Echa Konferencji Bliskowschodniej i Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa w prasie niemieckiej

Zespół Reduty Dobrego Imienia

 

Konferencja Bliskowschodnia w Warszawie (13-14.02.2019) nie została pozytywnie odebrana w niemieckich mediach. Komentarze w gazetach o profilu liberalno-lewicowym były prawie zawsze nieprzychylne. Krytykowano konfrontacyjny ton USA i dzielenie Europy.  Spór polsko-izraelski nie wywołał w Berlinie większych emocji.

W centrum zainteresowania niemieckich mediów znalazła się, odbywająca się  bezpośrednio po warszawskim szczycie, Konferencja Bezpieczeństwa w Monachium. Krytyka niemieckiej polityki względem Iranu i gazociągu Nord Stream 2, wygłoszona przez wiceprezydenta Mike’a Pence’a w Monachium, wywołała irytację niemieckich mediów. Telewizja ZDF stwierdziła, że kanclerz Angela Merkel stała się ostatecznie symbolem sprzeciwu wobec Trumpa.

 

Negatywna ocena szczytu w Warszawie

 

Jeden z bardziej nieprzychylnych komentarzy można było znaleźć w zamieszczonym w  Süddeutsche Zeitung artykule „Jak USA szukają sojuszników przeciw Iranowi” (Wie die USA Verbündete gegen Iran suchen, Süddeutsche Zeitung 13.02.2019). Wiceszef redakcji zagranicznej Süddeutsche Zeitung, Paul-Anton Krüger, ocenił szczyt jako podjętą przez USA próbę dzielenia Unii Europejskiej.

„W ważnych (sic) europejskich stolicach odebrano to spotkanie, jako próbę dzielenia Europejczyków i znalezienia wśród nich chętnych do poparcia amerykańskiego kursu – przypomina to czasy Donalda Rumsfelda i jego koalicję chętnych oraz jego tezę o starej i nowej Europie. Z nieufnością obserwujemy, jak Pompeo mami prawicowo-populistyczne rządy Węgier i Polski” – zauważa Krüger. W jego stwierdzeniach wyraźnie pobrzmiewa irytacja sięgająca 2003 roku, kiedy to Polska, wbrew woli Niemiec, wsparła USA podczas interwencji w Iraku. Najwyraźniej uważa też Warszawę za jedną z tych „nieważnych” europejskich stolic.

Krüger uważa, że wyjątkowo liczna delegacja amerykańska świadczy o wielkim znaczeniu, jakie USA przypisują warszawskiej konferencji, „jednak zamiast jedności spotkanie (…) unaoczniło głębokie podziały między rządem Trumpa i najważniejszymi sojusznikami USA w Europie; Chiny i Rosja zbojkotowały konferencję”. Krüger wskazuje na podziały panujące wśród państw zachodnich w stosunku do Iranu. Podkreśla, że Unia Europejska chciałaby możliwości utrzymania handlu z Iranem „przynajmniej na poziomie sprzed porozumienia nuklearnego”. Również Polska, zdaniem niemieckiego publicysty, nie popiera USA bezwarunkowo: „Nawet Polska, współorganizator konferencji i zgodnie ze słowami ministra spraw zagranicznych Jacka Czaputowicza jeden z najbliższych sojuszników Ameryki Trumpa, stara się uniknąć wrażenia, że konferencja ma antyirański charakter. Polska wspierała porozumienie nuklearne, powiedział minister, i nie we wszystkim zgadza się, jeśli chodzi o politykę USA względem Iranu”. Zdaniem Krügera na konferencji skorzysta premier Izraela Netanjahu, który zasiądzie do rozmów z przedstawicielami krajów arabskich i w ten sposób będzie mógł zademonstrować, że „przełamana została izolacja Izraela w regionie”.

W komentarzu zamieszczonym 14 lutego w artykule pt. „Przyjaciel, który dzieli” (Der Freund als Spalter, Süddeutsche Zeitung 13.02.2019), Paul-Anton Krüger kontynuuje swoją negatywną ocenę szczytu: „Już samo wykorzystanie przemówienia w jednej z europejskich stolic do frontalnego ataku na Francję, Wielką Brytanię i Niemcy z powodu nuklearnego porozumienia z Iranem jest nieprzyjaznym aktem. Uczynienie tego w Warszawie, w której rządzą eurosceptycy, jest próbą (…) dzielenia Unii Europejskiej. Po koalicji chętnych mamy teraz konferencję chętnych. Co przyjdzie potem? Bombardowanie Iranu?” – pyta oburzony publicysta Süddeutsche Zeitung.

„Europa powinna reagować ostrożnie i przygotować się na zawirowania w relacjach z Ameryką Trumpa. Prezydent USA nie uważa bowiem sojuszu transatlantyckiego za wartościowy. Wydaje się jednak, że niektórzy członkowie Unii Europejskiej z nadzieją zerkają na osobne układy z USA. Tylko w ten sposób można sobie wytłumaczyć, dlaczego Polska gotowa była do zorganizowania tego szczytu. Powinno to dać do myślenia zdeklarowanym Europejczykom” – stwierdza niemiecki publicysta.

W tym kontekście widać, jak trudno niemieckim dziennikarzom wyobrazić sobie, że  mniejsze państwa europejskie mogą prowadzić suwerenną politykę zagraniczną.

 

Polskie spojrzenie

 

Zdecydowanie bardziej obiektywne przedstawienie szczytu znajdujemy w Die Welt. W artykule Philippa Fritza pt. „Potrzebujemy sojuszników. Mogą nimi być tylko Stany Zjednoczone” (Wir brauchen Verbündete. Das können nur die USA sein, Die Welt, 13.02.2019) przybliżone zostało polskie spojrzenie na szczyt i omawiane na nim problemy. Niemiecki publicysta obszernie cytuje wypowiedzi szefa polskiej dyplomacji Jacka Czaputowicza, który widzi Polskę jako pośrednika pomiędzy Brukselą a Waszyngtonem. „Polska chciałaby doprowadzić do tego, że USA i UE zbliżą swoje stanowiska w tej kwestii [porozumienia nuklearnego z Iranem]. Jasno wyrażamy nasze stanowisko: podzielamy decyzję UE, widzimy jednak, że są one często niewystarczające. (…) Unia Europejska nie jest w stanie rozwiązać samodzielnie problemów [Bliskiego Wschodu]. Do tego potrzebujemy sojuszników. Mogą nimi być tylko Stany Zjednoczone” – stwierdza w przytoczonych przez Die Welt wypowiedziach szef polskiej dyplomacji.

 

Niemieckie reakcje

 

Wiele mówią reakcje czytelników Die Welt, które znajdujemy pod tekstem nakreślającym polski punkt widzenia na Konferencję Bliskowschodnią. Chociaż ich autorstwo nigdy nie jest sprawą pewną, to zasadniczo pokrywają się one z badaniami socjologicznymi prowadzonymi w Niemczech. Oto kilka cytatów spośród 87 wpisów:

 

„Razem z Polską i innymi krajami wschodnioeuropejskimi [kroczymy] wesoło ku upadkowi. Można by pomyśleć, że Polska niczego się nie nauczyła ze swojej jakże burzliwej historii. W realnym życiu jest tak samo: kto nie szuka zgody ze swoimi sąsiadami, ten wiedzie niespokojne i niebezpieczne życie” – uważa Hans-Peter P.

 

„Kiedyś byliśmy bardzo blisko z USA. W międzyczasie bardzo wielu Niemców postrzega Stany Zjednoczone jako największe zagrożenie dla pokoju. Również gospodarcza stabilność mocno ucierpiała za czasów Trumpa” – pisze Hans S.

 

Pojawia się również kilka głosów odmiennych, a nawet krytycznych w stosunku do dominującego tonu niemieckich mediów;

 

„Większość Niemców postrzegała i nadal postrzega ludzi z Europy Środkowej (zwanej w Niemczech Europą Wschodnią) jako ludzi trzeciej kategorii. (…) W Unii Europejskiej widać to jeszcze wyraźniej” – zauważa Susanne A.

 

Przeważają jednak głosy antyamerykańskie:

 

„Tylko [sojusz] z USA? Trump nie jest partnerem godnym zaufania. Trump jest bardziej niebezpieczny niż Putin. Europa musi uniezależnić się od USA. Europa Wschodnia musi się zdecydować, czy chce być Europą – jeśli tak, to ze wszystkim praworządnymi obowiązkami i zasadami Unii Europejskiej. Wyjadanie z ciasta rodzynek, jak chcą tego Anglicy, jest niemożliwe!” – oburza się Gerhard B.

 

Można by uznać powyższe wypowiedzi za skrajne, lub zastanawiać się, czy przypadkiem nie powstały na rosyjskich farmach internetowych trolli, gdyby nie potwierdzały ich wyniki badań socjologicznych.

Z upublicznionych 08.02.2019 roku badań sondażowni Civey wynika, że 42,3 procent respondentów uważało Chiny za bardziej wiarygodnego partnera niż USA, a 23,1 procent badanych było odmiennego zdania. Zlecone w lutym przez telewizję ZDF sondaże wykazały, że Niemcy zdecydowanie bardziej niepokoją się polityką Trumpa niż Putina. 56 procent respondentów było zaniepokojonych działaniami Putina, jednak aż 82 procent pytanych wskazało na Trumpa jako źródło swoich obaw. 86 procent respondentów stwierdziło, że pod rządami Trumpa USA nie są już wiarygodnym partnerem w kwestiach europejskiego bezpieczeństwa.

Widoczny w niemieckich mediach frontalny atak na Donalda Trumpa trwa od objęcia przez niego władzy w styczniu 2017 roku. W tym kontekście można de facto mówić o umacnianiu antyamerykańskich nastrojów w niemieckim społeczeństwie.

 

Monachijska konferencja

 

Jednym z powodów, dla których niemieckie media nie poświęcały nadmiernej uwagi  Bliskowschodniej Konferencji w Warszawie, był fakt, iż odbywała się ona bezpośrednio przed 55. Monachijską Konferencją Bezpieczeństwa (organizowana od 1963 roku, jest największą konferencją tego typu na świecie).

Z niemieckiego punktu widzenia głównym tematem konferencji (15-17.02.2019) były narastające napięcia między Rosją a NATO i obawa powrotu do wyścigu zbrojeń. Dyskutowano również nad strategią walki z ISIS. Konferencja ponownie unaoczniła rozbieżności w kwestii amerykańskiego i europejskiego podejścia do kwestii irańskiej.

 

Punkt widzenia Niemiec w kwestii bezpieczeństwa przybliżyła minister obrony Niemiec Ursula von der Leyen (CDU), która wezwała do większej współpracy międzynarodowej. „Żyjemy w świecie, w którym  potrzebni są partnerzy” – stwierdziła szefowa niemieckiego MON. „Nasze partnerstwo nie jest oparte na dominacji. Nie tworzy ona gospodarczego i politycznego uzależnienia”. Komentator Süddeutsche Zeitung uznał, że zdanie to było skierowane do Rosji i Chin, ale także do prezydenta Donalda Trumpa (15.02.2019, Unsere Partnerschaft beruht nicht auf Dominanz, Süddeutsche Zeitung).

Wezwanie do transatlantyckiej współpracy, na przykład w Afganistanie, ma również bardzo praktyczny wymiar. Rośnie bowiem obawa przed wycofaniem się USA z Afganistanu. Bez amerykańskich śmigłowców bojowych Bundeswehra, podobnie jak armie innych państw NATO, nie są w stanie skutecznie kontynuować misji „Resolute Support” i prowadzić szkolenia sił rządowych w Afganistanie. Warto w tym miejscu przypomnieć, że wydatki na obronność na poziomie 2 proc. PKB pozostają w wypadku Berlina jak na razie w sferze obietnic. Aktualnie Niemcy, największa gospodarka w Europie, wydają 1,2 proc. PKB, podczas gdy Polska przeznacza na wojsko 1,98 proc. swojego PKB, a USA 3,5 proc. PKB.

Niemiecki pogląd na kwestię europejskiej polityki zagranicznej wyraził minister spraw zagranicznych Heiko Maas (SPD): „Tylko gdy połączymy suwerenność na poziomie europejskim, to Europa zachowa zdolność do suwerennego działania”. Jeśli się to nie uda, wówczas pojawi się, zadaniem szefa niemieckiego MSZ, ryzyko zgniecenia Europy pomiędzy mocarstwami (Die Weltgemeinschaft sucht nach Lösungen, Süddeutsche Zeitung, 15.02.2019).

Niemieccy dziennikarze nie zauważają jednak, że walka o podmiotowość Europy odbywa się kosztem mniejszych państw europejskich i de facto faworyzuje Niemcy i Francję.

 

Okiem eksperta

 

Markus Kaim, ekspert ds. Bliskiego Wschodu z fundacji Wissenschaft und Politik, przedstawił w telewizji publicznej ARD (ARD, der Weltspiegel, 17.02.2019) powody, dla których Niemcy nie chcą zrezygnować z porozumienia nuklearnego z Iranem. Po pierwsze nie widzą dowodów na jego łamanie przez Teheran, a po drugie chcą pełnić rolę pośrednika miedzy Iranem a Zachodem. Zwolennicy multilateralizmu za kluczowy element swojej polityki uważają dotrzymywanie umów międzynarodowych. Berlin jest zdania, że zerwanie porozumienia przyniosłoby efekt odwrotny od zamierzonego i oznaczało wznowienie irańskiego wojskowego programu nuklearnego. Amerykanie wspierają Izrael (który czuje się zagrożony) i uczynili z konfrontacji z Iranem jeden z kluczowych elementów swojej polityki zagranicznej. Zamiarem USA jest budowanie koalicji antyirańskiej i izolacja Teheranu. Konflikt zbrojny z Iranem jest zdaniem Kaima jednak mało prawdopodobny. Można się jednak spodziewać eskalacji starć na granicy izraelsko-syryjskiej, gdzie toczy się konflikt zastępczy.

 

 

Wystąpienie wiceprezydenta Mike’a Pence’a w Monachium

 

 

Jednym z kluczowych momentów Konferencji w Monachium było wystąpienie wiceprezydenta Mike’a Pence’a  w wypełnionej po brzegi sali. Odnotowuje je wprawdzie wiele niemieckich gazet, lecz w większości wypadków cytowane są tylko krótkie fragmenty. Komentatorzy koncentrują się na elementach sporu z Niemcami, przez co umyka szerszy kontekst wystąpienia. Pence mówił z pozycji siły – z pozycji lidera zachodniego świata. Ostrze przemówienia skierowane było przeciwko Iranowi, kilkakrotnie skrytykował też Niemcy. Wystąpienie wiceprezydenta Pence’a unaoczniło fundamentalne różnice w podejściu do polityki Unii Europejskiej i USA. Warto zacytować to przemówienie w dłuższych fragmentach.

Przemówienia Pence’a było deklaracją twardego przywództwa Ameryki. Już na wstępie Pence nawiązał do warszawskiego przemówienia prezydenta Donalda Trumpa, wygłoszonego przed pomnikiem Powstania Warszawskiego na Palcu Krasińskich: „Fundamentalne pytanie naszych czasów brzmi, czy Zachód ma wolę, aby przetrwać. Czy mamy pewność w naszych wartościach, żeby walczyć o nie do samego końca?”. Pence odpowiedział na to pytanie prezentując fakty, dotyczące modernizacji amerykańskich sił zbrojnych: „Dziś, jako wiceprezydent USA mogę z dumą ogłosić, że pod przewodnictwem prezydenta Donalda Trumpa USA odpowiedziały na to pytanie. (…) Ameryka jest silniejsza niż kiedykolwiek i Ameryka ponownie przewodzi na arenie świata. (…) Dzięki ponadpartyjnemu poparciu prezydent Donald Trump wprowadza największe inwestycje wojskowe od czasów Ronalda Reagana”. Jako przykłady Pence wymienił modernizację arsenału nuklearnego i wprowadzenie nowych systemów obrony antyrakietowej.

Wiceprezydent podkreślił jednak, że siła państwa zależy od jego gospodarki: „Wprowadziliśmy największe redukcje podatków w amerykańskiej historii. (…) W ciągu dwóch lat stworzyliśmy 5,3 miliona nowych miejsc pracy, a bezrobocie osiągnęło najniższy poziom od 50 lat. (…) Stajemy się największym na świecie producentem ropy i gazu”.

Pence –  nieco prowokacyjnie – zwrócił uwagę, że dzięki wysiłkom prezydenta Trumpa liczba państw NATO wydających na obronność obiecane 2 procent swojego PKB uległa podwojeniu. Podkreślił, że wzywanie do większych wydatków (aluzja pod adresem Niemiec), jest przejawem oczekiwanego od USA przywództwa. Pence wezwał wszystkich członków NATO do sprzeciwu wobec projektu Nord Stream 2: „Nie możemy zapewnić bezpieczeństwa Zachodu, gdy nasi sojusznicy uzależniają się od Wschodu”. Wezwał również do ochrony kluczowej infrastruktury telekomunikacyjnej przed ingerencją ze strony Chin. Dzięki wysiłkom prezydenta Trumpa „nasz transatlantycki sojusz został obroniony i odnowiony” –  stwierdził wiceprezydent.

W dalszej części przemówienia Pence wyliczył sukcesy Zachodu: pokonanie ISIS w Iraku i Syrii: „Wyzwoliliśmy wspólnie z koalicjantami 5 milionów Irakijczyków, Kurdów i Arabów”. Podkreślił, że zapowiedziane wycofanie amerykańskich jednostek z Syrii jest zmianą taktyki, a nie misji. Zapewnił o permanentnym wsparciu sojuszników w walce z ISIS – za co zebrał rzęsiste oklaski. Wiceprezydent stwierdził, że w Afganistanie USA zmusiły Talibów do negocjacji: „Szukamy pokoju, ale stawiamy czoła wszelkim wyzwaniom. Będziemy postrzegali świat takim, jakim on jest, a nie takim, jakim chcielibyśmy żeby był”.

Jako przykład zmiany nastawienia na realistyczne, Pence podał sprzedaż Ukrainie uzbrojenia, co było reakcją na rosyjską agresję: „Wydaliliśmy też 60 rosyjskich dyplomatów, po dokonaniu ataku chemicznego na rosyjskiego uchodźcę w Wielkiej Brytanii”.  Przypomniał, że po latach łamania przez Rosję zasad traktatu INF (eliminacja rakiet balistycznych średniego zasięgu) USA planuje wycofanie się z niego.

Pence oskarżył Iran o bycie głównym sponsorem państwowego terroryzmu na świecie i przyczyną destabilizacji Bliskiego Wschodu. „Antysemityzm jest złem i musi być zawsze i wszędzie zwalczany” – słowa te zostały przyjęte brawami. Oskarżył Iran o popieranie nowego Holokaustu i poszukiwanie środków do jego realizacji. Pence wspominał też o zaszczycie, jakim była konferencja w Polsce i o fakcie, że jej uczestnicy uznali Iran za największe zagrożenie dla pokoju. „Nadszedł czas, aby nasi europejscy partnerzy przestali podważać nasze sankcje przeciwko temu morderczemu reżimowi. (…) Nadszedł czas, aby wycofać się z porozumienia nuklearnego z Iranem”. – apelował amerykański wiceprezydent.

Kolejne minuty wystąpienia poświęcone były Azji i relacjom z Chinami. Pence przypominał o nałożeniu ceł na chińskie towary, ale jednocześnie wyraził nadzieję na porozumienie i normalizację relacji handlowych. Jako sukces amerykańskiej polityki w Azji wiceprezydent Pence przedstawił negocjacje z Koreą Północną, których celem jest denuklearyzacja Półwyspu Koreańskiego. Końcowe fragmenty wystąpienia poświęcone były sytuacji w Wenezueli. Pence zaapelował o zjednoczenie w celu odsunięcia od władzy prezydenta Nicolasa Maduro. Na koniec wiceprezydent Pence ponownie zacytował przemówienie  warszawskie Donalda Trumpa:

„Nasza wolność, nasza cywilizacja i nasze przeżycie zależą od naszych więzi, historii, kultury i pamięci. (…) Zachód nigdy, przenigdy nie pozwoli się złamać. Nasze wartości zatriumfują, nasze narody będą rozkwitać”. Pence mówił też o wierze, która jest fundamentem spajającym Zachód.

 

 

Wystąpienie kanclerz Merkel

 

 

Odpowiedzią na wizję relacji transatlantyckich wiceprezydenta Pence’a było przemówienie kanclerz Angelii Merkel, które niemieccy publicyści odebrali jako bardzo udane. „Niemcy i Ameryka podczas Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium  stoczyli ostry spór na  temat partnerstwa i przywództwa wolnego świata. (…) Kanclerz odrzuciła amerykańskie jednostronne działania i cła karne”. –  stwierdził Peter Carstens, korespondent Frankfurter Allgemeine Zeitung. Melinda Crane z Deutsche Welle uznała przemówienie za najlepsze, jakie niemiecka kanclerz kiedykolwiek wygłosiła na monachijskich konferencjach.

Kanclerz Merkel w swoim przemówieniu broniła idei multilateralizmu, wskazując na niemieckie zaangażowanie w licznych misjach pokojowych i stabilizacyjnych. Temat gazociągu Nord Stream 2, krytykowany m.in. przez Stany Zjednoczone i Polskę, został przez kanclerz poruszony zaledwie w kilku zdaniach. Niezależnie od sposobu przesyłania gazu „gaz pozostaje rosyjski”. Kanclerz uważa Rosję za solidnego dostawcę i wskazuje, że nawet podczas zimnej wojny ZSRR wywiązywał się z dostaw.

Niemiecka kanclerz najwyraźniej nie widzi problemu w politycznym uzależnieniu od dostaw i fakcie, że de facto zakup gazu wspiera agresywną politykę Putina i jest jednym z ostatnich źródeł rosyjskiej mocarstwowości.

Kanclerz Merkel zasugerowała, że ograniczenie dostaw gazu do Europy pchnęłoby Rosję w ramiona Chin. Z drugiej jednak strony Merkel zapewniła o gotowości do kupowania skroplonego gazu z USA. Komentatorzy niemieccy chętnie podkreślali ironiczne uwagi kanclerz Merkel pod adresem prezydenta Trumpa.

Wypowiedzi Merkel przytacza w swoim artykuł „Ironiczna ofensywa Merkel przeciw Trumpowi” (Merkels ironische Offensive gegen Trump, Tagespiegel, 16.02.2019) znany berliński publicysta Christoph von Marschall: „[Kanclerz] nie rozumiała, dlaczego USA widzą w niemieckich samochodach zagrożenie dla swojego bezpieczeństwa narodowego i szukają pretekstu do wprowadzenie ceł karnych. <<Jesteśmy dumni z naszych aut. Mamy do tego prawo>> powiedziała wywołując radość na sali. <<Te samochody są budowane w Ameryce>>“.  Jak zauważa publicysta Tagesspiegla, Merkel odrzuciła apele Amerykanów o szybkie podniesienie wydatków na obronność do poziomu 2 procent PKB, argumentując, że Niemcy wprawdzie dążą do tego celu, ale gdy osłabnie gospodarka, to siły zbrojne i tak się przez to nie wzmocnią.

Zakończenie obowiązywania traktatu INF, dotyczącego likwidacji rakiet balistycznych średniego zasięgu, kanclerz Merkel uznała za „bardzo negatywne dla Europy”. Przyczyną wypowiedzenia traktatu przez USA „jest jego łamanie przez Rosję”, ale „odpowiedzią nie mogą być ślepe zbrojenia” – cytuje Merkel Der Tagesspiegel. Na koniec kanclerz Merkel otrzymała owację na stojąco.

Pełne zachwytu dla odchodzącej kanclerz Merkel były komentarze w prezentującej zazwyczaj bardzo krytyczne spojrzenie na politykę Donalda Trumpa stacji ZDF. 16.02.2019 w programie Heute Journal stwierdzono, że po wygłoszonej w Monachium mowie, Angela Merkel stała się ostatecznie symbolem sprzeciwu wobec Trumpa.

 

Oferty współpracy

 

Do multilateralizmu, „który służy pokojowi”, wzywał na monachijskiej konferencji również przedstawiciel Chin, członek politbiura Yang Jiechi. Chiny popierają konsultacje i kooperację, ale sprzeciwiają się „mieszaniu się w ich wewnętrzne sprawy” –  relacjonował wystąpienie Chińczyka berliński Der Tagesspiegel w artykule pt. „Kto należy jeszcze do supermocarstw?” (Wer gehört noch zu den Supermächten?, 16.02.2019). Christoph von Marschall, autor artykułu, zauważa też zaskakująco spokojne wystąpienie szefa rosyjskiej dyplomacji Siergieja Ławrowa: „Tym razem mówił mniej surowym językiem i z milszym wyrazem twarzy”.  Ławrow stwierdził, że <<sytuacja w Europie jest napięta>>. Winę, jak zauważa berliński dziennikarz, Ławrow przypisał Zachodowi – Adenauer, de Gaulle, Kohl i Mitterand wzywali do <<partnerskich relacji z Rosją>>, ale skończyło się na <<niezrealizowanych postanowieniach>>. Ławrow skrytykował wymuszanie na Europie <<Nato – centryzmu>> i obrony antyrakietowej. <<Europa dała się wciągnąć w bezsensowną rywalizację z Rosją>> cytuje rosyjskiego dyplomatę niemiecki publicysta. Ławrow zaoferował też perspektywę współpracy miedzy Rosją a Unią Europejską w stworzeniu wspólnego obszaru gospodarczego od Lizbony po Władywostok. <<Pytanie czy Unia otrzyma na to zgodę>>, pyta retorycznie Ławrow, sugerując poddaństwo UE względem Stanów Zjednoczonych.

W swojej konkluzji Chrstoph von Marschall stwierdza: „Prawdziwą przeszkodą [w stworzeniu strefy handlu] jest fakt, że UE w odróżnieniu od Rosji posiada gospodarkę wolnorynkową i ekonomicznie jest siedem razy silniejsza od Rosji.”

 

 

 

XXX

 

Konferencje w Warszawie i Monachium pokazały, jak bardzo podzielony w swoich działaniach jest Zachód. Demonstracyjny brak wysokiej rangi przedstawicieli Niemiec, Francji i Unii Europejskiej w Warszawie był wyrazem krytyki pod adresem administracji Donalda Trumpa i amerykańskiej polityki względem Iranu. Wzajemna nieufność i kompletnie różne modele postrzegania zagrożeń stały się aż nadto widoczne.

Władze USA, reprezentowane przez wiceprezydenta Pence’a, deklarują dążenie do odbudowy pozycji Stanów Zjednoczonych i jedności Zachodu opartych na tradycyjnych wartościach i potencjale militarno-gospodarczym. Europa, reprezentowana przez Niemcy, (znamienna była nieobecność francuskiego prezydenta) preferuje w relacjach z Chinami i Rosją kooperację. Rozwiązania kryzysów widzi w multilateralizmie i systemie umów międzynarodowych. Obie postawy wynikają m.in. z odmiennych potencjałów. Można dojść do wniosku, że Waszyngton prowadzi zdeterminowaną grę o utrzymanie statusu globalnego supermocarstwa. Rosja i Chiny zainteresowane są najwyraźniej wykorzystaniem ideologicznych różnic miedzy UE a USA. Polska już dawno została przyporządkowana przez zachodnią opinię publiczną do obozu amerykańskiego. Wiele zależy od tego, czy administracja Trumpa przez następne lata utrzyma się przy władzy i jak dalece zaangażuje się w naszym regionie. Zwiększona obecność wojsk amerykańskich w Polsce byłaby widomym znakiem polsko-amerykańskiego partnerstwa.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.