Kazik i legioniści Góry-Doliny

Fotografia: Ułani ze Zgrupowania Stołpecko-Nalibockiego AK, wiosna-lato 1944 roku. Kazik Kowalski ps. „Zamieć” zwrócony do obiektywu. Fot ze zbiorów rodzinnych Autora

– – – – – – – – – – – – –

Piosenka Jacka Kowalskiego „Za Niemen”

 

 Jacek Kowalski

komentarz do piosenki

[tekst zredagowany na podstawie: Jacek Kowalski, Meble Kowalskich. Ludzie i rzeczy, wydawnictwo „Dębogóra”, Poznań 2014]

Moi dziadkowie Anna i Feliks mieszkali przed wojną w Stołpcach. Było to ważne miasteczko nad Niemnem, po wschodniej stronie Puszczy Nalibockiej, ostatnia stacja kolejowa przed granicą sowiecką. Dziadkowie kupili tutaj drewniany, parterowy domek z obejściem przy ulicy Dominikańskiej (później Piłsudskiego). Mieli piątkę dzieci: Jadwigę, Kazika, Czesława (mojego tatę), Zygmunta, Eugeniusza (czyli Gienka). Dziadek od roku 1931 do 1 września roku 1939 pracował jako kreślarz w biurze geodezyjnym „mierniczego przysięgłego” Stanisława Jakubowskiego. Przez cały ten czas Anna zajmowała się domem i prowadziła warsztat krawiecki.

*  * *

Podczas okupacji niemieckiej Stryjek Kazik ukończył lat siedemnaście. Musiał znaleźć jakieś zatrudnienie. Znalazł je na kolei jako „pracownik fizyczny”. Zapewne wskutek podróży żelaznym szlakiem, a może też dzięki konspiracji, w której był już prawie dwa lata, udało mu się wyrobić kennkartę z podlubelskim, chełmskim adresem. Występował zatem jako obywatel Generalnego Gubernatorstwa i, korzystając z przywilejów kolejarza, przewoził bibułę. A życie w domu Kowalskich było wówczas trudne. Zimą dokuczał przejmujący mróz. Mój Ojciec wspominał wielokrotnie, jak to bez najmniejszego żalu użył swoich najdroższych znaczków pocztowych jako podpałki. Najstarsi z rodzeństwa, Jadwiga i Kazik, byli teraz ostoją rodziców i młodszych braci.

Tymczasem w Nalibokach grasowała sowiecka partyzantka. Słowo „grasowała” nie jest przypadkowe. Oddziały sowieckich partyzantów składały się ze zrzuconych specjalnie na zaplecze frontu dowódców oraz maruderów pozostałych po rozgromieniu Czerwonej Armii w 1941 roku. Obyczaje luźnych, liczących w sumie kilkanaście tysięcy ludzi, oddziałów nie odznaczały się wyższą kulturą. Najczęściej nie walczyli z Niemcami, tylko rabowali okoliczne wsie. Niemcy pozwolili wówczas Białorusinom zorganizować tak zwaną „samoachowę”, czyli oddziały samoobrony, które wyposażyli w broń. Skorzystała z tego polska konspiracja, przejmując część uzbrojenia. Wkrótce w Nalibokach powstało Zgrupowanie Stołpecko-Nalibockie AK, czyli polscy „legioniści”, bo tak ich dla odróżnienia od Sowietów nazywano. Do „legionów” wstępowali nie tylko Polacy – także bardzo wielu Białorusinów. 19 czerwca 1943 roku w swojej pierwszej spektakularnej akcji Zgrupowanie opanowało sąsiedni, powiatowy Iwieniec, zdobywając niemieckie koszary, w których zaopatrzyło się w broń. Dowództwo nawiązało już wtedy kontakt i zawarło sojusz z Sowietami. Ale podczas wspólnej akcji Sowieci zdradzili, „wystawiając” Polaków Niemcom. Potem 1 grudnia na uroczysku nad jeziorem Kromań polski oddział został przez Sowietów otoczony i rozbrojony. Oficerowie powędrowali w głąb Rosji na pokładach kukuruźników i słuch po nich zaginął. Szeregowców siłą wcielono do sowieckiej partyzantki – część z nich wkrótce zaginęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Dowódcą ocalałych z tego pogromu został „Cichociemny” Adolf Pilch (1914-2000), sławny pod pseudonimami „Góra” i „Dolina”. O dziwo, cudem udało mu się odtworzyć Zgrupowanie Stołpecko-Nalibockie AK, mimo że do początku lipca 1944 roku Sowieci nieustannie usiłowali zlikwidować legionistów, dopuszczając się przy tym gwałtów i morderstw na ludności cywilnej, zwłaszcza na rodzinach polskich żołnierzy. Doszło więc do tego, że Góra-Dolina zawarł „na gębę” kilkumiesięczny rozejm z Niemcami za cenę otrzymanej amunicji. Wzbudziło to później wiele nieporozumień i kontrowersji, Góra-Dolina został nawet oskarżony przed dowództwem AK o jawną kolaborację z wrogiem. Jednak w tamtym czasie, ścigany i osaczany przez Sowietów, w zasadzie nie miał wyjścia. Z walki z Niemcami bynajmniej nie zrezygnował. Sprawy te wielokrotnie już opisywano, więc je pominę.

Na wiosnę, kiedy zbliżył się front i miała się zacząć akcja „Burza”, Kazik poszedł do lasu. Otrzymał pseudonim „Zamieć”, wstąpił do drugiego plutonu drugiego szwadronu 27 Pułku Ułanów. Dowódcą jego dywizjonu był chorąży Nurkiewicz ps. „Nieczaj”, dowódcą szwadronu wachmistrz Niedźwiedzki ps. „Lawina”, dowódcą plutonu plutonowy Łapa ps. „Czarny”. Lada dzień cały oddział miał wyruszyć na Zachód, ku Wilnu, żeby uczestniczyć w akcji „Ostra Brama”. Prawie tysiąc ludzi – ułani konno, a na stu pięćdziesięciu furmankach piechota i rodziny żołnierzy. Wieść o wyruszeniu oddziału gdzieś w nieznane – bo przecież celu wyprawy poza dowódcą nikt nie znał – dotarła do rodzin. Gieniek i Czesiek poszli wtedy razem, na bosaka, do Naliboków, żeby się z Kazikiem pożegnać. Wzięli ze sobą wyszabrowany z niemieckiego transportu specjalny pakunek opatrunkowy, który zamierzali dać Kazikowi na drogę. Szli po moście na Niemnie – już zaminowanym. Kiedy wracali po pożegnaniu z bratem, niemieccy żołnierze specjalnie zaczekali i wysadzili most tuż po przejściu dwóch chłopców. Mój ojciec wielokrotnie, a zwłaszcza na starość, podczas ciężkiej choroby, wspominał obraz tego zaminowanego mostu i drogi do Kazika.

Zaraz potem, 1 lipca koło Horodziei szpica ułańska wpadła w zasadzkę. Wchodzących do wsi żołnierzy Sowieci obrzucili wiązkami granatów. Kazik został ciężko ranny w pierś i w nogi. Zostawiono by go też pod tą Horodzieją – bo transport rannych był wielkim problemem – gdyby nie jedna z sanitariuszek, która uparła się, żeby zabrać go na wóz szpitalny. Przeleżał na tym wozie siedemnaście dni. Część odłamków nosił potem w ciele aż do końca życia.

Okazało się, że droga na Wilno jest niemożliwa do przebycia. Oddział Góry-Doliny ruszył więc w jeden z najdłuższych i najbardziej niesamowitych bojowych szlaków tej wojny – ku Warszawie, odległej o kilkaset kilometrów. Dotarł do Puszczy Kampinoskiej i 25 lipca wszedł w skład VIII Rejonu AK „Grupa Kampinos” pod dowództwem Józefa Krzyczkowskiego ps. „Szymon”. Ta epopeja kampinoskiej partyzantki jest powszechnie znana. Ozdrowiały już Kazik wziął w niej czynny udział. Walczył we wszystkich akcjach bojowych drugiego plutonu: pod Bożęcinem, Pociechą, Ławami, Leoncinem, Sowią Wolą, Mariewem, Zaborówkiem i w licznych codziennych starciach patrolowych. W dniu 29 września „Grupa Kampinos” została otoczona i rozbita przez Niemców pod Budami Zosinymi i Jaktorowem koło Żyrardowa. Oddział wyszedł z okrążenia, ale ostatecznie rozpadł się podczas próby przejścia do Puszczy Mariańskiej. Kazik od października 1944 roku do stycznia 1945 roku ukrywał się w Skierniewicach, gdzie pracował w tartaku.

Po wojnie odnalazł rodzinę, ekspatriowaną ze Stołpców do Zamościa. Ale to już inna historia.

 

komentarze 3

  1. Coś niesamowitego Wspaniali ludzie , wtedy prawie chłopcy . Wzór do naśladowania . Mam nadzieję że teraz to pokolenie modli się do Boga w intencji naszej POLSKI . Bo bez JEGO pomocy nie damy rady

  2. Pojecia nie mamy, co tamte pokolenia musialy przechodzic i ile ich kosztowala wiernosc Ojczyznie.Chwala Bohaterom! Piekne swiadectwo wspanialej postawy solidarnosci narodowej tych, ktorzy poszli na pomoc Powstancom.Trzeba pisac i nie pozwalac falszowac historii.Jeszcze Polska nie zginela!

  3. Wonderful song and performed beautifully.
    Very touching to me since my father was in this army as leader of the 2nd cavalry squadron. (Josef Niedzwiecki, Szary, Lawina.)
    Thank you!

Pozostaw odpowiedź Kostek Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.