Styczniowy Numer Magazynu “Reduta Online”!

Styczeń 31, 2019

Styczniowy numer Reduty Online otwiera informacja o sukcesie, który zamknął ubiegły rok: jest to wyrok w sprawie kpt. Zbigniewa Radłowskiego, który pozwał niemiecką telewizję ZDF i producenta filmu „Nasze matki, nasi ojcowie” o naruszenie dóbr osobistych poprzez wykreowanie w filmie fałszywego obrazu Armii Krajowej jako formacji antysemickiej. Proces toczył się przed krakowskim Sądem Okręgowym. W ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia stwierdził, że kpt. Radłowskiemu należą się przeprosiny, ponieważ jego dobra osobiste, jako żołnierza Armii Krajowej, zostały naruszone przez film oglądany przez wielomilionową publiczność na całym świecie. Sąd stwierdził, że ten wyrok nie jest ograniczeniem wolności twórczej, ponieważ w filmach mieszających fikcję z prawdą (jak to właśnie było w wypadku filmu „Nasze matki, nasi ojcowie”) tam, gdzie jest mowa o bezspornych faktach – należy mówić prawdę. Ten wyrok to duży sukces, tym bardziej, że sprawa przywołanego filmu była jedną z najważniejszych spraw, którymi zajmowała się Reduta i którą monitorowała od początku swojego istnienia.

Większa część tego numeru Reduty Online poświęcona jest wojsku i sprawom obronności.

Przede wszystkim mówi o tym generał Jarosław Gromadziński, z którym przeprowadziliśmy wywiad. Generał opowiada o organizowaniu od podstaw 18 Dywizji Zmechanizowanej w Siedlcach. Dywizja ta odwołuje się do tradycji Żelaznej Dywizji chlubnie walczącej z bolszewikami w 1920 roku. Będzie to zupełnie nowy związek taktyczny, wyposażony w najnowocześniejszą broń, dostosowany do wymagań współczesnego pola walki, złożony ze świadomych i doskonale wyszkolonych żołnierzy, który wypełni lukę w obronności południowo-wschodniej Polski. Pragnę zwrócić Czytelnikom uwagę na znamienne słowa Generała o roli Wojsk Obrony Terytorialnej, a także o zarządzaniu ludźmi, o tym, że dobry dowódca musi stawiać wymagania, ale też cechować się empatią w stosunku do podwładnych. I że zarządzanie jest służbą.

Interesującym dopełnieniem tego tekstu jest opracowanie Działu Dokumentacji i Analiz Reduty na temat potencjału militarnego Rosji na jej zachodniej flance. Autorzy konkludują:

Na zachodniej flance SZ FR mają ogromny potencjał uderzeniowy, z szybkim czasem reakcji i znacznymi możliwościami operacyjno-strategicznego przemieszczania (przerzutu) wojsk. Odtwarzanie dywizji i sztabów korpuśnych i armijnych wskazuje na powrót do koncepcji wojny regionalnej lub pełnoskalowej, z użyciem dużych mas wojsk.

Równie pouczający jest tekst Andrzeja Zdzitowieckiego na temat kwestii dostępu obywateli do broni w Polsce na tle innych krajów Europy, w kontekście zdolności obronnych. Wnioski nasuwają się same.

Piszemy o tym, aby pokazać, jak istotne w obecnej sytuacji geopolitycznej jest budowanie potencjału obronnego Polski w różnych płaszczyznach – od świadomości obywateli do zbrojeń, dopływu nowych technologii i rozwoju gospodarczego przy równoczesnym ścisłym sojuszu militarnym ze Stanami Zjednoczonymi.

Za sprawą tekstu Thasunke Witkó, emerytowanego oficera spadochroniarzy, przeniesiemy się ze szczytów dowodzenia i myślenia strategicznego nieco niżej, do realiów życia żołnierzy Wojska Polskiego na poligonie i na misjach. Autor przez swoje osobiste doświadczenia pokazuje, jakie to Wojsko Polskie jest. I to jest wiedza ważna, bo Polacy współcześni, mimo pozornego uczestniczenia w obiegu informacyjnym, w ogóle nie znają realiów armii, nie wiedzą po co Wojsko Polskie bierze udział w misjach zagranicznych i w ogóle po co jest. To ważny tekst.

Cyklicznie drukowane w Reducie Online wspomnienia Zenona Skupińskiego tym razem dotyczą jego ochotniczej służby wojskowej w 1920 roku, podczas zmagań z najazdem bolszewickim.

Jak zwykle w styczniu zamieszczamy tekst o Powstaniu Styczniowym. Jacek Kowalski sięga do „Piosennika Powstania Styczniowego” i przypomina nam pieśni i ducha tamtego czasu, kształtowanego przez pieśni właśnie, poezję i literaturę. I – paradoksalnie – pokolenie Stanu Wojennego, do którego z racji wieku przynależy autor, a które także na tych pieśniach i literaturze się wychowało.

W związku z ostatnimi wydarzeniami w Gdańsku piszę o zjawisku, które dotyka praktycznie w takiej lub innej formie niemal wszystkich. Tekst „Hejt nasz codzienny” jest przyczynkiem do oceny nie tyle samego wydarzenia – tragicznej śmierci prezydenta Gdańska – co reakcji elit politycznych, które nie tak dawno odmawiały czci śp. Prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu. Piszę pokrótce o tym, czym jest „mowa nienawiści”, jak pojemne może być to pojęcie i skąd jego kariera.

Ostatnią część numeru poświęcamy sprawom niemieckim. Koniec ubiegłego roku w mediach niemieckich przebiegał pod znakiem „skandalu Relotiusa”. W artykule Ignacego Siedleckiego znajdziemy dokładne informacje na ten temat – przede wszystkim mało znane szczegóły fałszerstw, których dopuszczał się ten dziennikarz, mówiąc wprost – zmyśleń, które Der Spiegel, najbardziej prestiżowy tygodnik w Niemczech, zamieszczał na poczesnych miejscach, za które autor otrzymywał nagrody – i co najważniejsze – które w sposób niezwykle silny wpływały na opinię publiczną w Niemczech. I w tym kontekście powstaje nieodparte pytanie: Jeżeli takie kłamstwa ukazywały się na temat Stanów Zjednoczonych, wyborców Trumpa albo kwestii wojny w Syrii i miały znaczący wpływ na opinię publiczną Niemiec – to jak to wygląda w przypadku relacji na temat Polski? No cóż, wiemy, że przekazy prasy niemieckiej na temat sytuacji w Polsce są równie fałszywe i stronnicze. Wypada zatem powiedzieć, że media niemieckie chorują i nie za bardzo wiadomo, czy wyzdrowieją. Warto przy tym pamiętać, że ponad 80% prasy w Polsce należy do koncernów niemieckich…

Ponadto w numerze przegląd prasy niemieckiej, a także kalendarium działań, które RDI podjęła w grudniu 2018 i styczniu 2019 roku.

Już teraz możemy zapowiedzieć, że w przyszłym, lutowym numerze Reduty Online znajdzie się raport na temat wszystkich działań Reduty Dobrego Imienia w roku 2018, a także przegląd prasy amerykańskiej – w kontekście zbliżającego się warszawskiego szczytu na temat Iranu.

Zapraszam do lektury

Maciej Świrski
Prezes Reduty Dobrego Imienia
Redaktor naczelny

 

Najnowszy numer Magazynu Reduta Online jest dostępny po wpisanie w przeglądarkę adresu http://anti-defamation.pl/redutanews

http://anti-defamation.pl/redutanews

Ostatnia rozprawa przeciwko Hansowi G.

Styczeń 29, 2019

Dzisiaj w Sądzie Okręgowym w Gdańsku odbyła się ostatnia rozprawa przeciwko Hansowi G. Podczas tej rozprawy obie strony procesu wygłosiły mowy końcowe. Na sali nieobecny był Hans G., którego reprezentował pełnomocnik. Wyrok zostanie ogłoszony 11 lutego o godz. 13.00 w sali 101.

Jako pierwsza mowę końcową wygłosiła mecenas Monika Brzozowska-Pasieka, reprezentująca Natalię Nitek-Płażyńską. Według mec. Brzozowskiej działanie G. nie było jednorazowe, lecz stałe i powtarzalne. Przypomniała o tym, że powódka traktowana była inaczej niż inni pracownicy firmy i zostały naruszone jej dobra osobiste. Powódka była dyskryminowana na tle przynależności partyjnej. Mec. Brzozowska-Pasieka wskazała również, że przykład słów G. byłby najbardziej adekwatny do definicji mowy nienawiści. Według mecenas zadośćuczynienie i przeprosiny są niezbędne.

Pełnomocnik Hansa G. w mowie końcowej odpierał zarzuty, twierdząc, że sprawa nie ma charakteru mowy nienawiści, gdyż jego klient swoim zachowaniem przedstawiał tylko wzburzenie. Zarzucał Natalii Nitek-Płażyńskiej uprzedzenie wobec Niemców i prowadzenie gry politycznej, twierdząc, że jest ona działaczką polityczną. Pełnomocnik G. odniósł się do nagrań wypowiedzi swojego klienta. Według niego nagrań jest za mało i są dodatkowo zmanipulowane. Pełnomocnik G. wniósł o oddalenie powództwa w całości.

Do zarzutów pełnomocnika odniosła się w mowie końcowej sama Natalia Nitek-Płażyńska. Zapewniła, że nie prezentuje organicznej niechęci wobec Niemców, a jej niechęć wyraża się tylko wobec osób promujących nazizm. Odniosła się również do zarzutów o prowadzenie gry politycznej. Wyraźnie stwierdziła, że nie jest działaczem politycznym i nigdzie nie kandydowała. Według Natalii Nitek-Płażyńskiej żądanie wypłaty odszkodowania w lesie piaśnickim nie jest upokarzające.

W trakcie procesu mowę końcową wygłosił także Prezes Reduty Dobrego Imienia Maciej Świrski, stwierdzając m.in.: “W Polsce nie ma i nie powinno być przyzwolenia na używanie mowy nienawiści ze względu na narodowość, do piętnowania, pozbawiania godności i w końcu odczłowieczania. Zbyt dobrze wiemy, czym kończą się takie zachowania i czego są wynikiem. Jak nie do końca ukarane i nierozliczone zbrodnie ośmielają kolejne pokolenia Niemców do zamazywania odpowiedzialności, przenoszenia win z kata na ofiary i odbudowywania imperializmu kulturowego narzucającego własną wizję historii i wartości”.

Cały tekst mowy końcowej Prezesa RDI dostępy jest na naszej stronie internetowej:
Mowa końcowa Prezesa RDI w procesie przeciwko Hansowi G.

Przypominamy, że Natalia Nitek domaga się przeproszenia listem poleconym za naruszenie jej dóbr osobistych, w tym stosowanie wobec niej hitlerowskiej mowy nienawiści. Dodatkowo powód ma przesłać ten list również do wszystkich pracowników, którzy byli świadkami tych zdarzeń. Poza tym Natalia Nitek-Płażyńska domaga się 150.000 zł tytułem zadośćuczynienia przeznaczone na Muzeum Piaśnickie w Wejherowie.

Reduta Dobrego Imienia mając status interwenienta ubocznego wspomaga ten proces  – zarówno od strony finansowej jak i prawnej.

Mowa końcowa Prezesa RDI w procesie przeciwko Hansowi G.

Wysoki Sądzie!

Zgodnie ze swoim statutem Fundacja Reduta Dobrego Imienia Polska Liga przeciw Zniesławieniom od ponad 6 lat zajmuje się ochroną dobrego imienia Polski i Narodu Polskiego m.in. poprzez prostowanie nieprawdziwych informacji pojawiających się w mediach na temat historii Polski, a szczególnie: przebiegu II Wojny Światowej, udziału w niej Polaków, stosunku Polaków do Narodu Żydowskiego, na temat niemieckich obozów koncentracyjnych. Przeciwdziałamy także rasizmowi i ksenofobii, zwróconym przeciwko Polakom i obywatelom Rzeczypospolitej Polskiej bez względu na pochodzenie.

Przedmiot tego procesu w którym Reduta ma status interwenienta ubocznego wypełnia znamiona mowy nienawiści na tle narodowościowym którą stosował Pozwany wobec Polaków, swoich pracowników, w tym Natalii Nitek – Płażyńskiej. Analiza dowodowa w postaci nagrań oraz zeznań, w tym samej poszkodowanej jasno wskazują, że w rozmowach z pracownicą Hans Gielen używał zwrotów godzących w dobra osobiste i narodowe, zwrotów poniżających, dyskryminujących i pełnych pogardy, takich jakich Niemcy używali w stosunku do Polaków w trakcie niemieckiej okupacji 1939-1945.

Bo czy można wzburzeniem i nagłym przypływem emocji tłumaczyć wielokrotnie formułowane groźby rozstrzelania wszystkich Polaków i jednocześnie deklarując się jako hitlerowiec twierdzić, że najlepszymi perfumami dla Polaków jest cyklon B?
Tego typu twierdzenia i groźby formułowane przez obywatela Niemiec zwłaszcza w kontekście okrucieństwa jakiego Niemcy dopuścili się w stosunku do Polaków w czasie wojny, także w pobliżu miejsca – gdzie Hans Gielen postanowił prowadzić swój biznes powinny być odpowiednio potępione i ukarane.

W Polsce nie ma i nie powinno być przyzwolenia na używanie mowy nienawiści ze względu na narodowość, do piętnowania, pozbawiania godności i w końcu odczłowieczania. Zbyt dobrze wiemy, czym kończą się takie zachowania i czego są wynikiem. Jak nie do końca ukarane i nierozliczone zbrodnie ośmielają kolejne pokolenia Niemców do zamazywania odpowiedzialności, przenoszenia win z kata na ofiary i odbudowywania imperializmu kulturowego narzucającego własną wizję historii i wartości.

Wyrok w tej sprawie będzie miał także duże znaczenie dla kształtowania postaw po części zastraszonego utratą pracy i wychowywanego w poczuciu niższości pewnej części społeczeństwa polskiego. W tym kontekście należy wskazać na zachowanie niektórych zeznających w procesie pracowników zatrudnionych przez Hansa Gielena, którzy byli zaskoczeni i zszokowani nie faktem, że ich pracodawca w ten sposób mówi o Polakach, ale że te wypowiedzi zostały nagrane i ujawnione.

List w obronie konsula Sławomira Kowalskiego

Styczeń 23, 2019

Reduta Dobrego Imienia – Polska Liga przeciw Zniesławieniom – wyraża sprzeciw wobec decyzji władz Norwegii o odwołaniu Pana Sławomira Kowalskiego, konsula w Oslo. Nakaz opuszczenia kraju wobec dyplomaty w stosunku do którego jedynym zarzutem jest sumienne wypełnianie zadań związanych z ochroną praw obywateli kraju, który reprezentuje, w tym przede wszystkim małoletnich przebywających na terenie Norwegii, odczytujemy jako element realizowanej przez władze w Oslo polityki wynaradawiania polskich dzieci. Wydalenie dyplomaty, który wypełnia swe podstawowe zadania konsularne, to sytuacja bez precedensu zasługująca na stanowcze potępienie.

Pan Konsul dał się poznać jako dyplomata, który w sposób wyjątkowy zaangażował się w pomoc polskim rodzinom walczącym o opiekę nad dziećmi siłą odbieranymi przez norweski Urząd ds. Dzieci Barnevernet. Pan Konsul na co dzień obserwując dramat rodziców, dzieci, rozdzielanego rodzeństwa trafiającego do różnych ośrodków i rodzin zastępczych walczył o egzekwowanie każdego, najmniejszego prawa przysługującego przebywającym w Norwegii Polakom. Mimo wielokrotnych ostrzeżeń z walki tej nie zrezygnował. Doskonała znajomość procedur i niezwykła odwaga sprawiły, że wiele polskich rodzin odzyskało swoje pociechy, a duża część uzyskała pomoc prawno-językową.

Mogliśmy się o tym przekonać osobiście trzy lata temu gdy zaangażowaliśmy się w pomoc w odzyskaniu praw do polskiego dziecka, jedynego wnuka, Józia Jakubowskiego, przez jego babcię Teresę. Nagła śmierć matki (2011 r.) i konsekwencje orzeczonego wcześniej zakazu zbliżania się ojca do dziecka sprawiły, że cierpiący na lekkie porażenie mózgowe i wady genetyczne Józio został odebrany przez Barnevernet, mimo wystąpienia babci o przejęcie nad nim opieki. Pan konsul Sławomir Kowalski w sposób wyjątkowy zaangażował się w pomoc zmagającej się z bólem po stracie jedynego dziecka kobiecie, pierwszy raz przebywającej poza granicami Polski, nie znającej ani języka, ani procedur. Wielokrotnie podróżował do Stavanger, gdzie przebywał Józef uczestnicząc mimo sprzeciwu Barnevenet podczas krótkich zgodnie z orzeczeniem sądu odbywających się dwa razy w roku widzeń Pani Teresy z wnukiem. Oczywiście takie spotkania zawsze odbywały się w obecności urzędniczek Barnevernet. To dzięki Panu Konsulowi udało się wyrobić Józiowi polskie dokumenty, ponieważ urzędnicy Barnevernet chcieli doprowadzić do zrzeczenia się obywatelstwa polskiego przez małoletniego. W tym celu konieczna była podróż Józia do Oslo, na co długo nie chciało wydać zgody Barnevernet. Józio pozbawiony kontaktu z językiem i kulturą ojczystego kraju, a także religią katolicką, w której był w domu rodzicielskim wychowywany, trafiał do kolejnych rodzin zastępczych. Od jednej z nich został zabrany przez policję po alarmie p. Teresy informującej o tym, że Józef wychudzony mieszka w małym piwnicznym pomieszczeniu.

Pan konsul Sławomir Kowalski broniąc najsłabszych stanął naprzeciw potężnej machiny urzędniczej Barnevernet, która w naszej ocenie działa na gruncie uprzedzeń narodowościowych w stosunku do Polaków. To właśnie za konsekwentną obronę polskich dzieci rząd w Oslo postanowił wydalić z terenu Norwegii niewygodnego konsula Sławomira Kowalskiego spełniającego wzorowo swoje zadania.

Reduta Dobrego Imienia
Polska Liga przeciw Zniesławieniom

Przegląd mediów niemieckich po zamachu na prezydenta Adamowicza

Styczeń 18, 2019

Praktycznie cała prasa niemiecka opisuje zamach na prezydenta Pawła Adamowicza. W wielu tekstach pojawiają się sugestie, że winną śmierci prezydenta Gdańska jest atmosfera politycznej nienawiści wykreowana przez PiS i popierające go media.

W korespondencji z Warszawy „Morderstwo, które wstrząsnęło cała Polską” (Ein Mord, der ganz Polen erschüttert, Süddeutsche Zeitung, 15.01.2019) Florian Hassel opisuje przebieg zamachu, polityczną sylwetkę prezydenta Adamowicza i potępiające morderstwo reakcje wszystkich politycznych partii. Przytoczone zostały słowa rzeczniczki PiS Beaty Mazurek potępiającej atak na prezydenta Gdańska.

W dalszej części artykułu Hassel przechodzi do szerszej oceny tragicznego zdarzenia.
„Zamach wywołał oburzenie, również dlatego, że ton dyskusji w i tak już spolaryzowanej polskiej polityce uległ silnemu zaostrzeniu, przede wszystkim za sprawą prawicowych ugrupowań i mediów, w tym także państwowej telewizji.” Niemieckim czytelnikom Hassel przybliża postać prezydenta Adamowicza jako, zdecydowanego przeciwnika PiS.
„Prezydent Gdańska był zagorzałym przeciwnikiem rządu utworzonego przez prawicowo-populistyczną partię Prawo i Sprawiedliwość. Adamowicz wspierał niezależność dziś faktycznie podlegającego rządowi Trybunału Konstytucyjnego. Bronił także atakowanego przez rząd Muzeum II Wojny Światowej. Prezydent opowiadał się za legalną imigracją do Polski i prawami osób homoseksualnych. Ostro krytykował rząd PiS-u.” Korespondent wspomina także, iż Młodzież Wszechpolska wystawiła Adamowiczowi i dziesięciu innym prezydentom dużych miast polskich „polityczny akt zgonu” z powodu „liberalizmu, mulitkulturalizmu i głupoty”. Florian Hassel, cytując artykuł z Rzeczpospolitej, przywołuje zabójstwo prezydenta Gabriela Narutowicza.

Kraj nienawiści

W opublikowanym tego samego dnia wieczorem komentarzu pod znamiennym tytułem „W kraju nienawiści” (Im Land des Hasses, Süddeutsche Zeitung, 15.01.2019) Florian Hassel nie ukrywa już, że jego zdaniem winnym zabójstwa prezydenta Adamowicza jest podsycany przez rząd i sprzyjające mu media klimat politycznej nienawiści.
Na poparcie swej tezy przywołuje m.in. wyemitowany niedawno w TVP Info satyryczny, animowany klip „Plastusie”, w którym pojawia się Jerzy Owsiak. Wspomniany zostaje fakt „skrywanego antysemityzmu niektórych Polaków”, który miał wyrazić się symbolem gwiazdy Dawida na jednym z przeznaczonych dla Owsiaka banknotów. (Autor nie wspomina jednak o krytycznej reakcji TVP i zawieszeniu wydawców programu).
Hassel buduje narrację łączącą pośrednio satyryczny program z atakiem na prezydenta Adamowicza.
„Zniesławiający klip jest tylko przykładem równie częstych co wstrętnych ataków na polskich opozycjonistów. Stoją za tym rząd, podporządkowane lub wspierające go media i ugrupowania polityczne. Również współpracujący z Owsiakiem Paweł Adamowicz co rusz był celem ataków. Szkalowano go jako przedstawiciela niemieckich interesów, jako komunistę, marionetkę UE, skorumpowanego przestępcę lub jako obrońcę ponoć rujnujących kraj imigrantów i homoseksualistów.” Zdaniem niemieckiego korespondenta tego rodzaju zamach był w obliczu „zatrutego klimatu politycznego w Polsce” tylko kwestią czasu.

„Stefan W. być może rzeczywiście jest chory psychicznie, ale działał planowo i uderzył w cel o dużym znaczeniu symbolicznym. Finał Wielkiej Orkiestry nie był tylko imprezą charytatywną, ale też wykraczającym poza Gdańsk znakiem tolerancji i współczucia. Odbywał się w mieście, które postrzega się jako alternatywny projekt w stosunku do wąsko pojmowanego, nacjonalistycznego modelu społecznego PiS-u i radykalnej prawicy.”

Na koniec Hassel pesymistycznie widzi szanse na uspokojenie politycznych emocji. Za winowajcę napięć i sporów uważa PiS:
„Prezydent Gdańska stał się pierwszą ofiarą śmiertelną tej atmosfery nienawiści. Można życzyć temu krajowi, aby powrócił spokój i żeby rządzący oraz ich sojusznicy wreszcie się opamiętali. Ale szanse na to są niewielkie. W maju odbędą się wybory do Parlamentu Europejskiego, a jesienią do polskiego Sejmu. Kilka miesięcy później wybrany zostanie także prezydent. Walka polityczna może przybrać na sile.”

Oskarżenia pod adresem telewizji

W podobnym tonie wypowiadają się również publicysta Die Welt Philipp Fritz. W artykule pt. „Znak brutalizacji” (Ein Zeichen der Verrohung, Die Welt, 15.01.2019) stwierdza, że „atak dokonany przed kamerami na bezpartyjnego, liberalnego prezydenta Gdańska podczas akcji dobroczynnej wprawił Polskę w zbiorowy szok”. Zauważa jednak, że w Polsce, pomimo agresywnego tonu debat politycznych, znacznie rzadziej niż w innych krajach dochodzi do przejawów fizycznej przemocy na ulicach.
„To może zaskakiwać, bo w politycznych sporach w Warszawie od lat ton jest szczególnie ostry, a państwowa telewizja i zbliżone do rządu media regularnie podżegają w stosunku do mniejszości i opozycji” – zauważa Philipp Fritz.
Dziennikarz Die Welt nie przypisuje PiS winy za atak, ale obarcza partię współodpowiedzialnością za atmosferę politycznej agresji.
„Oczywiście PiS nie ponosi winy. Ale partia jest współodpowiedzialna za atmosferę, w której nienawiść, jaką sieje, może wymknąć się spod kontroli. (…) Morderca działał prawdopodobnie z osobistych pobudek i uważany był za niestabilnego psychicznie.”
Na koniec apeluje do rządzących, aby zrezygnowali z agresywnej retoryki:
„Partia radząca nie wykorzystała morderstwa do celów politycznych. Jej członkowie są w żałobie, podobnie jak politycy opozycji. Można sobie życzyć, aby tak pozostało. Co więcej: miejmy nadzieję, że narodowi konserwatyści dostrzegą, jak ważne jest wycofanie się z agresywnej i podburzającej retoryki.”

W opublikowanym tego samego dnia artykule „Jak polska telewizja państwowa insynuacjami zatruwa polityczny klimat” (Wie Polens Staats-TV mit Unterstellungen das Klima vergiftet, Die Welt 15.01.22019) Philipp Fritz kontynuuje temat zamachu na prezydenta Adamowicza, jednocześnie ostro krytykuje TVP.

„Od czasu zwycięstwa w wyborach w 2015 roku PIS nie cofa się przed praktycznie żadnym środkiem retorycznym, aby zniesławić politycznych przeciwników. Najsilniejszym instrumentem, jaki ma do swej dyspozycji, jest państwowa telewizja TVP, którą po wyborach udało się szybko przekształcić w rodzaj propagandowej machiny. Również liberalny Adamowicz, który znany był z zaangażowania na rzecz homoseksualistów i imigrantów, regularnie był celem ataków.”
W końcowej części artykułu publicysta przypomina, że atak na prezydenta Gdańska nie był jedynym morderstwem tego rodzaju w najnowszej historii Polski. „W 2010 roku Ryszard Cyba, polsko-kanadyjski taksówkarz i były członek Platformy Obywatelskiej zaatakował biuro poselskie PiS-u w Łodzi. Zabił pracownika tego biura i zranił innego. Gdy został ujęty, oświadczył, że chciał zabić Kaczyńskiego”.
Fritz uważa, że po zabójstwie prezydenta Adamowicza wielu Polaków przypomni sobie sformułowania Jarosława Kaczyńskiego pod adresem opozycji mówiące o „gorszym sorcie” i „kanaliach”.

Historia podziałów

Gerhard Gnauck, korespondent dziennika Frankfurter Allgemeine Zeitung w artykule „Dźwięk milczenia” (Der Klang des Schweigens, FAZ, 15.01.2019) pisze o swego rodzaju schizofrenicznej sytuacji panującej w Polsce, w której „powszechna, nakręcana w mediach społecznościowych agresja słowna kontrastowała z codziennością, w przeważającej części wolną od przemocy”. Zauważa równocześnie, że nigdy nie doszło w Polsce do aktów przemocy, jakich byliśmy świadkiem w Hamburgu podczas spotkania G-20, lub jakie mają aktualnie miejsce we Francji.
Gnauck wspomina o źródłach politycznych podziałów w Polsce:
„Podział (polityczny) Polski w dzisiejszej formie zdaniem wielu osób zapoczątkowany został w 2005 roku. Wówczas to postkomuniści ponieśli klęskę wyborczą – spadkobiercy Solidarności zdominowali scenę polityczną w Polsce: narodowo-konserwatywna partia Prawo i Sprawiedliwość oraz zajmująca drugie miejsce Platforma Obywatelska pod przewodnictwem Donalda Tuska. Partie były bliskie zawarcia wielkiej koalicji (…) ale wygrały różnice. Wiele osób było zawiedzionych” .

„Pogłębienie społecznych podziałów nastąpiło w 2010 roku, wraz z katastrofą prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem. (…) W 2015 roku nastąpił ostatni na razie etap walki – po ośmiu latach wyrzeczeń w opozycji podający się za partię umiarkowaną PiS (…) wygrał w krótkim odstępie czasu wybory prezydenckie i parlamentarne. Odtąd próbuje zmieniać kraj według swoich wyobrażeń” – podkreśla Gnauck. Dziennikarz wylicza również najbardziej znane przykłady dzielących społeczeństwo wypowiedzi: gorszy sort, dożynanie watahy, mohery. Na koniec publicysta FAZ przytacza wypowiedziane w poniedziałek w Gdańsku słowa Donalda Tuska: „Obronimy nasz Gdańsk, naszą Polskę i naszą Europę przed nienawiścią i pogardą”.

***

W większości komentarzy, jakie po śmierci prezydenta Pawła Adamowicza ukazały się w niemieckiej prasie, dominuje przekonanie, że PiS i sprzyjające mu media przyczyniły się do powstania medialno-politycznej atmosfery, w której mogło dojść do zamachu. Prawicową, antyliberalną retorykę uważa się za jedno z głównych źródeł podziałów w Polsce. Sposób komentowania politycznej rzeczywistości przez prywatne, nieprzychylne rządowi media nie jest poruszany.

Praktycznie nie ma też odniesień do podobnych tragicznych zdarzeń, które miały miejsce w Niemczech. W 1990 roku podczas wiecu wyborczego w Zagłębiu Ruhry zaatakowany został nożem Oskar Lafontaine, kandydat SPD na kanclerza Niemiec. Lafontaine cudem uniknął śmierci, a zamachowczyni wcześniej leczyła się psychiatryczne.
Kilka miesięcy później Dieter Kaufmann postrzelił na wiecu wyborczym Wolfganga Schäuble, ówczesnego ministra spraw wewnętrznych Niemiec i zaufanego współpracownika kanclerza Helmuta Kohla. Schäuble, ranny w twarz i kręgosłup, przeżył, ale został sparaliżowany i do dziś porusza się na wózku inwalidzkim. Również ten zamachowiec miał zdiagnozowaną chorobę psychiczną.

Zawiadomienie do prokuratury w sprawie zniszczonych plakatów dotyczących reparacji wojennych

Styczeń 9, 2019

Informujemy, że skierowaliśmy zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa wraz z wnioskiem o ściganie do Prokuratury Rejonowej Warszawa – Śródmieście w sprawie zniszczenia plakatów należących do Reduty Dobrego Imienia, a informujących o należnych Polakom reparacjach wojennych od Niemców i Austriaków.

W nocy z 29 na 30 grudnia 2018 r. na terenie Warszawy nieustaleni sprawcy zamalowali lub zakleili wszystkie plakaty, które tym samym przestały spełniać swoją funkcję.

Poniżej udostępniamy jedną z fotografii prezentujących zniszczone plakaty:

Wygraliśmy! Wyrok w sprawie serialu “Nasze matki nasi ojcowie”

Grudzień 28, 2018

Szanowni Państwo!

Dzisiaj  w Sądzie Okręgowym w Krakowie zapadł wyrok w procesie przeciwko producentom serialu „Nasze matki, nasi ojcowie”. Sąd orzekł  o winie ZDF i UFA Fiction – producentów serialu.

Proces wytoczył Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej oraz kpt. Zbigniew Radłowski, żołnierz AK oraz uczestnik m.in. Powstania Warszawskiego, więzień niemieckiego obozu Auschwitz, jeniec Stalagu X B Sandbostel, po wojnie skazany przez Sowietów za szpiegostwo.

Proces cywilny rozpoczął się 18 lipca 2016 roku. Ostatnia rozprawa odbyła się 18 grudnia b.r.
W myśl wyroku sądu ZDF i Ufa Fiction ma umieścić przeprosiny w TVP1 w czasie antenowym adekwatnym do czasu wyświetlania serialu oraz na niemieckich kanałach telewizyjnych, w których serial był emitowany. Ponadto stosowne przeprosiny mają się ukazać na stronach internetowych www.zdf.de i http://www.ufa-fiction.de w widocznym miejscu przez okres 3 miesięcy, w terminie 7 dni od daty uprawomocnienia się wyroku. Dodatkowo, zgodnie z żądaniami strony powodowej, pozwani zostają zobowiązani do uiszczenia kwoty 20.000 zł tytułem zadośćuczynienia za naruszenie dóbr osobistych na rzecz kpt Z. Radłowskiego.

Zdaniem Macieja Świrskiego, prezesa Reduta Dobrego Imienia sam proces i jego przebieg jasno wskazują, że Polacy sprzeciwiają się niemieckiej polityce historycznej, której wyrazem jest ten film.

– Jest to forma imperializmu kulturowego, który ma na celu zmianę świadomości świata na temat niemieckich zbrodni popełnionych w trakcie II wojny światowej. Cieszymy się, że prawda zatryumfowała, jesteśmy wdzięczni sądowi za obiektywne podejście do sprawy. Szkoda tylko, że to tak długo trwało, ale wynikało to głownie z obstrukcji strony niemieckiej – podkreśla Maciej Świrski, prezes Reduty Dobrego Imienia.

Przypomnijmy, że cały serial w bardzo specyficzny, negatywny sposób pokazuje Armię Krajową i jej żołnierzy i to we wszystkich scenach, w których pojawia się „oddział AK”. Oddział pokazany jako część Armii Krajowej sprawia wrażenie bandy rabunkowej utworzonej z kryminalistów, poubieranych w półcywilne, półwojskowe niby-mundury. Wszyscy członkowie tego oddziału zieją nienawiścią do Żydów. Biorąc pod uwagę ich zachowanie, są oni po prostu grupą bandytów, zamaskowanymi częściowo mundurami i noszonymi w  filmie biało-czerwonymi opaskami z dużymi literami AK.

Działania prawne przeciwko producentom prowadziła kancelaria Pasieka, Derlikowski, Brzozowska i Partnerzy z Krakowa.

Reduta Dobrego Imienia monitorowała i wspierała proces.

Poniżej zamieszczamy film z ogłoszenia wyroku oraz wzruszające oświadczenie końcowe Kapitana Zbigniewa Radłowskiego.

 

 

Jutro zapadnie wyrok w sprawie serialu „Nasze matki, nasi ojcowie”

Grudzień 27, 2018

Jutro, 28 grudnia 2018 r. w Sądzie Okręgowym w Krakowie w Sali K 626 o godz. 10.30 zapadnie wyrok w procesie przeciwko producentom serialu „Nasze matki, nasi ojcowie”. Proces wytoczył Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej oraz kpt. Zbigniew Radłowski, żołnierz AK oraz uczestnik m.in. Powstania Warszawskiego, więzień niemieckiego obozu Auschwitz, jeniec Stalagu X B Sandbostel, po wojnie skazany przez Sowietów za szpiegostwo.

Proces cywilny rozpoczął się 18 lipca 2016 roku. Przypominamy najważniejsze wydarzenia związane z tą sprawą:

Fabuła serialu

Fabuła serialu „Nasze Matki, Nasi ojcowie” oparta jest na przedstawieniu losów pięciorga dwudziestokilkuletnich mieszkańców Berlina w czasie II wojny światowej, a dokładnie w przeddzień ataku na Związek Sowiecki w czerwcu 1941 roku. Jednym z bohaterów grupy przyjaciół jest Niemiec żydowskiego pochodzenia Viktor. Jako Żyd zostaje wysłany transportem na teren Polski, do niemieckiego obozu zagłady Auschwitz. Ucieka jednak z transportu i przyłącza się do jednego z oddziałów Armii Krajowej. Bierze udział w licznych akcjach zbrojnych, jego towarzysze broni cenią go za jego odwagę. Kiedy jednak wychodzi na jaw, fakt, że jest Żydem, musi opuścić oddział ponieważ dominuje w nim – poczynając od dowództwa po szeregowych żołnierzy – jednoznacznie antysemickie nastawienie.

Wskazać należy, że cały serial w bardzo specyficzny, negatywny sposób pokazuje Armię Krajową i jej żołnierzy i to we wszystkich scenach, w których pojawia się „oddział AK” (od spotkania Victora z odziałem przez wszystkie akcje, w tym tę będącą punktem kulminacyjnym akcją na pociąg pełen osób w pasiakach, targi o żywność z chłopami, aż do wydalenia Victora z oddziału). Oddział pokazany jako część Armii Krajowej sprawia wrażenie bandy rabunkowej utworzonej z kryminalistów, poubieranych w półcywilne, półwojskowe niby-mundury. Wszyscy członkowie tego oddziału zieją nienawiścią do Żydów. Biorąc pod uwagę ich zachowanie, są oni po prostu grupą bandytów, zamaskowanych częściowo mundurami i noszonymi przez wszystkich „partyzantów” w filmie biało-czerwonych opasek z dużymi literami AK – jest to jakby podpis dla widza, co to za rodzaj bandytów (noszenie w taki sposób opasek w rzeczywistości historycznej nie miało miejsca, za wyjątkiem okresu Powstania Warszawskiego). „Partyzanci” w filmie nie przepuszczają żadnej okazji, żeby powiedzieć o Żydach coś złego, całkiem jakby ich życie pod okupacją niemiecką obracało się wyłącznie wokół tego zagadnienia. Wszystkie postaci przedstawiające Polaków są odrażającymi osobnikami, w żaden sposób nie mogącymi wzbudzić sympatii widza.

Kapitan Zbigniew Radłowski

Producentów serialu pozwał ponad 90-letni kapitan Armii Krajowej Zbigniew Radłowski, który mając 16 lat, w 1940 r. został z całą rodziną aresztowany przez gestapo (z powodu wpadki konspiracyjnej drukarni pisma „Walka”) i wywieziony w 1941 r. do obozu Auschwitz – Birkenau (numer obozowy 8258). W obozie zginęli mężowie sióstr matki, których gestapo aresztowało razem z nim. Z więzienia został zwolniony w rezultacie starań rodziny E. Wedla. Po powrocie z obozu do Warszawy podjął działalność konspiracyjną w ZWZ, a następnie walkę w batalionie Chrobry. W 1942 r. – na własną prośbę – przeszedł do 1. Szkolnej Kompanii Szturmowej CKM, IV Rejonu V Obwodu AK Warszawa – Śródmieście.
Siostra matki działała w organizacji Żegota, a on sam również uczestniczył w wielu akcjach ratowania i ukrywania osób o narodowości żydowskiej.

Po ukończeniu 11 listopada 1943 r. Szkoły Podoficerów Piechoty został awansowany do stopnia st. strzelca. Walczył podczas Powstania Warszawskiego na Mokotowie. Po kapitulacji powstania – jako jeniec wojenny – trafił do stalagu XB Sandbostel (zarejestrowany pod numerem 221371). Po wyzwoleniu obozu został żołnierzem WP we Włoszech, a później w II Korpusie Polskim wchodzącym w skład Armii Brytyjskiej. W grudniu 1945 r. przedostał się do Polski – zamieszkał w Krakowie. W 1951 r. został aresztowany przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, oskarżony o szpiegostwo i skazany na 12 lat więzienia. Podczas tzw. „gomułkowskiej odwilży” zmieniono mu kwalifikację ze szpiegostwa na udział „w organizacji”, zaś po amnestii w 1956 r. uwolniono.

Proces rozpoczęty 18.07.2016 jest zwieńczeniem wieloletnich wysiłków całego środowiska obrońców dobrego Imienia Polski.

Roszczenia żołnierzy AK

Żołnierze AK żądają od ZDF i Ufa Fiction umieszczenia przeprosin w TVP1 w czasie antenowym adekwatnym do czasu wyświetlania serialu i zobowiązania pozwanych do umieszczenia treści przeprosin na wszystkich kanałach telewizyjnych, w których serial był emitowany. Ponadto żołnierze AK żądają umieszczenia przeprosin na stronach internetowych www.zdf.de i http://www.ufa-fiction.de w widocznym miejscu przez okres 3 miesięcy, w terminie 7 dni od daty uprawomocnienia się wyroku. Dodatkowo strona powodowa domaga się kwoty 25.000 zł tytułem zadośćuczynienia za naruszenie dóbr osobistych na rzecz kpt Z. Radłowskiego.

Działania prawne przeciwko producentom prowadzi kancelaria Pasieka, Derlikowski, Brzozowska i Partnerzy z Krakowa. Reduta Dobrego Imienia monitoruje i wspiera proces.

Zeznania

Warto przypomnieć kluczowe fakty i zeznania towarzyszące procesowi. I tak pod koniec czerwca 2013 r. warszawska prokuratura rejonowa odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie publicznego znieważenia narodu polskiego w związku z emisją filmu w TVP. Prokuratura wskazywała, że takie przestępstwo można popełnić jedynie umyślnie, zaś z informacji TVP wynikało, że jej zamiarem było umożliwienie widzom wyrobienia sobie opinii o filmie, który był oceniany jako kontrowersyjny. Po złożeniu przez nas zażalenia podjęto postępowanie, jednak później je umorzono.

21 listopada 2016 r. zeznania w sprawie złożył prof. Bogdan Musiał, konsultant m.in. dokumentu, na podstawie którego miał powstać serial. W dokumencie, ani w serialu nie wzięto jednak pod uwagę uwag prof. Musiała, a jak zeznał, konsultantem dokumentu ostatecznie był specjalista z zupełnie innej dziedziny. Prof. Musiał twierdził: „AK przedstawiona jest w scenariuszu serialu Nasze Matki, nasi ojcowie jako banda rzezimieszków. Twórcy filmu upierali się przy rzekomym antysemityzmie Polaków.

Istotne wydarzenia miały miejsca podczas rozprawy z 17 stycznia 2018 r., kiedy to obrońcy ZDF bezskutecznie wnioskowali o wyłączenie z przesłuchania dr hab. Konrada Klejsy z Uniwersytetu Łódzkiego, polskiego biegłego z zakresu kinematografii, który przygotował dla sądu ekspertyzę filmu. Obrońcy niemieccy twierdzili, że polski ekspert nie będzie obiektywny w ocenie niemieckiego filmu historycznego. Sędzia oddalił ten wiosek podkreślając, że jest polskim sędzią, sprawa toczy się przed polskim sądem, a propozycja strony pozwanej jest próbą podważenia prawa polskich sądów do zajmowania się tego typu sprawami. Tym samym sędzia nie dopuścił do kwestionowania kryterium narodowości polskiej w opiniowaniu sprawy i ostatecznie dopuścił biegłego do udziału w rozprawie.

W ocenie filmoznawcy, który przez ponad cztery godziny zeznawał przed krakowskim sądem, film jednoznacznie ukazuje Polaków jako antysemitów, przypisując im współodpowiedzialność za Holokaust, a poszczególne sceny serialu sugerują, że Polacy aktywnie uczestniczyli w zabijaniu Żydów. Biegły wskazał na celowe zabiegi montażowe np. bezpośrednio po sobie następujące sceny – oczekiwanie na wyrok Gestapo i chwilę później oczekiwania na wyrok AK. Wskazał także, że scena zamykania więźniów ubranych w pasiaki w wagonie jest relatywizowaniem i przypisaniem Polakom współodpowiedzialności za zbrodnie niemieckie podczas II wojny światowej. Ma także wskazać na powszechne zachowania antysemickie w szeregach AK. Zdaniem biegłego o nastawieniu antysemickim AK świadczy także scena wykluczenia z oddziału osoby o narodowości żydowskiej ze względu na jej pochodzenie. Obrońcy ZDF byli przeciwnego zdania podkreślając, że wykluczenie ze względu na narodowość, w sytuacji kiedy taka osoba nie została pozbawiona życia i mogła opuścić oddział, nie jest zachowaniem antysemickim.

W ocenie biegłego serial miał i ma wpływ na kształtowanie wiedzy historycznej.

Przypominamy również o zeznaniach, jakie złożył emerytowany prof. Julius Schoeps, wówczas pracownik Centrum Studiów Europejsko-Żydowskich w Poczdamie. Zeznania zostały nagle przerwane, a obrońcy wnioskowali o odrzucenie protokołu z przesłuchania. Świadek zeznał, że wydał opinię dotyczącą scenariusza. W filmie następowały zmiany, których on nie konsultował. Tak więc np. nie został poinformowany, że w scenach przedstawiających żołnierzy Armii Krajowej na ramionach polskich żołnierzy zostaną użyte biało-czerwone opaski. Zdaniem świadka sprawa opasek nie jest kluczowa dla filmu, jednak dopytywany przez sędziego, przyznał, że nie sprawdzał tego zagadnienia w literaturze przedmiotu, tak więc nie wie czy taki zabieg był uzasadniony.

Prof. Julius Schoeps uważał, że w filmie „Nasze matki, nasi ojcowie” nie ma oskarżeń o współudział Polaków w Holokauście, ale są pokazane pewne antysemickie zachowania. Profesor podkreślił, że studiował literaturę przedmiotu, a na Polaków w czasie II wojny światowej patrzy z perspektywy żydowskiej. W swoich zeznaniach powoływał się na prace Einsteina Rubena, które posłużyły jako podstawa scenariusza. Einstein Ruben znany jest ze swoich antypolskich poglądów i przypisywania Polakom skrajnego antysemityzmu. Schoeps przyznał, że w filmie mogło dojść do błędów historycznych, ale nie mogą one mieć większego znaczenia, ponieważ jest to film fabularny a nie dokumentalny. W trakcie przesłuchania, na wniosek strony niemieckiej, zeznania zostały nagle przerwane. Obrońca niemiecki, Piotr Niezgódka, zgłosił zastrzeżenia do tłumaczenia. Sędzia w związku z tym wprowadził przerwę i poprosił o nagrywanie wideo zeznań historyka. Jest to częsta praktyka stosowana w polskich sądach. Po przerwie, gdy sprzęt został przygotowany, świadek nagle odmówił składania dalszych zeznań, nie pożegnał się z sędzią polskim i wraz z niemieckim sędzią wyszedł z sali, w której prowadzona była wideokonferencja. Obrońcy niemieccy tłumaczyli, że w prawie niemieckim nie ma zgody na nagrywanie zeznań świadków. W związku z błędnym tłumaczeniem, wnioskowali o odrzucenie protokołu z przesłuchania.

Rozprawie, która odbyła się 17 kwietnia 2018 r. również należy przypisać istotne znaczenie. W formie wideokonferencji nieoczekiwanie (o zmianie osób przesłuchiwanych strona niemiecka nie poinformowała polskiego sędziego) zeznawał prezes UFA Fiction Benjamin Benedict. Według świadka, centralnym elementem filmu jest pokazanie winy Niemców za II wojnę światową. Film skierowany został do niemieckiego widza, miał być inspiracją do dyskusji w rodzinach niemieckich o II wojnie światowej, ponieważ naoczni świadkowie odchodzą. Jego zdaniem zbrodnie niemieckie zostały ukazane jak nigdy wcześniej. W opinii zeznającego producenta ten film nie różni się od innych filmów fabularnych. Częstą praktyką jest, że materiały archiwalne są tłem, zaś w szczegółach film jest fikcją, a postacie ukazane są w sposób niejednoznaczny. Tak było w tym przypadku. Dodał, że w filmie reżyserzy wykorzystali wolność artystyczną, która wywołała krytykę i debatę. Świadek wie, że główna krytyka filmu dotyczyła polskiego antysemityzmu. Podkreślił, że ma ogromy szacunek dla Żołnierzy Armii Krajowej, a centralnym punktem wątku polskiego jest scena uwolnienia Żydów z pociągu przez partyzantów AK. Zaznaczył, że w tym filmie reżyserzy i producenci nie chcieli sportretować jakiejkolwiek grupy. Opaski z napisem AK pojawiły się po konsultacji kostiumologa i reżysera. Jednak na pytanie o celowość umieszczenia opasek biało czerwonych na ramionach Żołnierzy AK nie potrafił odpowiedzieć – oświadczył, że nie rozumie pytania i prosi o doprecyzowanie. Producent dodał, że nie chcieli przedstawiać też grupy żołnierzy AK jako antysemitów. Owszem, dwóch żołnierzy AK prezentuje postawy antysemickie, te postacie pojawiły się na podstawie badań naukowych pracowników Centrum Badań nad Zagładą Żydów PAN w Warszawie.

Prowadzono konsultacje m.in. z prof. Engelking, dr Skibińską, prof. Libionką, prof. Grabowskim. W pracach nad filmem korzystano także z pamiętników żołnierzy niemieckich.

Oskarżyciel dopytywał o scenę, kiedy jeden z partyzantów zamyka wagon z więźniami żydowskimi. Prezes UFA Fiction odpowiadał wymijająco, że scena oparta jest na zasadach wolności artystycznej. Dodał także, że nie można przypisywać fikcyjnej jednostce konkretnych czynów. Z kolei na pytanie czy zna taki przypadek w historii, by żołnierze AK zamknęli wagon z Żydami, odpowiedział, że nie zna. Na koniec prokurator zadał pytanie, czy z perspektywy czasu prezes UFA Fiction Benjamin Benedict uważa, że umieszczenie opasek z napisem AK na ramionach żołnierzy było błędem i czy coś by zmienił w filmie, świadek zeznał, że film ukazuje AK w sposób różnorodny i nie wprowadzał by żadnych zmian. Prezes UFA Fiction nie widział możliwości ugody.

Na wniosek strony niemieckiej sędzia wprowadził zakaz rejestracji dźwięku i obrazu. Sąd zaproponował jeszcze jedno posiedzenie w formie wideokonferencji, podczas którego mieli być przesłuchiwani reżyser i kostiumolog. Termin przesłuchania nie został jednak precyzyjnie ustalony.

Z kolei 20 kwietnia 2018 r. zeznawał przedstawiciel ŚZŻAK. Tadeusz Filipkowski, który przyniósł ze sobą na rozprawę oryginalną swoją biało-czerwoną opaskę z czasów Powstania Warszawskiego z literami WP (Wojsko Polskie) i orłem w koronie. Świadek opowiadał o oburzeniu, jaki wywołał serial w samym Związku Żołnierzy AK, ale również o licznych telefonach i pytaniach np. „Czy naprawdę AK-owcy mordowali Żydów”, o listach które przychodziły z wnioskami o wytłumaczenie, jak zachowywała się AK podczas II wojny światowej. Filipkowski podkreślił, że sprawa przeciwko ZDF i UFA Fiction to walka sądowa o honor polskiego żołnierza Armii Krajowej. Dzisiejsza wiedza o AK, a także o zachowaniach żołnierzy AK nie pozwala na przypisanie im postaw antysemickich oraz współwiny za zbrodnie Holokaustu. Jest to nieprawdziwe i nieuczciwe wobec każdego byłego żołnierza AK. Tymczasem takie postawy polskich żołnierzy są sugerowane w serialu „Nasze matki, nasi ojcowie”. Jego zdaniem, ten film zaprzepaścił także trwające wiele lat prace zbliżenia dwóch narodów. Film wybiela przedstawicieli społeczeństwa niemieckiego i oskarża społeczeństwo polskie, a zwłaszcza jego siłę zbrojną Armię Krajową. Tymczasem to była formacja wojskowa, do przesady przestrzegająca konwencji genewskiej – zeznał świadek. Jako szczególnie bulwersujące przykłady niezgodne z prawdą historyczną podał noszone w filmie przez partyzantów opaski z napisem AK oraz atak partyzantów na pociąg i zamknięcie wagonu z Żydami. AK nie zajmowała się zabijaniem Żydów, a pomocą na miarę swoich możliwości i sił, walcząc z antysemityzmem. To ewidentne kłamstwo i brak wiedzy historycznej, której zdaniem Powoda łatwo było uniknąć. W czasie wojny – jak zauważył świadek – obywatele żydowscy funkcjonowali w AK, przyjmowano Żydów, chroniono Żydów, było takich ludzi wielu w AK. Jego zdaniem sam film nie tylko narusza dobre imię poszczególnych żołnierzy AK, ale również samego Związku zrzeszającego byłych żołnierzy.

18 grudnia 2018 rok odbyła się ostatnia rozprawa, w trakcie której pojawił się kpt. Radłowski a strony wygłosiły mowy końcowe. Mec. Monika Brzozowska-Pasieka i Jerzy Pasieka podkreślali, że roszczenia kpt. Radłowskiego i Światowego Związku Żołnierzy AK są jak najbardziej zasadne i nie jest to kwestia wolności twórczej, ale postawienia tamy kłamstwu. Z kolei prokurator domagał się przeprosin i usunięcia z biało-czerwonych opasek napisu AK. Według pełnomocnika strony niemieckiej, strona powodowa przez 5 lat trwania procesu nie wskazała wartości i dóbr jakie zostały naruszone. Co więcej, według niego film ma olbrzymie znaczenie dla debaty toczącej się w Niemczech, ale także dla tej toczonej w Polsce, inspirowanej m.in. przez Centrum Badań nad Zagładą Żydów.

Strona niemiecka argumentowała, że powodem rozprawy jest po prostu przedstawienie AK pierwszy raz w innym świetle niż dotychczas i to w dodatku przez Niemców. Mimo to serial przedstawia heroizm żołnierzy AK wraz z wyjątkami zachowań niegodnych. Wniósł także o oddalenie całości powództwa i 6-krotną stawkę pokrycia kosztów sądowych.

Bez względu na wyrok, strona niezadowolona z rozstrzygnięcia będzie nadal walczyła w SN czy w Europejskim Trybunale Praw Człowieka.