Lipcowy numer magazynu “Reduta Online”!

Lipiec 22, 2019

Na stronie internetowej pojawiło się lipcowe wydanie magazynu „Reduta Online”, trochę z aktualnościami rocznicowymi, a trochę analityczno-programowe.

Zwracam uwagę Czytelników na tekst Tadeusza Płużańskiego o tzw. „pogromie kieleckim”. Cudzysłów tu jest potrzebny, dlatego że współczesne badania i źródła, o których pisze Płużański pokazują, że to tragiczne wydarzenie było prowokacją NKWD, starannie wyreżyserowaną w odpowiednim momencie polskiej historii – tuż po sfałszowanym przez to samo NKWD tzw. „referendum ludowym”. Zauważmy, że – a współcześni znają to z własnego doświadczenia – zawsze, gdy sprawa polska pojawia się na agendzie politycznej świata, to równocześnie mają miejsce wydarzenia, wskazujące na rzekomy antysemityzm całego narodu polskiego – i zauważmy, że dzieje się tak także współcześnie, jest to element dzisiejszej wojny dezinformacyjnej prowadzonej przeciwko Polsce. Moim zdaniem prowokacja kielecka z 4 lipca 1946 roku była właśnie po to, aby społeczeństwa Zachodu mogły odetchnąć z ulgą, że nie muszą już kłopotać swojego sumienia zdradą jałtańską, bo przecież „ci Polacy to sami antysemici, mordujący Żydów. I dobrze, że Sowieci zrobią z nimi porządek”.

Wymiar propagandowy tego wydarzenia trwa do dzisiaj, powielany w setkach i tysiącach opracowań – ponieważ taka „prawda” o tym wydarzeniu ukształtowana została w latach, gdy Polska nie mogła przeciwdziałać oszczerczej propagandzie, bo była pod komunistyczna okupacją. Nieodzowne jest zatem sięgnięcie do źródeł wytworzonych bezpośrednio po tym wydarzeniu – Płużański pisze w swoim tekście o raporcie powstałym w Kurii Kieleckiej na polecenie Biskupa Kaczmarka (który sam stał się ofiarą komunistycznego bestialstwa). Reduta postara się wydać ten raport, tak aby stał się dostępny dla wszystkich, którzy chcą dotrzeć do wiedzy o wydarzeniach, a nie polegają tylko na sowieckich fałszywkach z 1946 roku.

Inną rocznicą obchodzoną w lipcu jest rocznica ludobójstwa wołyńskiego, dokonanego w 1943 roku przez UPA-OUN na Polakach. Apogeum tragedii miało miejsce w lipcu tamtego roku, tzw. „krwawa niedziela” 11 lipca 1943 roku, gdy ukraińscy oprawcy zaatakowali swych polskich sąsiadów, realizując plan „czystki etnicznej” na ziemiach przez wieki zamieszkałych przez Polaków i Ukraińców jako wspólnej ojczyźnie obu narodów. Wołyń jest symbolem nie tylko ludobójstwa, ale i – współcześnie – hipokryzji i złej woli władz dzisiejszej niepodległej Ukrainy, które nie chcą uznać, że to, co uczynili wtedy Ukraińcy Polakom było ludobójstwem. Niezgoda na przeprowadzenie ekshumacji jest w istocie rzeczy tchórzliwym unikaniem odpowiedzialności. Do tego dochodzi kwestia współczesnej ukraińskiej polityki historycznej obecnej nie tylko na Ukrainie, ale także w Polsce – nie do końca zdajemy sobie sprawę z tego, że antypolska w swej istocie polityka historyczna Ukrainy jest obecna w głowach i sercach prawie dwóch milionów Ukraińców na stałe przebywających w Polsce.

Piszę o tym nie po to, żeby rozbudzać jakieś antyukraińskie resentymenty, ale żeby wskazać, że istnieje pilna potrzeba zajęcia się tą sprawą przez Państwo Polskie – o czym pisaliśmy w specjalnym raporcie na ten temat opublikowanym w 2017 roku, który przypominamy w tym numerze. Niestety – pozostaje on cały czas aktualny. Ukraina, której niepodległość jest dla Polski jednym z ważniejszych elementów polityki zagranicznej i która otrzymuje pomoc od Polski zarówno w wymiarze politycznym, jak i materialnym, prowadzi politykę historyczną, która jest nie do zaakceptowania dla Polski. Obyśmy nie musieli doświadczać tragicznych skutków tego zaniedbania.

Przypominamy również opowieść pana Zdzisława Koguciuka, którego rodzina została zamordowana na Wołyniu, a który nieustannie działa, aby upamiętniać Ofiary wołyńskiego ludobójstwa. Tekst z roku 2017, wciąż aktualny, trafnie zwraca uwagę na to, że relacje z Ukrainą należy budować w oparciu o prawdę.

Lipiec to również Grunwald. Dlatego publikujemy okolicznościowy tekst Jacka Korabity Kowalskiego na temat tej bitwy i na stronie www magazynu „Reduta Online” zamieszczamy film z pieśnią o Bitwie Grunwaldzkiej, ułożoną na stulecie bitwy – w wykonaniu Jacka Kowalskiego, któremu Reduta patronuje.

Z kolei w moim tekście – który jest fragmentem książki, nad którą obecnie pracuję – piszę o polityce historycznej jako niezbędnym narzędziu polityki zagranicznej i wewnętrznej każdego poważnego państwa. Oczywiście z polskiego punktu widzenia najbardziej nas obchodzą polityki historyczne Rosji i Niemiec – w tekście staram się przedstawić cele, jakimi się kierują, a także polskie uwarunkowania w tej mierze.

Z polityką historyczną jako narzędziem wpływu pośrednio wiąże się kwestia mediów społecznościowych, wywierających na współczesny świat przemożny wpływ. W 2016 roku pozwałem Facebooka przed polski sąd za ograniczenie moich swobód konstytucyjnych i cenzurę. Jest to sprawa precedensowa, ponieważ po raz pierwszy udało się doprowadzić do tego, żeby taka sprawa odbywała się nie przed sądem w Kalifornii. Tekst, który publikujemy, został pierwotnie opublikowany w Washington Examiner, czytanym przez amerykańskich konserwatystów. Sprawa zdobyła rozgłos i otrzymałem wiele zapytań z USA, ponieważ kwestia wpływu mediów społecznościowych na życie obywateli jest w tej chwili gorącym tematem politycznym. Niedawno w Białym Domu odbyła się konferencja na temat social media – jak widać Amerykanie intensywnie zaczynają myśleć na ten temat, a głównym pytaniem jest, jak Big Tech, czyli Facebook, Google, Twitter, Apple i Amazon ograniczają wolność obywateli? Trzeba sobie zdać sprawę z tego, że mamy do czynienia z oligopolem, który kształtuje rzeczywistość i ogląd tej rzeczywistości. Moim zdaniem sprawy dojrzały do uregulowania państwowego w skali globalnej.

A na koniec zapraszamy do przeczytania tekstu naszego stałego felietonisty – Wodza Tȟašúŋke Witkó, który pisze o tzw. decentralizacji – pomyśle, który narodził się w kręgach opozycji, a który jest niczym innym, jak propozycją rozbicia Państwa Polskiego na dzielnice, a w efekcie – likwidacji tego Państwa. W dobie ataku na same podstawy cywilizacyjne Zachodu i na podstawy polskości tego rodzaju pomysły są po prostu niedopuszczalne. Polska może się obronić przeciwko atakującym tylko poprzez unitarny charakter państwa, a szczególną rolę w tej obronie muszą mieć szkoły – unitarny charakter szkolnictwa, którego programy nauczania muszą być spójne – właśnie ze względu na to, że atak na polskość, tradycję, wiarę i obyczajowość na świecie odbył się poprzez zdecentralizowany system szkolny – tak, jak to się stało w Stanach Zjednoczonych.

W bieżącym numerze zamieszczamy również zaproszenie do upamiętnienia kolejnej rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego poprzez udział w Żywym Znaku 2019, 1 sierpnia o godzinie 17 na Placu Zamkowym w Warszawie. Krótki opis tej inicjatywy znajdą Państwo na stronach Magazynu.

Zapraszam do lektury!
Maciej Świrski

Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa na Wołyniu. Pamiętamy!

Lipiec 11, 2019

Dzisiaj obchodzimy 76. rocznicę „krwawej niedzieli” na Wołyniu, wydarzenia, które stało się apogeum pierwszej fazy rzezi wołyńskiej. 11 lipca 1943 roku o świcie UPA, często przy aktywnym współudziale miejscowej ludności ukraińskiej zaatakowała 99 miejscowości, w których żyli Polacy, a dzień później, 12 lipca kolejne 50 miejscowości. Historycy obliczają, że w „krwawą niedzielę” mogło zginąć ok. 8 tys. Polaków, głównie kobiet, dzieci i starców. Ludność polska ginęła od kul, siekier, wideł, noży i innych narzędzi, nierzadko w kościołach podczas mszy św. i nabożeństw.

Lipiec i sierpień 1943 r. stał się okresem największej liczby napadów UPA w trakcie całej rzezi wołyńskiej. Według szacunków badaczy, ludobójstwo na Wołyniu w latach 1943-1945 pochłonęło ok 50-60 tys. polskich ofiar, zaś ukraińskie czystki na Kresach i w Małopolsce Wschodniej od 100 do 200 tys. Polaków oraz kilka tysięcy ratujących Ukraińców.

Na mocy uchwały Sejmu z 22 lipca 2016 roku, dzień 11 lipca ustanowiony został jako Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej Polskiej.

Polecamy Państwu szczególnie stronę zbrodniawolynska.pl, na której znajdą Państwo podstawowe informacje dotyczące rzezi na Wołyniu. Polecamy też wersję tej strony w języku angielskim: volhyniamassacre.eu

Obejmijmy wszystkie ofiary ukraińskiego ludobójstwa pamięcią i modlitwą.

Interwencja w Museum of London

Czerwiec 28, 2019

W związku z tym, że Alwyn Collinson, historyk zatrudniony w Museum of London opublikował na prywatnym koncie Twittera kłamliwe i oszczercze informacje dotyczące historii Polski, prezes Reduty Dobrego Imienia skierował list do jego pracodawcy. O sprawie została także poinformowana Ambasada Polski w Wielkiej Brytanii.

Pani Sharon Ament
Dyrektor Muzeum Londynu

Szanowna Pani!

Państwa pracownik Alwyn Collinson prezentuje publicznie poglądy dotyczące historii Polski w trakcie II wojny światowej, które nie tylko są nieprawdziwe ale również krzywdzące. Według Collinsona „polscy nacjonaliści” pomagali niemieckiemu Einsatzgruppen w zabijaniu swoich żydowskich sąsiadów. Poglądy te prezentuje w ramach swojego konta na twitterze (https://twitter.com/RealTimeWWII/status/1144168453537980416). Jest to teza niemająca nic wspólnego z prawdą. Polacy nie tworzyli żadnych oddziałów w ramach niemieckiego aparatu represji podczas II wojny światowej. Ponadto żadna polska organizacja nie wspierała działań III Rzeszy. Co więcej, działania Einsatzgruppen były wymierzone także przeciwko ludności polskiej, która cierpiała w trakcie okupacji razem z mieszkającą w Polsce ludnością żydowską. Pamiętać również należy, że ludność żydowska to w tym wypadku byli obywatele Polski okupowanej przez Niemców i Sowietów. Sugestie Collinsona nie tylko są nieprawdziwe, ale też godzą w dobre imię tysięcy polskich ofiar Einsatzgruppen. Są też tym bardziej szkodliwe, gdyż ze względu na szeroki odbiór (500 tys. obserwujących), upowszechnia sowieckie kłamstwa żeby osłabić pozycję Polski w NATO, także jako sojusznika Wielkiej Brytanii.

Wzywamy do więc do opublikowania sprostowania i usunięcia kłamliwych wpisów.

Z szacunkiem,

Maciej Świrski,

Prezes

Reduta Dobrego Imienia Polska Liga przeciw Zniesławieniom

Maciej Świrski: Facebook próbował ocenzurować nasze obchody niepodległości. Z tego względu pozwałem ich w Polsce.

Czerwiec 19, 2019

Prezentujemy artykuł prezesa Reduty Dobrego Imienia Macieja Świrskiego jaki ukazał się w Washington Examiner 17 czerwca 2019 roku. Skierowany jest do opinii amerykańskiej. Oryginalny tekst znajdą Państwo tutaj: Facebook tried to censor our independence celebration. Now, I’m suing them in Poland
Poniżej natomiast przeczytać można wersję polską artykułu:

W listopadzie 2016 r., gdy większość Amerykanów nie była jeszcze świadoma cenzury w mediach społecznościowych, pozwałem Facebooka. Jeżeli nie słyszeli Państwo o tej przełomowej sprawie, to jest to zrozumiałe, ponieważ pozew złożyłem w polskim sądzie. 

Oskarżyłem giganta z Doliny Krzemowej o pogwałcenie moich praw wynikających z Konstytucji RP poprzez ograniczanie swobody komunikacji. Po latach odwlekania procesu przez Facebooka w zeszłym tygodniu odbyła się pierwsza rozprawa.

Doświadczywszy kilkudziesięciu lat brutalnej opresji ze strony sowietów i nazistów, Polska traktuje swobodę przepływu informacji i wymiany poglądów jako świętą zasadę ujętą w Konstytucji, na którą jest wyczulona być może jeszcze bardziej niż Stany Zjednoczone. Podczas strajków Solidarności w 1980 r. byłem nastolatkiem. Siedziałem wówczas z uchem przy głośniku radia, próbując słuchać Radia Wolna Europa i Głosu Ameryki przez szum radzieckich urządzeń zagłuszających. W tamtych czasach władze komunistyczne krajów Wschodniej Europy cenzurowały wszystko, nawet kwity pralnicze, a co dopiero wiadomości. Dostęp do informacji podlegał ścisłej kontroli.

Polacy, którzy doświadczyli komunizmu, są szczególnie wyczuleni na wszelkie próby okradania ich kraju z części majątku narodowego, jaką jest gwarancja prawa do „uzyskiwania informacji”. Z tego też względu Konstytucja RP, wprowadzona w 1993 r. po wycofaniu z terytorium Polski wojsk radzieckich, przewiduje pełną ochronę nieograniczonego przepływu informacji we wszystkich rodzajach mediów. Obowiązujące w Polsce podwójne przepisy są w tej kwestii jeszcze bardziej jednoznaczne niż te zawarte w Konstytucji Stanów Zjednoczonych.

Pierwszy z przepisów zapewnia ochronę prawa do wygłaszania i pozyskiwania poglądów oraz uzyskiwania informacji: „Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji”.

Drugi zakazuje stosowania cenzury prewencyjnej wobec wszystkich mediów i osób,  stanowiąc, że „Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane. …”

Innymi słowy, Polacy domagają się nie tylko swobody wyrażania poglądów. Zależy nam również na możliwości zapoznawania się z opiniami i zamiarami innych, nie wspominając o prawie do wiadomości o świecie. Swoboda dostępu do informacji jest podstawowym prawem, którego się domagamy i które gwarantują nam regulacje prawne.

W listopadzie 2016 r., jak co roku o tej porze, szukałem informacji na temat możliwości uczestnictwa w dorocznych obchodach odzyskania przez Polskę niepodległości – wydarzeń upamiętniających wyzwolenie Polski sprzed 100 lat spod zaborów rosyjskiego, pruskiego i austriackiego. 11 listopada to dla nas data tak samo ważna jak 4 lipca dla Amerykanów. W celu znalezienia informacji sięgnąłem po Facebooka, który pozostaje najpowszechniejszym medium informacyjnym na świecie, zwłaszcza wśród młodych ludzi. Korzysta z niego ok. 25% ludzkości. O dziwo, nie udało mi się znaleźć żadnych informacji na temat dorocznego Marszu Niepodległości.

Stało się tak, ponieważ Facebook – bez żadnego ostrzeżenia czy wyjaśnienia – zawiesił konta organizatorów wydarzenia. Wkrótce potem okazało się, że wyrażanie przez Polaków radości z powodu odzyskania dawno utraconej niepodległości jest dla Facebooka czymś niedopuszczalnym, tak samo jak swego czasu dla komunistów w okresie zimnej wojny czy dla nazistów w trakcie II wojny światowej. Przyglądając się postępowaniu przedstawicieli Facebooka w ostatnich latach, zacząłem nawet zastanawiać się, czy ten międzynarodowy gigant nie naśladuje naszych wieloletnich okupantów.

Podczas pierwszej rozprawy w dniu 5 czerwca, po nieudanej próbie przeniesienia sprawy do sądu w Kalifornii, prawnicy Facebooka zażądali wyłączenia jawności procesu. Nie obchodziło ich to, że Polska pozbyła się komunizmu i jego tajnych procesów. Sędzia odrzucił również i ten wniosek.

Wysunęli wówczas argument, że nie mam prawa do pozwania Facebooka z racji tego, że zawieszone zostały wszystkie konta dotyczące Dnia Niepodległości, a więc nie tylko ja utraciłem do nich dostęp.

Oczywiście każdy, kto posiada konto na Facebooku, wie, że łatwo jest zidentyfikować jego użytkowników na podstawie imienia, nazwiska, wieku, płci, miejsca zamieszkania, miejsca pracy oraz kilkudziesięciu innych cech i preferencji, w tym, jak w moim przypadku, deklarowanego patriotyzmu wobec Polski. No cóż, prawie wam się udało – tyle można powiedzieć prawnikom Facebooka. Termin kolejnej rozprawy wyznaczono na 30 października.

Zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Europie, rośnie zaniepokojenie skalą władzy Facebooka, Twittera i Google. Korporacje te dysponują tak ogromnymi zasobami i wpływami, że są w stanie stawiać warunki całym państwom. Jak zatem powinny wyglądać relacje pomiędzy obywatelami demokratycznych społeczeństw a tymi – jak się wydaje – nietykalnymi i autorytarnymi imperiami?

Naród polski jest dumny ze swojego dziedzictwa. Polska to jedna z najstarszych demokracji. To w niej powstała pierwsza wolna konstytucja w Europie (która została zawieszona przez Rosjan po dokonaniu przez nich zaboru w 1792 r.) i druga po Ameryce konstytucja na świecie. Czy mamy teraz zrezygnować z naszych swobód na rzecz imperium miliarderów z Doliny Krzemowej?

Mam nadzieję, że wytoczony im przez nas proces nauczy tę despotyczną korporację szanować prawa obywateli do rządzenia swoimi państwami narodowymi. Liczę na to, że powstrzymamy ich przed ignorowaniem prawa, tradycji narodowych i dorobku kulturowego oraz cenzorowaniem narodu polskiego z naruszeniem naszej Konstytucji.

Maciej Świrski jest byłym wiceprezesem Polskiej Fundacji Narodowej.

79. rocznica pierwszego transportu Polaków do Auschwitz

Czerwiec 14, 2019

14 czerwca obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Niemieckich Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych i Obozów Zagłady. 79 lat temu po raz pierwszy deportowano Polaków do niemieckiego obozu Auschwitz. Polacy stali się pierwszymi ofiarami tego obozu.

14 czerwca 1940 roku do obozu Auschwitz przywieziono z więzienia w Tarnowie 728 Polaków. Wśród deportowanych znaleźli się m.in. żołnierze kampanii polskiej 1939 roku, próbujący przedostać się na Węgry, członkowie podziemnych organizacji niepodległościowych, gimnazjaliści, studenci i harcerze.

Z 728 więźniów deportowanych 14 czerwca 1940 r., wojnę przeżyło 298, zginęło 272, a losy 158 pozostają nieznane. Do dziś żyje tylko jeden więzień z tamtego transportu: 97-letni Kazimierz Albin.

Obóz Auschwitz był pierwszym niemieckim obozem koncentracyjnym na okupowanych ziemiach polskich. Wraz z założonym w 1941 r. obozem na Majdanku i obozem Stutthof, stanowił jedno z głównych miejsc deportacji i wyniszczania Polaków. Według szacunków do Auschwitz deportowano ok. 150 tys. Polaków, a blisko połowa z nich zginęła.

KL Auschwitz stał się w późniejszym okresie wojny największym miejscem zagłady Żydów, których zginęło tam ok. 1 mln. Oprócz Polaków i Żydów ofiarami obozu byli m.in. Cyganie (21 tys.) i jeńcy sowieccy (15 tys.).

W tym szczególnym dniu pamiętajmy o Polakach będących ofiarami niemieckich obozów zagłady.

Proces Macieja Świrskiego prezesa RDI przeciwko Facebookowi

Czerwiec 5, 2019

Dziś w Sądzie Okręgowym w Warszawie (II Wydział Cywilny) odbyła się pierwsza rozprawa w procesie przeciwko Facebookowi. Pozywającym jest Maciej Świrski, prezes Reduty Dobrego Imienia. Zarzutem w sprawie jest cenzura i dyskryminacja ze względu na narodowość, poglądy polityczne i wyznanie. Portal został pozwany z powództwa prywatnego jeszcze w roku 2016, po Marszu Niepodległości 11 listopada. Przed narodowym świętem z Facebooka znikały strony i profile określonych osób i instytucji m.in. organizujących marsz.

Strona pozwana wniosła na początku o rozpatrywanie sprawy przy drzwiach zamkniętych, jednak sąd oddalił ten wniosek. Sąd wysłuchał obie strony. Mec. Monika Brzozowska-Pasieka, reprezentująca prezesa Reduty zwróciła uwagę na wątpliwości wokół tego, kto moderuje komentarze na Facebooku. Mecenas pytała czy robi to odrębna spółka, czy faktycznie istnieją odgórne wytyczne, które konkretyzują jakie treści na Facebooku mogą być zamieszczane, a jakie należy usuwać.

Pełnomocnicy strony pozwanej twierdzili, że prezes RDI jako Powód nie może występować w imieniu społeczności Facebooka. Według nich nie można mówić o naruszeniu dóbr osobistych Powoda, argumentując, że jednostka wchodząca w skład danej społeczności tylko wtedy może wnioskować o ochronę dóbr osobistych, gdy da się bez wątpliwości ustalić, że została osobiście urażona. Według pełnomocników Facebooka, nie może być mowy o naruszeniu dóbr osobistych Powoda, również ze względu na niejasne ich zdaniem określenie przynależności Powoda do grupy osób “o poglądach konserwatywnych”. Strona pozwana wnioskowała w związku z tym o oddalenie powództwa, co sąd jednak odrzucił.

Po wysłuchaniu stron, sąd postanowił o odroczeniu sprawy do 30 października 2019 roku.

Maciej Świrski jako użytkownik Facebooka żąda przeprosin za naruszenie jego praw do pozyskiwania informacji wolnych od cenzury i dyskryminacji oraz udzielenia Facebookowi zakazu stosowania cenzury, dyskryminacji i blokowania swobody informacji na platformie spółki.

Przegląd mediów niemieckich – atak na TVP i reparacje wojenne

Maj 24, 2019

W mediach niemieckich pojawiła się na początku maja bezpośrednia krytyka TVP. Pretekstem do ataku na polską telewizję był brak relacji na żywo z przemówienia przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska, które odbyło się 3 maja 2019 r. na Uniwersytecie Warszawskim. Duże zainteresowanie wywołał również artykuł w dzienniku „Die Welt” na temat ewentualnych reparacji wojennych i ich negatywnych skutków dla polskiej gospodarki.

Najważniejszy polski opozycjonista 

Wyemitowany 3 maja w głównym wydaniu wiadomości publicznej telewizji ARD materiał krytykujący TVP nie był pierwszą korespondencją tego typu. Zaledwie kilka dni wcześniej, 29 maja w Tagesthemen, flagowym programie publicystyczno-informacyjnym tej stacji, wyemitowana została relacja z bananowych protestów przed Muzeum Narodowym w Warszawie. Ton korespondencji był oczywiście krytyczny wobec usunięcia prac „ważnej polskiej artystki konceptualnej” Natalii LL, a „radosne” jedzenie bananów uznano za formę walki z cenzurowaniem sztuki. Autorzy materiału jako jedynego polityka zaprosili byłego ministra kultury w rządzie PO i europosła (Europejskiej Partii Ludowej) Bogdana Zdrojewskiego. Polityk stwierdził, że cenzura szczególnie niebezpieczna jest w obszarze kultury i sztuki oraz świadczy o negatywnych motywacjach rządzących.
Materiał poświęcony przemówieniu Donalda Tuska pokazany 3 maja 2019 r. w głównych wiadomościach ARD miał ilustrować problemy z wolnością słowa w krajach Unii Europejskiej. Warto zacytować dwa ostatnie zdania przeczytane przez dziennikarkę, zapowiadającą korespondencję z Warszawy:
„(…) Organizacja Reporterzy bez Granic wskazała na Turcję, gdzie nadal więzionych jest ponad 100 dziennikarzy. Również w krajach UE nasilają się ataki na wolność prasy”. Można odnieść wrażenie, że niemiecka telewizja publiczna, de facto sugeruje swoim widzom, że polskie władze, bo o nich jest później mowa, prowadzą podobną politykę względem mediów, co prezydent Erdogan.  Ciekawe jest również pierwsze zdanie korespondencji z Warszawy. „Donald Tusk, przewodniczący Rady Europejskiej, jest najważniejszym polskim politykiem opozycyjnym.” Wydawać by się mogło, że oficjalnie przewodniczący Rady Europejskiej powinien być ponadpartyjny i bezstronny. Niemiecki korespondent przechodzi jednak nad zaangażowaniem politycznym Donalda Tuska do porządku dziennego i informuje, że  w dniu upamiętniającym Konstytucję 3 Maja, Donald Tusk wygłosił mowę na Uniwersytecie Warszawskim, którą na żywo transmitowała stacja TVN 24. „W tym czasie publiczna stacja TVP Info pokazywała wojskową paradę.” – zauważa korespondent ARD. Niemiecki dziennikarz z pewnością wie, że na oglądanej na żywo przez tysiące Polaków defiladzie obecne były najwyższe władze państwowe, ale nie przekazuje tej wiedzy swoim widzom. Zamiast tego powstaje wrażenie, jakby telewizja chciała „jakąś” wojskową paradą przykryć przemówienie Donalda Tuska.

Atak na TVP

W dalszej części materiału ARD prezentuje wypowiedzi dziennikarza Jana Ordyńskiego, który TVP Info zarzucił „brak wolności i pluralizmu”. W programie podano również informacje, że po wygranych przez PiS wyborach parlamentarnych w 2015 roku z TVP zwolniono 200 osób, w tym znanych dziennikarzy prowadzących programy publicystyczne.
Oczywiście w materiale nie ma słowa o zupełnym upolitycznieniu telewizji w czasach rządów PO-PSL oraz wyjątkowo jednostronnym przekazie mediów prywatnych. Nie sięgnięto też po wizualnie mocne obrazy pokazujące próby wyrywania przez funkcjonariuszy ABW laptopa z rąk dziennikarza Sylwestra Latkowskiego w redakcji Wprost (18 czerwca 2014).
Posłużono się natomiast rankingiem organizacji Reporterzy bez Granic, wedle którego po przejęciu władzy przez PiS Polska spadła z 18 miejsca (2015 r.) na 59 (2019 r.).  Podobne w tonie materiały wideo zostały zamieszczone na portalu dziennika Die Welt (03.04.2019).
„W Polsce znajdują się w obiegu nieprzeliczone fakenewsy na temat Niemiec. Również w państwowej telewizji TVP.” – słyszymy w krótkim reportażu. W materiale sugerowane jest istnienie co najmniej jednej grupy, która masowo rozpowszechnia fałszywe informacje na temat Niemiec i opozycji. Politycy opozycji mają widzieć wyraźne powiązania z rządzącą partią PiS. „Już w czasie wyborów parlamentarnych w 2015 roku narodowym konserwatystom udało się zdobyć poparcie rozpowszechniając fałszywe informacje na temat imigrantów w Niemczech”.

Szkodliwe reparacje 

Duże oburzenie w Polsce wywołał opublikowany w Die Welt (20.05.2019) artykuł pióra  Svena Felixa Kellerhoffa pt.:  „Wypłaty reparacji wojennych nie pomagają – stwarzają  nowe problemy” (Reparationszahlungen heilen nicht – sie schaffen neue Probleme). Szef działu historii liberalnego dziennika Die Welt uważa, że wypłata odszkodowań przyniosłaby wielkie szkody dla wszystkich państw europejskich.
“Grecja, Polska i kraje bałtyckie domagają się od Niemiec olbrzymich odszkodowań za zbrodnie popełnione podczas II Wojny Światowej. Moraliści i populiści są tu z sobą zgodni – konsekwencje byłyby jednak dramatyczne”  – pisze niemiecki publicysta. „Krajom, które w przeszłości otrzymały reparacje, rzadko wyszły one na zdrowie.” – zauważa Kellerhoff przytaczając liczne przykłady XIX i XX wiecznych reparacji. Opisuje zażądane przez Bismarcka od Francji odszkodowania wojenne w wysokości 5 miliardów franków w złocie (1450 ton złota), które doprowadziły do głębokiej nienawiści we Francji i przegrzały wewnętrzną koniunkturę w Niemczech. Rewanż nastąpił po I Wojnie Światowej w Wersalu – Francja zażądała  840 miliardów marek w złocie (zredukowane później do 123 miliardów marek w złocie). Zdaniem Kellerhoffa miało się to przyczynić do wzrostu rewanżyzmu w Niemczech i umożliwić NSDAP przejęcie władzy.
Autor artykuły uważa roszczenia polskich i greckich „populistów” za bezpodstawne z prawnego punktu widzenia: „Rząd federalny niczym mantrę powtarza swoje, w pełni uzasadnione prawnie stanowisko, że wszelkie żądania dotyczące reparacji zostały na gruncie prawa międzynarodowego ostatecznie zakończone wraz z Traktatem 2+4 w 1990 roku”.
Tytułem ostrzeżenia niemiecki publicysta roztacza groźną wizję przyszłości:
„Miejmy nadzieję, że w Europie nie dojdzie do nowej wojny i że nawet aktualne roszczenia Polski i Grecji tego nie zmienią. Z pewnością jednak euro i Unia Europejska rozpadłyby się, gdyby oba te kraje blokowały pracę Brukseli, dopóki Niemcy nie uznają rzekomych zobowiązań reparacyjnych. Równocześnie doszłoby do wzrostu resentymentów, których skutkiem byłby ogromy wzrost nacjonalizmu.”
W wypadku zapłaty roszczeń Kellerhoff wieszczy upadek turystyki w Grecji i ciężkie czasy dla polskich pracowników w Niemczech, którzy utraciliby korzystne możliwości zarobkowania. Może do tego dojść, nawet gdyby nie wypłacono ani jednego euro – ostrzega publicysta Die Welt.

Reakcje czytelników 

Znamienne są reakcje niemieckich czytelników. Z poglądami autora godziło się 790 z nich. Zaledwie 25 było odmiennego zdania. Pod artykułem można przeczytać 161 komentarzy. Dominuje ton oburzenia i brak jakiegokolwiek zrozumienia dla stanowiska Polski i Grecji. Większość komentujących uważa, że 75 lat po wojnie doszło do przedawnienia roszczeń, a młode pokolenie nie może płacić astronomicznych sum za winy swoich dziadków. Podnoszony jest też argument, że przyznanie Polsce wschodnich terenów przedwojennych Niemiec było rodzajem dostatecznej rekompensaty. Formalnie Polska miała się zrzec w 1990 roku roszczeń, a Unia Europejska nie przetrwałaby dziś tego rodzaju sporu. Pojawia się też klasyczny argument o korzyściach, jakie Polska wynosi z członkostwa w UE i finansowym wsparciu Niemiec. Krytykowana jest pazerność „populistów”, którzy chcą odwrócić uwagę od własnych problemów i traktowanie Niemiec jako dojnej krowy. Co ciekawe większość głosów można byłoby przyporządkować do nurtu raczej prawicowego. Wyrażana jest też obawa, że lewicowy rząd mógłby się ugiąć przed polsko-greckimi żądaniami.

Spojrzenie na historię 

Odmienne, zdecydowanie bardziej złożone spojrzenie na historyczne tło polsko-niemiecko-rosyjskich relacji zaprezentował w dzienniku Der Tagesspiegel Christoph von Marschall. W artykule „Niemcy nie mogą uciekać od kontrowersji” (Deutschland kann der Kontroverse nicht mehr ausweichen, 06.05.2019) publicysta podnosi kwestię obchodów 80 rocznicy napaści Niemiec na Polskę oraz rolę Rosji w początkowej fazie wojny.
„Spojrzenie w historię pozwala ustalić położenie w teraźniejszości. (…) Po wojnie Niemcy musieli sobie wyjaśnić, co oznaczała wojna i holocaust dla ich narodowej świadomości historycznej. Dziś Niemcy są silnym państwem w centrum Europy i muszą nauczyć się, że rozwój Europy nie zależy tylko od czynników ekonomicznych, lecz także od tego, czy uda porozumieć się na temat historii. Pojmowanie historii należy do rdzenia europejskich tożsamości, posiada olbrzymi potencjał mobilizacyjny i może zwiększać lub paraliżować gotowość do europejskiej integracji.” – stwierdza Marschall.
Zauważa też europejskie obawy przed niemiecko-rosyjskim porozumieniem. „Oczywiście Niemcy nie powinny występować jako oskarżyciel Rosji. Dałoby to powód do przypuszczeń, że chcą relatywizować własną winę. Ale nie można też bez ograniczeń redukować złożoności (historii). Milczenie na temat rosyjskiej współodpowiedzialności wywołuje w Europie też nieufność względem Niemiec. Pokazują to konflikty z europejskimi partnerami na temat rurociągu Nord-Stream, obecności wojsk NATO w Polsce i krajach bałtyckich oraz odpowiedzi na agresję Moskwy na Ukrainie. Szybko pojawia się podejrzenie, że Niemcy i Rosjanie mogą porozumieć się nad głowami mieszkańców Europy Środkowej.”
Publicysta wskazuje też na znaczenie końca wojny w percepcji poszczególnych narodów. „Na ambiwalentne znaczenie roku 1945 dla (naszych) wschodnich sąsiadów zwracali uwagę nieliczni mieszkańcy Niemiec Zachodnich, chociaż los obywateli NRD mógł być przestrogą. Zawężali podział Europy do podziału Niemiec i traktowali to jako karę za niemieckie zbrodnie.” Marschall konstatuje również, że rok 1945 wielu narodom nie przyniósł wolności.
„Dla Polaków, Estończyków, Łotyszy i Litwinów koniec wojny nie oznaczał tylko wyzwolenia od nazistów, ale również przejście do innej dyktatury i obcej dominacji. Właściwe wyzwolenie nadeszło dla Europy Środkowej dopiero w 1989 roku, tudzież w 1991 roku wraz z upadkiem ZSRR.” – zauważa publicysta Der Tagesspiegel.
Gdyby jednak autor zechciał kontynuować swoje rozważanie, to być może doszedłby do wniosku, że wzrost siły gospodarczej, znaczenia i politycznych aspiracji Polski oraz innych krajów regionu jest logiczną konsekwencją dążenia do wolności zniewolonych przez komunizm narodów. Po 30 latach od upadku komunizmu następuje normalny proces przewartościowania pozycji Polski w regionie również względem dominującego w UE kraju, jakim są Niemcy.

***

Trwająca od 2015 roku krytyka rządów Prawa i Sprawiedliwości w niemieckich mediach coraz wyraźniej łączy się z kwestią reparacji wojennych. Można odnieść wrażenie, że prezentowane w mediach opinie często zbliżone są do linii rządowej. Przedstawienie Polski w negatywnym świetle – jako państwa np. ogradzającego swobodę mediów lub artystów, ksenofobicznego i roszczeniowego,  a do tego zmierzającego w kierunku autorytarnych form rządów może być formą przeciwdziałania ewentualnym dążeniom do wypłaty odszkodowań wojennych lub próbą poprawy stanowiska negocjacyjnego. Na przykładzie reakcji czytelników Die Welt widać również wyraźnie, jak bardzo emocjonalnie kwestia ewentualnych reparacji postrzegana jest przez niemieckie społeczeństwo.

The RDI Backs the Family of Edward Malinowski in their Lawsuit against Prof. Barbara Engelking and Dr. Jan Grabowski

Maj 21, 2019

The authors of the book Night Without an End (Dalej jest noc) present false information about a Polish hero – Edward Malinowski – who hid Jews during the Second World War. In their book, Barbara Engelking and Jan Grabowski refer to him as being an accomplice in the murder of Jews. The Good Name Redoubt is defending the good name of Edward Malinowski, supporting his niece in a lawsuit against the authors, and providing legal assistance.

In fragments of Night Without an End, Edward Malinowski, who was Filomena Leszczyńska’s paternal uncle, is depicted as “an accomplice in the murder of several dozen Jews who were hiding in the forest, and were handed over to Germans.” This version of history presented in Grabowski and Engelking’s publication is false, and such a depiction constitutes an infringement of the personal interests of not just Ms Leszczyńska, but also of every Pole.

Edward Malinowski, who is described in the defendants’ publication, hid Jewish people during the Second World War. One day in 1943, Germans looking for Jews hidden in nearby forest shelters came to the village of which he was leader. They demanded that the gamekeeper from Czerna (a nearby village) be brought out, and, as soon as he arrived, they set out for the woods, along with the village leader Malinowski, and several others. The peasants who accompanied them were told to bring shovels. Once there, the Germans used information from the gamekeeper to find the shelter, and they killed the Jews who were hiding there. After the war, Edward Malinowski was denounced by a neighbour, arrested by the Department of Security (UB), and accused of killing Jews. He was acquitted following a trial which included testimonies from the Jews he had hidden.

Describing the fate of one of the Jewish women hidden by Edward Malinowski, Barbara Engelking writes in Night Without an End that he was “an accomplice in the murder of several dozen Jews who were hiding in the forest, and were handed over to Germans.” At the same time, in a footnote to this fragment presenting her sources, the author provides a quote from the records of the proceedings against Malinowski conducted in 1950, in which she omits the fact that Malinowski had been hiding the Jewish woman and giving her food without taking anything in return.

It should be pointed out that the public and state-owned materials cited by the defendants as sources of information are quoted selectively. The rest of the passage regarding Edward Malinowski was concocted from false allegations, and from events which never happened. In particular, Barbara Engelking untruthfully writes that the Jew Maria Wiśniewska (then Estera Drogicka) was robbed by Edward Malinowski, and that she knew that he was an accomplice in the killing of 18 Jews. It is also not true that Ms Wiśniewska falsely testified at the trial to secure Malinowski’s acquittal.

According to the then-residents of the village, Edward Malinowski was a good village leader, who defended the residents, and never collaborated with German soldiers.

“The purpose of this lawsuit is to protect the memory of Edward Malinowski, who defended Jews during the war. He was a hero, and should be remembered as such by his niece, by their friends, and by all Poles. In my opinion, the events presented in Night Without an End are simply made up. This scandalous behaviour by the authors serves the purpose of confirming their thesis that Poles were killing Jews. In their publication, Grabowski and Engelking dishonours Edward Malinowski’s name by de facto calling him a thief and a murderer. There is no doubt that Malinowski was a hero, and we are going to prove this in court,” said Maciej Świrski, President of the Good Name Redoubt.

Filomena Leszczyńska, with support from the Good Name Redoubt, is demanding that the defendants remedy the infringement of her personal interests by making public declarations, publishing Maria Wiśniewska’s true testimonies, and paying compensation of PLN 100,000. The Good Name Redoubt is paying the costs of the case (legal representation and court fees, administrative fees, expert-witness fees and historians’ fees).

Publikujemy fragmenty pozwu przeciwko Barbarze Engelking i Janowi Grabowskiemu

Maj 20, 2019

Publikujemy fragmenty pozwu, który wytoczony został Barbarze Engelking i Janowi Grabowskiemu, autorom publikacji “Dalej jest noc”. Reduta broniąc dobrego imienia Edwarda Malinowskiego, wspiera jego bratanicę w procesie przeciwko autorom i zapewnia pomoc prawną.

W pozwie, który autorom książki wytoczyła Filomena Leszczyńska, bratanica Edwarda Malinowskiego, czytamy, że powódka domaga się od Grabowskiego i Engelking przeprosin “za rozpowszechnianie nieprawdziwych, zmyślonych informacji o Edwardzie Malinowskim”. Oprócz przeprosin Filomena Leszczyńska domaga się m.in. przyznania przez prof. Barbarę Engelking, że podane przez nią informacje “nie mają pokrycia w badaniach naukowych ani jakichkolwiek dokumentach”, a po prostu “pasowały do tezy, że Polacy mordowali Żydów”. Bratanica Edwarda Malinowskiego domaga się ponadto dodruku zgodnie z prawdą zeznań Marii Wiśniewskiej i zadośćuczynienia w wysokości 100 000 złotych.

Filomena Leszczyńska wie od czasów wojny o tym, że jej stryj ukrywał Żydów i czynił to bezinteresownie. W swojej rodzinie dbała o kult pamięci bohaterskiego stryja. Jak czytamy w pozwie, “jako osoba skromna, nie wnosiła o żadne korzyści z tego tytułu dla siebie lub dla rodziny. Dlatego też niezwykle dotkliwie odczuła informacje, że Edward Malinowski jest przedstawiany jako morderca (współwinny śmierci Żydów) i złodziej”.

Reduta Dobrego Imienia ponosi koszty tej sprawy (adwokackie i sądowe, administracyjne, koszty opinii biegłych i historyków).

W załącznikach znajdują się fragmenty pozwu, zarówno w wersji w języku polskim, jak i języku angielskim: