#Powiedzmy Niemcom prawdę

Tadeusz Szostak

We wrześniu 1939 roku, gdy Niemcy i Związek Sowiecki napadli na Polskę, miałem 2 lata.
Pierwszy kontakt z „nadludźmi”, który pamiętam, jest taki. Miałem 4 lub 5 lat i szedłem ulicą trzymając Tatę za rękę. W pewnej chwili Tata ścisnął moją rękę i pociągnął mnie gwałtowne na skraj chodnika. Za chwilę zobaczyłem dwóch żołnierzy niemieckich idących środkiem chodnika i bardzo głośno rozmawiających. Wtedy nie wiedziałem, że Gubernator GG Hans Frank wydał zarządzenie, że „podludzie” (czyli Polacy) muszą ustępować „nadludziom” (czyli Niemcom) pod groźbą kary śmierci.

Kolejne wspomnienia wiążą się z przejazdami tramwajami, w których był potworny ścisk. Gdy przesuwając się w stronę środka wagonu dotarliśmy do połowy zobaczyłem łańcuch między fotelami, który dzielił wagon na połowę. Przednia część wagonu była prawie zawsze pusta, może 2-3 osoby, przeważnie w mundurach. To była część dla „nadludzi”, czyli Niemców. My Polacy (jako „podludzie”) tłoczyliśmy się w tylnej połowie. Wtedy nie wiedziałem, że przy przednich drzwiach wejściowych do tramwaju był napis „Nur fur deutsche” (to w jęz. nazistowskim).

Potem było Powstanie Warszawskie. Miałem już 6,5 roku i dość dużo pamiętam. Mieszkaliśmy na V Kolonii WSM na Żoliborzu przy ul. Słowackiego 5/13. Największy strach budziły codzienne naloty niemieckich Stukasów. Pewnego dnia bomby trafiły także w naszą kolonię, zabijając wszystkich zgromadzonych w piwnicy mieszkańców. Oczywiście cywilnych, bo innych tam nie było. Także moich dwóch kolegów, z którymi bawiłem się rano na podwórku. A potem przyszedł najgorszy dzień, czyli dzień kapitulacji. Następnego dnia o świcie na górze schodów do piwnicy stanęło dwóch „nadludzi” w zielonych mundurach i wrzeszczało: raus, schnell, Haende hoch! Zaczęliśmy wychodzić, ale ja nie miałem podniesionych rąk do góry. Niemiecki „nadczłowiek” wycelował we mnie swojego Schmeissera i wrzasnął Haende hoch ! Nie zrozumiałem, ale Tata powiedział mi, abym podniósł ręce do góry i w takim stanie pognano nas na Dworzec Zachodni. Stamtąd trafiliśmy do Durchgangslager 121 w Pruszkowie. Spędziliśmy noc na betonie zakładów kolejowych i następnego dnia przeszliśmy selekcję. Przechodziliśmy przez bramkę, a „nadczłowiek” w mundurze ruchem palca wskazywał w lewo lub prawo. Nasza 20-letnia pomoc domowa została skierowana na lewo, czyli do obozu pracy. Po wojnie dowiedzieliśmy się, że trafiła do Ravensbrueck, gdzie pracowała w fabryce amunicji. My trafiliśmy do bydlęcych wagonów towarowych, którymi podróżowaliśmy przez 1,5 doby bez jedzenia i picia! Wtedy po raz pierwszy słyszałem wielokrotnie powtarzane przez dorosłych słowo Auschwitz. Zwłaszcza gdy pociąg jadący na południe mijał kolejno Radom, Kielce i dalej jechał na południe. Na nasze szczęście „moce przerobowe” niemieckiej fabryki śmierci były przepełnione i pociąg stanął na stacji w Jędrzejowie, gdzie oczekiwali „nadludzie” w mundurach z wycelowanymi Schmeisserami, ze szczekającymi  wilczurami i spotkały nas znajome wrzaski: raus, schnell! Wtedy wszyscy mówili, że krzyczą po niemiecku, dziś głoszą, że to było w języku nazistowskim. „Arbeit macht frei” w Auschwitz też podobno jest napisane w języku nazistowskim. W Jedrzejowie zostaliśmy zaproszeni przez rodzinę ogrodników, państwa Kisielów. Mieszkali w dwupokojowym domku z kuchnią, bez łazienki. W większym pokoju mieszkał „nadczłowiek”, oficer niemiecki, a szóstka „podludzi” rodziny Kisielów była stłoczona w pokoju mniejszym. Dla nas na noc kładziono słomę na podłodze w kuchni, na której spędzaliśmy noc. Herr Hauptman ucieszył się z naszego przybycia, bo Tata znał biegle niemiecki, więc mógł się łatwiej komunikować z resztą „podludzi”.

O Akcji #PowiedzmyNiemcomPrawdę

Jakiś czas temu niemiecki dziennik „Frankfurter Rundschau” napisał: „słowa polskiej premier w Auschwitz, że Polska musi przede wszystkim bronić bezpieczeństwa swoich obywateli, pasują jak ulał do nowej polityki historycznej Warszawy. Chodzi o to, by przedstawić Holokaust jako czysto niemiecką zbrodnię, w której Polska nie miała udziału”. Na wezwanie Reduty Dobrego Imienia wielu Polaków wysłało do niemieckiej redakcji wojenne wspomnienia – aby powiedzieć Niemcom prawdę o II wojnie światowej i odpowiedzialności za niemieckie zbrodnie.

„Reduta Online” publikuje  nadesłane opowieści.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.