80 rocznica przemarszu 110 Rezerwowego Pułku Ułanów z Wołkowyska przez wieś Strzelcowizna

Halina Świrska

Osiemdziesiąt lat temu, we wrześniu 1939 roku, tysiące polskich żołnierzy w zwartych oddziałach i rozproszonych grupach przemierzało drogi i bezdroża Polski tocząc potyczki i bitwy z Niemcami i Sowietami, wymykając się z okrążeń, kryjąc się przez nalotami. Jeden z takich oddziałów – 110 Rezerwowy Pułk Ułanów z Wołkowyska – podążając na pomoc walczącej Warszawie, 22 września 1939 roku przemaszerował przez Strzelcowiznę, puszczańską wieś znajdującą się obecnie na terenie gminy i nadleśnictwa Płaska.

22 września 2019 roku, w osiemdziesiątą rocznicę tamtego marszu, został on upamiętniony skromną uroczystością, która odbyła się na terenie Puszczy Augustowskiej na skraju wsi Strzelcowizna, w specjalnie przygotowanym miejscu. Stało się to z inicjatywy i dzięki zaangażowaniu Wiesława Milewskiego i Jarosława Harmuszkiewicza oraz fundacji Reduta Dobrego Imienia z Maciejem Świrskim, przy współudziale Nadleśnictwa Płaska z nadleśniczym Romanem Rogozińskim.

Na oczyszczonym z zarośli skrawku lasu został umieszczony brzozowy krzyż, maszt, głaz pamiątkowy i tablica informująca o wydarzeniach sprzed osiemdziesięciu lat i ułanach ze 110 Pułku. W niedzielę 22 września o godzinie 15 zgromadzili się w tym miejscu organizatorzy, zaproszeni goście oraz mieszkańcy wsi Strzelcowizna, aby dokonać symbolicznego odsłonięcia tablicy. W uroczystości wzięli udział leśnicy i straż leśna z nadleśniczym Romanem Rogozińskim, władze gminne z wójtem Wiesławem Gołaszewskim, przedstawiciele szkoły w Płaskiej z dyrektorem Dariuszem Sudykiem, pocztem sztandarowym i uczniami, Maciej Świrski z Reduty Dobrego Imienia, goście – m.in. Danuta i Zbigniew Kaszlej, założyciele Klubu Historycznego im. Armii Krajowej w Augustowie oraz mieszkańcy Strzelcowizny.

Uroczystość rozpoczęła się odmówieniem Koronki do Miłosierdzia Bożego i wspólną modlitwą za poległych, która poprowadził proboszcz parafii Mikaszówka, ks. kanonik Andrzej Borkowski.

Następnie zabrzmiał dźwiękiem trąbki sygnał kawaleryjskiej pobudki i głos zabrał Maciej Świrski, prezes Reduty Dobrego Imienia. Przypomniał wydarzenia z września 1939 roku i okoliczności przemarszu 110 Rezerwowego Pułku Ułanów i krótko opowiedział o dowódcy i oficerach tego improwizowanego oddziału Wojska Polskiego. A byli to ludzie wyjątkowi: to ppłk Jerzy Dąmbrowski, pseudonim „Łupaszko”, słynny zagończyk z lat I wojny światowej i zmagań o wschodnie granice Polski (1918-1920), mjr Henryk Dobrzańki, późniejszy „Hubal”, kpt. Maciej Kalenkiewicz, późniejszy cichociemny. Oddając im hołd mówił o pochodzie pokoleń, o tym, że naród to nie tylko my, teraz żyjący, ale także ci, którzy byli przed nami i przyjdą po nas, to wspólnota trwająca przez pokolenia. I że naród, który traci pamięć, traci swoją tożsamość, dlatego tak ważne jest oddawanie czci naszym bohaterom i ich upamiętnianie. Maciej Świrski wyjaśnił także symbolikę tego miejsca, odwołując się do hasła: „Bóg – honor – Ojczyzna”. I tak brzozowy krzyż ma przypominać o Bogu, głaz, na którym będzie jeszcze wyryty wojskowy orzeł, symbolizuje honor, a biało-czerwona flaga – Ojczyznę. W tym miejscu nie było żadnej bitwy, nie jest to też miejsce martyrologii, chcieliśmy upamiętnić po prostu taki zwyczajny, wojenny przemarsz, ułanów – zwykłych mężczyzn zmobilizowanych do obrony Ojczyzny i ich oficerów.

Następnie ks. kanonik Andrzej Borkowski poświęcił to miejsce, a nadleśniczy Roman Rogoziński i wójt Wiesław Gołaszewski wspólnie dokonali odsłonięcia tablicy.

W dalszej części uroczystości przemówił wójt gminy Płaska, Wiesław Gołaszewski, przypominając o bolesnych wydarzeniach z historii, które nie ominęły tych ziem, m. in. o Obławie Augustowskiej, i o wartości ich upamiętniania. Zauważył, że odsłonięta właśnie tablica będzie oglądana i czytana nie tylko przez mieszkańców, ale także przez turystów, którzy dzięki temu lepiej poznają miejscowe dzieje. Podziękował też inicjatorom i organizatorom tej uroczystości.

Nadleśniczy Roman Rogoziński opowiedział o tym, jak wiele jest w Puszczy Augustowskiej miejsc naznaczonych historią – od  mogił powstańców styczniowych po miejsca potyczek i martyrologii z czasów II wojny światowej i powojennych. Stwierdził, że to dobrze, że przybywa kolejne takie miejsce, które świadczy o historii tych ziem. Mówiąc o dbałości Lasów Państwowych o zachowanie pamięci  zaprezentował krótko album „Pro Patria – Miejsca Pamięci Narodowej w Puszczy Augustowskiej” zawierający zdjęcia 100 takich miejsc, który potem wręczył Maciejowi Świrskiemu.

Następnie został poproszony o zabranie głosu świadek tamtego przemarszu, Romuald Sokołowski, jeden z najstarszych mieszkańców Strzelcowizny. Opowiedział bardzo plastycznie, jak to będąc 7-letnim chłopcem pobiegł z kolegami zobaczyć ułanów, jak tamtego wrześniowego, słonecznego dnia oddział długą kolumną wynurzał się z lasu drogą z Mikaszówki w miejscu, gdzie obecnie jest kaplica i jak pięknie wyglądały ich konie, mundury…

Dyrektor szkoły nawiązał do własnych doświadczeń, kiedy to w szkole historia była okrojona, a on sam o Katyniu dowiedział się w domu. Mówił o tym, że ta uroczystość jest dla obecnych na niej uczniów lekcją historii, a relacja świadka, Romualda Sokołowskiego sprawia, że jest to lekcja żywa.

W imieniu mieszkańców Strzelcowizny przemówiła Bogumiła Milewska, katechetka ze szkoły w Płaskiej. Z przejęciem mówiła o tym, jak dla niej, żyjącej w tej wsi od urodzenia, ważna jest pamięć o minionych ludziach i wydarzeniach, jak bardzo zależy jej na tym, żeby ta pamięć została zachowana nawet wtedy, gdy świadków już nie będzie. Przywołała postać ks. Stanisława Maciątka, administratora parafii Mikaszówka z lat 1935-1937, który ukrywał się w Mikaszówce podczas wojny, został uwięziony przez Niemców i zginął w KL Sachsenhausen. Pozostał w pamięci ludzi jako człowiek święty, wielkiej wiary i dobroci, formator dusz. Bogumiła Milewska podzieliła się usłyszaną z ust świadka opowieścią o tym, jak wieziony po aresztowaniu przez Strzelcowiznę śpiewał pieśń. Zaapelowała o upamiętnienie go tablicą w Mikaszówce.

Na pytanie, czy ktoś jeszcze chciałby zabrać głos, odezwała się Danuta Kaszlej z Koła Historycznego im. AK w Augustowie, nauczycielka historii z II LO w Augustowie, od lat wraz z mężem kultywująca pamięć, m.in. przez zbieranie relacji na temat Obławy Augustowskiej. W ciepłych słowach podziękowała za tę uroczystość – pozbawioną patosu i polityki – jej organizatorom i pogratulowała serdecznie inicjatywy społeczności lokalnej.

Na tym zakończyła się część oficjalna, wszyscy uczestnicy zostali zaproszeni na poczęstunek do świetlicy wiejskiej w Strzelcowiźnie. W ten nieco improwizowany sposób – od pomysłu do realizacji minęły zaledwie ok. 3 tygodnie, właściwie wszystko zostało przygotowane siłami wolontariuszy, Wiesława Milewskiego, Jarosława Harmuszkiewicza, jego pracowników oraz Reduty Dobrego Imienia, z bardzo ważnym współudziałem Lasów Państwowych, na których terenie powstało miejsce upamiętnienia – został uczczony improwizowany 110 Rezerwowy Pułk Ułanów i jego oficerowie.

CZEŚĆ ICH PAMIĘCI!

 

Treść tablicy odsłoniętej w Strzelcowiźnie:

 … wiemy, że nie na życie idziemy…

ppłk Jerzy Dąmbrowski  17 IX 1939 do ochotników

 

Tą drogą 22 września 1939 roku przeszedł w drodze na pomoc walczącej Warszawie

110 Rezerwowy Pułk Ułanów

pod dowództwem ppłk Jerzego Dąmbrowskiego

i mjr Henryka Dobrzańskiego, późniejszego Hubala

oficerem taktycznym był kpt Maciej Kalenkiewicz, późniejszy cichociemny

Cześć i chwała Bohaterom!

 

 

110 REZERWOWY PUŁK UŁANÓW został sformowany na początku września 1939 roku w Wołkowysku. Jego dowódcą został podpułkownik Jerzy Dąmbrowski, zastępcą dowódcy – major Henryk Dobrzański, późniejszy „Hubal”.

Od 18 września Pułk szedł w straży przedniej Rezerwowej Brygady Kawalerii „Wołkowysk” w marszu na Grodno. 20 września stoczył potyczki z bojówkami sowieckich dywersantów, oczyszczając Ostryń i Jeziory. Następnie przeszedł na zachodni brzeg Niemna w okolicach miejscowości Hoża i skierował się do Puszczy Augustowskiej. Po noclegu w Mikaszówce, rankiem 22 września podjął marsz przez STRZELCOWIZNĘ w kierunku walczącej Warszawy. Podczas postoju w Podmacharcach dowódca zezwolił na odejście tych, którzy chcieli przejść na Litwę i zostać internowani, z czego jednak skorzystało bardzo niewielu. To wtedy do jednego z ochotników powiedział: „My, zawodowi oficerowie wiemy, że nie na życie idziemy, ale wy, młodzi, będziecie Polsce potrzebni i może Pan się wycofać w sposób honorowy, żadna plama nie będzie na Panu ciążyła.”

Dalsza trasa Pułku wiodła przez Lipsk i bagna nad Biebrzą. Maszerowano nocami, leśnymi bezdrożami, tocząc walki z wysuniętymi oddziałami Armii Czerwonej. 23 września w okolicach miejscowości Krasne rozbity został pluton kolarzy z pchor. Mościckim. 24 września czołgi sowieckie zaskoczyły pod Dolistowem 3 szwadron – jego dowódca, rtm. Wiktor Moczulski, poległ, a większość ułanów została wzięta do niewoli. Pułk odskoczył do Tajna Podjeziornego.

28 września w Janowie koło Kolna, po otrzymaniu wiadomości o kapitulacji Warszawy, ppłk Jerzy Dąmbrowski zarządził rozwiązanie Pułku, zwalniając żołnierzy z przysięgi i dając im swobodę decydowania o własnym losie.

Dzięki doskonałemu prowadzeniu Pułku przez dowódcę – o ile tylko było to możliwe – zmiennym pasem ziemi niczyjej pomiędzy wojskami sowieckimi i niemieckimi, oraz dzięki poruszaniu się forsownymi, nocnymi marszami w uciążliwym leśnym lub bagiennym terenie, Pułk – znajdujący się na terenie opanowanym przez Sowietów, a potem w kleszczach sowiecko-niemieckich – nie został rozbity przez obu wrogów.

110 Rezerwowy Pułk Ułanów został rozwiązany jako jedna z ostatnich jednostek Wojska Polskiego walczących w czasie wojny obronnej 1939 roku. Część ułanów nie zrezygnowała jednak z dalszej walki, ale podzieliła się:

– oddział ppłk. Jerzego Dąmbrowskiego skierował się na wschód, żeby kontynuować walkę z Sowietami i Niemcami na pograniczu litewskim. Wkrótce zasłynęła partyzantka Dąmbrowskiego, bazująca w okolicy Bagien Jaćwieskich i Czerwonego Bagna

– oddział mjr. Henryka Dobrzańskiego wyruszył na południe i na Kielecczyźnie prowadził walkę, nie zdejmując mundurów, jako Oddział Wydzielony Wojska Polskiego mjr. Hubala

 

 

 

Ppłk JERZY DĄMBROWSKI, pseudonim „ŁUPASZKO” (1889 Suwałki – 1940? Mińsk Litewski) –słynny zagończyk z lat 1918-1920, doskonały dowódca bojowy, niezwykle odważny i skuteczny. To na jego cześć przyjął pseudonim „Łupaszka” Zygmunt Szendzielarz, dowódca V Wileńskiej Brygady Armii Krajowej.

W 1914 roku po wybuchu I wojny światowej został powołany do  służby wojskowej w armii rosyjskiej: służył w kawalerii i lotnictwie, szybko awansując do stopnia rotmistrza. Odniósł kilka ran, był wielokrotnie odznaczany za odwagę w walce z Niemcami.

W październiku 1918 roku, po wstąpieniu do Samoobrony Wileńskiej, wraz z bratem Władysławem sformował ochotniczy szwadron kawalerii i stanął do walki o Wilno z Niemcami, Armią Czerwoną i miejscowymi zwolennikami komunistów. Zapamiętano jego przemówienie do żołnierzy przed wyruszeniem na bój; „Chłopcy – Ojczyzna – Bolszewicy”. Po opuszczeniu Wilna w styczniu 1919 roku rozpoczął wojnę podjazdową na czele Wileńskiego Pułku Ułanów, a następnie 13 Pułku Ułanów na terenie Grodzieńszczyzny, Wileńszczyzny i Polesia, między innymi zdobywając fortecę Brześć Litewski, zajętą przez Niemców i Baranowicze, zajęte przez bolszewików. Choć dysponował niewielką siłą i działał na terenach zajętych przez wroga, był bardzo skuteczny i wzbudzał prawdziwy postrach. Ułani szli za nim bez wahania, śpiewano o nim piosenki. Z tamtego czasu pochodzi jego pseudonim – „Łupaszko”. Wśród podkomendnych rtm. Jerzego Dąmbrowskiego był m.in. Witold Pilecki, „Ochotnik do Auschwitz” z II wojny światowej, zamordowany w 1948 przez komunistów, a także późniejsi pisarze Stanisław Cat-Mackiewicz i Józef Mackiewicz.

Podczas ofensywy bolszewickiej 1920 roku Łupaszko sformował Pułk Obrony Wilna, który poprowadził do walki z kozakami z korpusu Gaja. Ranny w potyczce uciekł z pociągu sanitarnego, żeby nie opuszczać swoich ułanów w nieustających pochodach i bitwach (m.in. pod Klepaczami). W końcu lipca sformował w Warszawie kolejny oddział na podstawie 13 Pułku Ułanów – 211 Ochotniczy Pułk Ułanów Nadwiślańskich, który wziął udział w bojach z korpusem Gaja nad Wkrą. Rtm. Jerzy Dąmbrowski był też w grupie operacyjnej gen. Lucjana Żeligowskiego, zajmującej Wilno.

Za swą postawę i odwagę w boju odznaczony m.in. Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari oraz czterokrotnie Krzyżem Walecznych. W dwudziestoleciu międzywojennym służył m.in. w Korpusie Ochrony Pogranicza, prowadząc walki z dywersantami sowieckimi.

Na początku września 1939 roku objął dowództwo 110 Rezerwowego Pułku Ułanów, formowanego w  Wołkowysku. Po wkroczeniu Sowietów w granice Rzeczpospolitej 17 września 1939 roku prowadził swój pułk w straży przedniej Rezerwowej Brygady Kawalerii tocząc boje z Armią Czerwoną i sowieckimi dywersantami w marszu do Grodna. Następnie kontynuował marsz na odsiecz Warszawie przez Puszczę Augustowską i tereny nad Biebrzą. Pomimo zdrowia nadszarpniętego ranami jeszcze z I wojny światowej, ataków astmy i poważnej choroby serca prowadził swój pułk bardzo skutecznie, unikając konfrontacji z  przeważającymi siłami wroga. Wobec kapitulacji Warszawy zdecydował o rozwiązaniu Pułku, które dawało szansę na ocalenie żołnierzy. Sam podjął walkę partyzancką tworząc w oparciu o grupę ułanów sprawnie działający oddział w rejonie Czerwonego Bagna. W listopadzie 1939 roku poważnie ranny i chory na zapalenie płuc został przerzucony do szpitala na Litwę. Został tam rozpoznany i internowany w forcie VI w Kownie, a zły stan zdrowia uniemożliwił mu ucieczkę. Po zajęciu Litwy przez Sowietów został w lipcu 1940 roku aresztowany przez NKWD i wywieziony do więzienia w Mińsku Litewskim. Sowieci mścili się za jego antybolszewicką działalność sprzed 20 lat i za służbę w KOP. Po ciężkich torturach został zamordowany prawdopodobnie w grudniu 1940 lub styczniu 1941 roku.

 

 

Mjr HENRYK DOBRZAŃSKI, pseudonim „HUBAL” (1897 Jasło – 1940 Anielin) – ostatni zagończyk, energiczny i utalentowany dowódca, odważny żołnierz, świetny jeździec.

W 1914 roku zgłosił się ochotniczo do Legionów Polskich – z powodu zbyt młodego wieku zmienił datę urodzenia, aby zostać przyjętym. Na swoją prośbę został odkomenderowany do jednostki frontowej. W 1918 roku internowany na Węgrzech, znalazł się na skutek ciężkiej choroby w szpitalu, skąd uciekł do Polski.

Po odzyskaniu niepodległości zgłosił się do formowanego w Krakowie 2 Pułku Ułanów. Podczas walk polsko-ukraińskich dowodził oddziałem wydzielonym w sile plutonu, biorąc udział w walkach o Lwów. Za swoje czyny i męstwo został trzykrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych. Od maja 1919 roku wraz ze swoim pułkiem, przemianowanym na 2 Pułk Szwoleżerów Rokitniańskich, pełnił służbę patrolową najpierw na Śląsku, a następnie na Pomorzu.

W czasie najazdu bolszewickiego brał udział w ofensywie kijowskiej 1920 roku, a następnie w walkach opóźniających w trakcie sowieckiej kontrofensywy 1 Armii Konnej Budionnego, wyróżniając się męstwem i talentem dowódczym. Za swoją postawę i brawurę otrzymał Krzyż Srebrny Orderu Virtuti Militari oraz Krzyż Walecznych (po raz czwarty).

W II Rzeczpospolitej kontynuował służbę w kawalerii w różnych jednostkach – m.in. w Grudziądzu, Rzeszowie, Hrubieszowie, Wilnie – jednocześnie trenując jeździectwo sportowe. W kolejnych latach brał udział w zawodach hippicznych krajowych i zagranicznych, osiągając znaczące sukcesy. Podczas międzynarodowych zawodów w Nicei w 1925 roku polska ekipa, w której składzie był Henryk Dobrzański, po raz pierwszy zdobyła Puchar Narodów. Za dwukrotne bezbłędne pokonanie parcoursu otrzymał od księcia Walii złotą papierośnicę z napisem: The best individual score of all officers of all nations – „Dla najlepszego jeźdźca spośród oficerów wszystkich narodów”. W 1927 roku został awansowany na stopień majora.

Po wybuchu II wojny światowej został odkomenderowany do Wołkowyska jako zastępca dowódcy 110 Rezerwowego Pułku Ułanów, z którym przeszedł bojowy szlak aż do rozwiązania Pułku 28 września w Janowie pod Kolnem. Wbrew opinii dowódcy, że rozwiązanie oddziału w aktualnej sytuacji to konieczność, aby ocalić życie ułanów i umożliwić im podjęcie walki w późniejszym czasie, mjr Dobrzański był przekonany, że potrafi wyprowadzić Pułk w całości z otoczenia. Wobec rozwiązania oddziału ruszył na czele grupy ułanów na południe – być może z zamiarem przejścia na Węgry. 2 października oddział odniósł pierwsze zwycięstwo nad Niemcami w starciu pod Wolą Chodkowską. Ostatecznie na początku października mjr Dobrzański zakomunikował swoim żołnierzom decyzję pozostania w okupowanym kraju i niezdejmowania munduru w oczekiwaniu na wiosenną ofensywę aliantów. Przyjął też pseudonim „Hubal”. Schronieniem dla Wydzielonego Oddziału Wojska Polskiego, jak nazwał swój oddział, stały się Góry Świętokrzyskie i Kielecczyzna. Zaczął organizować konspiracyjne placówki oporu, a do stale wymykającego się Niemcom oddziału przybywało wielu ochotników. Wczesną wiosną 1940 roku Niemcy przystąpili do zdecydowanych działań przeciwko partyzantom. 30 marca pod Huciskiem i 1 kwietnia pod Szałasem Hubalczycy stoczyli zwycięskie walki z niemiecką policją i SS. W odwecie okupanci spacyfikowali wsie wspierające polskie wojsko. Hubal, aby nie sprowadzać niemieckich represji na ludność cywilną, zrezygnował z kwaterowania po wsiach, stale się przemieszczając i wymykając obławom. Przed świtem 30 kwietnia 1940 roku oddział po całonocnym forsownym marszu zatrzymał się na spoczynek w zagajniku w pobliżu wsi Anielin. Tu zaskoczyli go Niemcy, a wsiadający na koń Hubal otrzymał postrzał w pierś. Razem z nim poległ jego koń. Nie wiemy do dzisiaj, gdzie spoczywają jego szczątki – Niemcy ukryli miejsce pochówku.

Kpt. MACIEJ KALENKIEWICZ, pseudonim „KOTWICZ” (1906 Pacewicze – 1944 Surkonty) –

utalentowany inżynier, hubalczyk, cichociemny, organizator konspiracji AK, legendarny dowódca.

Ukończył Korpus Kadetów w Modlinie, Oficerską Szkołę Inżynierii (z pierwszą lokatą) oraz Wydział Inżynierii Lądowej Politechniki Warszawskiej. W 1936 roku awansował do stopnia kapitana. W czasie wojny obronnej 1939 pełnił funkcję oficera taktycznego w 110 Rezerwowym Pułku Ułanów pod dowództwem ppłk. Jerzego Dąmbrowskiego. Po rozwiązaniu Pułku, 28 września w Janowie pod Kolnem,  dołączył do grupy mjr. Henryka Dobrzańskiego, zdążającej w Góry Świętokrzyskie. W Oddziale Wydzielonym Wojska Polskiego majora Hubala przyjął pseudonim „Kotwicz”; najpierw był szefem sztabu, a następnie zastępcą dowódcy. W końcu 1939 roku, pod wpływem radiowych apeli gen. Sikorskiego, zdecydował się przedostać do Francji, co mu się udało. Już wtedy zgłaszał się do wzięcia udziału w desancie spadochronowym na teren okupowanej Polski. Po klęsce Francji ewakuował się do Anglii. Widział konieczność rozwijania łączności lotniczej z krajem i prowadzenia szkoleń spadochronowych, o czym pisał memoriały i artykuły kierowane do polskich władz wojskowych. Zaowocowały one m.in. utworzeniem 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej pod dowództwem gen. Sosabowskiego.

W grudniu 1941 roku jako emisariusz Naczelnego Wodza został zrzucony do Polski lotem nr 2 – omyłkowo na teren przyłączony do Rzeszy, przy granicy Generalnego Gubernatorstwa. Skoczkowie zostali aresztowani przez straż graniczną i doprowadzeni na posterunek, gdzie otworzyli ogień, wybijając niemiecką załogę. Za tę akcję został później odznaczony Orderem Virtuti Militari. W ten sposób cichociemni odzyskali wolność, a po przekroczeniu granicy dotarli do Warszawy, gdzie Kotwicz spotkał się z gen. Stefanem Roweckim – Grotem. Został przydzielony do oddziału operacyjnego sztabu ZWZ, prowadził szkolenia z zakresu walki partyzanckiej, dywersji oraz łączności lotniczej z Anglią. Opracował plan powszechnego powstania w momencie klęski Niemiec, przewidując wrogą postawę Rosji Sowieckiej do sił AK.

W marcu 1944 roku został skierowany do Okręgu Nowogródek, gdzie objął dowództwo Zgrupowania Nadniemeńskiego AK. W obronie ludności cywilnej przeprowadził kilkanaście akcji bojowych, także przeciwko partyzantce sowieckiej. Był współautorem koncepcji akcji „Ostra Brama”, mającej zamanifestować polskość Wilna przez udział w jego wyzwoleniu z rąk niemieckich. W czerwcu został poważnie ranny w czasie walki z Niemcami pod Iwiem – zakażoną gangreną prawą rękę musiano mu amputować w szpitalu polowym. Nie brał udziału w akcji „Ostra Brama” (13 lipca 1944 roku) i krytycznie odnosił się do sposobu jej realizacji.

Po aresztowaniu przez Sowietów wszystkich przybyłych na wspólną odprawę w Boguszach oficerów AK, Kalenkiewicz, który zapewne z powodu złego stanu po amputacji na niej nie był, przeszedł do Puszczy Rudnickiej. Ukrywała się tam część oddziałów polskich, naradzano się nad postępowaniem w zaistniałej sytuacji. Kotwicz uważał, że należy utrzymać obecność oddziałów AK w terenie dla podbudowania morale i ochrony ludności. Ostatecznie zdecydowano o znacznym ograniczeniu liczebności oddziałów, tak by mogły przetrwać w ukryciu. Kpt. Kalenkiewicz został dowódcą okręgu Nowogródek, a jego oddział starał się utrzymać kontakt z resztkami oddziałów wileńskich. 19 sierpnia Sowieci rozpoczęli akcję likwidacji oddziałów AK w okolicach Puszczy Rudnickiej. 21 sierpnia oddział Kotwicza liczący około 70 ludzi został zaatakowany pod Surkontami przez 600 osobowy batalion NKWD. Pierwszy atak został odparty, jednak kolejny doprowadził do rozbicia oddziału, poległ też kpt. Maciej Kalenkiewicz. Został pochowany w zbiorowej mogile ze swymi żołnierzami, w pobliżu mogiły powstańców 1863 roku.

 

 

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.