Kucharz pod wodą

Lech Galicki

Grzegorz Połchowski w roku 1938 poszedł na ochotnika do marynarki wojennej. Rok przed wybuchem II wojny światowej: 1 września 1939 roku. Służył we flotylli mającej bazę w jego rodzinnym mieście. Znaczy Pińsku ukochanym. Potem trafił na Syberię. Gdy w 1941 podpisano układ Sikorski-Majski, na pokładzie krążownika pierwszym transportem dotarł do Anglii. Chudziną strasznym był. Ważył tylko 32 kilogramy. Ale kiedy nabrał sił, natychmiast popłynął na Maltę, bo tam baza marynarki wojennej była. A przede wszystkim: “Sokół”, mała łódź podwodna z 36 załogantami, przekazana nam przez Brytyjczyków. Słynny “Orzeł” mieścił 120 osób. “Jastrząb” – podobnie. “Wilk”, “Sęp”, “Żbik” i “Ryś” zabierały na pokład po 60 marynarzy. Starszy marynarz Grzegorz Połchowski wspomina, zadumany, zamyślony, w innym świecie ze swoją pamięcią pod rękę wędrujący. Wracali tylko po to, by załadować torpedy, amunicję, żywność i z powrotem w morze. Gdy dowódca zobaczył przez peryskop nieprzyjacielską jednostkę, brał namiar i wydawał odpowiednie rozkazy. A torpedy odpalało się kolejno: pierwszy aparat, drugi aparat, trzeci, czwarty… Bo “Sokół” miał cztery aparaty torpedowe. Jednego razu wracali z morza i zauważyli, że niemiecka łódz podwodna, chce zatopić “Dzika”. Wystrzelili torpedę, trafili wroga i uratowali przyjaciół. Starszy marynarz Połchowski wcale, ale to wcale nie ukrywa, bo niby z jakiego powodu miałby to robić, iż na wszystkich okrętach, na których służył, był kucharzem. Mięso rozdzielał, mąkę kombinował, chleb piekł – wszystkich załogantów nakarmić musiał. I to dobrze. Bo wojna i sił trzeba każdemu morskiemu wojakowi. Szedł też do działa, gdy było trzeba. Jak każdy ładowniczy. Grzegorz Połchowski najbardziej kocha łodzie podwodne Tam mało ludzi i jeden drugiego zna na wylot. Tylko jest tak, że pod wodą nie można gotować. Ano “powietrze wtedy się psuje i ciśnienie niebezpiecznie rośnie”. Dlatego kolacja była śniadaniem, a obiad serwowano o dwunastej w nocy. Ale czy to takie ważne? Żeby opisać wszystkie dramatyczne chwile, które starszy marynarz przeżył w czasie bitew morskich, nie starczy morza, co tam – oceanu atramentu. Przecież nie od noszenia marynarskiej czapki wyłysiał, lecz z nadmiaru emocji i nerwów, co się strzępiły strasznie. W grudniu 1946 roku starszy marynarz Połchowski Grzegorz przypłynął transportowcem z Anglii do Polski. Do Szczecina. I zobaczył Rosjan bijących ludzi i kradnących co się dało. Pół roku przesiedział w lochach budynku Urzędu Bezpieczeństwa przy ulicy Małopolskiej. Tylko i aż za to, że powrócił do Polski. Wszystko, nawet ubranie mu zabrano. Nagiego zostawiono samemu sobie. Grzegorz Połchowski po latach mówił: Wolałbym być w moim domu. Ale żona moja umarła. A piękna i dobra była. I znowu jestem sam, tak jak kiedyś w Pińsku sercu mojem drogim. To co, że gotować umiem? Stale tęsknię. Gdybym teraz mógł wypłynąć łodzią podwodną w rejs? Boże drogi. Płynąłbym. Natychmiast. Najpierw Odrą na wynurzeniu. Potem w morze: daleko. Głęboko. Na tym chciałbym, aby wszystko się skończyło. Ale co to dziś innych obchodzi? Starszy marynarz Grzegorz Połchowski nie żyje. Odpłynął w rejs ostatni. Może do Pińska ukochanego i kolegów najlepszych, których na łodzi podwodnej poznał na wylot. Podczas rozmowy w Domu Kombatanta przy ulicy Kruczej 17 w Szczecinie był w stanie głębokiej jak morska otchłań depresji. Gdy skończyliśmy rozmowę, a właściwie, gdy jego monolog dobiegł końca – nastała przenikliwa cisza. Nie odpowiedział na słowo pożegnania. Był już daleko… Tak zostało.

Z Wikipedii: ORP Sokół (N.97) – polski okręt podwodny z czasów II wojny światowej. Należał do brytyjskiego typu U, został wydzierżawiony przez Polską Marynarkę Wojenną, polską banderę podniesiono na nim 19 stycznia 1941 roku. W trakcie służby we flocie polskiej odbył dwie kampanie na Morzu Śródziemnym. Operując z baz na Malcie, a następnie w Bejrucie, odniósł sukcesy w wojnie podwodnej przeciw żegludze państw Osi, zatapiając co najmniej 14 jednostek przeciwnika: 13 statków i 1 jednostkę wojenną. Dzięki sukcesom bojowym „Sokół” wraz z bliźniaczym „Dzikiem” zyskał sobie miano Terrible Twins („straszne bliźniaki”). Po zakończeniu działań wojennych „Sokół” został zwrócony Royal Navy, po czym zezłomowany w 1949 roku.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.