Głos z Antypodów

Kontemplując z oddali szlachetne wysiłki Reduty Dobrego Imienia w jej walce z antypolskimi kalumniami, dostrzegłem pewne zbieżności pomiędzy obecną propagandą w niemieckich mediach, a przewrotnymi kłamstwami wylansowanymi w niektórych australijskich gazetach już w roku 1967. A zatem dokładnie pół wieku temu. Otóż w dzienniku „The Sun” (Melbourne, 9 sierpnia 1967) ukazał się artykuł Douglasa Wilkie „The Night Today”, w którym ten znany komentator polityki zagranicznej, pisząc o Wojnie Sześciodniowej wtrącił – ni w pięć ni w dziewięć – niebywały fałsz historyczny, utrzymując, że Niemcy przyszli do Polski po to, by pomóc Polakom wymordować Żydów (!?). Ten sam artykuł – pod innym tytułem „Sinai Toasts Bring Polish Hangovers” – przedrukował też „The Advertiser”, wychodzący w Adelajdzie. Dziennik „The Sun” odrzucił protesty polskich czytelników, natomiast adelajdzki „The Advertiser” puścił kilka listów prostujących to oczywiste kłamstwo, chociaż zamieścił też list od „niemieckiego czytelnika” (H. Flessnera), który popierał obelżywą tezę Wilkiego. Niestety, nieprawdopodobna kalumnia Douglasa Wilkie została też podjęta, a nawet rozwinięta w piśmie „Jewish Herald” w Melbourne, gdzie redaktor Rapaport napisał, że (o ile mu wiadomo) Armia Krajowa zajmowała się chętniej mordowaniem Żydów niż walką z Niemcami (!?). Kalumnia ta bywała też powielana w mediach „światowych” (poddanych pewnej kurateli), a również w „Gazecie Wyborczej”, co mniej dziwi, gdy wziąć pod uwagę stalinowski profil rodziny jej redaktora.

„Saving Jews in War-Torn Poland 1939-1945”
Po oburzających łgarstwach z wymienionych wyżej gazet w redakcji „Tygodnika Polskiego” w Melbourne postanowiono opracować broszurę o tym jak Polacy ratowali Żydów podczas okupacji. A zatem i na antypodach powstała jakby „reduta dobrego imienia”. Wydano też stosowne oświadczenie: „Nie obchodzi nas bliżej oblicze ideologiczne tej dziwnej trójki Wilkie-Flessner-Rapaport, ani zaskakująca zbieżność ich poglądów – obchodzi nas natomiast opinia, jaką na podstawie ich wypowiedzi wytworzyć może sobie o Polakach społeczeństwo, w którym żyjemy” (w artykule „Obrona prawdy jest kosztowna”, Tygodnik Polski, 1967, nr.19, str.1). W tym Komitecie Obrony Dobrego Imienia Narodu Polskiego (KODINP) pracowali Andrzej Chciuk, Jerzy Dobrostański, Roman Gronowski (redaktor naczelny Tygodnika), Jan Kostański, Wacław Jabłoński, Stanisław Kukawski i Zenon Żebrowski. Z prac w KODINP wycofał się – po konflikcie z Chciukiem – Lech Paszkowski, autor „Polaków w Australii i Oceanii, 1790 – 1940” (Londyn, 1962). Komitet nie zaprzestał pracy nad broszurą pomimo że później Douglas Wilkie wycofał swoje antypolskie stwierdzenia i publicznie za nie przeprosił w numerze „The Sun” (9 września 1967). Za antypolskie kalumnie i obrazę Armii Krajowej nie przeprosił jednak redaktor Rapaport z „Jewish Herald”, nie pokajał się też niemiecki czytelnik Flessing. A zatem broszura „Saving Jews in War-Torn Poland 1939-1945” ukazała się ostatecznie – pod redakcją Andrzeja Chciuka – we wrześniu 1969 roku w Melbourne. Liczyła 60 stron, a po przedmowie Stefana Korbońskiego zamieszczono artykuł Chciuka „Who saved the Jews?” obok artykułu Gronowskiego o roli „Żegoty” oraz relacje o pomocy udzielanej Żydom przez Polaków zebrane przez KODINP. Broszurę rozesłano do bibliotek stanowych i uniwersyteckich w całej Australii, do ważniejszych bibliotek uniwersyteckich i instytucji naukowych w Polsce i na świecie, do prestiżowych gazet, osób i instytucji w Australii i w Izraelu.

Czytamy o tych sprawach w książce „Andrzej Chciuk. Pisarz z antypodów” (Kraków, Wydawnictwo Literackie 1999) pióra Bogumiły Żongołłowicz, a zatem w książce dostępnej w Polsce. Ten fragment książki (str.146 – 150) nawiązuje do antypolskiej kampanii ropoczętej w Australii w roku 1967, łatwo go jednak przeoczyć w masie faktów biograficznych zamieszczonych w tej pracy.

Broszurę o ratowaniu Żydów dostrzeżono w środowisku polonijnym. O potrzebie jej wydania pisał Tadeusz Wojtowicz z Uniwersytetu Tasmańskiego w recenzji pt. „Ratowanie sensu słowa: człowiek” (Tygodnik Polski, nr 39, 1969). Autor sugerował w niej, że broszura była próbą przeciwdziałania w obliczu wzrostu wrogich Polsce nastrojów w świecie, wywołanych antyżydowską polityką rządu warszawskiego. Tak być mogło, albowiem broszura ukazała się we wrześniu 1969 roku, jednak impuls do jej opracowania i wydania nadała przecież antypolska kampania w australijskiej prasie, którą rozpoczęto rok przed antysemickim kursem reżimu PZPR-u. Nie można więc suponować, że kampania ta była retorsją za wydalenia polskich Żydów na Zachód po wydarzeniach marcowych 1968 roku. Pomiędzy tymi faktami nie istnieje żaden związek przyczynowy.

Żydowskie wsparcie?
Przyczyn owej antypolskiej kampanii należy szukać gdzie indziej, a logiczna analiza podsuwa mało budujący wniosek: być może Niemcy – aby w jakiś sposób bodaj częściowo zmyć z siebie winę za Holocaust – postanowili znaleźć „wspólników” dla swoich zbrodni i w tym przedsięwzięciu porozumieli się nawet z żydowskim lobby, któremu z jakichś powodów (np. rewindykacji utraconego mienia) pasowało i nadal pasuje agresywne podważanie polskich zasług na polu ratowania Żydów w latach okupacji. W każdym razie można zauważyć, że np. niejaki Michał Cichy na łamach „Gazety Wyborczej” (29-30 stycznia 1994 ) ogłosił horrendalne bzdury utrzymując, iż „powstańcy warszawscy zajmowali się głównie mordowaniem żydowskich niedobitków”. Powielał więc skandaliczne pomówienia sprzed pół wieku, głoszone w „Jewish Herald” w Melbourne. Pismo Rapaporta oskarżyło przecież Armię Krajową o to, że „chętniej zajmowała się mordowaniem Żydów niż walką z Niemcami”. Po akcji polskich historyków i artykule „Fabryka bzdur o Powstaniu Warszawskim” Leszka Żebrowskiego Michał Cichy publicznie przeprosił powstańców za swoje kalumnie. Pozostaje jednak gorzki osad po całej tej sprawie i pytanie: dlaczego w „Gazecie Wyborczej” kalumnie te opublikowano? Odpowiedź znajdziemy w znakomitej książce dr Ewy Kurek „Polacy i Żydzi: problemy z historią” (Lublin, 2006). Zdaniem Autorki zrobiono to, aby wzbudzić w Polakach poczucie winy, albowiem taką „moralną pacyfikacją” dąży się do władzy nad nami (str.206/7). Kalumnie Cichego okazały się niewypałem, ruszył wtedy drugi etap wzbudzania w Polakach poczucia winy jak pisze dr Ewa Kurek w ostatnim rozdziele książki pt. „Jedwabne – anatomia kłamstwa”. Kalumnie Jana T. Grossa reklamowano w Polsce i na całym świecie, jednak „śledztwo IPN podważyło wiarygodność zeznań Szmula Wasersztejna, głównego świadka z filmu i książki o Jedwabnem, oraz szacowaną na 1500-1600 przez Grossa liczbę ofiar” (str.207). Istotnie, stodoła nie może pomieścić takiej ilości ludzi. Ekshumację niestety przerwano, bowiem strona żydowska (zagraniczni rabini) wyraziła zgodę tylko na ekshumację ograniczoną, która wykluczyła szanse ustalenia liczby ofiar oraz przyczyn ich śmierci. A zatem – konkluduje dr Ewa Kurek – „…żydowska hucpa z Jedwabnem nie miała na celu ustalenie prawdy historycznej, lecz zaszczepienie Polakom poczucia winy wobec Żydów, które prowadzić miało do wybicia z Polaków dumy i honoru.” (str.208). I dodaje: „…w granicach Rzeczypospolitej obowiązuje tylko i wyłącznie prawo polskie, zgodnie z którym powinna zostać w Jedwabnem przeprowadzona normalna ekshumacja” (idem, str.208). Niesposób w tym głosie z antypodów przytoczyć inne ważne komentarze dr Ewy Kurek, ale gorąco polecam uważną lekturę rozdziału o anatomii kłamstwa w Jedwabnem, jak i całej książki. Zacytować jednak trzeba następującą refleksję Autorki : „Żydzi upowszechniają na świecie stodołę w Jedwabnem, (…) jednak żaden Żyd nigdy nie pochylił się przed stojącym na rynku w Jedwabnem pomnikiem upamiętniającym Polaków, których w latach 1939-1941 Sowieci zamordowali na Syberii dlatego, że sąsiedzi Żydzi donieśli sowieckim funkcjonariuszom, że wskazani przez nich Polacy nie kochają komunizmu. Żydzi z zasady milczeniem okrywają własne zbrodnie” (str.211). Niestety, tak było, a po zajęciu kresów i Lwowa przez Armię Czerwoną komunizujący Żydzi masowo kolaborowali z NKWD. W zakończeniu książki dr Ewa Kurek przypomina, że Gross ogłosił światu nową arcykalumnię: jego zdaniem Polacy w czasie wojny zabili więcej Żydów niż Niemców. I dodaje: „Lepiej dla Grossa byłoby, aby wreszcie zamilkł. (…) Bo jeśli policzyć dokładnie wszystkich polskich mieszkańców Jedwabnego, Galicji, Wołynia, Podlasia i Białostocczyzny zesłanych w latach 1939-1941 na śmierć w syberyjskich łagrach z donosu polskich Żydów; jeśli policzyć wszystkich żołnierzy AK i NSZ zesłanych w drugiej brance lat 1944-1945; jeśli policzyć wszystkie ofiary żydowskich sędziów, prokuratorów i funkcjonariuszy UB i KBW z lat 1944-1956, to stodoła w Jedwabnem okazać się może większym niewypałem, niż nieudana próba zdyskredytowania Powstania Warszawskiego.” ( str.211/212).

Aby ostatecznie wyczerpać tu sprawę rzekomej winy Polaków z Jedwabnego (akcją dowodzili Niemcy!) zacytujmy jednego z uczciwych Żydów, Bolesława Szenicera, który w nr.30/2008 „Głosu Gminy Starozakonnych” (przedruk potem w „Gazecie Polskiej”) tak pisał: „Nie mam żadnych wątpliwości, że pan Gross ma tylko jeden cel pisząc te pseudonaukowe rewelacje o polskim antysmityzmie – wywołać głośny skandal i utorować drogę do rewindykacji mienia pożydowskiego w Polsce, a przy okazji sprzedać jak najwięcej egzemplarzy paszkwilanckiej książki i zbić forsę. Ale jaki cel miało poważne wydawnictwo Znak, by pakować do rąk Polaków książkę pomawiającej wszystkich Polaków, że są antysemitami i mordercami, książkę oczerniającą naród polski przed całym światem, książkę bez wartości jako esej historyczny, bo skrajnie nieobiektywną – nie wiem. (…) Pokrzywdzonymi są też bez wątpienia mieszkający obecnie w Polsce Żydzi. Wielu z nich (w tym i ja – Bolesław Szenicer) zawdzięcza polskim Sprawiedliwym ocalenie – jak teraz spojrzą tym ludziom w oczy ?” (koniec cytatu). Istotnie, Polacy ratowali Żydów, a w samej tylko Małopolsce hitlerowcy rozstrzelali 350 osób za pomoc Żydom. Warto też sięgnąć do słownika Janiny Hery „Polacy ratujący Żydów” ( W-wa,2014), choć wymaga uzupełnień.

Na marginesie tej moralnej interpelacji Szenicera możemy zadać sobie pytanie czy tak skrajnie nieuczciwa agresja wobec Polski i Polaków – jaką reprezentuje Gross – nie wywoła rosnącej fali rozżalenia, a potem rosnącą niechęć do Żydów, a wreszcie faktyczny antysemityzm, którego narazie w Polsce ze świecą by szukać. A owa agresja trwa od lat i nie tylko Gross jest za nią odpowiedzialny, ale jakieś antypolskie lobby, nakręcające spiralę nienawiści w prasie, telewizji, radiu i książkach.

Kalumnie o rzezi w Humaniu i pogromie kieleckim
Wracając na antypody przykładów tej skrajnie fałszywej propagandy antypolskiej znajdziemy niestety wiele. Rozpoczęta w roku 1967 rozlała się szeroko. Oto pierwsza z brzegu antypolska kalumnia o rzezi w Humaniu (1768), opublikowana w „The Australian Financial Review” (30.9 – 2.10.2005), w której niejaki Joseph Skibell pisał, że w Humaniu podczas buntu przeciwko Polakom (ruling Poles) wielu mieszkańców Humania, w tym 20 tysięcy Żydów, zginęło niby z rąk polskich (Polish troops). Zwłaszcza na antypodach, gdzie znajomość historii Europy jest zerowa łatwo jest wmawiać czytelnikom każdy nonsens. W kwestii rzezi w Humaniu tym bardziej, Australijczycy wolą pić piwo niż dociekać po czyjej stronie leży racja. Dla niewielu myślących należało jednak sprostować prymitywne pomówienia Skibella. Wysłałem ripostę do redakcji pisma, pozostała bez odpowiedzi. Australijczycy więc nie dowiedzą się, że rzezi w Humaniu dokonali ukraińscy chłopi i Kozacy, podjudzeni przez popów, którzy święcili w cerkwiach noże i szable. A do rzezi poderwała ich propaganda Katarzyny Wielkiej, której zależało na wytrzebieniu polskiej szlachty i księży, przy okazji i Żydów. W australijskiej gazecie nie podano oczywiście, że w humańskiej rzezi zginęło też 80 tysięcy Polaków. Caryca w ten sposób tępiła potencjalnego rekruta dla konfederatów barskich.

Innym przykładem antypolskich łgarstw może być recenzja niejakiego Jacka Hibberd’a o książce Grossa „Fear”, ogłoszona w „Weekend Australian” (14-15 października 2006) pod tytułem „Poland’s guilty secret”. Na marginesie tej książki Hibberd dorzucił swoje fantazje o rzekomych pogromach we Lwowie czy Krakowie, także rewelacje o wyrzucaniu Żydów z pędzących pociągów albo o biciu ich w szpitalu przez kieleckie pielęgniarki. Hibberd podał nawet dane maltretowań w kieleckim szpitalu: 80 zmarłych i kilkuset rannych Żydów. Stężenie tych absurdów skłoniło do protestu nawet ambasadora RP, lecz jego protest wisiał tylko w internecie, nie doczekał się druku w „The Australian”. Zignorowano też moje sprostowanie, a zatem Australijczycy nie dowiedzieli się, że tzw. kielecki „pogrom” był zbrodnią reżimu PRL-u w kolaboracji z NKWD, a zatem nie może obciążać polskiego sumienia.

To już pół stulecia
Takimi to chorymi wizjami karmi się australijskich czytelników od roku 1967, to już pół stulecia. Na ogół nie ma też szans na publikację polskich sprostowań czy protestów. Jakieś tajemnicze lobby nakręca spiralę nienawiści wobec Polski i obrzuca nas kalumniami. To nie skończy się dobrze, Polacy zamęczeni kalumniami mogą utracić życzliwość wobec Żydów. Po co ten niepotrzebny konflikt? Zarówno Polacy, jak i Żydzi ucierpieli straszliwie podczas wojny, także na przestrzeni dziejów. Czy nie lepiej wsłuchać się w głosy poetów? O tragedii obu narodów mówią np. strofy Słonimskiego – „Dwa narody karmione stuleci cierpieniem…”, albo ta kapitalna zwrotka Broniewskiego z wiersza „Żydom polskim”:

Oto co trzeba wyryć, jak na głazie, w polskiej pamięci:
Wspólny dom nam zburzono i krew przelana nas brata.
Łączy nas mur egzekucyj, łączy nas Dachau, Oświęcim,
Każdy grób bezimienny i każda więzienna krata…

Dlatego po co się spierać? Podać sobie ręce, nawet się uściskać. Polacy robili co mogli, by ratować Żydów – a garstka szmalcowników nie określa profilu narodu. My o tym pamiętamy, dlatego zwrotka Broniewskiego domaga się korekty, powinno być: Oto co trzeba wyryć, jak na głazie, w ż y d o w s k i e j pamięci… Bo oni, zapatrzeni w swój Holokaust, zupełnie jakby zapomnieli, że i Polacy stracili podczas wojny kilka milionów istnień. Czy to nie było ludobójstwo? Rada Polonii Świata na spotkaniu w Sopocie w 1997r. ustanowiła nawet dzień Polskiego Holokaustu Chrześcijańskiego. Przypada on w dniu 14 września. A mimo tej sumy cierpień Polacy pozostawali otwarci na tragedię innych i Żydzi zawsze mogli zapukać do polskiego domu. Najczęściej nie odmawiano im schronienia.

Sydney, 15 listopada 2017 AD
Dr Marek Baterowicz

(śródtytuły pochodzą od Redakcji)

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *