Gra strachem, czyli nic nowego pod słońcem POKO

W dobie pandemii, która jak się okazuje właśnie dotarła do Polski, musimy zdawać sobie sprawę, że pewne działania pojawiające się w przestrzeni publicznej, a skierowane przeciwko obozowi patriotycznemu mają głębsze przyczyny niż tylko – tu i teraz – walka wyborcza. Musimy sięgnąć do czasów głębokiej Platformy.  

Lęk był rozbudzany przez Donalda Tuska dla utrzymania władzy. „Straszenie Ruskiem” po Smoleńsku stało się już pewnym rytuałem, lecz w kontekście sowieckiej agresji na Ukrainę nabrało złowrogiego znaczenia – bo  w istocie demobilizuje, osłabia chęć oporu i niweczy społeczny zapał obrony Ojczyzny.  

Tak samo demobilizujące są ataki ze strony propagandystów z Czerskiej i TVN na Wojska Obrony Terytorialnej. Wcześniejsze hasło wyborcze Platformy O. z 2011 roku „Nie róbmy polityki, budujmy mosty” (które zresztą brzmi tragicznie w konfrontacji z katastrofą rurociągu Czajka w Warszawie) było odwołaniem się do właśnie tej lękowej strony Polaków – bo polityka nie tylko ma kojarzyć się z czymś brudnym i nieuczciwym, ale z każdą aktywnością publiczną, która wymaga odwagi (jeśli chce się coś zmienić). Przykładem takiej postawy lękowej u ludzi, którzy sprawowali, o zgrozo, władzę w Polsce była wypowiedź premier Kopacz. Kiedy zapytano ją podczas prezentacji ministrów jej  rządu o zagrożenie kraju w kontekście sprzedaży broni na Ukrainę,  powiedziała, że „jest kobietą i schowa się w kuchni”. Ta lękliwość i brak jakiejkolwiek wizji aktywnej polityki była dodatkowym wzmocnieniem i tak lękowej postawy części społeczeństwa polskiego. 

Tusk  doskonale zna tę stronę Polaków, dlatego  przed wyborami do Parlamentu Europejskiego w 2015 roku oznajmił, że te wybory są ważne, bo chodzi także o to, „żeby dzieci mogły pójść do szkoły 1 września”. Innymi słowy – jeśli Platforma O. nie wygra wyborów do Parlamentu Europejskiego to 1 września dzieci nie pójdą do szkoły. Było to oczywiste użycie, z pełnym cynizmem, traumy  związanej z datą 1 września 1939 roku.  

Wypowiedź ówczesnej premier Kopacz też nie była przypadkowa.  

Platforma O., która po serii kompromitacji dołowała w sondażach, weszła w ostatni korkociąg po dezercji Donalda Tuska do Rady Europy, więc celowo wzmagano postawy lękowe w społeczeństwie, bo wtedy zwiększała się szansa wygranej.  

Przekaz w 2015 roku był prosty – jeśli PiS wygra wybory to będzie wojna, albo z Rosją, albo z Niemcami, a najpewniej z oboma na raz. Było to odwołanie się do  traumy II wojny światowej, do podwójnego ataku z września 1939. Ta trauma jest głęboko  wbita w pamięć zbiorową i wydobywa się na wierzch w momentach kryzysu, zwłaszcza takiego, jaki trwa na Ukrainie, lub zagrożenia terrorystycznego. Były to haniebne działania rządzącej Platformy O., za wszelką cenę chcącej utrzymać władzę, bez względu na koszty społeczne. 

Naród będący ofiarą przemocy – najpierw wojennej, potem terroru komunistycznego, a po 1989 roku szoku transformacyjnego – żyje wciąż z piętnem PTSD (zespól stresu pourazowego). Zamiast po 1989 pomóc społeczeństwu wyjść z traumy, ówcześnie rządzący, poprzez praktyczny monopol medialny mający wpływ na kształtowanie świadomości społecznej, nie zadbali o przepracowanie traumy, co więcej doprowadzili do jej utrzymania.  

Dodatkowym elementem całej układanki jest wykorzystywanie przez to środowisko (i nie wiadomo jeszcze jaką rolę w kreowaniu  tej strategii ma Tusk) atmosfery paniki w obliczu pandemii koronawirusa. W chwili gdy piszę te słowa właśnie okazało się że jest pierwszy przypadek tej choroby zarejestrowany w Polsce – co było do przewidzenia. Jednak dotychczasowe działania grupy politycznej, która teraz nazywa się POKO wskazują, że gra na lęku dalej jest narzędziem do pozyskania poparcia społecznego. Rozmaite wypowiedzi kandydatki na urząd prezydenta  dowodnie to pokazały. Próba wzbudzenia paniki w sytuacji pandemii i rozmaite wypowiedzi podtrzymujące nastrój paniki ze strony ważnych osób z POKO – oprócz samej kandydatki także p. Kierwińskiego czy Budki – jest skrajną nieodpowiedzialnością i działaniem dywersyjnym. 

Gdy w TVN widzowie usłyszą od polityków przez nich popieranych, że „polska pod rządami PiS jest nieprzygotowana na koronawirusa”, albo że „rząd ukrywa przypadki choroby” mają zrozumieć, że są wydani (w domyśle przez PiS) na pastwę nieznanej choroby. Tu trzeba jeszcze pamiętać, że współczesny człowiek ma w pamięci niezliczone filmy katastroficzne, gdzie motyw zabójczej choroby był wykorzystany na wiele sposobów.  

Moim zdaniem jest to próba wzniecenia paniki wśród obywateli, ale także – i to jest chyba główny cel – skierowanie odruchów nienawiści na rządzących. Moim zdaniem temu służy cała akcja medialna podczas wyborów prezydenckich – nawet jeśli kandydatka nie zostanie wybrana, to zasiana nienawiść pozostanie. Formatowanie medialne ludzi z PiS jako nieczułych na los zwykłych ludzi urzędasów, którzy nie potrafią kraju przygotować na atak zabójczej choroby przyda się w dalszej walce politycznej, nawet po przegranych przez Platformę O., czy jak ona się teraz nazywa, wyborach prezydenckich. 

Maciej Świrski

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.