Akcja ” Wieniec”

Ciszę warszawskiej nocy 8 października 1942 r. przerwały potężne eksplozje, których huk dobiegał do centrum miasta z czterech stron świata. Ranek za sprawą osób dojeżdżających do miasta koleją przyniósł wieści, które sprawiły, że Polacy stracili powody do narzekania na przerwany sen. Wykolejone niemieckie pociągi i zniszczone tory szybko zostały skojarzone z nocnymi wybuchami. Polskie serca zabiły mocniej na myśl, że w okolicy działają podziemne oddziały zdolne zadawać niemieckiemu okupantowi dotkliwe ciosy. Takim na pewno było sparaliżowanie ważnego węzła kolejowego, jakim była Warszawa, w okresie kluczowych dla Wehrmachtu walk w Rosji. Ciągłość dostaw sprzętu, amunicji i innego zaopatrzenia miała tam dla Niemców fundamentalne znaczenie.
Skoordynowane wysadzenie w powietrze torów wokół stolicy odbyło się w ramach przeprowadzonej przez oddziały saperskie AK akcji „Wieniec”. Jej efektem było zatrzymanie komunikacji kolejowej w rejonie stołecznym na kilka do kilkunastu godzin, wykolejenie dwóch pociągów i uszkodzenie dwóch kolejnych lokomotyw. Ponadto zaburzony został przepływ transportu szynowego z dyrekcji opolskiej, poznańskiej i gdańskiej, z których transporty na wschód wiodły przez Warszawę.

Dla AK akcja „Wieniec” okazała się swoistym sprawdzianem i własnych sił, bo była pierwszą przeprowadzoną na tak dużą skalę, i niemieckiej reakcji na działania jawnie sabotażowe. Saperzy wykonali powierzone zadania bardzo sprawnie, żadna z grup nie poniosła strat ani nie wdała się w niepotrzebną walkę. Z drugiej strony, próba skierowania niemieckiego śledztwa na sowieckich dywersantów-spadochroniarzy, przez porzucenie na miejscu akcji pod Wawrem rewolweru rosyjskiej produkcji, nie powiodła się.
Tydzień później Niemcy, nie ujawniając tego faktu, rozstrzelali w Puszczy Kampinoskiej 39 Polaków. Następnego dnia w pięciu miejscach na peryferiach Warszawy, w pobliżu torów kolejowych, Niemcy ustawili szubienice. O świcie stracono na nich 50 Polaków, więźniów Pawiaka, z których większość była działaczami komunistycznymi. Rozlepione w stolicy obwieszczenia głosiły, że egzekucja to odwet za wysadzenie torów kolejowych przez „komunistów”. W ten sposób próbowano przekonać społeczeństwo, że represje dosięgły wyłącznie sprawców dywersji.

Niemym świadkiem tych zdarzeń jest unikatowy obiekt – stojąca po dziś drewniana szubienica, na której w ramach odwetu zostali straceni nasi rodacy. Jednym z nich był brat mojego dziadka Wacław Skwarczyński. Bardzo trudno trafić do niej przypadkiem. Ulica Mszczonowska, przy której się ona zachowała, mimo bliskości Dworca Zachodniego, jest terenem odludnym. Być może i z tego powodu to miejsce pamięci popadło w ruinę. Otaczający szubienicę płot rozpadł się, metalowe elementy rozkradziono, a pamiątkową tablicę pokryła warstwa brudu. Całkiem niedawno, za sprawą tych samych ludzi, którzy opiekują się miejscami pamięci wzdłuż ul. Wolskiej i całą działalność finansują z własnych środków, sytuacja zaczęła się zmieniać. Kamienna tablica została domyta, zamontowano maszty z flagami, teren został wykarczowany i jest regularnie czyszczony. Obecnie grupa stara się sformalizować swoje działania i zakłada stowarzyszenie, którego jednym z pierwszych zadań będzie doprowadzenie do wpisania ocalałej szubienicy na listę zabytków, by zapewnić temu miejscu ochronę. Zaprawdę kondycja naszego narodu nie jest taka zła, skoro wydaje on takich synów!

Andrzej Skwarczyński

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.