Kazachstan – śladami polskiej historii i współczesności

Z punktu widzenia Polski Kazachstan to raczej odległy i dość egzotyczny kraj. Z tego powodu, co zrozumiałe, Polacy na ogół niewiele wiedzą zarówno o współczesnym Kazachstanie, jak i o jego przeszłości. A przeszłość ta związana jest z tragicznym losem setek tysięcy Polaków, którzy zostali przymusowo przesiedleni (deportowani) do Kazachstanu lub zesłani do tamtejszych łagrów w czasach stalinowskich. Obecnie w Kazachstanie wciąż żyje kilkadziesiąt tysięcy osób o polskich korzeniach. Dobrą okazją do poznania Kazachstanu i kazachstańskiej Polonii była niedawna pielgrzymka „Śladami zesłańców i polskiej historii” (20-29 kwietnia 2017 r.), która wiodła śladami polskich przesiedleńców i zesłańców, a także ich potomków. Niniejsze opracowanie, które jest po części relacją z pobytu w Kazachstanie, ma na celu przybliżenie tych niezbyt dobrze znanych kart polskiej historii, a także współczesnego Kazachstanu i mieszkającej tam Polonii.

Deportacje i zsyłki w czasach stalinowskiego terroru

Lata 30 XX wieku to czas największego stalinowskiego terroru, w tym okres tzw. wielkiego terroru (1936-1938), którego efektem były nie tylko brutalne czystki w partii komunistycznej i armii ZSRR, ale także masowe represje wobec mniejszości narodowych w ZSRR, głównie Polaków i Niemców. Ofiarami represji padły setki tysięcy niewinnych ludzi – aresztowanych, torturowanych, rozstrzelanych, zesłanych do łagrów, a także przymusowo przesiedlonych w odległe rejony ZSRR – głównie na Syberię i do Kazachstanu.

Obozy pracy przymusowej w ZSRR (system Gułag)

Pierwsze masowe deportacje ludności polskiej do Kazachstanu miały miejsce w 1936 r. (wiosną i jesienią). Wiosną 1936 r. Rada Komisarzy Ludowych ZSRR podjęła decyzję o przesiedleniu 15 tys. gospodarstw polskich i niemieckich z zachodniej Ukrainy do Kazachstanu (oba kraje wchodziły wówczas w skład ZSRR). Przymusowe wysiedlenia dotyczyły głównie Polaków i miały wyraźny charakter czystki etnicznej (sowiecka propaganda określała ich mianem „elementu nacjonalistycznego” lub „kontrrewolucyjnego”). Początkowo wysiedlano ludność zamieszkałą w tzw. pasie przygranicznym, tj. we wsiach w pobliżu granicy ZSRR z Polską. Opuszczone przez wysiedlonych Polaków domy znajdujące się najbliżej granicy były niszczone, a pozostałe zajmowali ukraińscy chłopi. Deportacje objęły nie tylko ludność wiejską, ale i miejską, np. z Płoskirowa, Nowogrodu Wołyńskiego czy Żytomierza (w okolicach Żytomierza znajdowała się tzw. Marchlewszczyzna zamieszkana przez duże skupiska Polaków). Szacuje się, że w 1936 r. deportowano do Kazachstanu co najmniej 70 tys. osób, w tym 60 tys. Polaków (inne szacunki mówią o 100 tys. deportowanych).

Ludność polska mieszkająca w pasie przygranicznym znalazła się tam na mocy traktatu ryskiego (1921) kończącego wojnę polsko-bolszewicką (1919-1920). Traktat ustanowił nową granicę między Polską, Rosją i Ukrainą, na wschód od której znalazło się od 1,2 do 2 mln Polaków. Po powstaniu ZSRR (1922) utworzono dwa autonomiczne polskie rejony – ukraińską Marchlewszczyznę (1925) i białoruską Dzierżyńszczynę (1932) – które miały być zalążkiem 17 republiki radzieckiej (Polskiej Republiki Rad), ale eksperyment się nie udał i oba polskie rejony zlikwidowano (w 1935 i 1938 r.), a ludność polską deportowano lub wymordowano.

Obok deportacji formą masowych represji wobec ludności polskiej w ZSRR była fizyczna eksterminacja. Służyła temu tzw. operacja polska (zwana „zapomnianym ludobójstwem”) prowadzona w latach 1937-1938 przez szefa NKWD Nikołaja Jeżowa, zwanego „krwawym karłem”. Ludności polskiej w ZSRR zarzucano współpracę z wywiadem „faszystowskiej Polski” i przynależność do Polskiej Organizacji Wojskowej prowadzącej „działalność dywersyjną i sabotażową”. Na podstawie sfingowanych procesów i nierzadko absurdalnych zarzutów skazywano Polaków na rozstrzelanie (co najmniej 111 tys. ludzi, a może nawet 200 tys.) lub zesłanie do łagrów na Syberii i w Kazachstanie (co najmniej kilkadziesiąt tysięcy lub nawet 100 tys. ludzi).

W latach 1940-1941 nastąpiła kolejna fala przesiedleń. Miały wówczas miejsce cztery masowe akcje deportacyjne (luty, kwiecień i maj-lipiec 1940 r. oraz maj-czerwiec 1941 r.). Deportowano mieszkańców Kresów Wschodnich, które po agresji ZSRR na Polskę we wrześniu 1939 r. znalazły się pod okupacją sowiecką i miały ulec depolonizacji (Białostocczyzna, Grodzieńszczyzna, Wileńszczyzna). Deportowano też mieszkańców republik radzieckich (Ukrainy, Białorusi, Litwy, Łotwy i Estonii). Wywożono ich na Syberię i do Kazachstanu. Wśród wywiezionych do Kazachstanu byli przedstawiciele inteligencji (nauczyciele, urzędnicy państwowi), wykwalifikowani robotnicy i rzemieślnicy, policjanci i wojskowi (w tym polscy osadnicy wojskowi – żołnierze z czasu wojny polsko-bolszewickiej) itd. Oprócz Polaków deportowano też Białorusinów i Ukraińców, ale Polacy stanowili najliczniejszą grupę (70-80%). Istnieją różne szacunki dotyczące liczby deportowanych w okresie 1940-1941 – od ponad 300 tys. (radzieckie archiwa) do około 800 tys. (IPN), a nawet miliona osób.

Podróż w bydlęcych wagonach

Wysiedlenia przebiegały na ogół podobnie. Grupy operacyjne NKWD pojawiały się w domach wysiedlanych rodzin niespodziewanie, zwykle w nocy, dokonując rewizji, informując o natychmiastowym wysiedleniu i pozostawiając wysiedlanym niewiele czasu (np. godzinę lub dwie) na spakowanie się. Czasami pozwalano zabrać więcej bagażu (kilkadziesiąt lub kilkaset kilogramów na rodzinę), a czasami tylko najpotrzebniejsze rzeczy (okłamując wysiedlanych, że na miejscu otrzymają wszystko, czego będą potrzebować). Wysiedlane rodziny najczęściej zabierały ze sobą żywność, ubrania, pościel, drobne sprzęty domowe itp. Pozostawiony majątek (nieruchomości, sprzęt rolniczy, zwierzęta hodowlane itp) był przejmowany przez NKWD.

Deportacji dokonywano koleją. Zgodnie z instrukcją NKWD, każdy pociąg (eszelon) miał składać się z 55 wagonów. Były to wagony towarowe, a ich przystosowanie do przewozu ludzi polegało na wstawieniu piętrowych prycz i wycięciu w podłodze otworu służącego za toaletę (w niektórych wagonach znajdował się też piecyk). W jednym wagonie miało jechać 25-30 osób, ale często było ich więcej (dwu- lub trzykrotnie). W jednym pociągu jechało od kilkuset do 2 tys. ludzi. Przydziały żywności podczas transportu były bardzo zróżnicowane – czasami posiłki wydawano raz na kilka dni, czasami codziennie, ale w małych ilościach (zwykle wodę, zupę, porcję chleba i wrzątek – tzw. kipiatok). Niedostatek wody (dwa wiadra na wagon), złe warunki sanitarne i kiepska jakość dostarczanego pożywienia powodowały liczne choroby (wszawicę, świerzb, tyfus itp), a także śmierć w trakcie podróży, do czego przyczyniało się też dotkliwe zimno (zimą 1940 r. mrozy sięgały -40 °C). Zmarłych wynoszono na stacjach, grzebano przy torach kolejowych podczas postojów, pozostawiano też zwłoki w śniegu. Szacuje się, że jeden na dziesięciu deportowanych nie przeżył transportu.

„Bydlęcy wagon” z 1927 r. (obecnie na terenie muzeum AŁŻIR)

Podczas przemierzania autokarem bezkresnych kazachstańskich stepów, przewodniczka pielgrzymki czytała fragmenty wspomnień Polaków, którzy przeżyli deportację do Kazachstanu, np. Marii Jadwigi Łęczyckiej, która w książce „Zsyłka. Lata 1940-1946 w Kazachstanie” tak wspominała wywóz w nieznane: „Czerwony, długi łańcuch bydlęcych wagonów. Na razie bez parowozu. Jeszcze jedna walizka. Jeszcze jeden tobół. Koszyk. Bańka. I nagle zgrzytliwy, ciężki chrobot żelaznej zasuwy. Zatrzaśnięto drzwi. (…) Moja mała przygarnęła się do mnie. W dłoni drgnęła mi rączka młodszego syna. Była spocona. Klin strachu paraliżował gardło, dławił krtań. Ciężar łez coraz bardziej grzązł w trzewiach. (…) [P]rzed wieczorem żołnierz wepchnął do wagonu jeszcze jedną rodzinę: ciężarną kobietę z czworgiem dzieci, z których najstarsze, córka, miało lat czternaście, a najmłodsze, syn, cztery. Nie mieli ze sobą żadnych bagaży, a chłopak był bez butów. (…) Coraz trudniej było utrzymać harmonię we współżyciu zamkniętych 72 osób, w tym 28 dzieci.” Natomiast kipiatok, stanowiący podstawę nędznego wyżywienia, wspominany był tak: „Kipiatok (…) miał smak pomyj, w których wypłukano tłustą myjkę. Mimo to ludzie staczali o niego boje na pięści; (…) W pierwszym dniu mętny, brudnoszary kipiatok przeznaczyłam na umycie rąk i twarzy. W drugim wypiłam go ze wstrętem, ale jako tako zaspokoiłam pragnienie po suchej kiełbasie. W trzecim wydało mi się, że smak jego znacznie się poprawił, a w czwartym wyraźnie poczułam w nim zapach herbaty. Nie marnowałam go już na mycie ciała.”

Z kolei Krystyna Borucińska w książce „Zsyłka do Kazachstanu 1940-1946. Tamta rzeczywistość” wspomina: „Długą, kilkutygodniową podróż odbywaliśmy w warunkach szczególnie uciążliwych dla nas, małych dzieci. Brudne piętrowe prycze w bydlęcym wagonie, wyścielone zaledwie cienką warstwą słomy, stanowiły jedyną platformę i przestrzeń naszego bytowania. Tłok nie pozwalał nawet wygodniej usiąść, toteż najczęściej leżeliśmy pokotem, walcząc o dostęp do maleńkiego okienka – jedynego kontaktu ze światem zewnętrznym i jedynego źródła światła. Do załatwiania spraw fizjologicznych służyła dziura w środku wagonu i odbywało się to na oczach wszystkich. (…) W tej ciasnej, bydlęcej, wagonowej komorze dziecięce krzyki mieszały się z ogólnym płaczem, przekleństwa z modlitwami, pieśni z głośnymi protestami, westchnienia z błaganiami o wzajemne wsparcie i pomoc. (…) Coraz mniej było rozmów. Coraz więcej rozpaczliwej refleksji, bólu, chorego oddechu, niespokojnego, nękanego zmorą snu. Coraz dalej i dalej od rodzinnego kraju – nasze życie zapadało w niepewną jutra obcość.”

Życie na stepie

Jednym z miejsc odwiedzonych podczas pielgrzymki była stacja kolejowa w Tajynszy, małej miejscowości w północnym Kazachstanie. To właśnie na tę stację między 3 a 24 czerwca 1936 r. przybyły pierwsze transporty z Polakami deportowanymi do Kazachstanu (w sumie 40 pociągów – w każdym przywieziono po około 120-160 rodzin, tj. 600-800 osób). W 70 rocznicę deportacji, w czerwcu 2006 r., na stacji w Tajynszy odsłonięto tablicę pamiątkową, która potem uległa zniszczeniu i w 2012 r. zastąpiono ją nową tablicą z inskrypcją w języku kazachskim, rosyjskim i polskim: „Pamięci Polaków deportowanych w 1936 roku, wdzięczni Kazachstanowi i narodowi kazachstańskiemu za współczucie, życzliwość i okazaną w ciężkich czasach pomoc”. Kazachowie, którzy przekonali się, że wbrew propagandzie deportowani Polacy to nie przestępcy, lecz normalni ludzie, dostarczali im najpotrzebniejsze rzeczy (żywność, odzież, materiały budo-wlane), choć sami byli ubodzy. Bez tej pomocy wielu deportowanych nie miałoby szans na przetrwanie.

 Stacja kolejowa w Tajynszy

Ludzie, którzy przeżyli kilkutygodniowy transport w bydlęcych wagonach, docierali do Kazachstanu skrajnie wyczerpani. Ze stacji kolejowej byli rozwożeni do miejsc docelowych lub musieli iść pieszo. Często zostawali pozostawieni sami sobie na bezkresnym i bezludnym stepie. Czasami dostawali trochę materiałów budowlanych i prostych narzędzi, ale w daleko niewystarczających ilościach. Pierwsi przesiedleńcy, którzy przybyli do Kazachstanu latem 1936 r., początkowo spędzali noce pod gołym niebem lub w namiotach, a z czasem zaczęli budować prymitywne ziemianki (lepianki) ze wszystkiego, co było dostępne (glina, deski, gałęzie, słoma, stepowe trawy, zwierzęce odchody itp). Ziemianki były siedliskiem insektów, pcheł, pluskiew i wszy. Ze względu na niedostatek drewna (brak drzew na stepie) w ziemiankach nie było podłóg i mebli. W przeciwieństwie do Syberii, gdzie dzięki tajdze opału było pod dostatkiem, na stepach Kazachstanu go brakowało, w związku z czym w czasie długich i mroźnych zim wielu przesiedleńców zamarzało, zwłaszcza osoby starsze i dzieci. Śmiertelność z zimna, głodu i chorób była wysoka (10-15% rocznie), a z uwagi na niedostatek drewna problemem był godny pochówek (brak desek na trumny). Zmarłych grzebano w szczerym stepie, kopiąc groby kilofami w zamarzniętej ziemi (większość zgonów miała miejsce zimą). Osady zakładane na stepie i budowane od podstaw początkowo nie miały nazw, a jedynie kolejne numery – tzw. toczki (toczka nr 1, toczka nr 2 itd). Dopiero później mieszkańcy wsi nadawali im nazwy, np. Jasna Polana (toczka nr 5), Wiśniówka (toczka nr 6), Zielony Gaj (toczka nr 11), Czkałowo (toczka nr 13) itd.

Aby wyżywić swoje rodziny, przesiedleńcy musieli pracować. O pracę było jednak trudno, często brakowało jej nawet dla Kazachów. Jedne kołchozy i sowchozy zmuszały przesiedleńców do pracy, inne odmawiały ich zatrudniania. Polacy pracowali w kołchozach i sowchozach, gdzie uprawiano zboża i ziemniaki, hodowano bydło, owce, trzodę chlewną itp. Część produkcji (kontyngent) zabierało państwo, a reszta zostawała dla pracowników kołchozu/sowchozu. Podstawową dietę stanowiły chleb, zupa i ziemniaki. Mięso i warzywa były rzadkością. Żywność kradziono, a nawet żywiono się padliną. Głód i niedożywienie – zwłaszcza brak białka i witamin – miały negatywne konsekwencje zdrowotne (szkorbut, dyzenteria, obrzęk, wrzody, ślepota itp). Choroby wynikały też z niedostatku wody i związanej z tym niewłaściwej higieny. Często występowały także koklusz i malaria. Opieka medyczna była słaba lub żadna (niedostatek lekarzy, lekarstw, szpitali itd).

 

Tablica na stacji w Tajynszy upamiętniająca Polaków deportowanych do Kazachstanu

Ludność polska deportowana do Kazachstanu miała w większości status tzw. specjalnych przesiedleńców (specpieresieleńcy). Oznaczało to stan jednoczesnej wolności i niewoli, tzn. życie pod nadzorem i w izolacji –zakaz opuszczania miejsca zamieszkania, obowiązek comiesięcznego meldowania się u komendanta, zakaz korespondencji z rodzinami itp. Z czasem zaczęto poddawać Polaków procesom rusyfikacji i ateizacji – zabroniono posługiwania się językiem polskim, krzewienia ojczystej kultury i tradycji, praktykowania religii. To ostatnie ograniczenie było przez Polaków umiejętnie omijane (zob. dalej), ale język polski był stopniowo wypierany przez język rosyjski, którego znajomość była konieczna, aby mieć możliwość nauki w szkołach i zdobycia pracy. Początkowo polskie dzieci nie miały możliwości nauki, a w późniejszych latach mogły zdobyć jedynie wykształcenie podstawowe. Przymusowej asymilacji miał też służyć zakaz wspomnień o stronach rodzinnych, przyczynach deportacji i pierwszych latach życia po przesiedleniu.

Karłag największy łagier Kazachstanu

W trakcie pielgrzymki nie mogło zabraknąć wizyty w okolicach Karagandy, gdzie kilkadziesiąt lat temu istniał jeden z największych łagrów ZSRR należący do systemu Gułag – tzw. Karłag, czyli „karagandyjski łagier” lub dokładniej karagandyjski poprawczy obóz pracy (Карагандинский исправительно-трудовой лагерь – Карлаг). Karłag powstał na przełomie lat 1930/1931 i istniał do 1959 r. Obóz rozciągał się na przestrzeni blisko 1,8 mln ha (300 km z północy na południe i 200 km z zachodu na wschód). W latach 1933-1936 liczba więźniów Karłagu wzrosła z 10 tys. do 38 tys. osób, następnie do 50 tys. w 1944 r. i 66 tys. w szczytowym 1949 r. Najwięcej było Niemców (442 tys.), Koreańczyków (102 tys.), Czeczenów i Inguszy (90 tys.), Litwinów (81 tys.), Polaków (75 tys.) i Ukraińców (53 tys.).

Osadzeni w Karłagu zmuszani byli do niewolniczej pracy w rolnictwie (obóz pracy powstał na miejscu sowchozu) i przemyśle (w kopalniach i fabrykach). Budowali też linię kolejową z Karagandy do Akmolińska. Karłag miał stanowić bazę żywieniową dla rozwoju przemysłu węglowego i stalowego ZSRR w środkowym Kazachstanie, m.in. dla Karagandyjskiego Zagłębia Węglowego (największego w Kazachstanie i jednego z większych na świecie), a także hut miedzi w Żezkazganie i Bałchaszu. W czasie wojny Kazachstan, na którego terytorium nie prowadzono działań wojennych, był przemysłowym i rolniczym zapleczem dla Armii Czerwonej. Na terenie obozu prowadzono uprawę roli i hodowlę zwierząt (owce, bydło, konie, trzoda chlewna). W obozie prowadzono eksperymenty naukowe służące zwiększeniu wydajności rolnictwa, np. wyhodowano krowę, która dawała 40 litrów mleka dziennie. Mimo dużej produkcji żywności w obozie więźniowie Karłagu praktycznie z niej nie korzystali – otrzymywali nędzne pożywienie, często umierali z głodu i wyczerpania.

W małej miejscowości o nazwie Dolinka znajduje się rozległy budynek z czerwoną gwiazdą nad wejściem. Mieściło się tam dowództwo Karłagu. Obecnie jest w nim muzeum poświęcone ofiarom obozu. Uczestnicy pielgrzymki, którzy zwiedzili to muzeum, mogli zobaczyć m.in. zrekonstruowane pomieszczenia, w których mieszkali zesłańcy (z wieloosobowymi pryczami i innymi sprzętami codziennego użytku), karcer, podziemną salę przesłuchań i tortur, bezpośrednio nad którą (piętro wyżej) grała orkiestra, aby zagłuszyć krzyki i jęki torturowanych ludzi. Można zobaczyć też inne miejsce tortur – wykopaną w ziemi jamę o głębokości i średnicy około półtora metra, przypominającą studnię nakrytą solidną stalową kratą, przez którą wylewano gorącą lub lodowatą wodę na znajdującego się w jamie więźnia. Obok sali tortur znajduje się dawne miejsce egzekucji (rozstrzelań), których często dokonywano zaraz po wyjściu więźnia z przesłuchania, gdzie nastąpiło wymuszone torturami przyznanie się do „winy”. Jeśli więzień nie przyznał się, mógł zostać skazany nie za to co zrobił, lecz za to „co mógł zrobić”. A jeśli ktoś nie przeżył tortur, w akcie zgonu wpisywano fałszywą przyczynę (np. zawał serca lub aktualną epidemię w obozie). Zesłańcy, którzy odbyli cały wyrok w łagrze byli ponownie sądzeni i skazywani na karę łagru lub śmierci. W muzeum można też zobaczyć inne ciekawe rzeczy, np. zrekonstruowane laboratorium naukowe, luksusowy gabinet naczelnika obozu itp.

Dawny budynek dowództwa Karłagu (obecnie muzeum ofiar łagru)

W sąsiedztwie muzeum w Dolince znajdują się dawne baraki zesłańców, które po likwidacji obozu zostały przerobione na domy mieszkalne i obecnie mieszkają w nich ludzie. Jeden barak podzielony jest zwykle na trzy osobne części, każda dla innej rodziny. Wyjeżdżając z Dolinki mija się kopalnie z czasów Karłagu – niektóre nadal czynne, inne zamknięte. Jedne i drugie są dość ponurym symbolem tamtych czasów.

Uczestnicy pielgrzymki byli również na terenie byłego obozu NKWD w Spassku, około 35 km od Dolinki. Był to wchodzący w skład Karłagu obóz dla jeńców wojennych i inwalidów. Obóz powstał w 1941 r. Osadzono w nim ponad 70 tys. jeńców 40 narodowości (Niemcy, Rumuni, Japończycy, Polacy, Węgrzy, Ukraińcy, Francuzi, Żydzi, Włosi, Finowie, Austriacy, Czesi, Słowacy itd). W 1941 r. w obozie umieszczono około 260 polskich jeńców wojennych wziętych do niewoli po agresji ZSRR na Polskę we wrześniu 1939 r. Ostatni Polak opuścił obóz w 1956 r. Tysiące więźniów zmarły z powodu gruźlicy, wyniszczenia organizmu itp. Obecnie w miejscu dawnego obozu znajduje się cmentarz z krzyżami, obeliskami i tablicami upamiętniającymi ofiary stalinowskich represji z różnych krajów. Jest tam także polski obelisk z inskrypcją: „Polakom – ofiarom terroru stalinowskiego, którzy marząc o życiu w wolności tu spoczęli w Panu na wieki –Rzeczpospolita Polska / Związek Polaków w Kazachstanie, 1996 r.”

Polski obelisk w Spassku

AŁŻIR łagier dla żon zdrajców ojczyzny

Inne szokujące miejsce odwiedzone podczas pielgrzymki to mała miejscowość Akmoł, dawniej Malinówka (niedaleko Astany noszącej do 1961 r. nazwę Akmolińsk). Mieścił się tam tzw. AŁŻIR (АЛЖИР), czyli Akmoliński Obóz Żon Zdrajców Ojczyzny (Акмолинский лагерь жён изменников Родины). Był to obóz dla kobiet, który najpierw podlegał władzom Gułagu, a potem stał się częścią Karłagu. Obóz powstał na przełomie lat 1937/1938, a pierwsze więźniarki przywieziono tam 10 stycznia 1938 r. W obozie na stałe więziono ponad 7250 kobiet, a w sumie przez obóz przeszło ponad 18 tys. kobiet. Obóz zlikwidowano w 1953 r., po śmierci Stalina. Ostatnia z więźniarek zmarła w 2014 r.

Więźniarkami obozu były też 173 Polki. Około 60 z nich skazano za działalność „kontrrewolucyjną”, „antyradziecką”, „szpiegowską” itp. Przypuszcza się, że kobiety skazane w latach 1937-1938 mogły być ofiarami wspomnianej „operacji polskiej” NKWD. Ponad 100 Polek skazano natomiast jako „członków rodziny zdrajcy ojczyzny”. Były to m.in. żony działaczy partyjnych skazanych na więzienie, łagier lub śmierć. Ich „winą” było np. to, że nie donosiły na swoich mężów, choć rzekomo wie-działy, że są oni „zdrajcami ojczyzny”.

W 2010 r. na terenie Muzeum Ofiar Represji Politycznych i Totalitaryzmu, utworzonego w 2007 r. w miejscu dawnego obozu AŁŻIR, odsłonięto pomnik upamiętniający Polki więzione w tym obozie. Na pomniku znajduje się inskrypcja w języku kazachskim i polskim: „Pamięci Polek – ofiar represji politycznych w ZSRR, więzionych w obozie pracy AŁŻIR w latach 1937-1953 – Ambasada RP w Astanie, IX 2010”.

 

Polski pomnik na terenie muzeum AŁŻIR

Kobiety zesłane do obozu AŁŻIR w większości pochodziły z rodzin inteligenckich, posiadały wykształcenie i szanowane zawody. Były wśród nich profesorki z uniwersytetów, nauczycielki, lekarki, specjalistki z zakresu nauk ścisłych (inżynieria, budownictwo, technika), a także artystki (aktorki, śpiewaczki, tancerki, malarki). W obozie musiały pracować przy budowie baraków, hodowli zwierząt czy uprawie roślin (zboża, sad jabłoniowy). Wiele prac musiały wykonywać na mrozie lub w upale. Mimo ciężkich warunków, więźniarki starały się organizować sobie czas wolny, np. baletnica założyła kółko taneczne. Inne kobiety szyły ubrania, początkowo dla siebie, ale okazały się w tym tak dobre, że potem ubrania te sprzedawano w lokalnych sklepach.

W obozie AŁŻIR, podobnie jak w Karłagu, często panował głód, choć prowadzono intensywną działalność rolniczą. W muzeum można usłyszeć opowieść o tym, jak miejscowa ludność pomagała więźniarkom dostarczając im potajemnie żywność, tj. ukrywając chleb, sery czy mięso w pobliżu miejsc, gdzie pracowały więźniarki, np. w sitowiu nad jeziorem. Inna opowieść mówi o Kazachach rzucających czymś twardym w więźniarki. Strażnicy myśleli, że to kamienie, którymi miejscowa ludność chce ukarać „zdrajczynie ojczyzny”. Był to jednak kurt, czyli suszony kazachski ser, który dla niepoznaki pomalowano na czarno.

Kobiety więzione w obozie AŁŻIR były często gwałcone przez strażników. W wyniku gwałtów więźniarki urodziły w obozie ponad 1500 dzieci. Dzieci te oficjalnie nie miały ojców, ani środkowego członu nazwiska od imienia ojca (tzw. otczestwa). W obozie były też inne dzieci, bo część kobiet była w ciąży w chwili zesłania. Dzieci mogły być z matkami do 3 roku życia. Matki małych dzieci musiały pracować i na ten czas zostawiać je w przytułku. Matki często traciły pokarm, więc dzieci chorowały i umierały. Jeśli umierały zimą, gdy ziemia była zamarznięta, to z pochówkiem (w zbiorowych mogiłach) czekano do wiosny umieszczając zwłoki dzieci w beczkach ze słoną wodą. Dzieci powyżej 3 roku życia były odbierane matkom i umieszczane w specjalnym dziecięcym obozie, w którym się uczyły. Mogły kontaktować się z matkami listownie raz lub dwa razy w roku. W muzeum są dziecięce listy do matek (listy były cenzurowane, a niektóre dyktowane dzieciom). Odizolowane od matek dzieci były wychowywane w duchu nienawiści do swoich rodziców jako „zdrajców ojczyzny”, co miało osłabić więzy rodzinne i chęć zemsty na oprawcach, gdy dzieci dorosną.

 Muzealna makieta obozu AŁŻIR (fragment)

Apostołowie Kazachstanu

Dla Polaków przesiedlonych do Kazachstanu kluczowymi sprawami, które dodawały im sił i pozwoliły przetrwać trudne czasy, były wiara i modlitwa. Początkowo problemem był brak księży, więc ich obowiązki pełniły starsze kobiety. Potem pojawili się księża, choć ich działalność była nielegalna.

Ksiądz Władysław Bukowiński

Niewątpliwie jednym z najważniejszych polskich duchownych w Kazachstanie był ksiądz Władysław Bukowiński, nazywany Apostołem Kazachstanu. W czasie wojny był aresztowany i więziony (1940-1941) m.in. za niesienie pomocy Polakom wywożonym na Wschód. W więzieniu miał być rozstrzelany przez Sowietów, ale cudem uniknął śmierci stojąc przed plutonem egzekucyjnym. Po wojnie został zesłany do łagru w okolicach Czelabińska na Uralu (1946-1950), a następnie do kazachstańskiego Żezkazganu (500 km od Karagandy), gdzie pracował w kopalni miedzi (1950-1954). Po zwolnieniu z obozu otrzymał nakaz przymusowego pobytu w Karagandzie, gdzie prowadził nielegalną pracę duszpasterską, a także wyprawy misyjne do innych miast Kazachstanu (Ałma-Ata, Aktiubińsk, Semipałatyńsk) i innych republik radzieckich (Tadżykistan). Skończyło się to zesłaniem do łagru w okolicach Irkucka na Syberii, gdzie pracował przy wyrębie lasu (1959-1961). Przez kolejne kilkanaście lat znowu prowadził pracę duszpasterską w Karagandzie, przerywaną wyprawami misyjnymi, wyjazdami na Ukrainę, a także do Polski (1965, 1969 i 1972/1973).

W książce „Wspomnienia z Kazachstanu” ksiądz Bukowiński opisał jak wyglądała jego praca duszpasterska w Karagandzie i nie tylko. W ciągu 12 lat pracy w Karagandzie tylko przez rok ksiądz miał mały kościół przerobiony z domu zakupionego przez wiernych, ale został on zamknięty przez miejscowe władze. Przez pozostałe 11 lat musiał radzić sobie inaczej, co wspominał w książce: „Jestem ustawicznym domokrążcą. (…) Całe moje duszpasterstwo dokonuje się w cudzych domach, lecz w żadnym wypadku nie w jednym domu, lecz za każdym razem w innym. (…) Najlepiej nadaje się domek jednorodzinny, położony na uboczu. (…)
W takim domu można spokojnie się zebrać i nawet głośno śpiewać, byleby tylko były pozamykane drzwi i okna. (…) Mszę świętą odprawiam o godzinie 9 wieczorem, czasem i z opóźnieniem (…) a już o godzinie wpół do 6 lub 6 jest poranna Msza święta.”
Na takie msze przychodziło od około 50 (w dni powszednie) do ponad 100 osób (w niedziele). Czasami przychodzili razem Polacy i Niemcy, więc msza odprawiana była w kilku językach, np. ewangelia po polsku i niemiecku, a kazanie po rosyjsku, bo ten język znali wszyscy. Ksiądz Bukowiński udzielał chrztu, spowiedzi, komunii świętej, bierzmowania, ślubu, namaszczenia, a także odprawiał msze pogrzebowe w domach przy zwłokach, bo na cmentarzach księża nie mogli się pojawiać.

Oprócz księdza Bukowińskiego w Kazachstanie byli jeszcze inni polscy księża – m.in. ksiądz Józef Kuczyński w Tajynszy i ksiądz Bronisław Drzepecki w Zielonym Gaju. Mieli tam swoje małe kościoły i licznych wiernych. Musieli jednak zmagać się z niechęcią lokalnych władz, propagandową nagonką w prasie i radiu, prześladowaniem przez urzędy skarbowe itp. Był też zamach na księdza Drzepeckiego w kościele (ksiądz ocalał, ale zginęła kobieta). W końcu, na przełomie 1958 i 1959 r., wszyscy trzej księża zostali aresztowani i skazani na kilka lat łagru (m.in. byli razem w obozie dla „religioźników”). W sumie, licząc też wcześniejsze wyroki, wszyscy trzej księża spędzili w łagrach wiele lat: Kuczyński – 17 lat, Drzepecki – 15 lat, a Bukowiński ponad 13 lat. Wszyscy też zmarli w podobnym czasie – Drzepecki w 1973 r., Bukowiński w 1974 r., a Kuczyński w 1982 r. Choć tylko ksiądz Bukowiński nazywany jest Apostołem Kazachstanu, to wydaje się, że wszyscy trzej księża zasłużyli na to miano. W 2016 r. w Karagandzie odbyła się beatyfikacja księdza Bukowińskiego.

Obecnie polskich księży i polskich kościołów w Kazachstanie jest znacznie więcej – m.in. w Oziornoje, Jasnej Polanie, Kokszetau, Pietropawłowsku, Astanie czy Karagandzie (zob. dalej).

Spotkania z kazachstańską Polonią

W trakcie pielgrzymki zorganizowanych zostało kilka spotkań z kazachstańską Polonią – zarówno w miastach (Astana, Pietropawłowsk), jak i na wsiach (Oziornoje, Jasna Polana). Najwięcej Polaków jest w obwodzie północno-kazachstańskim (Pietropawłowsk i wsie) – 12,3 tys., akmolińskim (Astana, Kokszetau i wsie) – 10,6 tys., a także karagandyjskim (Karaganda i wsie) – 3,7 tys. (dane z 2015 r.). Można było spotkać ostatnich żyjących polskich przesiedleńców z lat 30 i 40 XX wieku i ich potomków. W każdym z tych miejsc, a także w kilku innych (Kokszetau, Karaganda), były też spotkania z miejscowymi polskimi księżmi i zakonnicami. Wszędzie uczestnicy pielgrzymki spotkali się z bardzo ciepłym przyjęciem i tradycyjną polską gościnnością.

W Astanie, gdzie mieszka około 3000 Polaków, uczestnicy pielgrzymki spotkali się z przedstawicielami Stowarzyszenia „Polska Jedność”. Byli wśród nich m.in. współzałożyciele stowarzyszenia, pracownicy ambasady polskiej w Astanie, przedsiębiorcy, muzycy, dziennikarz, tłumacz, studentka. Podczas spotkania poinformowano o lokalnych organizacjach polonijnych. W Astanie są trzy stowarzyszenia: „Polacy”, „Orszak Polonijny” i „Polska Jedność”. To ostatnie jest najmłodsze (powstało w 2014 r.) i zajmuje się nauką języka polskiego, organizacją imprez kulturalnych i repatriacją (więcej informacji na stronie: polskajednosc.com). Inne tematy dotyczyły edukacji i zatrudnienia w Polsce, aktualnej sytuacji gospodarczej w Polsce, a także repatriacji (zob. dalej). Na zakończenie polonijny duet muzyczny (w tym dyrektorka muzyczna zespołu wokalnego „Głosy Astany”) zaśpiewali kilka piosenek w języku polskim i kazachskim.

Kolejne spotkanie ze środowiskiem polonijnym odbyło się w Pietropawłowsku, gdzie mieszka około 800-900 Polaków. Działające tam stowarzyszenie – Centrum Kultury Polskiej „Kopernik” – skupia ludzi, którzy mają różne cele. Jedni chcą nauczyć się języka polskiego, aby wyjechać do Polski (studia, praca), a inni nie chcą wyjeżdżać, ale chcą jak najwięcej dowiedzieć się o Polsce, polskiej kulturze, swojej przeszłości itp. W czasach ZSRR nie wolno było o tym mówić, więc stracili kontakt z polskością i językiem polskim. Niektórzy dopiero w latach 90 XX wieku dowiedzieli się, że są potomkami polskich przesiedleńców. Teraz chcą nadrobić stracony czas – poszukują informacji o przodkach i o Polsce, organizują występy artystyczne
i kulturalne (sami szyją stroje, przygotowują pieśni i tańce). Takie właśnie występy (przygotowane m.in. przez polonijny zespół „Pokolenie”) można było obejrzeć podczas spotkania – pieśni i tańce, tradycyjne i współczesne, nie tylko polskie, ale też kazachskie, uzbeckie, ukraińskie, rosyjskie, tureckie i tatarskie.

 Występy artystyczne w Pietropawłowsku

W Kokszetau uczestnicy pielgrzymki byli na Festiwalu Pieśni Polskiej „Polonia Śpiewająca”, organizowanym corocznie od 2011 r. Tegoroczne hasło festiwalu brzmiało: „Nasza siła – w jedności”. Organizatorem festiwalu jest Stowarzyszenie Polaków Obwodu Akmolińskiego (SPOA), a sponsorami Stowarzyszenie „Wspólnota Polska”, Ambasada RP w Astanie i władze Obwodu Akmolińskiego. Na festiwalu wystąpili polonijni artyści z wielu kazachstańskich miast (Ałmaty, Astana, Kokszetau, Kustanaj, Pawłodar, Tajynsza, Temirtau, Ust-Kamienogorsk) i wsi regionu północno-kazachstańskiego (Kellerowka, Wiśniówka, Zielony Gaj). W repertuarze solistów i zespołów (dzieci, młodzieży i dorosłych) znalazły się zarówno tradycyjne polskie pieśni ludowe (np. „Lipka”), jak i piosenki współczesnych artystów (np. Edyty Górniak i Piotra Rubika). Były także występy kazachskich artystów, np. pokaz gry na tradycyjnym kazachskim instrumencie (dombra).

Warto dodać, że SPOA to jedna z najstarszych i największych organizacji polonijnych w Kazachstanie. Oprócz Polaków (w Kokszetau jest ich około 2200) skupia też Kazachów zainteresowanych polską kulturą i tradycją – wspólnie obchodzą polskie i kazachskie święta, organizują dni kultury polskiej, dni polskiego kina, konkursy, konferencje, warsztaty, wystawy itp. Powstał zespół folklorystyczny „Polanie”, zespół dziecięcy „Strumyczki” i inne. Przy SPOA działa szkoła języka polskiego w Kokszetau. Stowarzyszenie wspiera wyjazdy wakacyjne dzieci do Polski, gdzie wypoczywają i uczą się języka polskiego (Warszawa, Kraków). Udziela też pomocy przy wypełnieniu dokumentów, dokonuje tłumaczeń, prowadzi działalność charytatywną itp.

 Doroczny festiwal piosenki polskiej w Kokszetau

Ciekawe były też wizyty w kazachstańskich wsiach, które kilkadziesiąt lat temu założyli polscy przesiedleńcy. Skupisko tych wiosek w północnym Kazachstanie, niedaleko wspominanej stacji kolejowej w Tajynszy, nazywane jest „Małą Polską”. Jedną z takich wsi jest Oziornoje. Niełatwo było tam dotrzeć drogami bez asfaltu, bardzo grząskimi w okresie wiosennych roztopów – kilka razy trzeba było zawracać i szukać innej drogi. Wieś założyli w 1936 r. polscy przesiedleńcy z Ukrainy. We wsi mieszkali też niemieccy przesiedleńcy, ale wszyscy Niemcy opuścili już wieś (po rozpadzie ZSRR wielu wróciło do Niemiec w ramach akcji repatriacyjnej niemieckiego rządu, która objęła około 800 tys. osób). Co do Polaków, to wielu opuściło wieś z armią Andersa lub na mocy amnestii (1941-1946). Obecnie we wsi mieszka kilkaset osób, z czego 2/3 to Polacy – głównie starsi, bo młodzi opuszczają wieś z uwagi na brak perspektyw. Na pobliskim wzgórzu zwanym Sopką Wołyńską znajduje się kilkunastometrowy krzyż – pomnik ofiar stalinowskich represji w Kazachstanie (w Kazachstanie obchodzony jest też Dzień Pamięci o Ofiarach Represji Politycznych – 31 maja).

Z Oziornoje związana jest ciekawa historia o jeziorze, które powstało niespodziewanie w zagłębieniu terenu podczas nagłych i intensywnych wiosennych roztopów, a następnie pojawiło się w nim mnóstwo ryb, co uratowało mieszkańców wioski cierpiących głód w czasie wojny. Miało to miejsce 25 marca 1941 r., czyli w (nieuznawane w ZSRR) święto Zwiastowania Pańskiego, co dla mieszkańców wsi miało symboliczne znaczenie. Jezioro wyschło w 1955 r., ale później znowu wypełniło się wodą i istnieje do dziś. Nad jego brzegiem jest figura Matki Bożej z Rybami, którą poświęcił papież Jan Paweł II. Nad jeziorem jest też nowy klasztor sióstr karmelitanek. Ale oczywiście najważniejszym miejscem w Oziornoje jest zbudowany ćwierć wieku temu kościół – Narodowe Sanktuarium Matki Bożej Królowej Pokoju (zob. dalej).

Równie ciekawa była wizyta w Jasnej Polanie, znajdującej się niedaleko Oziornoje i Tajynszy. Podobnie jak w przypadku Oziornoje, wioskę w Jasnej Polanie założyli w 1936 r. polscy przesiedleńcy z Ukrainy, a we wsi mieszkali też niemieccy przesiedleńcy. Obecnie Jasna Polana liczy około 1500 mieszkańców, z których około 80% to ludność polska. Natomiast większość ludności niemieckiej (około 2000) wróciła do Niemiec w ramach wspomnianej akcji repatriacyjnej niemieckiego rządu po rozpadzie ZSRR.

Życie Polaków w Jasnej Polanie koncentruje się wokół istniejącego od ćwierć wieku kościoła Matki Bożej Nieustającej Pomocy, gdzie odprawiane są msze w języku polskim. W wiosce jest też Dom Polski, w którym znajduje się biblioteka, organizowane są spotkania i uroczystości z okazji polskich świąt państwowych i religijnych, prowadzona jest nauka języka polskiego itp (Domy Polskie są także w innych wsiach, np. Czkałowo i Pierwomajka). W szkole w Jasnej Polanie polski nauczyciel uczy języka polskiego (polscy nauczyciele uczą również w Tajynszy, Zielonym Gaju, Czkałowie, Pierwomajce, Kamyszence, Łozowoje, Domsie, Pietrowce, Andriejewce). W szkole w Jasnej Polanie od kilku lat jest wystawa z okazji 20-lecia współpracy Kazachstanu i Polski (w 2017 r. minęło zaś 25 lat od nawiązania stosunków dyplomatycznych między oboma krajami).

Inne ciekawe miejsce w Jasnej Polanie to niewielki (dwuizbowy) dom, gdzie mieści się skansen, w którym zgromadzono autentyczne przedmioty znajdujące się swego czasu w domach polskich i niemieckich przesiedleńców, np. meble z tamtych czasów, sprzęty gospodarstwa domowego, instrumenty muzyczne, obrazy, zdjęcia itp. Skansen jest prowadzony przez kobietę z rodziny niemieckich przesiedleńców, której dziadek został rozstrzelany przez Sowietów. Wyjeżdżając z Jasnej Polany uczestnicy pielgrzymki odwiedzili także cmentarz w pobliskiej Wiśniówce (z 1936 r.), na którym spoczywa wiele polskich rodzin.

 Skansen w Jasnej Polanie

Spotkania z kazachstańską Polonią obejmowały też wizyty w „polskich” kościołach i spotkania z pracującymi tam polskimi księżmi, a czasami również z siostrami zakonnymi. Najbardziej imponująca jest ogromna neogotycka Katedra Matki Bożej Fatimskiej Matki Wszystkich Narodów w Karagandzie, czyli w mieście, w którym żył i zmarł ksiądz Bukowiński – Apostoł Kazachstanu (jego pogrzeb w 1974 r. zgromadził tysiące ludzi). W tej niedawno zbudowanej katedrze (2012), odbyła się uroczystość beatyfikacji księdza Bukowińskiego (11 września 2016 r.). Katedra składa się z dwóch części – naziemnej i podziemnej; ta ostatnia, w której również odprawiane są msze, poświęcona jest księdzu Bukowińskiemu (pod ołtarzem z wizerunkiem księdza znajduje się sarkofag z jego szczątkami, które złożono tam w przeddzień beatyfikacji).

 Katedra w Karagandzie

 Inne miejsca, w których była okazja porozmawiać z polskimi księżmi i zakonnicami, to kościoły w Astanie i w Jasnej Polanie (parafie Matki Bożej Nieustającej Pomocy), w Kokszetau (parafia św. Antoniego) i w Pietropawłowsku, gdzie są dwa kościoły. Pierwszy to niewielki kościół Najświętszego Serca Pana Jezusa – najstarszy katolicki kościół w Kazachstanie, który niedawno obchodził jubileusz 100-lecia. Budowę kościoła rozpoczęto w 1910 r., ale po rewolucji 1917 r. został zabrany przez bolszewików i używany jako magazyn, a odzyskano go dopiero po upadku ZSRR. Kościół zbudowali polscy i niemieccy zesłańcy (w czasach carskich byli tu zsyłani m.in. konfederaci barscy i powstańcy styczniowi). Przy kościele jest mała sala z pamiątkami po zesłańcach i przesiedleńcach (są tam m.in. modlitewniki, które w czasach sowieckich były zakazane, więc ukrywano je w okładkach dzieł Lenina). Druga, znacznie większa świątynia w Pietropawłowsku to Sanktuarium Bożego Miłosierdzia, zbudowane blisko ćwierć wieku temu, już po rozpadzie ZSRR.

Z kolei w Narodowym Sanktuarium Matki Bożej Królowej Pokoju w Oziornoje, które jest porównywane do sanktuariów w Fatimie, Lourdes, Gwadelupie i Częstochowie, uczestnicy pielgrzymki mieli okazję zobaczyć piękny ołtarz zwany „Gwiazdą Kazachstanu”. Ołtarz ten, wykonany przez polskiego artystę M. Drapikowskiego, znajduje się od trzech lat w kościelnej kaplicy. Jest to nowoczesny pentaptyk, wykonany ze srebra, bursztynu, rubinów itp, którego centralną postacią jest Maryja w płaszczu z sieci, w której są ryby. Ołtarz ten był m.in. w Gnieźnie, na Jasnej Górze i w Watykanie. „Gwiazda Kazachstanu” jest częścią tzw. Dzieła Dwunastu Gwiazd, zakładającego powstanie podobnych ołtarzy w 12 miejscach na wszystkich kontynentach (na razie są trzy: w Jerozolimie, Oziornoje i Yamoussoukro na Wybrzeżu Kości Słoniowej).

Sanktuarium w Oziornoje

Repatriacja i nie tylko

Podczas spotkań z Polonią w Astanie i Pietropawłowsku poruszany był temat repatriacji. Osoby posiadające doświadczenie w tej sprawie, prezentowały mieszane odczucia – od zainteresowania po rozczarowanie. Z jednej strony, potwierdzano, że jest wielu Polaków żyjących w Kazachstanie, którzy chcieliby powrócić do Polski w ramach repatriacji. Z drugiej strony, wskazywano, że jest to proces skomplikowany i związany z różnymi trudnościami. Kilka osób mówiło, że na początku jest zainteresowanie ze strony polskich władz, a także pewne wsparcie finansowe, natomiast po upływie około roku osoby te czują się zapomniane (a właśnie mniej więcej wtedy kończą im się różne ulgi, z których korzystali na początku, w związku z czym musza ponosić wyższe koszty, a wsparcie finansowe kończy się lub pozostaje na tym samym poziomie co na początku). Inny problem to brak odpowiednich informacji przekazywanych z Polski do Kazachstanu, np. jak przygotować się do wyjazdu, jakie dokumenty zabrać itp (w efekcie zdarzało się, że osoby, które przyjechały do Polski musiały ponownie jechać do Kazachstanu, aby przywieźć wymagane dokumenty). Jako problem wskazywano też fakt, że nie wiadomo do kogo zwracać się z prośbą o informacje, pomoc itp. Poważny problem to także brak znajomości języka polskiego, która jest jednym z warunków otrzymania Karty Polaka.

Powyższe problemy wskazane przez kazachstańską Polonię potwierdzają, że proces repatriacji nie przebiega właściwie. Ustawa o repatriacji z 2000 r. nie sprawdziła się, co potwierdzają liczby: od 2007 r., z małymi wyjątkami, liczba repatriantów systematycznie spadała (np. w 2007 r. były to 243 osoby, a w 2012 r. tylko 123), a czas oczekiwania na osiedlenie w Polsce w ramach repatriacji wynosił nawet 10 lat lub więcej. Część kazachstańskiej Polonii, nie mogąc osiedlić się w Polsce, wyjeżdża na stałe do innych krajów (Niemcy, Rosja, Białoruś). Podczas spotkania z repatriantami w 2016 r. (w 80 rocznicę pierwszej masowej deportacji Polaków do Kazachstanu), premier Szydło zapewniła, że rząd będzie dążył do poprawy tej sytuacji. Rządowy projekt nowelizacji ustawy o repatriacji był szeroko konsultowany ze środowiskami repatrianckimi w kraju i za granicą, głównie w Kazachstanie. Sejm uchwalił nowelizację ustawy w dniu 7 kwietnia 2017 r. (weszła w życie 1 maja 2017 r.). Rząd szacuje, że około 10 tys. osób z Kazachstanu i innych byłych republik ZSRR może być zainteresowanych repatriacją, a w latach 2018-2026 Polska powinna przyjmować 1000-1200 repatriantów rocznie (w ciągu 10 lat na ten cel planuje się przeznaczyć w budżecie państwa ponad 470 mln zł).

Celem nowelizacji jest „odblokowanie repatriacji”, czyli uproszczenie powrotu i osiedlania się w Polsce osób polskiego pochodzenia, które zostały zesłane lub deportowane przez władze ZSRR (m.in. do Kazachstanu), a także potomków tych osób. Rozszerzono krąg osób uprawnionych do otrzymania wizy krajowej w celu repatriacji zaliczając do nich także małżonka repatrianta i zstępnych do 4 stopnia oraz małżonka zstępnego. Decyzja o repatriacji ma być wydawana w ciągu 3-5 lat. Mają być stworzone ośrodki adaptacyjne dla repatriantów na okres od 3 do 6 miesięcy, zapewniające kursy języka polskiego, szkolenia zawodowe, zajęcia adaptacyjno-integracyjne itp. W szczególnych przypadkach (np. podeszły wiek, zły stan zdrowia, nieznajomość języka polskiego) można będzie przydzielić repatriantowi tzw. osobę wspierającą na okres do 2 lat. Nowelizacja przewiduje pomoc finansową dla repatriantów, np. na pokrycie kosztów przejazdu i przewozu mienia do Polski, na zagospodarowanie i bieżące utrzymanie (w wysokości 2-krotnego przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia), na pokrycie kosztów podjęcia w Polsce nauki przez dzieci (w wysokości przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia na każde dziecko), dopłatę do zakupu mieszkania lub czynszu (do 25 000 zł na repatrianta), zwrot kosztów remontu (do 6000 zł na repatrianta), zwolnienie z podatku od spadków i darowizn itp. Repatrianci mają również prawo do opieki zdrowotnej przez okres 3 miesięcy od dnia przekroczenia granicy Polski. Ma zostać powołany Pełnomocnik Rządu ds. Repatriacji i Rada ds. Repatriacji.

Mimo iż powyższe przepisy zostały uchwalone w Polsce zaledwie dwa tygodnie przed wspomnianymi spotkaniami w Astanie i Pietropawłowsku, część tamtejszej Polonii już o nich wiedziała i publicznie wyraziła podziękowanie polskim władzom za to nowe podejście do kwestii repatriacji. Tym, którzy nie wiedzieli, a byli zainteresowani tematem, przekazane zostały kluczowe informacje podczas indywidualnych rozmów.

Cześć Polonii chce wrócić do Polski, ale nie w ramach repatriacji. Niektóre rodziny najpierw wysyłają dzieci, aby zdobyły wykształcenie w Polsce (licea, uniwersytety) i miały szansę na dobrą pracę. Młodzież uczy się zwykle w dużych miastach (Wrocław, Kraków, Warszawa). Czasami rodzice kupują im tam mieszkania, ale sami planują przyjazd do Polski dopiero za kilka lat. Tymczasem uczą się języka polskiego i jeżdżą do Polski kilka razy w roku, aby odwiedzić dzieci. Z ich rozmów z dziećmi, które uczą się w Polsce wynika, że traktują one Polskę jako swoją ojczyznę, chcą tu mieszkać i pracować, natomiast wracać do Kazachstanu nie chcą. Inni studiują w Kazachstanie, ale wyuczony zawód (np. pielęgniarki) chcieliby wykonywać w Polsce.

Jeśli chodzi o naukę w Polsce, to warto dodać, że polski rząd jest w stanie sfinansować z budżetu państwa około 70 stypendiów rocznie dla młodzieży polonijnej z Kazachstanu. Bezpłatne zajęcia z języka polskiego, historii i kultury polskiej z kandydatami na stypendystów prowadzą polscy nauczyciele delegowani przez rząd do pracy w Kazachstanie. W ostatnich latach zainteresowanie podjęciem kształcenia nie jest jednak duże (25-30 osób rocznie), a ponadto część kandydatów nie zdaje egzaminów.

Podczas spotkań w Astanie i Pietropawłowsku przedstawiciele kazachstańskiej Polonii zwracali uwagę, że o ile repatriacja jest ważna dla wielu osób w Kazachstanie (kilku/kilkunastu tysięcy), to jednak Polaków jest tam znacznie więcej (kilkadziesiąt tysięcy) i wielu z nich nie jest zainteresowanych repatriacją, ale chcieliby utrzymywać kontakt z Polską mieszkając na stałe w Kazachstanie. Na przykład, ludzie ci byliby bardzo zainteresowani otrzymywaniem informacji o organizowanych w Polsce kursach językowych dla Polonii, wyjazdach wakacyjnych i obozach harcerskich dla dzieci i młodzieży, imprezach sportowych itp. Jednocześnie twierdzili oni, że informacje takie rzadko docierają do Kazachstanu lub nie docierają wcale, w związku z czym o wielu sprawach dowiadują się przez przypadek, muszą sami poszukiwać informacji albo otrzymują je od osób z innych krajów, np. Rosji, Ukrainy czy Białorusi, gdzie takie informacje docierają w większym stopniu. Inny problem to ceny kursów językowych dla Polonii (niektóre są dla nich zbyt drogie).

Jak się okazało podczas spotkania w Astanie, członkowie tamtejszego stowarzyszenia polonijnego biorą udział w zawodach sportowych w Polsce i odnoszą sukcesy, tj. zdobywają złote i srebrne medale na Letnich i Zimowych Światowych Igrzyskach Polonijnych (Katowice 2015, Ustrzyki Dolne 2016). Była też uczestniczka Międzynarodowego Festiwalu Morsów (Kołobrzeg 2015). Chcą oni te sportowe aktywności kontynuować. Z kolei nauczyciel historii z Pietropawłowska mówił o braku dobrych podręczników dotyczących historii Polski (np. Powstania Styczniowego, Józefa Piłsudskiego, okresu PRL itd), a także braku rzetelnych informacji w internecie na te tematy w języku rosyjskim. Jeśli chodzi o podręczniki lub inne materiały (najlepiej po rosyjsku, ewentualnie też po polsku), to pytał czy mógłby w tej sprawie liczyć na jakieś wsparcie z Polski.

Współczesny Kazachstan kraj kontrastów

Kazachstan to jedno z największych państw świata – zajmuje 9 miejsce pod względem powierzchni i jest blisko 9-krotnie większy od Polski. Zamieszkuje go około 18 mln ludzi – głównie Kazachowie (63%) i Rosjanie (24%). Liczba Polaków w Kazachstanie to około 32 tys. (dane z 2015 r.). Główne miasta to Ałmaty (dawna stolica, wciąż główne centrum kulturalne, naukowe i biznesowe kraju), Astana (obecna stolica i centrum polityczne) oraz Karaganda (centrum przemysłowe). Pod względem ludności miasta te zajmują odpowiednio 1, 2 i 4 miejsce (Ałmaty liczy około 1,5 mln mieszkańców, Astana – ponad 850 tys., a Karaganda – pół miliona).

Od ponad ćwierć wieku Kazachstan jest niepodległym państwem (ogłosił niepodległość w grudniu 1991 r. jako ostatnia z republik ZSRR) i próbuje zerwać ze swoją sowiecką przeszłością. Świadczy o tym np. były poligon nuklearny ZSRR w Semipałatyńsku (obecnie Semej). Przeprowadzono tam około 500 wybuchów jądrowych, ale o wielu nie informowano miejscowej ludności. Istniejący od 1949 r. poligon zamknięto w 1991 r., a w 2006 r. zawarto Traktat z Semipałatyńska tworzący strefę bezatomową w Azji Środkowej (Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan, Turkmenistan, Uzbekistan). Jednak wpływ blisko 70 lat funkcjonowania Kazachstanu jako części ZSRR wciąż jest widoczny, np. w architekturze czy symbolice (w Karagandzie wciąż jest pomnik Lenina, ulica Lenina i kinoteatr Lenina). Powszechnie używany jest język rosyjski, który obok języka kazachskiego jest językiem urzędowym. System polityczny – formalnie demokratyczny, ale faktycznie autorytarny – też przypomina minione czasy, np. konstytucja ogranicza władzę prezydenta do dwóch 5-letnich kadencji, ale pierwszemu prezydentowi (jest nim Nursułtan Nazarbajew, rządzący od 1991 r., a więc 26 lat) umożliwia ubieganie się o reelekcję dowolną liczbę razy (jest on prezydentem już piątą kadencję). Pomniki stawiane za życia prezydentowi Nazarbajewowi (wywodzącemu się z partii komunistycznej) czy muzeum w Astanie poświęcone jego osobie przypominają znany z ZSRR kult jednostki, choć w mniejszej skali. Inne związki Kazachstanu z byłym ZSRR i Rosją jako prawnym sukcesorem ZSRR to np. kosmodrom Bajkonur (choć Rosja buduje nowy na Dalekim Wschodzie, aby się uniezależnić) czy powstała w 2014 r. Euroazjatycka Unia Gospodarcza (należy do niej 5 państw, w tym Rosja i Kazachstan). Rosja zalicza się także do głównych partnerów gospodarczych Kazachstanu (import, eksport, inwestycje), choć ważne są też Chiny, UE i USA.

Podróżując po Kazachstanie zauważa się ogromny kontrast pomiędzy bogatą i nowoczesną stolicą kraju a znacznie biedniejszą prowincją. W kazachstańskich wsiach wciąż spotyka się liczne drewniane domy, często bardzo stare i pokryte eternitem zawierającym szkodliwy dla zdrowia azbest. Zagrody są różnej wielkości – na wsiach większe, a w pobliżu miast zwykle małe i ciasne. Drogi we wsiach i pomiędzy nimi na ogół nie mają asfaltu. Jest jednak elektryczność, a anteny satelitarne we wsiach nie należą do rzadkości.

Kazachstańska wieś

Całkowitym przeciwieństwem jest stolica kraju – Astana. To jedna z najmłodszych stolic świata, bo funkcję tę pełni dopiero od 20 lat (w 1997 r. przeniesiono stolicę z Ałmaty, miasta na południu kraju przy granicy z Kirgistanem, do leżącej w centrum kraju Akmoły, przemianowanej rok później na Astanę, co w języku kazachskim oznacza „stolicę” (miasto to miało wcześniej różne nazwy – do 1961 r. Akmolińsk, do 1992 r. Celinograd, do 1998 r. Akmoła). Nowa część miasta, budowana już w niepodległym Kazachstanie, ma bar-dzo nowoczesną architekturę, projektowaną przez architektów z Japonii, Włoch i Wielkiej Brytanii. Dotyczy to apartamentowców w osiedlach mieszkaniowych, jak i budynków publicznych, np. parlamentu. Niektóre z nich są niekonwencjonalne, modernistyczne lub wręcz futurystyczne, np. Pałac Sztuki Szabyt, Piramida Pokoju i Pojednania, Filharmonia Narodowa, Chan Szatyr (centrum handlowo-rozrywkowe w formie gigan-tycznego namiotu) czy Pawilon Nur Alem (kompleks wystawowy EXPO 2017). Bardzo nowoczesny jest też kilkukilometrowy reprezentacyjny bulwar Nurzhol pomiędzy pałacem prezydenckim Ak Orda a Chan Szatyr, wzdłuż którego znajdują się wieżowce i biurowce administracyjno-biznesowe, a w centralnym miejscu wznosi się symbol miasta – ponad 100-metrowa wieża Bäjterek ze złotą kulą na szczycie (nawiązująca do kazachskiej legendy o mitycznym drzewie życia i magicznym ptaku szczęścia). Nowoczesne architektonicznie są też terminale międzynarodowego lotniska, a także stadion piłkarski Astana Arena, na którym w ubiegłym roku grała reprezentacja Polski. Warto dodać, że wśród miast partnerskich Astany są Gdańsk i Warszawa.

 Astana – nowa stolica Kazachstanu

Władze Kazachstanu wspierają proces urbanizacji. Chcą, aby obecne proporcje mieszkańców miast i wsi (60% / 40%) ukształtowały się docelowo na poziomie 80% / 20%. Znacząca migracja ze wsi do miasta była widoczna po przeniesieniu stolicy do Akmoły/Astany (1997/1998). Od tamtego czasu liczba ludności nowej stolicy, liczącej wówczas 275 tys., dynamicznie rośnie: w ciągu pierwszych 10 lat wzrost sięgnął 250%, a w ciągu 20 lat (do dziś) – ponad 300%. Podróżując po Kazachstanie można spotkać całkowicie wyludnione wsie, gdzie pozostały tylko opustoszałe „domy-widma”. Proces wyludniania wsi wygląda na ogół tak: naj-pierw wyjeżdża lekarz, potem zamykana jest szkoła, władze przestają remontować lokalną drogę, a w końcu pojawia się informacja o odcięciu elektryczności, co powoduje wyjazd ze wsi ostatnich mieszkańców.

Kazachstan to kraj wielokulturowy – jest tam ponad 130 narodowości. Wynika to z faktu, że w XVIII, XIX i XX wieku, zwłaszcza w czasach stalinowskich, Kazachstan był miejscem masowych zsyłek i deportacji, co z czasem sprawiło, że Kazachowie stali się mniejszością we własnym kraju. Była to celowa polityka Stalina, który uważał, że taki wielokulturowy kraj, bez silnej tożsamości narodowej, łatwiej będzie podporządkować i nim rządzić. Obecnie władze Kazachstanu dążą do wzmocnienia jedności i tożsamości narodowej, co nie jest łatwe, bo choć wskutek emigracji i repatriacji Kazachowie stanowią już większość społeczeństwa (63%), to wciąż niski jest odsetek tzw. ludności tytularnej np. w porównaniu z krajami sąsiednimi (w Kirgistanie, Uzbekistanie, Tadżykistanie i Turkmenistanie wynosi on od 72% do 85%). W dniu 1 maja obchodzone jest Święto Jedności Narodu Kazachstanu. Generalnie, mimo swej wielokulturowości, Kazachstan jest krajem spokojnym i bezpiecznym, a utrzymaniu porządku publicznego sprzyja silna władza prezydencka. Jednak w czerwcu i lipcu 2016 r. islamscy terroryści dokonali zamachów w Aktobe i Ałmaty zabijając kilkanaście i raniąc kilkadziesiąt osób. Policja aresztuje też ludzi, którzy wyjeżdżali lub chcieli wyjechać do Iraku lub Syrii.

Kazachstan ma ciekawą politykę kształcenia elit i przeciwdziałania odpływowi najlepiej wykształconych obywateli z kraju. Najzdolniejszym uczniom państwo opłaca studia za granicą, ale pod warunkiem, że wrócą do kraju i przepracują tam co najmniej 5 lat. Jeśli nie, to muszą zwrócić koszty nauki. Generalnie, wracają oni jednak do Kazachstanu i zwykle zostają tam na stałe, bo mogą liczyć na dobrą pracę, dobre zarobki itd.

W Kazachstanie – który formalnie jest krajem świeckim – żyją wyznawcy wszystkich głównych religii świata: islamu, chrześcijaństwa, buddyzmu, judaizmu i hinduizmu. Dominuje islam (70% ludności), a kolejne jest chrześcijaństwo (25%, w tym prawosławni ponad 20%, katolicy około 2,5%, a protestanci 1%). Symbolicznie tę islamską dominację widać w Astanie, gdzie w 2012 r. otwarto największy w Kazachstanie meczet Hazrat Sultan, z którym pod względem rozmachu żadna świątynia w kraju nie może się równać (meczet ma 11 ha powierzchni i może pomieścić 10 tys. osób). W innych miastach jest to mniej widoczne, np. w Kokszetau są 3 meczety, 2 cerkwie i 1 kościół. Wielu Kazachów to osoby niepraktykujące, a deklarujące dane wyznanie ze względu na rodzinne tradycje. Źle widziane jest publiczne demonstrowanie swojej wiary (np. zbyt ostentacyjny strój islamski – hidżab, nikab itp), bo jest to sprzeczne z kazachską kulturą i tradycją. Aby ustrzec się przed religijnymi fanatykami i sektami, w Kazachstanie stosuje się czasowe pozwolenia na działalność religijną. Na przykład, polscy księża otrzymują w Warszawie wizy misyjne na 6 miesięcy, które można przedłużyć w Kazachstanie na kolejne 6 miesięcy, a potem znowu muszą jechać po półroczną wizę do Polski; konieczne jest też pozwolenie lokalnych kazachstańskich władz. Analogiczne przepisy dotyczą również innych religii.

Kazachstan jest otwarty na świat. Dotyczy to również Polski. Prezydent Nazarbajew był kilka razy w Polsce (1997, 2002, 2016), a w Kazachstanie spotkał się z prezydentami Kwaśniewskim (1999) i Kaczyńskim (2007) oraz premierami Pawlakiem (1994) i Millerem (2003). Kazachstan odwiedził też papież Jan Paweł II (2001). Kilka lat temu A. Kwaśniewski wszedł w skład rady doradców prezydenta Nazarbajewa. W Astanie, w muzeum poświęconym prezydentowi Nazarbajewowi, jest wiele odznaczeń, które otrzymał od przywódców politycznych i religijnych, np. Order Piusa IX od papieża Jana Pawła II (2001) i Order Orła Białego od prezydenta Kwaśniewskiego (2002), od którego otrzymał też wieczne pióro z bursztynu (także w zbiorach muzeum).

Kazachstan – zasobny w ropę, gaz, węgiel, chrom, uran, cynk, ołów itd – stara się myśleć o przyszłości. W 2012 r. przyjęto długo-falowy plan rozwoju i reform społeczno-gospodarczych „Kazachstan 2050. Nasza Siła” (zakładający m.in. uniezależnienie się od eksportu surowców). Astana to gospodarz światowej wystawy EXPO 2017 pod hasłem „Energia przyszłości” (czerwiec-wrzesień). Ponadto, w styczniu i maju 2017 r. w Astanie odbyły się rozmowy w sprawie zakończenia wojny w Syrii i przyszłości tego kraju (w 2017 i 2018 r. Kazachstan jest niestałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ).

 

Na zakończenie należy wspomnieć o trzech rzeczach na literę „k” – klimacie, krajobrazie i kuchni – które również potwierdzają, że Kazachstan to kraj kontrastów. Jeśli chodzi o klimat, to zimy są bardzo mroźne (do -40 lub -50 °C), a lata bardzo upalne (do +40 °C). Lato i zima są długie, a wiosna i jesień – bardzo krótkie. Uczestnicy pielgrzymki, którzy byli w Karagandzie w upalny kwietniowy dzień (+30 °C), dowiedzieli się, że zaledwie dwa tygodnie wcześniej był tam mróz (-15 °C) i kilka metrów śniegu. Astana to druga najzimniejsza stolica na świecie (po mongolskiej stolicy Ułan Bator), ale wiosną jest tam ciepło i słonecznie. Jeśli chodzi o krajobraz, to północną i środkową część Kazachstanu pokrywa bezkresny step, wykorzystywany do wypasu bydła, owiec, koni i kóz (można spotkać pasterzy na koniach, którzy wypasają ogromne stada). Bardziej urozmaicony krajobraz jest na południu kraju (jeziora, lasy, góry), ale i na północy jest jedno wyjątkowe miejsce pośród stepu, gdzie można spotkać wszystkie te elementy krajobrazu. To Burabaj (Borowoje) – turystyczny kurort i park narodowy zwany „kazachską Szwajcarią”, malowniczo położony nad jeziorami, otoczonymi górami i sosnowo-brzozowymi lasami. Stepowy krajobraz przejściowo zmienia się wiosną, gdy topnieje śnieg. Roztopy są na tyle intensywne i obfite, że ziemia nie jest w stanie natychmiast wchłonąć całej wody i rozległe obszary stepu do złudzenia przypominają krainę jezior. Ostatnia sprawa – kuchnia. Z jednaj strony, w Kazachstanie można spróbować narodowych potraw, jak np. mięso po kazachsku (rosół z mięsem, np. koniną, szerokimi kluskami i/lub warzywami), kurt (suszony ser) czy baursaki (małe pączki). Dla chętnych kumys, czyli mleko klaczy, które zawiera niewielką ilość alkoholu będącą wynikiem kilkudniowej fermentacji. Z drugiej strony, bardzo popularne są w Kazachstanie dania z innych krajów, np. specjały kuchni uzbeckiej (manty – pierożki z wołowiną i cebulą, płow – duszony ryż z baraniną i warzywami) czy kuchni tatarskiej (czeburieki – duże smażone pierogi z mięsem). Podsumowując, klimat, krajobraz i kuchnia to kolejne elementy potwierdzające, że Kazachstan to bardzo ciekawy i różnorodny kraj.

* * *

Niniejsze opracowanie powstało na podstawie informacji uzyskanych w Kazachstanie w trakcie pielgrzymki „Śladami zesłańców i polskiej historii” (20-29 kwietnia 2017 r.). Wykorzystano też informacje otrzymane z Ambasady RP w Astanie i organizacji polonijnych działających w Kazachstanie, a także informacje zamieszczone na ich stronach internetowych. Niektóre informacje pochodzą również z poniższych publikacji, które mogą stanowić lekturę uzupełniającą dla zainteresowanych:

Borucińska K., Zsyłka do Kazachstanu 1940-1946. Tamta rzeczywistość, Wydawnictwo Literat, Toruń 2015

Bukowiński W., Wspomnienia z Kazachstanu. Wybór wspomnień i informacji dla moich Przyjaciół, Editions Spotkania, Warszawa 2016

Chrostowski W., Kościół na stepie. Zapiski z Kazachstanu, Rosikon Press, Izabelin-Warszawa 2016

Ciesielski S., A. Kuczyński (red.), Polacy w Kazachstanie. Historia i współczesność, Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław 1996

Ciesielski S., Polacy w Kazachstanie 1940-1946: zesłańcy lat wojny, Oficyna Artystyczno-Wydawnicza „W Kolorach Tęczy”, Wrocław 1997

Głos Polski – Kwartalnik Polonii w Kazachstanie (www.glospolski.narod.ru)

Kamocki J., Polski Kazachstan, Niepodległość i Pamięć, tom 3, nr 2(6), Warszawa 1996

Kancelaria Senatu, Deportacje ludności polskiej do Kazachstanu w 1936 roku. Zarys historyczny,
Biuro Analiz i Dokumentacji, Opinie i Ekspertyzy, nr 247, luty 2016

Kochanski H., Orzeł niezłomny. Polska i Polacy podczas II wojny światowej, Rebis, Poznań 2013

Łęczycka M. J., Zsyłka. Lata 1940-1946 w Kazachstanie, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 1989

Szymkiewicz S., Polacy w Kazachstanie. Świadomość etniczna i stosunki z obcymi, Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Etnografia Polska, tom 9, zeszyt 1-2, Warszawa 1996

Opracowanie: Konrad Szeląg, Warszawa, maj 2017

 

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.