Hejt nasz codzienny

Maciej Świrski

Po zabójstwie Pawła Adamowicza w przestrzeni publicznej rozpoczęła się walka z hejtem.

Słowo to weszło do języka polskiego wraz z internetowymi serwisami społecznościowymi – bo tam właśnie hejt jest nieodłączną częścią egzystencji w rzeczywistości nie tyle wirtualnej co digitalnej. I to nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie. Taka jest cena wolności wymieniania informacji. W czasach wcześniejszych, zanim pojawiła się przełomowa technologia informacyjna, z której na co dzień korzystamy (i bez której działania Reduty Dobrego Imienia byłyby dużo mniej skuteczne), aby przekazywać komunikaty wielkiej liczbie ludzi trzeba było być albo dziennikarzem albo właścicielem gazety. Dzięki Internetowi ta bariera wejścia na rynek informacyjny znikła. Już u samego początku Internetu, gdy wszystko się dopiero zaczynało i nie było komercyjne, istniały zamknięte i otwarte listy dyskusyjne, na których wymieniano poglądy, czasem w najostrzejszej formie. Jednak dopiero po powstaniu Twittera i Facebooka rozpoczęło się prawdziwe hejtowanie – i nie piszę tu o narzędziach wojny informacyjnej prowadzonej przez Rosję przeciwko Zachodowi, ale o tym, co piszą zwykli ludzie po obu stronach politycznej barykady w Polsce czy w Stanach Zjednoczonych – bo tu moim zdaniem jest porównywalna sytuacja. Napięcie polityczne pomiędzy konserwatystami a „liberalnymi demokratami” jest w obu krajach podobne i – moim zdaniem – Polska jest poligonem doświadczalnym dla pewnych działań w dziedzinie zarządzani emocjami. Poligonem, na którym ćwiczy się pewne zjawiska, które potem pojawiają się w Stanach Zjednoczonych.

Oczywiście – zabójstwo prezydenta Adamowicza w swoim okrucieństwie i spektakularnym wymiarze medialnym jest w Polsce czymś całkowicie wyjątkowym, ale nie pierwszym, niestety. Wszyscy pamiętamy zabójstwo śp. Marka Rosiaka, pracownika biura poselskiego ówczesnego posła do Parlamentu europejskiego Janusza Wojciechowskiego. Zabójstwo dokonane przez byłego członka Platformy Obywatelskiej. Wydarzenie to miało miejsce równo 26 lat po porwaniu i zabójstwie bł. Ks. Jerzego Popiełuszki. Trudno powiedzieć, czy zabójca wybrał tę datę świadomie, czy tylko jest to zbieg okoliczności. Lecz symbol pozostaje.

Wydarzenia z Gdańska z początku roku 2019 – najpierw zabójstwo prezydenta miasta na scenie podczas dużej imprezy charytatywnej, a później bezprecedensowe wykorzystanie  tego wydarzenia do zbudowania osi kampanii politycznej wokół tej śmierci – każą zapytać nie tyle o tło wydarzeń – tym zajmuje się prokuratura – ale o stan emocji Polaków.

Otóż jestem przekonany, że na skutek przesycenia przestrzeni publicznej zbyt emocjonalnym przekazem na temat partii rządzącej i całego środowiska politycznego nastąpiła znieczulica społeczna i wielkie oskarżenia o „dyktaturę” czy „kreowanie nienawiści” nie robią wrażenia na ludziach. Tragedia z Gdańska, rzeczywista śmierć człowieka, w zestawieniu z absurdalnymi oskarżeniami kierowanymi ze strony opozycji w stronę rządu i telewizji publicznej – a przecież pamiętamy, w jaki sposób opozycja traktowała Adamowicza i kto wszczął przeciw niemu śledztwa antykorupcyjne; do tego jeszcze przesadne przedstawianie zabitego jako człowieka bez skazy, nieomal świętego, biskupi pochówek w katedrze człowieka, który wspierał aborcjonistów i LGBT – to wszystko przekroczyło granice absurdu i zadziałało znieczulająco. Jeśli opozycja myślała, że wykorzysta śmierć Adamowicza jako paliwo polityczne – to przeliczyła się. Pierwsze sondaże po tragedii pokazują wzrost notowań PiS – gdyby teraz odbywały się wybory, to partia ta rządziłaby samodzielnie.

A co z hejtem i „językiem nienawiści”?

Otóż dopiero wydarzenia ostatnich dni pokazują prawdziwy wymiar tego zjawiska. Opozycja instrumentalnie używa słowa „hejt” do piętnowania konserwatystów i zamknięcia im ust. Termin „mowa nienawiści”, zaczerpnięty z arsenału języka politycznej poprawności, jest rozciągany na wszystkie krytyczne uwagi na temat opozycji ze strony rządzących i na temat śp. Adamowicza. Problem w tym, że jeśli spojrzymy na zjawiska w prawdzie, to musimy sobie przypomnieć systematyczne nagonki na przedstawicieli środowiska politycznego, które dzisiaj rządzi. Musimy sobie przypomnieć „zimnego Lecha”, „kaczkę po smoleńsku” czy ataki na modlących się pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu. I równocześnie – wszyscy myślący ludzie wiedzą, że najważniejszą cechą propagandy systemu komunistycznego i postkomunistycznego jest odwracanie znaczeń słów. Stwierdzenie tego nie jest żadnym odkryciem, przypominam to dla porządku. Jeśli więc mówienie prawdy o Adamowiczu i o stosunku do niego opozycji podczas wyborów samorządowych jest „mową nienawiści” to znaczy, że cel, jaki mają organizatorzy akcji medialnej jest jasny – wykreować na swoje potrzeby męczennika prześladowanego przez PiS, by w ten sposób zyskać spoiwo ruchu mającego obalić „Dobrą Zmianę” i zapewnić sobie powrót do władzy. W dwa tygodnie po wydarzeniach już widać, że to się nie uda.

Powody są przynajmniej dwa – „przegrzanie medialne”, o którym pisałem wyżej i wiążąca się z tym znieczulica społeczna na komunikaty opozycji i po drugie – dysonans poznawczy. Ludzie po prostu pamiętają, jak zachowywali się aktualni kapłani nowego kultu podczas wydarzeń bezpośrednio po Smoleńsku, co wtedy mówili i jak odmawiali czci śp. Prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu i wszystkim wtedy zabitym. Ten dysonans poznawczy nie pozwala poważnie traktować wezwań do „walki z językiem nienawiści”. Jeśli człowiek, który przewodzi partii politycznej nazywa wyborców „szarańczą”, a teraz wzywa do potępienia „mowy nienawiści” to znaczy, że mamy do czynienia z cynizmem i politycznymi rachubami, a nie z rzeczywistą chęcią zmiany tonu dyskursu politycznego w Polsce. Gdyby przemiana była rzeczywista, to najpierw powinien uznać tamte swoje słowa za niedopuszczalne – a nie słychać, żeby coś takiego zrobił. Mówi o „mowie nienawiści” i używa tego jako narzędzia do atakowania rządzących.

 

Tu muszę zrobić uwagę na temat tego terminu, ponieważ – jak obserwujący działania Reduty i wolontariusze wiedzą – Reduta także używa tego terminu w swoich wezwaniach do sprostowania czy poprawy oszczerczych sformułowań w mediach. Kiedy walczymy ze sformułowaniami takimi jak „polskie obozy koncentracyjne”, używamy terminu “mowa nienawiści” jako broni do walki z oszczerstwami.

Współcześni dziennikarze, z małymi wyjątkami, są wytresowani w politycznej poprawności, w opisywaniu rzeczywistości według reguł postmodernistycznego świata i jego „wartości na opak”. W cywilizacji dzisiejszego Zachodu nastąpiła „kradzież semantyczna” znaczeń słów. Pojęcie „mowa nienawiści” jest z jednej strony kijem, którym wali się po głowie niepokornych wobec obowiązującego systemu ideologicznego, a z drugiej strony – nazwanie terminu „polski obóz koncentracyjny” mową nienawiści uzmysławia dziennikarzom i redakcjom używającym tego sformułowania, że przekroczyli barierę, za którą jest sąd, kara, odpowiedzialność. Użycie przez nas tego określenia wynika z doświadczenia – dopóki używaliśmy argumentacji odwołującej się do polskich wartości, takich jak prawda, honor, a także polski wkład w zwycięstwo nad Niemcami, męczeństwo Polaków – dopóty nasze protesty nie robiły najmniejszego wrażenia. Zrozumiałem wtedy, że błąd polegał na tym, że komunikowaliśmy w polskim kodzie kulturowym, niezrozumiałym dla reszty Zachodu. Trzeba było zmienić treść komunikatu na zrozumiałą – i dlatego używamy języka poprawności politycznej, zrozumiałego dla odbiorcy. Nie jesteśmy wyznawcami tej ideologii, ani jej nie propagujemy, ale używamy jej języka jako swoistej broni. Trochę to jest podobne do tego, co robili polscy partyzanci walczący zdobyczną niemiecką bronią. Nie ma się co obrażać na rzeczywistość, tylko trzeba wykorzystywać wszystkie środki do walki. I okazało się to skuteczne. W tej chwili średnio 58% naszych interwencji jest skuteczne.

 

Próba narzucenia Polakom kagańca przez opozycję się nie uda. Sami wpadli we własne sidła, gdy w 2010 roku rozpętali nienawistną kampanię przeciwko ofiarom Smoleńska i ludziom chcącym uczcić ich pamięć. A diabła ubranego w komżę i dzwoniącego ogonem na mszę Polacy rozpoznają z daleka. Mamy w tym dużą, wiekową wprawę.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.