Infamia dla Jaruzelskiego, Langego i Stachowicza

W wigilię rocznicy ogłoszenia stanu wojennego w Polsce, 12 grudnia 2017 r., odbyło się kolejne posiedzenie Społecznego Trybunału Narodowego. Kara infamii została ogłoszona wobec Wojciecha Jaruzelskiego, Wacława Langego oraz Jerzego Stachowicza (żyjącego ubeka z Krakowa). Referaty oskarżające wygłosili: Tadeusz Płużański, prof. Tomasz Panfil oraz Grzegorz Surdy.

Społeczny Trybunał Narodowy to instytucja obywatelska, która ma na celu symboliczne osądzenie komunistycznych morderców, którzy do tej pory nie ponieśli należnej im kary za swoje zbrodnie. Będzie to sąd obywatelski, dlatego wyroki będą miały wymiar symboliczny – orzeczenie infamii. Dotychczas kara infamii została wydana także wobec Bolesława Bieruta, Stefana Michnika, Zbigniewa Domino i Władysława Gomułki.

Przewodniczący STN Tadeusz Płużański podkreśla, że wymiar sprawiedliwości III RP nie zdał egzaminu i trzeba ze smutkiem powiedzieć, że komunizm w Polsce nie został i nigdy już nie zostanie osądzony. Społeczny Trybunał Narodowy jest odpowiedzią na ten stan rzeczy. Bo skoro sądy nie skazały bestii, istnieje zagrożenie, że ich zbrodnie mogą ulec zapomnieniu, dewaluacji. Już dziś słyszymy, że komunizmu w Polsce nie było. A jeśli tak, to nie było również komunistów, a tym bardziej komunistycznych zbrodniarzy.

Wszystkie biogramy infamisów osądzonych przez Społeczny Trybunał Narodowy można znaleźć na stronie www.stn.org.pl oraz w wydaniu internetowym Reduty Online. Tutaj przytaczamy tylko jeden.


Wacław Lange – sylwetka infamisa
Urodzony w 1924 roku, stalinowski prokurator.

Wyroki bez prawa łaski
Lubelskiego prokuratora Wacława Langego Instytut Pamięci Narodowej oskarżył o kilka mordów sądowych w czasach stalinowskich. Prokurator IPN zarzucił mu m. in., że „w dniu 24 grudnia 1946 r. w Kamieńczyku, pow. Sokołów Podlaski, woj. podlaskie, jako funkcjonariusz państwa komunistycznego, pełniąc funkcję prokuratora Wojskowej Prokuratury Rejonowej, chcąc pozbawić życia członka organizacji walczącej na rzecz niepodległego bytu państwa polskiego, (…) wnosząc o wymierzenie niewspółmiernej do czynu kary, podżegał skład orzekający do wymierzenia wobec oskarżonego Aleksandra Florczuka kary śmierci, która została orzeczona z pogwałceniem elementarnego poczucia sprawiedliwości, a następnie wykonana w jego obecności przez rozstrzelanie bezpośrednio po ogłoszeniu w dniu 24 grudnia 1946 r.”.

W materiałach IPN czytamy o Langem, że w latach 1945-1953 „pełniąc funkcję podprokuratora Wojskowych Prokuratur Rejonowych w Białymstoku, Lublinie i w Warszawie, skierował do Wojskowych Sądów Rejonowych w Warszawie, Białymstoku i Lublinie akty oskarżenia, a następnie zażądał wymierzenia niewspółmiernych do czynów kar śmierci w stosunku do 15 osób [żołnierzy AK i ludzi jej pomagających].” Cała 15-tka została stracona. Dodatkowo, wobec czterech skazanych zażądał natychmiastowego wykonania kary, uniemożliwiając im tym samym złożenie – przysługującej z mocy prawa – prośby o ułaskawienie. Zostali zastrzeleni na sali sądowej seriami z pepeszy. Jednego, który jeszcze żył, dobił strzałem z pistoletu „oficer”, który wstał zza stołu sędziowskiego. Egzekucję oglądała miejscowa ludność, która została ściągnięta na „rozprawę”, aby nabrać respektu dla „ludowej” władzy.

Prokurator Andrzej Witkowski z IPN w Lublinie ustalił, że procesy trwały kilkanaście minut, odbywały się bez akt i spisywania protokołów. Dokumentacja została potem nieudolnie antydatowana. Czy było to zgodne nawet z ówcześnie obowiązującym prawem?

Inne „rozprawy” z udziałem Wacława Langego odbywały się w „terenie”, np. na polu, gdzie ustawiano stół i krzesła, „sędziowie” coś tam odczytywali i kazali skazanemu iść przed siebie. Padały strzały. Komuniści nazywali to „wyjazdową sesją sądu”, a w praktyce były to doraźne „sądy na kółkach”. Decyzja o wyeliminowaniu „wroga ludu” zapadała wcześniej, a „sąd” był tylko przykrywką dla zbrodniczych praktyk.

Jak Wacław Lange stał się stalinowskim mordercą?
W bardzo prosty sposób – ten przedwojenny kancelista po „wyzwoleniu” Polski przez Sowietów zaliczył krótki kurs prokuratorski. Tyle wystarczyło (była to praktyka powszechna), aby oskarżać niewinnych ludzi tylko dlatego, że zagrażali importowaniu do Polski komunistycznej zarazy. Po zakończeniu kariery prokuratorskiej roczny kurs prawniczy na UMSC w Lublinie wystarczył Langemu do zdobycia uprawnień adwokackich. Szanowanym prawnikiem był aż do początku lat 90. Ostatni udokumentowany wyrok śmierci, do wydania którego podżegał, nosi datę 12 stycznia 1954 roku.

W sądzie III RP, przed który trafił – jak już pisaliśmy – z oskarżenia IPN – twierdził oczywiście, że jego praca polegała wyłącznie na wypełnianiu polecenia przełożonych. Tłumaczył się również, że postępował niezgodnie ze swoim sumieniem i ubolewał nad losem niesłusznie represjonowanych. W kraju panowało przecież ogólne bezprawie – zarówno organy bezpieczeństwa, jak i sądy i prokuratura nie przestrzegały obowiązujących przepisów, stosowały je instrumentalnie „w celu pozbycia się niewygodnych osób”.

Co prawda za czyny zarzucane Wacławowi Langemu groziła kara dożywocia (sąd zdecydował się nawet aresztować go na trzy miesiące; za kratami spędził jednak tylko kilka dni, gdyż postanowienie to uchylił sąd wyższej instancji), ale sędziowie… nie podjęli się rozpatrzenia sprawy i przekazali ją z powrotem prokuratorowi IPN. Powód? Wyroki wydane ponad 50 lat temu na podstawie oskarżenia Langego do dziś są prawomocne i dopóki nie zostaną uchylone – byłego prokuratora nie można sądzić. Ponadto na korzyść oskarżonego miało świadczyć to, że… nie został pouczony, iż miał prawo – mimo prowadzenia postępowania w sądzie wojskowym – domagać się udziału w składzie orzekającym ławników-cywili.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.