzie Okręgowym w Gdańsku z powództwa Natalii Nitek, która oskarża byłego pracodawcę o „mowę nienawiści”.

Następna rozprawa karna odbędzie się 16 lutego.

Reforma wymiaru sprawiedliwości – wyjaśniamy

Styczeń 22, 2018

Reforma wymiaru sprawiedliwości to jedna z najważniejszych reform w programie Prawa i Sprawiedliwości, które zapowiadało ją już przed wyborami parlamentarnymi w 2015 r. Reforma ta ma charakter kompleksowy, w związku z czym była wprowadzana etapowo. Jej pierwszym elementem była reforma prokuratury dokonana na początku 2016 r. Jeśli zaś chodzi o reformę sądownictwa, której dotyczy niniejsze opracowanie, to jej kluczowe elementy zostały uchwalone w latach 2016-2017, a będą wdrażane w 2018 r.

Celem niniejszego opracowania jest rzetelne przedstawienie faktów dotyczących reformy sądownictwa w Polsce, gdyż często jest ona przedstawiana w sposób wybiórczy i tendencyjny, zarówno w kraju, jak i za granicą. Opracowanie, które przygotowaliśmy także w języku angielskim, składa się z czterech części:

Część 1. Patologie w sądownictwie przed reformą
Konieczność reformy sądownictwa wynikała z licznych patologii w polskim wymiarze sprawiedliwości, które powstały po transformacji ustrojowej z 1989 r. i przez wiele lat były ignorowane lub tolerowane przez kolejne polskie rządy. Do głównych patologii zalicza się: brak dekomunizacji, oligarchiczny charakter środowiska sędziowskiego i brak demokratycznej kontroli nad nim, niewydolność sądów i przewlekłość postępowań, niesprawiedliwość i łagodność wobec przestępców, sprzyjanie aferom finansowym, korupcję i brak etyki, upolitycznienie i stronniczość itp.

Cześć 2. Opinia publiczna o wymiarze sprawiedliwości
Reforma jest szeroko popierana przez polskie społeczeństwo, które przez wiele lat negatywnie oceniało funkcjonowanie krajowego wymiaru sprawiedliwości. W 2017 r. był on negatywnie oceniany przez ponad połowę ankietowanych, a 5 lat wcześniej przez ponad 60%. Zdecydowana większość społeczeństwa uważa, że wymiar sprawiedliwości w Polsce wymaga reformy. Latem 2017 r. poparcie dla reformy sądownictwa wyrażało ponad 80% respondentów.

Część 3. Reforma sądownictwa – zmiany prawne i instytucjonalne
Reforma obejmowała zarówno zmianę prawa (m.in. kodeksu karnego), jak i funkcjonowanie sądów oraz kluczowych instytucji wymiaru sprawiedliwości. Ustawy zaostrzające prawo karne i ustawy o ustroju sądów powszechnych weszły w życie wiosną i latem 2017 r. Pod koniec 2017 r. parlament uchwalił prezydenckie ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym, które weszły lub wejdą w życie w 2018 r. Pod koniec 2017 r. przedstawiono też plany reformy procedury cywilnej w sądach. Polska reforma wprowadziła rozwiązania podobne do tych, które istnieją w UE i USA. Rozwiązania te są zgodne z Konstytucją RP.

Część 4. Próby zablokowania reformy sądownictwa
Część polskiej opozycji (tzw. totalna opozycja, w tym była partia rządząca) podjęła próbę zablokowania reformy sądownictwa, przyjmując konfrontacyjną metodę „ulicy i zagranicy”. Uliczne protesty były dość liczne w lipcu 2017 r., a w listopadzie i grudniu już bardzo nieliczne. Pod naciskiem „totalnej opozycji” próbę zablokowania reformy podjęły też instytucje UE. Zarzuca im się jednak stosowanie podwójnych standardów, ingerencję w obszary znajdujące się w kompetencjach państw członkowskich itp.

Opracowanie w obu językach dostępne jest także na naszej stronie internetowej w zakładce: Raporty i dokumenty.

Reforma wymiaru sprawiedliwości PL    The reform of the justice system in Poland EN

 

Biegły filmoznawca zeznawał podczas rozprawy dotyczącej filmu “Nasze matki, nasi ojcowie”

Styczeń 18, 2018

Podczas wczorajszej rozprawy kpt. Radłowskiego przeciwko producentom niemieckiego serialu “Nasze matki, nasi ojcowie” niemieccy prawnicy podjęli zarówno próbę podważenia wiarygodności polskiego biegłego z zakresu kinematografii, jak i jego wykluczenia. Sędzia jednak nie dopuścił do kwestionowania kryterium narodowości polskiej w opiniowaniu sprawy. Wszystko zakończyło się ponad czterogodzinnym przesłuchaniem biegłego, który wiedzą i profesjonalizmem rozbił taktykę “obrony przez atak” prezentowaną przez prawników ZDF.

Proces przeciwko ZDF i UFA Fiction, producentom serialu “Nasze matki, nasi ojcowie”, wytoczył kpt. Radłowski, 92-letni żołnierz AK oraz Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej. Według powodów film ukazuje żołnierzy AK jako antysemitów współwinnych zbrodni na osobach narodowości żydowskiej.

Obrońcy ZDF bezskutecznie wnioskowali o wyłączenie z przesłuchania dr hab. Konrada Klejsy z Uniwersytetu Łódzkiego, polskiego biegłego z zakresu kinematografii, który przygotował dla sądu ekspertyzę filmu. Obrońcy niemieccy twierdzili, że polski ekspert nie będzie obiektywny w ocenie niemieckiego filmu historycznego. Sędzia oddalił ten wiosek podkreślając, że jest polskim sędzią, sprawa toczy się przed polskim sądem, a propozycja strony pozwanej jest próbą podważenia prawa polskich sądów do zajmowania się tego typu sprawami. Tym samym sędzia nie dopuścił do kwestionowania kryterium narodowości polskiej w opiniowaniu sprawy i ostatecznie dopuścił biegłego do udziału w rozprawie.

W ocenie filmoznawcy, który wczoraj przez ponad cztery godziny zeznawał przed krakowskim sądem, film jednoznacznie ukazuje Polaków jako antysemitów, przypisując im współodpowiedzialność za Holokaust, a poszczególne sceny serialu sugerują, że Polacy aktywnie uczestniczyli w zabijaniu Żydów. Biegły wskazał na celowe zabiegi montażowe np. bezpośrednio po sobie następujące sceny – oczekiwanie na wyrok Gestapo i chwilę później oczekiwania na wyrok AK. Wskazał także, że scena zamykania więźniów ubranych w pasiaki w wagonie jest relatywizowaniem i przypisaniem Polakom współodpowiedzialności za zbrodnie niemieckie podczas II wojny światowej. Ma także wskazać na powszechne zachowania antysemickie w szeregach AK.

Co ciekawe niemieccy obrońcy wskazali na przeprowadzoną przez siebie sondę wśród znajomych. Zadali pytanie: co można było zrobić po otwarciu takiego wagonu? W odpowiedzi znajomi adwokatów wskazali, że wagon można było jedynie zamknąć – bo co innego – zaprosić na obiad?

Zdaniem biegłego o nastawieniu antysemickim AK świadczy także scena wykluczenia z oddziału osoby o narodowości żydowskiej ze względu na jej pochodzenie. Obrońcy ZDF byli przeciwnego zdania podkreślając, że wykluczenie ze względu na narodowość, w sytuacji kiedy taka osoba nie została pozbawiona życia i mogła opuścić oddział, nie jest zachowaniem antysemickim.

W ocenie biegłego film miał i ma wpływ na kształtowanie wiedzy historycznej.

Obrońcy strony niemieckiej reprezentujący telewizję ZDF i producenta filmu „Nasze matki, nasi ojcowie” zaznaczali, że autorzy korzystali z wolności twórczości artystycznej, ponieważ jest to film fabularny a nie historyczny, czy dokumentalny.

Podczas wczorajszej rozprawy sędzia wielokrotnie wracał do tematu ugody. Wśród wstępnych warunków, które muszą być jeszcze doprecyzowane technicznie, jest zamieszczenie tablicy przed lub po filmie z informacją o rzeczywistej roli AK w czasie II wojny światowej, usunięcie biało-czerwonych opasek z ramion aktorów grających żołnierzy AK, a także przeprosiny. W ostatnim przypadku obrońcy ZDF nie widzą możliwości przeprosin indywidualnych, czyli bezpośrednio kpt. Radłowskiego. Na wniosek sądu mają ustalić, czy możliwe będą przeprosiny zbiorowe – wszystkich żołnierzy AK. Do rozwiązania jest także kwestia zadośćuczynienia finansowego.

Obie strony mają teraz czas na ustosunkowanie się do propozycji sądu.

Następną rozprawę w formie wideokonferencji zaplanowano na 13 marca br. Sąd powołał na świadków reżysera, scenarzystę i kostiumologa.

Działania prawne przeciwko producentom prowadzi kancelaria Pasieka, Derlikowski, Brzozowska i Partnerzy z Krakowa.

Reduta Dobrego Imienia monitoruje i wspiera proces.

 

Za nami kolejna rozprawa przeciwko Hansowi G., który mówił o rozstrzeliwaniu Polaków

Styczeń 17, 2018

Wczoraj w Sądzie Rejonowym w Gdańsku odbyła się kolejna rozprawa przeciwko Hansowi G., właścicielowi firmy Pos System, który jest oskarżony o używanie mowy nienawiści wobec Polaków. Według zeznań pracowników firmy najgorsze jest samo upublicznienie nagrania z zapisem słów niemieckiego pracodawcy, gdzie mówi: „jestem hitlerowcem i nienawidzę Polaków”, a nie jego treść.

Podczas wczorajszej rozprawy pracownicy spółki Pos Systems, którą kieruje Hans G. opowiadali o tym, że bardziej obraża ich to co zrobiła Natalia Nitek upubliczniając nagrania niż ich treść. Przypomnijmy, że na nagraniu padają słowa m.in. „shit”, „idiots”, „I hate this idiots”, „idiot Polak”, „suckers”, „better is Africa”, „fucking stupid country”, „should I stand them on the wall [pokazuje pozorowane strzelanie] Kill them? I wanted, I want! No problem for me! I would kill every Polak, scheiss egal”, zaś o samej pracownicy mówił „ustawiłbym cię z PiSem w szeregu i rozstrzelał”, „jesteś głupia, bo słuchasz Kaczyńskiego”, „pieprzony pisior (fucking pisior)”, „stuknięta faszystka (crazy fashist)”.

Zdaniem jednej z pracownic nagranie powstało, bo ktoś chciał zdyskredytować i oczernić Hansa G. Jej zdaniem mowa o możliwości rozstrzelania Polaków nie jest dyskredytująca.

Przypomnijmy, że prokuratura skierowała akt oskarżenia przeciwko Hansowi G. Prokurator oskarża go o popełnienie dwóch rodzajów przestępstw. Jeden z czynów dotyczy groźby karalnej tj. sformułowanie wypowiedzi „zabiłbym każdego Polaka”, która to groźba zbudziła uzasadnioną obawę, że zostanie spełniona. Pozostałe pięć przestępstw dotyczy znieważenia słowami: „pracujcie wy niewolnicy”, „gówniane polaczki”, „Polacy są idiotami”, „mam dość tych idiotów”, „małpa to Polak, a najwyższe stadium rozwoju to Niemiec”.

Pozew przeciwko Hansowi G. (Niemcowi) złożyła Natalia Nitek, pracownica jego firmy. Przez kilka miesięcy była nękana słownie przez jej właściciela, który celowo używał zwrotów godzących w dobra osobiste i narodowe pracownicy. W rozmowach posługiwał się sformułowaniami używanymi przez Niemców w stosunku do Polaków podczas okupacji 1939-1945, także z użyciem terminologii nazistowskiej i nie krył się z nienawiścią wobec Polaków.

Reduta Dobrego Imienia aktywnie uczestniczy w procesie.

Interwencja w sprawie książki “Tutsis Du Rwanda Et Juifs De Pologne. Victimes De La Même Haine?”

Styczeń 16, 2018

Zostaliśmy poinformowani o nowej książce jaka ukazała się w języku francuskim: Tutsis Du Rwanda Et Juifs De Pologne. Victimes De La Même Haine? („Tutsi z Rwandy i Żydzi z Polski. Ofiary takiej samej nienawiści?”) autorstwa Sidi N’Diaye. Już sam tytuł jest niepokojący, recenzje zaś nie pozostawiają wątpliwości: książka porównuje ludobójstwo w Rwandzie z mordami polskich chłopów na Żydach. Podjęliśmy interwencję. Przygotowaliśmy list, który wysłaliśmy zarówno do autora, jak i wydawnictwa. Czekamy na odpowiedź.

Warszawa, 15.01.2018 r.

Sidi N’Diaye
Wydawnictwo Le Bord de l’eau

Ze zdumieniem i niedowierzaniem przyjęliśmy informację o publikacji książki Tutsis Du Rwanda Et Juifs De Pologne. Victimes De La Même Haine? („Tutsi z Rwandy i Żydzi z Polski. Ofiary takiej samej nienawiści?”) autorstwa Sidi N’Diaye, której główna teza stawia znak równości pomiędzy ludobójstwem Tutsi w Rwandzie a mordami Żydów przez Polaków(!) w okupowanej przez Niemców Polsce.

70 lat po straszliwej wojnie w autorzy przekraczają kolejne granice, aby wątpliwymi spostrzeżeniami przyciągnąć czytelnika do swoich opracowań. Badanie znanych faktów z historii Polski z okresu II wojny światowej nie jest już atrakcyjne – napaść totalitarnych potęg na bezbronny kraj; zdrada sojuszników – Francji i Wielkiej Brytanii; obojętność świata na holocaust Żydów w czasie II wojny światowej. Zadziwiającym efektem tych intelektualnych dywagacji jest fakt, że prawdziwi sprawcy – Niemcy w służbie III Rzeszy schodzą na dalszy plan, natomiast ich ofiary Polacy i Żydzi są sobie przeciwstawiani.

Chcemy zwrócić uwagę także na kilka innych faktów.

Rwanda nie została napadnięta przez inny kraj, który spustoszył jej terytorium, a następnie przeprowadzał planową eksterminację grup społecznych. Polska tak.

W Rwandzie nie było państwa podziemnego, którego wyspecjalizowane agendy jak organizacja Żegota ratowały swoich obywateli zagrożonych eksterminacją ze względu na swoje pochodzenie etniczne.

Można znaleźć podobieństwa jednak mają one wydźwięk negatywny – podobnie jak w Polsce tak i w Rwandzie świat biernie przypatrywał się trwającemu ludobójstwu. W przypadku Rwandy społeczność międzynarodowa bała się interweniować, natomiast w Polsce – nie wierzyła lub nie chciała wierzyć w to, co się dzieje. A Polacy narażali życie, aby obudzić sumienie świata. Warto prześledzić biografie chociażby Jana Karskiego, który bezskutecznie zabiegał wśród społeczności międzynarodowej o pomoc i wsparcie dla eksterminowanych Polaków żydowskiego pochodzenia; pułkownika Witolda Pileckiego, który przedostał się do niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz, aby założyć w nim ruch oporu i zdobyć informacje o rzeczywistej sytuacji w obozie; czy Ireny Sendlerowej ratującej tysiące dzieci żydowskiego pochodzenia. Takich bohaterów było znacznie więcej.

Na ziemiach polskich w czasie II wojny światowej miały miejsce wydarzenia przywodzące na myśl sytuację w Rwandzie. Jednak nie tam, gdzie szuka ich autor książki. Porównań możemy szukać na kresach wschodnich. Tam ponad 100 000 Polaków zginęło w nieludzkich, niewyobrażalnych cierpieniach zgotowanych przez Ukraińców. Na Wołyniu i pozostałych województwach ówczesnej RP ukraiński sąsiad zabijał polskiego sąsiada. O ile o masakrze w Rwandzie wie cały świat, tak cierpienia polskich ofiar na Wołyniu nie istnieją w świadomości zachodniej opinii publicznej. Nie tylko nie zostały w jakikolwiek sposób zadośćuczynione, ale też przez dziesiątki lat były ukrywane, a na ich temat milczano.

W naszej opinii, autor przeniósł na nowy nieznany poziom sztukę formułowania wniosków na podstawie odosobnionych i uogólnionych zdarzeń.

Przypominamy autorowi, iż Polska była jedynym krajem bez rządu kolaboracyjnego, którego Państwo podziemne nakładało karę śmierci za współpracę z niemieckim okupantem, w tym denuncjację Żydów i ukrywających ich Polaków. Legalny polski rząd na uchodźstwie i kierowane przez niego polskie państwo podziemne podjęło szereg działań w kwestii ratowania skazanych na zagładę Żydów. Polska była jedynym krajem okupowanej Europy, gdzie za pomoc i ukrywanie Żydów groziła kara śmierci pomagającemu i jego rodzinie. A mimo tego, to właśnie wśród Polaków najwięcej jest sprawiedliwych wśród narodów świata…

Nie zgadzamy się na takie przedstawianie historii. Wzywamy do dogłębnego zapoznania się z historią Polski okresu II wojny światowej i podjęcie refleksji na temat porównań, które Pan poczynił. W razie potrzeby służymy pomocną literaturą przedmiotu.

Reduta Dobrego Imienia
Polska Liga przeciw Zniesławieniom

Immunitet Verhofstadta pod lupą Reduty

Styczeń 9, 2018

Złożyliśmy zażalenie na postanowienie sądu o odrzucenie naszego pozwu przeciwko Guyowi Verhofstadtowi, który odniósł się do Marszu Niepodległości (11.11.2017) słowami „w sobotę 60 tysięcy faszystów przemaszerowało ulicami Warszawy. Neonazistów. Białych supremacjonistów”.

Sąd uznał się właściwym organem do orzekania w tej sprawie, jednak stwierdził, że Pozwanego chroni immunitet europejski.  W uzasadnieniu czytamy, że wypowiedź Pozwanego należała do sfery opinii, przez co nie może być wobec niego prowadzone żadne postępowanie sądowe.

Reduta Dobrego Imienia złożyła zażalenie w tej sprawie. Sąd wysłał informację o pozwie i zażaleniu bezpośrednio do Guya Verhofstadta. Tak więc europoseł z Belgii dowie się o prowadzonym przeciwko niemu postępowaniu w Polsce.

Zdaniem RDI nastąpiła błędna interpretacja wypowiedzi Pozwanego, którą Sąd uznał za opinię tym samym uznając immunitet. W naszej opinii wypowiedź „w sobotę 60 tysięcy faszystów przemaszerowało ulicami Warszawy. Neonazistów. Białych supremacjonistów” należy do sfery przytaczania określonych faktów. W wypowiedzi Verhofstadta nie ma zwrotów sugerujących wyrażenie swojego zdania np. „myślę, że…”, „sądzę, że…”, „według mnie…”, „uważam, że…”. Dlatego też, odbiorcy wypowiedzi Pozwanego (pozostali europarlamentarzyści jak i osoby śledzące posiedzenie Parlamentu Europejskiego w mediach lub w internecie) w żaden sposób nie mogli zweryfikować z jej kontekstu, że jest ona jedynie opinią wyrażaną przez europosła. A zatem, słowa Verhofstadta odnośnie Marszu Niepodległości w Warszawie zostały utrwalone w obiegu publicznym jako potwierdzona informacja.

Różnica pomiędzy sferą faktów oraz sferą opinii (ocen) jest wyraźnie akcentowana i wyjaśniana przez obowiązujące orzecznictwo w sprawach z zakresu dóbr osobistych. Za powszechny można uznać pogląd, że za „fakt” należy uznać zarówno fakty wprost zawarte w wiadomościach czyli bezpośrednio podane, jak również fakty wynikające z danej wiadomości w sposób pośredni, czyli sugerowanych. Sądownictwo stoi na stanowisku, że przedmiotem sprostowania mogą być również sugestie lub informacja sugerująca. Także orzecznictwo europejskie nakazuje rozróżnianie faktów i opinii.

W uzasadnieniu zażalenia powołujemy się także na wyrok Sądu Najwyższego, który uchylił immunitet posła RP w zakresie naruszania dóbr osobistych polegający na przedstawieniu nieprawdziwych faktów dotyczących osób, które znalazły się w kręgu zainteresowania posła ze względu na działalność wchodzącą w zakres sprawowanego mandatu. Sąd jednoznacznie stwierdził, że wypowiedź posła nie dotycząca opinii, a przedstawiająca nieprawdziwe fakty, nie jest bezwzględnie chroniona immunitetem, lecz jest ograniczona w stosunku do określonych okoliczności wypowiedzi.

Czekamy na decyzję sądu w sprawie naszego zażalenia. Będziemy informować o postępach.

 

Oświadczenie Macieja Świrskiego po wygranym procesie przeciwko Newsweek.pl

Styczeń 6, 2018

W dniu 5 stycznia 2018 r., Sąd Okręgowy w Warszawie wydał wyrok nakazujący sprostowanie na rozprawie z mojego powództwa (jako ówczesnego prezesa Reduty Dobrego Imienia) przeciwko tygodnikowi Newsweek. Chodziło o artykuł pt. „Po wyzwoleniu nazistowskich obozów Polacy ponownie je otworzyli? „Mała zbrodnia” Marka Łuszczyny, opublikowany w dniu 17 stycznia 2017 r w wersji internetowej czasopisma, tj. na portalu newsweek.pl pod adresem: http://www.newsweek.pl/wiedza/historia/-mala-zbrodnia-polskie-obozy-koncentracyjne-ksiazka-marka-luszczyny,artykuly,403834,1.html

W artykule tym użyto prowokacyjnie sformułowania „polskie obozy koncentracyjne”. Co ciekawe, kilka dni wcześniej Sąd Okręgowy w Krakowie nakazał niemieckiej telewizji ZDF przeprosić za skrót polskie obozy koncentracyjne, co było szeroko komentowane w Polsce. Newsweek kilka dni po niekorzystnym dla Niemców wyroku, starał się pokazać, że jednak istniały „polskie obozy koncentracyjne”. Newsweek napisał więc tekst o książce mówiącej o komunistycznych obozach koncentracyjnych założonych po II wojnie światowej na terenie Polski przez Sowietów, twierdząc że są one dowodem na to, że jednak istniały „polskie obozy”. W odniesieniu do tych komunistycznych miejsc kaźni i męczeństwa, często znajdujących się na terenach obozów niemieckich, zarówno w cytowanej książce, jak i w samym tekście Newsweeka użyto wręcz terminu „polskie obozy koncentracyjne”.

Ponieważ sformułowanie to fałszuje prawdę historyczną okresu II wojny światowej i okresu okupacji sowieckiej i szkaluje dobre imię Polski, takie ujęcie było wyraźnie perfidną próbą wprowadzenia do legalnego obiegu zwrotu „polski obóz koncentracyjny”, jakby tylnymi drzwiami. Jeżeli sąd usankcjonowałby to sformułowanie, kwestia tego czy używa się go w odniesieniu do lat 1939-1945 czy też 1945-1989 byłaby sprawą wtórną i w praktyce bez większego znaczenia. Brak naszej reakcji lub przegrany proces uprawomocniłyby ten proceder językowy i jego konsekwencje dla narracji dziejów ostatniego wieku oraz wizerunku Polski. Jeśli wolno byłoby bezkarnie pisać o „polskich obozach koncentracyjnych”, nikt już nie odróżniałby sowieckich obozów komunistycznych od niemieckich obozów nazistowskich. Po prostu nagle jeden wyrok sądowy zatwierdziłby wyjątkowo szkodliwą dla Polski, choć oczywiście wygodną dla polityki historycznej Rosji i Niemiec fikcję „polskich obozów”. W konsekwencji używano by tej zbitki do niemieckich obozów koncentracyjnych i niemieckich fabryk śmierci założonych przez okupanta niemieckiego podczas II wojny światowej.

Maciej Świrski, 6.01.2018

List do niemieckiej telewizji NDR w sprawie reportażu z udziałem Róży Thun

Od kilku dni nie ustaje dyskusja w sprawie reportażu „Re: Polen vor der Zerreißprobe Eine Frau kämpft um ihr Land” wyprodukowanego przez niemiecką telewizję publiczną NDR z udziałem europosłanki Róży Thun. Uważamy, że ten materiał jest tendencyjny, jednostronny i zmanipulowany. Wystosowaliśmy list w języku niemieckim do dyrektora NDR, który roześlemy także do innych niemieckich mediów.

Szanowny Panie,

W związku z publikacją reportażu „Re: Polen vor der Zerreißprobe Eine Frau kämpft um ihr Land” pragniemy zwrócić uwagę na poważne przekłamania i niedopowiedzenia, a w niektórych fragmentach wręcz oszczerstwa, jakie pojawiają się w materiale wyprodukowanym przez kierowaną przez Pana TV, a dostępnym na stronie internetowej TV Arte.

Materiał oprawiony komentarzem dziennikarskim przedstawia fałszywe i krzywdzące tezy na temat aktualnej sytuacji w Polsce, a przede wszystkim polskiego społeczeństwa, które popiera zachodzące w Polsce zmiany. Zmanipulowane są także informacje na temat sytuacji w jakiej po wyborach znalazła się opozycja.

Według tez zawartych w dokumencie zadowolenie z władzy jest wyrazem postępującej propagandy uprawianej przez media publiczne, a także „przekupstwem” w postaci funkcjonującego programu 500+, który polega na wypłacaniu rodzinom wielodzietnym dodatku finansowego. Tym samym blisko 40 procent polskiego społeczeństwa zostało przedstawione jako bezwolne jednostki, manipulowane przekazami medialnymi, ślepo podążające za wskazaniem lokalnego proboszcza.

Tymczasem poparcie dla przemian w Polsce i polskim społeczeństwie, które jest odczuwalne nie tylko wśród ludności zamieszkałej na wschodniej ścianie RP i stymulowanej pieniędzmi z programu 500+, jest rezultatem faktów, całkowicie pomijanych w reportażu, znanych natomiast doskonale w Polsce. Poniżej prezentujemy kilka z nich, bowiem to one mają wpływ na obecne zadowolenie społeczne:

– próby rozwiązania afer związanych z poprzednią ekipą rządową, która deklarowała bezwarunkowo proeuropejskie poglądy: hazardowa, reprywatyzacyjna, finansowa – dotycząca Amber Gold i defraudacji oszczędności tysięcy Polaków,

– praktyczna likwidacja wyłudzeń VAT – kwota odzyskanych dla budżetu pieniędzy jest porównywalna z kwotami pochodzącymi z funduszy Unii Europejskiej,

– likwidacja mafii paliwowej,

– zapobieżenie łamaniu wolności mediów – w czerwcu 2014 roku (wówczas w Polsce rządziła koalicja proeuropejska PO-PSL) do redakcji tygodnika „Wprost” wtargnęła Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego z zamiarem konfiskaty laptopa z kompromitującymi ówczesny rząd stenogramami z zapisu rozmów,

– ograniczenie nieuprawnionych działań policji: koniec m.in. z prowokacjami policyjnymi z użyciem siły wobec uczestników Marszu Niepodległości, lub strzelaniem do protestujących robotników Jastrzębskiej Spółki Węglowej w 2015 r. kiedy to rządziła koalicja PO- PSL

Przykładów można by mnożyć wiele.

Wiemy, że materiał prezentuje punkt widzenia jednej osoby, pani Róży Thun, która ma bardzo jasno określony światopogląd polityczno-społeczny, do którego reprezentowania ma oczywiste prawo. Jest to święte prawo wolności wypowiedzi. Jednak materiały przygotowywane przez telewizję publiczną finansowaną z abonamentu, powinny wykazywać się starannością dziennikarską, której przy pracy nad dokumentem wyraźnie zabrakło. Opis jednostronny i tendencyjny służy jedynie propagandzie i manipulacjom.

Wbrew opinii przedstawionej w reportażu obecna opozycja cieszy się w ramach prawa dużą swobodą. Aby zabezpieczyć jej prawo do zgromadzeń publicznych, rząd ponosi duże koszty finansowe i organizacyjne. Członkowie ruchów opozycyjnych celowo dążą jednak do konfrontacji ze służbami porządkowymi, aby świat otrzymał przekaz o dyktaturze stosującej siłę wobec protestujących obywateli. Podczas protestów odbywających się pod Sejmem RP w grudniu 2016 roku kamery telewizyjne i postronni obserwatorzy zarejestrowali uczestnika zajść, jednego z protestujących, który celowo kładzie się na ulicy czyniąc z siebie ofiarę władzy.

Obrazowi pokojowo nastawionej opozycji, która w ten sposób przedstawiona jest w reportażu „Re: Polen vor der Zerreißprobe Eine Frau kämpft um ihr Land” zadaje kłam choćby obrzucenie jajkami limuzyny prezydenckiej. Co więcej, sprawcy incydentu relacjonują uśmiechniętemu posłowi opozycji, że „ofiar śmiertelnych jeszcze nie ma”.

W materiale NDR nie ma też informacji o niedawnych atakach opozycji na dziennikarzy mediów publicznych. Takie wydarzenia są w ostatnim czasie niemal na porządku dziennym.

  1. 10.07.2017, Warszawa. Dziennikarz TVP Info Michał Rachoń, popychany jest przez uczestnika kontrmanifestacji smoleńskiej
  2. 8.12.2017, Warszawa. Reporterka TVP została brutalnie zaatakowana przez opozycyjnego obywatela RP w trakcie wykonywania swojej pracy
  3. 6.12.2017, Warszawa. Poseł PO Rafał Grupiński wyrywa mikrofon zadającemu mu pytanie dziennikarzowi TVP
  4. 8.04.2017, Poznań. Pobicie ekipy TVP.
  5. Kwiecień 2017, Warszawa. Dziennikarka TVP Magdalena Ogórek została zaatakowana podczas nabożeństwa w kościele

Szanowni Państwo, PiS zyskuje wysokie poparcie społeczne nie dlatego, że partię Jarosława Kaczyńskiego popiera biedny, prowincjonalnie religijny i zmanipulowany propagandą wyborca. Szkoda, że zachodnioeuropejski widz, dowiaduje się o bieżącej sytuacji w Polsce, patrząc tylko przez pryzmat opozycji. Zawarte w materiale przesłanie, deprecjonujące duże grupy polskiego społeczeństwa nie przyczynia się do zrozumienia Polski przez widzów. Państwa materiał dzieli nie tylko Polaków, ale i pogłębia podziały pomiędzy Polakami i Niemcami. Niemiecki widz otrzymuje zdeformowany, jednostronny, a przede wszystkim niepełny obraz sytuacji w Polsce.

Państwo jako telewizja publiczna, przyczyniają się do pogłębiania podziałów w Polsce. Film w kilku wersjach językowych wyemitowała promująca kulturę i sztukę TV Arte.

Gratulujemy sztuki propagandy na wysokim poziomie i bezprzykładnego dziennikarskiego obiektywizmu.

Jest przełomowy wyrok sądu! Newsweek.pl musi opublikować sprostowanie!

Styczeń 5, 2018

Sąd nakazał Newsweek.pl opublikowanie sprostowania o błędach historycznych zawartych w artykule Pauli Szewczyk o książce „Mała Zbrodnia”. W Polsce po 1945 r. nie istniały polskie obozy koncentracyjne, a komunistyczne obozy pracy utworzone przez Rosjan! To wyrok precedensowy, od tej chwili każdy Polak może żądać prostowania błędów historycznych o Polsce w prasie.

W styczniu 2017 r. na łamach portalu Newsweek.pl ukazał się artykuł Pauli Szewczyk pt. Po wyzwoleniu nazistowskich obozów Polacy ponownie je otworzyli? „Mała zbrodnia” Marka Łuszczyny. W artykule znalazły się błędy historyczne, o których sprostowanie wnioskował ówczesny prezes Reduty Dobrego Imienia, obecnie fundator – Maciej Świrski wskazując, m.in., że nieprawdziwa jest informacja, że w Polsce znajdowały się polskie obozy koncentracyjne utworzone przez Polaków. To Rosjanie, na terenie Polski stworzyli komunistyczne obozy pracy. Newsweek.pl odmówił publikacji sprostowania, a dziś sąd wydał wyrok, w którym zobowiązał Newsweek.pl do publikacji sprostowania.

– Sąd podzielił naszą argumentację w całości uznając, że w zasadzie każdy Polak ma prawo wnosić o sprostowanie informacji nieprawdziwych o polskich obozach koncentracyjnych po 1945 r. Dobrze, że udało nam się przekonać sąd, że jeśli każdy Polak nie będzie mógł prostować kłamstw o Polsce to gazety w Polsce, a tym bardziej na świecie, będą mogły podawać każda nieprawdę i nikt nie będzie mógł oponować. Z punktu widzenia prawa prasowego była to z pewnością dla sądu sprawa bardzo trudna do rozstrzygnięcia – mówi mec. Monika Brzozowska-Pasieka prowadząca sprawę.

Jest to niezwykle ważny wyrok i pierwszy tego typu w Polsce w sprawie o sprostowanie. Oznaczać on może przełom w orzecznictwie w zakresie tego, kto może występować ze sprostowaniem. W dotychczasowej praktyce tylko osoba wskazana w tekście prasowym miała taką możliwość. Skoro jednak tekst dotyka Polaków, to każdy Polak zdaniem sądu ma prawo do wniesienia sprostowania. Może się więc okazać, że efektywne działania prawne skutecznie umożliwią walkę z fałszem historycznym w gazetach w Polsce i na świecie.