Informacja dla europarlamentarzystów na temat sytuacji w Polsce

Styczeń 15, 2016

Reduta Dobrego Imienia przesyła list do wszystkich posłów Parlamentu Europejskiego oraz członków Komisji Europejskiej

Z uwagą i niepokojem odnotowujemy coraz częściej pojawiające się także w Parlamencie Europejskim opinie o rzekomym zagrożeniu demokracji w Polsce pod rządami Prawa i Sprawiedliwości (PiS), rzekomym zamachu na Trybunał Konstytucyjny (TK), „zawłaszczaniu państwa”, a nawet o zamachu stanu i rodzącej się dyktaturze. Te pogłoski nie mają nic wspólnego z rzeczywistą sytuacją, ale przyczyniają się do budowania negatywnego obrazu Polski. Szkodzą dobremu imieniu Polski i Polaków.

Przewidywalność i stabilność Polski ma szczególne znaczenie wobec zagrożeń wewnętrznych i zewnętrznych, z jakimi obecnie zmaga się Unia Europejska. Aby zatem uspokoić naszych partnerów w Unii Europejskiej i zapewnić, że Polska jest krajem przestrzegającym prawa i standardów powszechnie uznawanych w kręgu cywilizacji europejskiej, przekazujemy poniższe informacje.

 

  • Wybory prezydenckie i parlamentarne jako przejaw demokracji

Zwycięstwo Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich, zdecydowane zwycięstwo PiS w wyborach parlamentarnych oraz sukces wyborczy ruchu społecznego Kukiz15 stały się wyrazem oczekiwania Polaków na radykalne, daleko idące zmiany w funkcjonowaniu systemu państwa. Zdaje się jedynie Platforma Obywatelska (PO) nie dostrzegła dokonanej zmiany i nie chce zgodzić się z wolą wyborców (!). Przez lata w kraju postępował proces, który można określić jako oligarchizacja państwa. Doprowadziło to do sytuacji, w której pod szyldem instytucji demokratycznych i zasad demokracji różne grupy interesów podejmowały istotne dla funkcjonowania kraju decyzje. To właśnie obawa przed utratą przez te grupy uprzywilejowanej pozycji w mediach, gospodarce i administracji państwowej jest obecnie prawdziwą przyczyną antyrządowych manifestacji w Polsce. Nie mają one nic wspólnego z rzekomym zagrożeniem demokracji.

Działania podejmowane przez aktualne władze, wybrane w demokratycznych, uznanych przez niezależnych obserwatorów wyborach, służą temu, by m.in. sądy i media lepiej odzwierciedlały wolę wyborców. To także przywracanie systemu wartości spójnego z naszą tradycją i tożsamością kulturową. Jak to celnie wyraził eurodeputowany Hans-Olaf Henkel: „Nie ma innego narodu w Europie, który na przestrzeni ostatnich 100 lat tak zajadle walczył o wolność i demokrację, jak Polacy.”[1] Wolność i demokracja są dla nas nadal wartościami nadrzędnymi.

  • Dyskusje i spory dotyczące Trybunału Konstytucyjnego

Najostrzejszy i zarazem zasadniczy spór ostatnich tygodni dotyczy Trybunału Konstytucyjnego (TK) – chodzi o kwestie związane z wyborem i zaprzysiężeniem członków TK oraz dokonywane zmiany ustawowe. To stało się pretekstem do formułowania w kraju i za granicą opinii o rzekomym zamachu na demokrację, a nawet o zamachu stanu. Przetoczyła się przez Polskę fala dyskusji dotyczących standardów polskiej demokracji oraz wartości wyrażanych w konstytucji.

Tymczasem – jeśli już używać tej retoryki – zamach na niezależność Trybunału dokonał się, gdy
w czerwcu 2015 roku, tuż przed końcem kadencji Sejmu, wobec groźby porażki w zbliżających się wyborach parlamentarnych, poprzedni obóz rządowy przygotował i uchwalił ustawę o TK (tzw. ustawa czerwcowa).

W tworzeniu „ustawy czerwcowej” aktywny udział brało dwóch sędziów TK, z prezesem TK na czele. Tym samym złamane zostało prawo – Art.178 pt.3 Konstytucji, brzmi: „Sędzia nie może należeć do partii politycznej, związku zawodowego ani prowadzić działalności publicznej nie dającej się pogodzić z zasadami niezależności sądów i niezawisłości sędziów”.

Na mocy tej właśnie ustawy, przegłosowanej w ówczesnym parlamencie głosami posłów PO, PSL
i SLD, powołano nowych członków TK jeszcze przed końcem kadencji ich poprzedników (!).Wybór sędziów, których powinien wybrać dopiero następny parlament, był działaniem niezgodnym z Konstytucją (co potwierdził w niedawnym orzeczeniu sam TK) i stanowił swoisty zamach na mechanizm gwarantujący pluralizm Trybunału, stojący u podstaw jego niezależności.

Sytuacja, jaka powstała na skutek powyższych działań ówczesnych władz RP, postawiła przed prezydentem Andrzejem Dudą i nowym parlamentem wymóg znalezienia nowych rozwiązań mających na celu przywrócenie faktycznej ochrony ładu konstytucyjnego.

Naturalnym jest bowiem, że każde demokratyczne państwo wypracowuje własny model sądownictwa konstytucyjnego. Osiągnięcie konsensusu wymaga jednak czasu, spokoju i dojrzałego odpowiedzialnego dialogu wszystkich środowisk i sił politycznych. Podsycanie niezdrowych emocji czy wywieranie nacisku
w żadnym wypadku temu nie służy. A Polska pokazała już w swojej nawet najnowszej historii, że potrafi osiągać porozumienia ponad podziałami.

  • Ustawa medialna a rzekome zagrożenie wolności słowa i niezależności mediów publicznych

Kolejnym tematem podnoszonym przez tzw. obrońców demokracji jest rzekome zagrożenie wolności słowa w Polsce po uchwaleniu w ostatnich dniach ustawy medialnej. Podjęte działania są oceniane jako sprzeczne z pluralizmem mediów i niezależnością mediów publicznych oraz z demokracją w Polsce. Te zarzuty, podobnie jak w przypadku TK, są całkowicie nieuzasadnione.

Społeczeństwo ma prawo do pełnej, rzetelnej i obiektywnej informacji. I jest to nadrzędną rolą mediów, przede wszystkim mediów publicznych.

Przykładów ograniczania dostępu społeczeństwa do wiedzy o sytuacji w kraju w ostatnich latach można przedstawiać wiele. Wspomnijmy choćby zmarginalizowanie informacji z 14 grudnia 2014 roku, kiedy to przez blisko 4 godziny ówczesny prezydent Bronisław Komorowski zeznawał jako świadek
w bezprecedensowym procesie dziennikarza Wojciecha Sumlińskiego i byłego oficera Wojskowych Służb Informacyjnych (WSI) płk. Aleksandra L., oskarżonych o płatną protekcję. Wydarzenie tego rodzaju w mediach prawdziwie demokratycznych byłoby wydarzeniem dnia, tymczasem media w Polsce, w tym media publiczne ograniczyły się wówczas jedynie do wzmianek o tym, że takie przesłuchanie się odbyło. Zaniechano relacjonowania przebiegu przesłuchania, pomimo, że wszystkie stacje telewizyjne miały swoje kamery na sali rozpraw. Nie podjęto tematu niejasnych i wielce kontrowersyjnych powiązań byłego prezydenta ze środowiskiem wojskowych służb specjalnych. Materiał udostępniany w mediach publicznych sprowadzał się do jednominutowego przekazu. Trudno o wyrazistszy przykład braku obiektywizmu mediów publicznych i ich nierzetelności.

Oczywiste w tej sytuacji jest podejmowanie przez obecne władze RP działań zmierzających do przywrócenia mediom publicznym ich właściwej roli, do przywrócenia w nich standardów zawodowych
i etycznych, jakich wymaga realizacja misji publicznej, a także do racjonalizacji i obniżenia kosztów zarządzania spółkami publicznej radiofonii i telewizji. Tego też oczekuje społeczeństwo, które określiło swoje oczekiwania, potrzeby i preferencje w demokratycznych wyborach.

Projekt ustawy o mediach narodowych zakłada – o czym informuje Polska Agencja Prasowa (PAP) – iż „Telewizja Polska, Polskie Radio i Polska Agencja Prasowa staną się mediami narodowymi; zostaną przekształcone w państwowe osoby prawne zarządzane przez dyrektora; nadzór nad nimi będzie należał do Rady Mediów Narodowych”.

W depeszy PAP czytamy m.in.: „misją Polskiej Agencji Prasowej jest pozyskiwanie i przekazywanie odbiorcom rzetelnych, obiektywnych i wszechstronnych informacji z kraju i z zagranicy. Z kolei misją instytucji narodowej radiofonii i telewizji jest kultywowanie tradycji narodowych oraz wartości patriotycznych i humanistycznych, przyczynianie się do zaspokajania duchowych potrzeb słuchaczy i widzów, rozbudzanie i zaspokajanie ich wszechstronnych zainteresowań, upowszechnianie dorobku polskiej i światowej nauki i twórczości artystycznej, popularyzowanie różnych form obywatelskiej aktywności, ułatwianie dostępu do obiektywnej informacji oraz tworzenie warunków pluralistycznej debaty o sprawach publicznych […][2]

Ustawa dotyczy wyłącznie mediów publicznych i w żaden sposób nie wpływa na funkcjonowanie
i przekaz mediów prywatnych. Tymczasem – jak słusznie zauważa nawet Jacek Żakowski, dziennikarz tygodnika Polityka, niesprzyjający PiS guru tzw. środowisk liberalno-demokratycznych – „miejsce solidnej debaty i informacji zajęły komercyjnie dużo bardziej wydajne partyjne jatki albo inforozrywka”. Dziennikarz zwraca uwagę, że „media publiczne stały się komercyjnie imponująco sprawne”, czego „ceną było faktyczne porzucenie misji i zmarnowanie szansy przyczyniania się do powstania w Polsce świadomego demokratycznego społeczeństwa obywatelskiego, które m.in. rozumie […] jak kluczową rolę gra w demokracji budowanie i podtrzymywanie kultury demokratycznej. W europejskich stabilnych demokracjach to właśnie – obok wyznaczania standardów jakościowych dla całego rynku medialnego – jest główny cel i sens istnienia mediów publicznych”.[3] Obecne działania władz RP służą przywróceniu takiego sensu i porządku.

  • Bezpieczeństwo obywateli w kontekście noweli ustawy o Policji

Opozycja zarzuca PIS, że ten działa w pośpiechu, „pod osłoną nocy”, skraca proces legislacyjny i unika konsultacji społecznych. Tymczasem, wbrew temu zarzutowi, w Ministerstwie Cyfryzacji odbyły się konsultacje społeczne na temat wolności słowa, prywatności i swobody internetu. Wcześniej Sejm przeprowadził pierwsze czytanie projektu PiS ws. kontroli operacyjnej prowadzonej przez tajne służby oraz zasad pobierania przez nie billingów.

Projekt nie przewiduje żadnych dodatkowych uprawnień dla służb specjalnych. Przygotowany przez PiS projekt ma wykonywać wyrok TK z lipca 2014 roku(!) o częściowej niekonstytucyjności zasad pobierania billingów oraz kontroli operacyjnych.

Poprzednie władze od połowy 2014 roku nie podjęły prac nad ustawą mimo zaleceń TK. Pośpiech był tu więc konieczny – zakwestionowane przepisy przestaną obowiązywać z dniem 6 lutego 2016 roku i wówczas służby straciłyby prawo zbierania billingów oraz kontroli operacyjnej, co sparaliżowałoby ich pracę.

Wbrew rozpowszechnianym opiniom, projekt ustawy nie łamie żadnych standardów, ale wprowadza regulacje funkcjonujące niemal we wszystkich krajach UE i wynika z konieczności zastosowania się do zaleceń TK, czego rząd PO-PSL zaniechał.

“Projekt określa zamknięty katalog danych innych niż dane telekomunikacyjne, które uprawnione służby mogą uzyskiwać od operatorów w celu zapobiegania lub wykrywania przestępstw. Wskazano też, że dane telekomunikacyjne, pocztowe oraz internetowe mogą być udostępniane tylko w celu realizacji konkretnych zadań określonych w ustawie regulującej działalność danej służby. […]

Właściwy sąd okręgowy miałby prawo do kontroli post factum pozyskiwania danych telekomunikacyjnych, pocztowych i internetowych. Uprawnione organy raz na pół roku przekazywałyby do sądu sprawozdania o liczbie pozyskanych danych oraz o rodzajach przestępstw, w związku z którymi o nie wystąpiono. Sąd mógłby zapoznać się z materiałami uzasadniającymi udostępnienie danych.

Projekt reguluje też szczegółowo zasady postępowania z uzyskanymi przez służby materiałami, które mogą zawierać tajemnice zawodowe, np. lekarskie, dziennikarskie, adwokackie.”[4]

  • Ostatnie 8 lat w Polsce

Trwające 8 lat rządy koalicji Platformy Obywatelskiej (PO) i Polskiego Stronnictwa Ludowego (PSL) można najkrócej podsumować stwierdzeniem, że rządzący traktowali państwo (jego instytucje i zasoby) oraz pieniądze podatników jako swoją prywatną własność. Władza stworzyła silny front propagandowy, wiążąc ze sobą największe media. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji (KRRiT) została zdominowana przez ludzi wywodzących się lub powiązanych z władzą, szczególnie z PO. Dotyczyło to też zarządów i kierownictwa mediów publicznych. Usunięto z mediów publicznych wielu dziennikarzy i publicystów krytycznych w stosunku do rządu. Obowiązywał nieformalny zakaz zapraszania wielu publicystów i angażowania artystów, mających poglądy odmienne od rządowych, odcinając im dostęp do mediów publicznych.

Utworzony swoisty front medialny przygotowywał grunt pod wprowadzane przez rząd regulacje ograniczające m.in. prawa wychowawcze rodziców czy prawo do zgromadzeń. Maskował też liczne afery
i skandale z udziałem przedstawicieli władzy. Polscy internauci stworzyli listę afer z udziałem polityków koalicji PO – PSL, do jakich doszło w ciągu ostatnich ośmiu lat. Liczy ona ponad 2,5 tys. pozycji i nie uwzględnia tych, do których doszło już pod sam koniec kadencji.

Jako haniebną można określić postawę mediów w odniesieniu do katastrofy smoleńskiej, w której zginęli m.in. prezydent RP Lech Kaczyński, Rzecznik Praw Obywatelskich, najwyżsi dowódcy Wojska Polskiego, ministrowie kancelarii prezydenta i wielu posłów. Od pierwszych godzin po katastrofie media
i rządowa komisja powołana do zbadania przyczyn katastrofy konsekwentnie forsowały tezę o błędzie pilotów, mimo że nie zbadano szczątków samolotu ani czarnych skrzynek (te nadal pozostają w Rosji). Nie dokonano rzetelnej autopsji ciał ofiar. Turyści i niezależni dziennikarze znajdowali fragmenty samolotu prezydenckiego
i szczątki ofiar jeszcze wiele miesięcy po katastrofie. Dla porównania – zupełnie inne procedury zastosowano chociażby przy badaniu katastrofy nad Lockerbie czy malezyjskiego samolotu zestrzelonego nad Ukrainą.

Rozbudowany został też system inwigilacji obywateli. Liczba kontroli rozmów telefonicznych i sms, dokonanych przez służby państwowe w ciągu ostatniego roku osiągnęła pułap 2 mln 177 tys.![5]

Niemal standardem stało się ustawianie pod konkretnego wykonawcę przetargów na zamówienia publiczne albo przyznawanie bez przetargu kontraktów firmom powiązanym rodzinnie, towarzysko lub biznesowo z politykami koalicji rządzącej.

Polityka ośmiu lat ostatniego rządu przyniosła poważne konsekwencje społeczne i ekonomiczne. Przy rosnącym PKB i rosnących średnich dochodach, malał popyt wewnętrzny i wpływy budżetowe z podatku VAT, a rosło zadłużenie gospodarstw domowych i zwiększała się sfera ubóstwa.

Obrazu dopełnia fakt, iż rządząca koalicja odrzucała, bez względu na liczbę zebranych podpisów, społeczne wnioski referendalne i społeczne projekty ustaw. Ignorowała wnioski płynące z konsultacji społecznych przy rządowych projektach ustaw.

To zadziwiające, że ci, którzy teraz głośno wyrażają niepokój z powodu rzekomego zagrożenia demokracji czy postulują stosowanie sankcji wobec Polski, milczeli, kiedy demokracja była rzeczywiście zagrożona. „Hipokryzja to hołd złożony cnocie przez występek”[6]

Maciej Świrski

Prezes Reduty Dobrego Imienia

 

[1] Hans-Olaf Henkel w rozmowie z portalem wPolityce.pl z 04.01.2016 http://wpolityce.pl/polityka/277081-eurodeputowany-hans-olaf-henkel-polacy-nie-potrzebuja-dobrych-rad-niemcow-urzadzajac-nagonke-na-pis-niemieccy-chadecy-wspieraja-po-swojego-politycznego-sojusznika-nasz-wywiad

[2] Pełna treść depeszy PAP stanowi załącznik do niniejszego dokumentu

[3] Jacek Żakowski dla Wirtualnej Polski, akt. 07.01.2016,14:24

[4] PAP, 30.12.2015 18:40 http://www.pap.pl/aktualnosci/news,451595,sejm-nie-zgodzil-sie-na-odrzucenie-projektu-pis-ws-kontroli-operacyjnej-i-billingow.html

[5] http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/860217,obywatelu-pamietaj-twoja-rozmowa-jest-kontrolowana.html

[6]François de La Rochefoucauld

Ściągnij angielski tekst informacji i wyślij do znajomych:

 Download

List do komisarza Gunthera Oettingera w sprawie “nadzoru nad Warszawą”

Styczeń 4, 2016

Od dłuższego czasu w niemieckich mediach trwa nagonka na Polskę. W nagonce tej biorą też udział prominentni politycy Unii Europejskiej narodowości niemieckiej, natomiast rząd nIemiecki zachowuje się powściągliwie.

Jak widać jest to zorkiestrowane wywieranie presji na Polskę, której nowy rząd formułuje własną politykę zagraniczną. Wszystko wskazuje na to, że wściekłe ataki zniesławiającej propagandy niemieckiej (bo trudno nazwać inaczej, na pewno nie jest to obiektywne informowanie) mają na celu zachowanie status quo, czyli uprzywilejowania niemieckich interesów w Polsce.

Bez względu na to jaki kto ma stosunek do nowego rządu w Polsce, czy głosował na Prawo i Sprawiedliwość czy na PO jedno wydaje się pewne – nigdy w dotychczasowej historii stosunków polsko-niemieckich po 1989 roku nie było tak brutalnej akcji propagandowej przeciwko Polsce.

Akcja ta ma wszelkie cechy zorganizowanej akcji zniesławień. Czy ma doprowadzić do zmiany władzy w Polsce? Jeśli jest tego taki cel, to jest to złamanie wszelkich norm prawa międzynarodowego i europejskiego.

Ostatnio komisarz UE Gunther Oettinger powiedział w dn. 3.01.2016 na łamach Frankfurter Allgemeinen Sonntagszeitung , że „…Dużo przemawia za tym abyśmy aktywowali mechanizm praworządności i postawili Warszawę pod nadzorem. Dyrektor (w radiu lub TV) nie może być zwolniony bez podania powodów. To byłaby samowola. Im większa jest nasza troska aby publiczne radio mogło spełniać swoją funkcję a mianowicie informować bezstronnie obywateli, tym bardziej musimy wzmocnić niezależność organów regulujących

Nie wiemy z jakich źródeł czerpie swą wiedzę na temat Polski komisarz Oettinger. W tych kilku zdaniach wykazał, że nic nie wie na temat prawdziwej sytuacji w Polsce, ale za to posuwa się do pogróżek przeciwko Polsce , mówiąc o „aktywowaniu mechanizmu praworządności” i postawieniu Warszawy pod nadzorem. Dla Polaka te słowa muszą brzmieć złowrogo: Oettinger użył słowa „Rechtsstaat” – a to właśnie pod rządami tego niemieckiego państwa prawa Niemcy dokonali wszystkich straszliwych zbrodni na Polakach.

Dlatego przypominamy w naszej petycji panu Oettingerowi jak Polakom się kojarzą tego rodzaju pogróżki. Polacy nie dadzą się zastraszyć.Polska jest suwerennym państwem, a pogróżki ze strony niemieckich polityków burzą trudne pojednanie polsko-niemieckie, które przez 50 laty rozpoczęli Polscy biskupi.

Polacy są narodem wielkodusznym. Lecz również Polacy mają pamięć. Więc niech pan Oettinger nie będzie tak pewny możliwości wzięcia Warszawy pod nadzór. Polacy wiedzą jak odpowiadać na niemieckie pogróżki.

Poniżej treść petycji w języku polskim. Jeszcze poniżej jest klawisz “podpisz teraz” . Kliknięcie w niego przeniesie na stronę do podpisywania petycji.

Panie Oetinger,

Od czasu niedawnych wyborów w Polsce w niemieckich mediach trwa kampania zniesławiająca Polaków, a pan się do tego przyłączył. Dlatego piszę do pana w imieniu tysięcy członków i sympatyków Polskiej Ligi przeciw Zniesławieniom.

Ostatnio powiedział pan, że „Polska powinna być objęta nadzorem” z powodu rzekomego łamania reguł demokracji. Powiedział pan także o konieczności aktywowania „mechanizmów praworządności” w Polsce. Użył pan niemieckiego sformułowania „Rechtsstaatsmechanismus aktivieren“.

Otóż (jeśli pan nie wie, to najwyższa pora żeby pan się dowiedział), że był już czas, gdy Niemcy aktywowali mechanizmy niemieckiej praworządności w Polsce. A słowo : „Rechtsstaat“ brzmi szczególnie złowrogo dla Polaków. Wszystkie bez wyjątku zbrodnie niemieckie w Polsce w latach 1939 – 1945 zostały popełnione w majestacie niemieckiego państwa prawa, właśnie owego „Rechsstaat”. Rozstrzeliwania na ulicach, mordowanie w lasach Piaśnicy i Palmir (tylko dwa przykłady z tysięcy), mordowanie obywateli polskich w Auschwitz, Majdanku i tysiącu innych niemieckich obozów, deportacje, rabunek mienia, grabieże przy wysiedleniach, porywanie polskich dzieci w celu germanizacji, spalenie ponad 800 polskich wsi i wymordowanie ich mieszkańców, w końcu – starcie z powierzchni ziemi naszej stolicy Warszawy – to wszystko jest owocem niemieckiego „Rechtsstaat” w Polsce!

My Polacy mamy szczególne powody do niepokoju, gdy niemiecki ważny polityk mówi o wprowadzaniu porządków w Polsce i nie możemy tego nie kojarzyć z haniebną przeszłością Niemiec.

W Polsce odbyły się demokratyczne wybory. Polacy wybrali partię, która mogła samodzielnie sformować nowy rząd oraz wybrali Prezydenta – działacza tej partii. Rząd ten m.in. chce, by zagraniczne korporacje płaciły w Polsce podatki, albowiem w większości tego nie robią i wywożą rocznie kapitał wartości 5% polskiego PKB. A więc, panie Oetinger, zmiana polityczna w Polsce polega i na tym, że także Niemcy w Polsce będą płacić podatki, bo taka jest wola Polaków. I proszę – w imię wspólnego interesu europejskiego – nie dawać powodów do obaw, że Niemcy wywierają na Polskę presję polityczną we własnym, niemieckim interesie ekonomicznym.

I na koniec dobra rada: metoda gróźb i zniesławień Polaków jest najgorszą drogą do osiągnięcia porozumienia. Polacy mają w żywej pamięci niemieckie metody w Polsce i znają też na to odpowiedź. Polacy nie dają się zastraszyć, a pomimo różnicy potencjałów, mają możliwości obrony przed niemiecką presją.

Z poważaniem

Maciej Świrski
Prezes Polskiej Ligi przeciw Zniesławieniom

podpisz klawisz

Życzenia Świateczne i sprawy Józia przetrzymywanego w Norwegii c.d.

Grudzień 23, 2015

RDISzopka RDIBC

Podnieś rękę Boże Dziecię…

…błogosław Ojczyznę miłą

w dobrych radach dobrym bycie,

wspieraj jej siłę Swą siłą…

Święto Bożego Narodzenia to czas otuchy i nadziei. Czas odradzania się wiary w siłę Chrystusa i w siłę człowieka.

Niech te szczególne chwile przyniosą wszystkim Polakom, a w szczególności wolontariuszom i sympatykom Reduty Dobrego Imienia głębokie doświadczenie obecności Boga.

Życzy Zespół Reduty Dobrego Imienia

Reduta pomaga babci Józia wysłać pocztą dyplomatyczną prezent dla wnuka

Dzięki pomocy Reduty Dobrego Imienia pani Teresa Skrętowska, babcia przetrzymywanego w norweskim sierocińcu Józia przekazała na ręce sekretarza ambasady Norwegii w Warszawie prezent na święta Bożego Narodzenia dla jedynego wnuka. Babcia może go odwiedzać jedynie dwa razy w roku przez cztery godziny w obecności urzędnika lub opiekuna, i tylko podczas takich spotkań przekazywać upominki.

Do prezentu, polskich słodyczy i klocków lego dołączono kartki świąteczne od wielu znanych przedstawicieli świata kultury i Kościoła, którzy życzyli Józiowi szybkiego powrotu do Polski. Zanim jednak prezent został przyjęty, przedstawiciele ambasady zażądali jego otwarcia i oględzin. Po zweryfikowaniu zawartości podpisano protokół przekazania. Na wyraźną prośbę Macieja Świrskiego, prezesa Reduty Dobrego Imienia paczka zostanie wysłana do norweskiego sierocińca pocztą dyplomatyczną.

Od czterech lat, czyli od śmierci swojej córki (a matki dziecka) pani Teresa bezskutecznie walczy o uwolnienie niepełnosprawnego Józia z rąk norweskich urzędników i „opiekunów”. Pod petycją Reduty Dobrego Imienia w sprawie uwolnienia Józia oraz co najmniej 100 polskich dzieci przemocą zabranych rodzinom przez Barnevernet (urząd ochrony dzieci) podpisało się już blisko 40 tys. osób, w tym przedstawiciele norweskich organizacji pozarządowych. Dzieci zabrane przez Barnevernet pozbawiane są kontaktu z ojczystym językiem, kulturą i wiarą, co prowadzi do wynarodowienia i stoi w sprzeczności z prawem międzynarodowym w tym m.in. Konwencją Praw Dziecka.

Kilka miesięcy temu wygasła ważność paszportu Józia, co zaskoczonym norweskim urzędnikom zgłosił polski konsul. W tym czasie chłopiec był co najmniej dwa razy wywieziony poza granice Norwegii. Powody tych podróży są nieznane. Tymczasem Barnevernet zamiast pozwolić konsulowi na wyrobienie nowego paszportu, nakłania ojca dziecka do podpisania dokumentów przyznających Józiowi norweskie obywatelstwo. Do tej decyzji ma go przekonać odszkodowanie wysokości ok. 300 tys. zł jakie przysługuje Józiowi po śmierci matki.

Przypomnijmy, że po wyczerpaniu wszelkich możliwości prawnych w Norwegii, pani Teresa skierowała sprawę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.Petycję w sprawie Józia można podpisywać na stronach Reduty Dobrego Imienia www.rdi.org.pl

zdjęcie z ambasady

Pani Teresa Skrętowska, babcia Józia i prezes Reduty, Maciej Świrski w pomieszczeniu konsularnym Ambasady Norwegii w Warszawie

Stanowisko RDI w sprawie skandalicznej wypowiedzi Martina Schulza

Grudzień 19, 2015

Otrzymaliśmy wiele maili z prośbą o zorganizowanie akcji petycyjnej w sprawie skandalicznej wypowiedzi Martina Schultza na temat Polski. Przewodniczący Parlamentu Europejskiego raczył wyrazić pogląd, jakoby w Polsce został przeprowadzony zamach stanu, za co uznał zmiany wprowadzane w ustawie  o Trybunale Konstytucyjnym.

Martin Schulz jak większość polityków niemieckich i europejskiej lewicy czerpie swą wiedzę na temat Polski z artykułów prasy mainstreamowej z Polski, tłumaczonych i zamieszczanych w mediach niemieckich, co potem jest podawane w mediach mainstreamu w Polsce jako opinie niemieckiej prasy na temat Polski.

Ponieważ Martin Schulz legitymuje się jedynie wykształceniem podstawowym nic dziwnego, że nie jest w stanie sam zrozumieć tego co się dzieje w Polsce i musi posługiwać się atrapami informacyjnymi.

Misją Reduty jest walka z rasizmem i ksenofobią zwróconą przeciwko obywatelom polskim bez względu na pochodzenie oraz informowanie o prawdziwej przeszłości i teraźniejszości Polski.

W związku z powyższym Reduta Dobrego Imienia przygotuje pakiet informacyjny na temat Polski dla p. Schulza napisany w sposób przystępny, językiem prostym i zrozumiałym nawet dla niego. Ponieważ Rząd RP w sposób prawidłowy zareagował na skandaliczną wypowiedź p. Schulza, a po spotkaniu z Panią Premier Beatą Szydło p. Schulz zaczął się wycofywać ze swojej głupiej wypowiedzi, Reduta nie będzie podejmować zorganizowanych działań w jego sprawie.

Liczymy, że p. Martin Schulz po uzupełnieniu wiadomości na temat Polski będzie w stanie wygłaszać opinie oparte na faktach, a nie na urojeniach wynikających z lektury stronniczych tekstów pochodzących z gazet znanych z tego, że ich redaktorzy nienawidzą przedstawicieli partii obecnie sprawujących władzę w Polsce.

Maciej Świrski
Prezes Reduty Dobrego Imienia.

Warszawa, 19.12.2015

Precz z rasizmem w Norwegii! Uwolnić Józia! Podpisujemy petycję! Wstrząsająca historia polskiego dziecka w niewoli norweskiej.

Grudzień 9, 2015

1.

Reduta Dobrego Imienia z przyjmuje oświadczenie norweskiej Rady Etyki Mediów w którym Rada wyjaśnia, że nie usankcjonowała terminu „polski obóz koncentracyjny”, a jedynie zaakceptowała przeprosiny gazety, która go użyła.

Oświadczenie Rady jest efektem zorganizowanej przez Redutę zmasowanej akcji protestacyjnej polskich internautów, którzy w ciągu kilku dni wysłali blisko 40 tys. maili blokując skrzynki pocztowe największych norweskich organizacji dziennikarskich.

2.

To jednak nie rozwiązuje problemu rasistowskiego podejścia do Polaków w Norwegii, gdzie łamane są podstawowe prawa równościowe. Polacy traktowani są gorzej jako pracownicy, nie otrzymują należnych bonusów za nadgodziny, nie chce ich się zatrudniać legalnie zmuszając do pracy na czarno.

Jednak to, co szczególnie bulwersuje, to liczne przypadki odbierania pod byle pretekstem polskim rodzinom ich dzieci – polskich obywateli. Barnevernet (urząd ochrony dzieci) wykorzystuje w tym celu najdrobniejsze różnice kulturowe, posuwając się wręcz do absurdu.

Dla Barnevernet np. przytulanie dziecka jest molestowaniem seksualnym, a wyrwanie zęba-mleczaka bez wiedzy dentysty – zaniedbaniem w opiece. Rozmowy prowadzone są z dzieckiem bez psychologa oraz tłumacza i najczęściej opierają się na domysłach. Barnevernet ma na swoim koncie wyjątkowo drastyczne przykłady postępowania, nawet wobec dzieci niepełnosprawnych.

Dział Dokumentacji RDI ocenia, że te praktyki są skutkiem rasistowskiego i dyskryminującego stosunku Norwegów i władz norweskich do Polaków.

Polacy są uważani za Europejczyków gorszej kategorii, których można bezkarnie poniżać i dyskryminować – czego dowodem jest fakt, że podobne przypadki o wiele rzadziej zdarzają się innym narodowościom niesłowiańskim (mniejszościom) zamieszkałym w Norwegii.

Zachodzi podejrzenie, że odbieranie polskich dzieci ma na celu wynarodowienie, aby mieć więcej obywateli pochodzenia europejskiego, łatwo asymilujących się.

Ponieważ dotychczas III RP nie troszczyła się o obywateli polskich przebywających za granicą tego rodzaju rasistowskie praktyki, podobne do niemieckiej akcji Lebensborn z czasów III Rzeszy, nie spotykały się z właściwym przeciwdziałaniem.

W opinii Działu Dokumentacji RDI rasistowskie traktowanie Słowian, a przede wszystkim Polaków w Norwegii jest pokłosiem narodowego socjalizmu. W latach II wojny światowej nazistowski kolaboracyjny rząd Vidikuna Quislinga wziął udział w antyżydowskich czystkach we własnym kraju, a co najmniej 15 000 Norwegów wstąpiło do ochotniczych, doborowych, norweskich oddziałów Waffen SS, z tego 6000 Norwegów z tych oddziałów wzięło udział w często ludobójczych walkach na wschodzie Europy.

Józio 1Media

Pani Teresa Skrętowska z Warszawy walczy o odzyskanie swojego jedynego wnuka Józia, od czterech lat przetrzymywanego przez władze norweskie.

Józio urodził się jako dziecko niepełnosprawne. Przez pierwsze cztery lata życia był rehabilitowany w Instytucie Matki i Dziecka z bardzo dobrymi efektami i przy bardzo dużym wsparciu ze strony babci. W wieku czterech lat wraz z rodzicami wyjechał do Stavanger w Norwegii.

Rodzice Józefa postanowili jednak żyć w separacji, ze względu na porywczość ojca. Z czasem ojciec otrzymał policyjny zakaz zbliżania się do matki oraz dziecka, rozpoczął się także proces ograniczenia jego praw rodzicielskich.

Koszmar zaczął się w kwietniu 2011 r. kiedy nagle zmarła matka. Józef miał wtedy osiem lat. Mimo, że w następnym dniu po śmierci córki pani Teresa wystąpiła z wnioskiem o przejęcie opieki nad niepełnosprawnym wnukiem, Barnevernet (urząd ochrony dzieci) przyznał ją warunkowo ojcu Józefa.

Już po dwóch miesiącach w związku ze złą opieką ojca, Józef został przejęty przez Barnevernet. Od tego czasu przebywał albo w sierocińcu, albo w kolejnej rodzinie zastępczej bez jakiegokolwiek kontaktu z językiem i kulturą polską, a także religią katolicką. Walczącej o prawo do opieki pani Teresie przyznano możliwość widywania się z wnukiem dwa razy w roku przez trzy godziny, w obecności urzędnika. Kontakty telefoniczne są utrudniane. Wszelkie listy i kartki przejęto informując, że Józef je otrzyma po uzyskaniu pełnoletniości.

Józio 2.MediaW maju 2014 roku po wizycie u Józefa w rodzinie zastępczej, pani Teresa postanowiła kolejny raz interweniować w Barnevernet, jednak bezskutecznie. Józef był wychudzony, niezwykle osłabiony, mieszkał w pomieszczeniu przypominającym piwnicę z oknem pod sufitem. Pojawiły się także podejrzenia o molestowanie seksualne.

Dzięki pomocy jednej z organizacji pozarządowych do której zwróciła się pani Teresa, sprawą zainteresowała się policja. To właśnie w wyniku jej interwencji w lipcu br. Józef znowu trafił do sierocińca. Teraz czeka na przejęcie przez kolejną rodzinę zastępczą, prawdopodobnie tuż przed świętami Bożego Narodzenia.

Rodzina zastępcza z tytułu niepełnosprawności Józefa otrzymuje dodatkowe, niemałe fundusze.

W efekcie „opieki” norweskich urzędników Józef prawie nie mówi po polsku, ale rozumie. Jest także dowożony na praktyki jakiejś sekty religijnej.

W maju br. po wyczerpaniu wszelkich możliwych środków sądowych na terenie Norwegii pani Teresa skierowała sprawę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.

Józio 3Media

Obecnie na terenie Norwegii udokumentowano ponad 100 przypadków zabrania polskich rodzinom dzieci. Ponad 40 polskich dzieci ulokowano już w rodzinach zastępczych. Nie są to wszystkie przypadki, gdyż Bernevernet (urząd ochrony dzieci) nie przekazuje informacji o liczbie przejętych dzieci nawet władzom konsularnym. Czyni to wbrew prawu międzynarodowemu.

Swoimi praktykami Barnevernet łamie nie tylko Konwencję Wiedeńską, ale także Konwencję Praw Dziecka. Najczęściej łamany jest art. 36 Konwencji Wiedeńskiej bowiem nie informuje się o zatrzymaniu małoletnich obywateli polskich oraz maksymalnie utrudnia kontakt dziecka z konsulem. Z kolei zgodnie art. 8 Konwencji Praw Dziecka, dziecko ma prawo do zachowania nazwiska, narodowości, relacji rodzinnych, kultury i religii rodziców. Zgodnie z tym art. urząd powinien szukać rodziny zastępczej w kręgu rodziny biologicznej i najbliższych krewnych w Polsce. Oczywiście nigdy tego nie robi. Mało tego, podczas spotkań z dziećmi pod kontrolą pracowników zabrania się mówienia po polsku, a rodzeństwa są rozdzielane celem zaniku więzi i języka ojczystego. Łamiąc art. 14 zrywane są więzi z religią w której dziecko się wychowywało. I wreszcie łamany jest najbardziej podstawowy art. 3 Konwencji Praw Dziecka zgodnie z którym urząd powinien działać w najlepiej pojętym interesie dziecka, tymczasem polskim obywatelom odmawia się prawa do tożsamości.

Królestwo Norwegii jest stroną wszystkich powyżej wymienionych aktów prawa międzynarodowego.

Pytamy zatem, dlaczego obywatele Polscy traktowani są w Norwegii w sposób urągający dorobkowi zachodniej cywilizacji?

Takich praktyk nie stosuje się choćby w stosunku do Niemców, którzy także w niemałej populacji zamieszkują Norwegię.

Traktując postępowanie Norwegów jako szczególnie okrutne, bo wymierzone w bezbronne dzieci, wzywamy władze Norwegii do walki z tak drastycznymi przejawami rasizmu, do respektowania Konwencji Wiedeńskiej i Konwencji Praw Dziecka oraz do uwolnienia Józefa oraz wszystkich przejętych przez Barnevernet polskich dzieci, obywateli Polski.

Zamierzamy w tym celu wykorzystać wszelkie dostępne środki, łącznie z wezwaniem do bojkotu norweskich towarów i firm

Raport Działu Dokumentacji RDI do pobrania Download

Aby wezwać władze Norwegii do uwolnienia Józia Reduta sporządziła petycję, którą można podpisywać po kliknięciu w poniższy klawisz:

podpisz klawisz

Petycja Reduty do Norweskiej Rady Etyki Mediów

Listopad 28, 2015

Norweska Rada Etyki Mediów (Pressens Faglige Utvalg) uznała, że użycie terminu „polski obóz koncentracyjny” jest zgodne z „zasadą dobrego obyczaju dziennikarskiego”.

W związku z tym Reduta Dobrego Imienia wyraża stanowczy protest i żąda zmiany stanowiska Rady. Decyzję Rady uważamy jako skandaliczną. W ten sposób tradycyjna przyjaźń polsko – norweska zostaje wystawiona na szwank.

Oczekujemy, że Rada zajmie się tym problemem ponownie i zmieni swoje stanowisko.

Walka o prawdę to także kwestia szacunku wobec ofiar i ich rodzin. Dlatego Reduta wystosowuje petycję do norweskiej Rady Etyki Mediów z żądaniem ponownego rozpatrzenia sprawy z uwzględnieniem polskiej wrażliwości.

Określenie “polskie obozy koncentracyjne” jest nie tylko zniesławiające, ale jest też “kłamstwem oświęcimskim”, negowaniem niemieckiego sprawstwa Holocaustu. W konsekwencji odbiorcy tego rodzaju informacji powielając kłamstwo posługują się językiem nienawiści w stosunku do Polski. Polacy nie zgadzają się na to i nigdy się nie zgodzą na fałszowanie historii drugiej wojny światowej.

Sformułowania „polski obóz koncentracyjny” użyła dziennikarka norweskiej gazety „Avisa Sør-Trøndelag” w recenzji filmu „Lektor” opublikowanej 15 sierpnia br.

Zauważyć należy, że nie był to pierwszy taki przypadek w norweskich mediach. Bezpośrednio po publikacji w gazecie norweskiej tej recenzji, polonijny portal ScanPress.net prowadzony przez Henryka Malinowskiego złożył skargę do Norweskiej Rady Etyki Mediów. Następnie prezes Reduty złożył list protestacyjny na ręce ambasadora Norwegii w Polsce. Po kilku dniach tj. 18 sierpnia br. norweska gazeta zamieściła oświadczenie, w którym przeprosiła za „nieprecyzyjne” sformułowanie. Sprostowanie to jednak było mocno zdawkowe i nie poruszało istoty rzeczy. W konsekwencji redakcja ScanPress.net, ponownie zwróciła sie do Rady z wnioskiem o ponowne rozpatrzenie sprawy.

Na początku września Prezes Reduty Maciej Świrski spotkał się z ambasadorem Norwegii Karstenem Klepsvikiem. Ustalono, że norweskojęzyczni przedstawiciele Reduty będą towarzyszyli norweskim dziennikarzom podczas ich studyjnej wizyty w Polsce. Dnia 20 października br. na spotkaniu z przedstawicielami norweskich mediów, prezes Reduty wraz z zespołem przeprowadził prelekcję poruszając kwestie szkodliwości użycia sformułowania „polskie obozy koncentracyjne” lub „polskie obozy zagłady”. Dziennikarze otrzymali anglojęzyczne materiały poświęcone zbrodniczej okupacji Polski w latach 1939-1945.

Tymczasem 24 listopada br. w trakcie zamkniętego posiedzenia członkowie Rady Etyki Mediów bez jakiejkolwiek dyskusji uznali, że strona skarżąca powinna uznać za satysfakcjonujące zarówno przeprosiny redakcji, jak również zajęcie się problemem przez samą Radę.

Norweska Rada Etyki Mediów sugeruje, że Żydzi byli wysyłani do polskich obozów koncentracyjnych. W opublikowanym oświadczeniu wyjaśniono, że gazeta „Avisa Sør – Trøndelag” nie naruszyła zasad etyki dziennikarskiej. W opinii Rady właściwa interpretacja sformułowania „polski obóz koncentracyjny” wskazuje, że znajduje się on na terenie Polski, co według Rady nie oznacza, że był on zorganizowany przez Polaków.

Takiej interpretacji nie przyjmuje również Witold Waszczykowski, minister Spraw Zagranicznych RP podkreślając, że zgodnie z przyjętą przez UNESCO definicją obozów koncentracyjnych o hitlerowskim obozie w Auschwitz należy mówić „Auschwitz-Birkenau – niemiecki, nazistowski obóz koncentracyjny/zagłady”. Informacji o tym, że taki obóz znajdował się na terenie Polski, powinno towarzyszyć wyjaśnienie, że Polska znajdowała się wówczas pod okupacją niemiecką.

Jak wspomniano powyżej niestety nie jest to odosobniony przypadek powielania antypolskich stereotypów. Dział Dokumentacji Reduty w ostatnich kilku latach ujawnił kilkanaście podobnych przypadków w mediach norweskich (np. w materiałach edukacyjnych publicznej telewizji NRK znajdujemy termin „polskie obozy zagłady”).

Reduta stanowczo protestuje i reaguje na fałszerstwa historyczne będące przejawami zarówno głupoty, niewiedzy jak i antypolonizmu.

Reduta Dobrego Imienia – Polska Liga Przeciw Zniesławieniom przygotowuje plan szkoleń dla dziennikarzy zagranicznych. Szkolenia te będą realizowane we wszystkich państwach, w których dochodzi do powielania kłamstw historycznych utrwalających antypolskie stereotypy. 


 Poniżej przedstawiamy treść petycji w tłumaczeniu na język polski, a obok jest wersja angielska do podpisywania, która jest wysyłana do członków norweskiej Rady Etyki Mediów.

Tłumaczenie petycji:

Norweska Rada Etyki Mediów (Pressens Faglige Utvalg) uznała, że użycie terminu „polski obóz koncentracyjny” jest zgodne z „zasadą dobrego obyczaju dziennikarskiego”. W związku z tym Reduta Dobrego Imienia – Polska Liga przeciw Zniesławieniom wyraża stanowczy protest i żąda zmiany stanowiska Rady.

Jest to skandaliczna decyzja. Tradycyjna przyjaźń polsko – norweska została wystawiona na szwank przez członków komisji, którzy ją podjęli albo z niewiedzy albo ze złej woli. A trzeba dodać, że podczas obrad komisji nie dopuszczono do dyskusji, co jest sprzeczne z norweską tradycją demokratyczną.

Określenie „polskie obozy koncentracyjne”  jest nie tylko krzywdzące dla Polaków, bo wskazuje, że to Polacy czy Państwo Polskie zorganizowało obozy koncentracyjne podczas II wojny światowej, ale jest to także po prostu „kłamstwo oświęcimskie”, ponieważ zaprzecza niemieckiemu sprawstwu Holokaustu.

Kolejną konsekwencją decyzji Rady Etyki Mediów jest poniżenie Polaków w oczach Norwegów. Jeśli można w mediach norweskich używać tego określenia, to znaczy, że Rada Etyki Mediów godzi się na rasistowskie i dyskryminujące traktowanie Polaków w Norwegii. Traktowanie rasistowskie polega na przypisywaniu Polakom działań i cech które nie istnieją, a które w oczach opinii mają negatywny wydźwięk. A faktem bezspornym jest, że nie było żadnych polskich obozów. Obozy śmierci w okupowanej Polsce i innych krajach okupowanych podczas II wojny światowej były obozami niemieckimi.

To Polska była pierwszym krajem zaatakowanym 1 września 1939 r. przez Niemcy. Ponadto nie było żadnych Polaków walczących w Waffen SS (nie było żadnych polskich jednostek Waffen SS). Niemcy okupowali Polskę w latach 1939-1945, a emigracyjny rząd Polski przybył do Londynu w 1940 r. (podobnie jak rząd norweski).

Kłamstwa i fałszowanie historii przez Norweską Radę Etyki Mediów na temat Polaków spowodują wykluczanie Polaków ze społeczności norweskiej, działania dyskryminujące.

Polacy przeciwstawiali się niemieckiej okupacji Polski. Polskie państwo podziemne było największym ruchem oporu w czasie II wojny światowej. Polski ruch oporu wraz z Armią Krajową był największy spośród wszystkich okupowanych przez Niemcy krajów. W Polsce nie powstał żaden rząd kolaboracyjny, a  kolaboracja była karana śmiercią przez paolskie państwo podziemne.

Polska nie miała Quislinga, a żaden Polak nie służył w Waffen SS i dlatego Norweska Rada Etyki Mediów nie ma prawa pouczać Polaków o historii drugiej wojny światowej!

Polacy przelewali krew w Narwiku, więc przynajmniej z szacunku dla poległych polskich żołnierzy członkowie Norweskiej Rady Etyki Mediów powinni poduczyć się trochę historii własnego kraju.

Obrażanie, dyskryminacja i poniżanie narodu polskiego, który jako pierwszy stanął do walki z bronią w ręku przeciwko niemieckiemu faszyzmowi nie przystoi Norwegom znanym światu ze swej tolerancji i otwartości.

Wzywamy Radę Etyki Mediów do zmiany decyzji. W przeciwnym wypadku wezwiemy Polaków do bojkotu norweskich towarów i do stanowczego wyrażania protestów przeciwko tej rasistowskiej i dyskryminacyjnej decyzji.

Reduta Dobrego Imienia – Polska Liga przeciw Zniesławieniom

podpisz

Podpisz

Koncert niepodległościowy 21. listopada 2015

Listopad 14, 2015

OKRET RP_RDI

Zapraszamy na koncert niepodległościowy w dniu 21. listopada 2015 w dolym kościele Bazyliki Św. Krzyża w Warszawie na Krakowskim Przedmieściu.

Wystąpią:

Ryszard Makowski g. 16

Paweł Piekarczyk g. 17.30

Jacek Kowalski g. 19

Na miejscu będą do nabycia płyty artystów a także będzie można podpisac petycję do Sejmu RP w sprawie jak najszybszego uchwalenia ustawy w sprawie penalizacji sformułowania „polskie obozy koncentracyjne”.

Organizatorem koncertu jest Reduta Dobrego Imienia.

Wstęp wolny.

Serdecznie zapraszamy!.