„…Miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33)

„…Miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33)

· robić dobro, które jest możliwe

· nie koncentrować się na narzekaniu i krytykowaniu

· zbiorowa panika objawem niepokoju spowodowanego odejściem od Boga

· urbanoidalni wykorzystają koronawirusa, by uderzać w Kościół i rządzących

· Ludzie! Zacznijcie czytać Ewangelie!

 
Ks. Dariusz Kowalczyk (Własnośc: DK)

O pandemii, czynieniu dobra i Eucharystii z księdzem profesorem Dariuszem Kowalczykiem SJ rozmawia Maciej Świrski.*

Jest Ksiądz Profesor w zgromadzeniu, które powstało w XVI wieku i przeżyło niejedną pandemię, epidemię czy używając staropolszczyzny -zarazę. Jaka była jezuicka metoda na zwalczenie tamtych morów i co dziś jezuici robią – oprócz modlitwy – by przetrwać koronawirus?

Zakon jezuitów ma w swoich szeregach wielu takich, którzy niosąc pomoc chorym podczas epidemii sami się zarazili i umarli. Na przykład Alojzy Gonzaga, który zmarł w 1591 roku, w wieku zaledwie 23 lat, opiekując się chorymi w okresie panowania dżumy w Rzymie. W czasach zarazy jezuici stawiali czoła zasadniczo dwóm wyzwaniom. Przede wszystkim nieśli bezpośrednią pomoc chorym i umierającym, ze szczególnym podkreśleniem tego, co służyło zbawieniu wiecznemu. Poza tym zajmowali się zabezpieczaniem zasobów materialnych i ludzkich, by po zakończeniu zarazy, można było podjąć na nowo edukacyjne i duszpasterskie prace. W tamtych czasach jezuici byli przede wszystkim zaangażowani na polu szkolnictwa. Prowadzili setki dużych kolegiów. Chodziło o to, by epidemie nie uszkodziły struktur szkolnych na tyle, by nie można ich było odbudować.

Trudno mi powiedzieć, co dziś szczególnego robią jezuici w Europie i na świecie w związku z zagrożeniem koronawirusem. Nie ma jakichś raportów na ten temat. Wspólnota jezuicka w Rzymie, której jestem członkiem, prowadzi Uniwersytet Gregoriański. A wszystkie szkoły we Włoszech są zamknięte do 3 kwietnia. Potem są dwa tygodnie przerwy wielkanocnej. Powrócilibyśmy do normalnych zajęć, jeśli wszystko dobrze pójdzie, 20 kwietnia. Ale już się słyszy, że i ten termin może być przesunięty. Nasza główna troska polega zatem na zapewnieniu ciągłości nauczania, by studenci mogli ukończyć ten semestr. Jest to możliwe dzięki e-learningowi. Nie brakuje też problemów od strony administracyjnej. Mogę powiedzieć, że współbracia odprawiają w tym czasie Msze w wewnętrznych kaplicach ze szczególną gorliwością. Pamiętamy bowiem, że wierni świeccy nie mają możliwości uczestniczenia w Eucharystii.

W Polsce decyzja o zamknięciu kościołów w Italii do kwietnia budzi zdziwienie, podobnie zresztą jak zakaz ceremonii pogrzebowych. To niespodziewane decyzje episkopatu włoskiego, spowodowane były prawdopodobnie nieustępliwym stanowiskiem rządu. Tymczasem nigdy w dziejach Półwyspu Apenińskiego nie było takiej sytuacji, żeby wierni nie mogli korzystać z Eucharystii. Jak tę decyzję odebrali Włosi, co sądzi o niej Ksiądz Profesor? Czy to nie tylko kapitulacja, ale może dowód braku wiary?

Kościoły nie są zamknięte, przynajmniej te parafialne. Można do nich wejść i się pomodlić. Zabronione są celebracje religijne z ludźmi, czyli przede wszystkim Msze. Nie była to decyzja Episkopatu Włoch, ale decyzja rządu. Z tego, co wiem, biskupi próbowali dyskutować, ale ze strony rządzących stanowisko było twarde. W związku z tym episkopat przyjął decyzję rządu do wiadomości i wydał stosowny komunikat. Czy biskupi powinni się bardziej opierać albo nawet zbuntować przeciwko rządowi? Rozumiem, że w tej tak trudnej sytuacji dla całych Włoch, niechcieli wzniecać konfliktu. Można mówić o kapitulacji, ale być może nie było innego, lepszego wyjścia.

Co do zarzutu braku wiary, to przestrzegałbym przed ferowaniem tego rodzaju osądów. Tym niemniej uważam, że całkowity zakaz Mszy z ludem, to zła decyzja. Przecież proboszczowie wiedzieliby, jak zorganizować Msze przy zachowaniu niezbędnej ostrożności. Mogliby na przykład powiedzieć, że nie wszyscy chętni będą mogli uczestniczyć w liturgii, ale będą zorganizowane Msze z 5, 10, czy 20 osobami, które by niejako reprezentowały całą wspólnotę. I takie Msze byłyby transmitowane dla innych przez Internet. Jeśli mogły funkcjonować bary, to dlaczego nie mogły być odprawiane Msze z kilkoma, kilkunastoma osobami świeckimi? Tyle że teraz także bary są zamknięte. Nie wykluczam, że twarde stanowisko liberalno-lewicowego rządu nie było podyktowane jedynie troską o ludzi, ale po części katofobiczną złośliwością. Większość Włochów nie pojawia się zbyt często w kościele, nawet kiedy nie mają żadnych przeszkód, tak więc zakaz odprawiania Mszy z ludem niezbyt ich dotknął. Tymczasem wśród wierzących i praktykujących katolików słychać głosy rozczarowania i krytyki takiej, a nie innej decyzji. Jeden z moich znajomych Włochów przypomniał starożytnych, rzymskich męczenników, którzy powtarzali: „Sine dominico non possumus” (Nie możemy żyć bez celebrowania niedzielnej Eucharystii). A jak przejdzie koronawirus, to co będziemy mówili? Czy od tej pory kościoły nie będą się kojarzyły przede wszystkim z miejscem, gdzie można się zarazić? Staramy się jednak nie koncentrować na narzekaniu i krytykowaniu, bo z tego nic dobrego nie będzie. W środę 11 marca w Rzymie wielu katolików podjęło post i modlitwę, by Bóg pozwolił przezwyciężyć koronawirusa. Można też wpłacać jałmużnę na wsparcie służb sanitarnych. A w sanktuarium Divino Amore (Bożej Miłości) została odprawiona Msza przez kard. Angelo De Donatis, Wikariusza Rzymu, która była transmitowana przez różne media.

We wstępie do książki-wywiadu Księdza „Czy Jezus mógł się przeziębić?” czytamy: „Nie ma wiary bez konkretu, bez tego, co rzeczywiste, wręcz bez dotykania. To poszukiwanie odpowiedzi na wiele intrygujących pytań, które pokazują, że chodzi o ciało, a nie o ideologię. O ciało Boga, które wywraca całe nasze rozumienie świata – jeśli tylko zechcemy je zauważyć. Jezus był Bogiem i człowiekiem – prawdziwym, zdrowym”. Eucharystia. Ciało Boże. Jak żyć bez Niego? I to w sytuacji zagrożenia życia?!

Właśnie koncelebrowałem Mszę w kaplicy wspólnoty zakonnej na Gregorianie w Rzymie. Było nas ponad 50 kapłanów jezuitów, jedna siostra zakonna i jeden brat jezuita. Mieliśmy świadomość, że wierni świeccy we Włoszech zostali możliwości uczestniczenia w Eucharystii i przyjmowania Ciała Chrystusa pozbawieni. W jakimś duchowym sensie, staraliśmy się reprezentować tych wszystkich, którzy pragną Eucharystii, ale nie mają możliwości, by w niej uczestniczyć. Co w tej sytuacji mogą robić ci pozbawieni Mszy i Komunii świętej? Oczywiście można na różne sposoby krytykować decyzję rządu włoskiego i podporządkowanie się jej przez biskupów. O tym już mówiliśmy. Moi świeccy przyjaciele Włosi, którzy przewyższają mnie w pobożności i chrześcijańskich cnotach, pokazują mi, że nie warto koncentrować się w obecnej sytuacji na narzekaniu i krytykowaniu. Być może na krytyczną refleksję przyjdzie czas po zakończeniu tej epidemii. Teraz trzeba robić to dobro, które jest możliwe. Znajomi skrzyknęli się, by razem przy pomocy jakiejś komórkowej aplikacji odmawiać rano jutrznię. Niektórzy mówią mi, że zaczęli czytać, co to jest Komunia duchowa. I nie o samą lekturę chodzi, ale o to, aby tego doświadczyć. Ktoś zauważył, że być może po raz pierwszy w życiu poczuł głód Eucharystii. A zatem, pozbawienie Mszy może pomóc niektórym wyjść z rutyny w jej przeżywaniu. Swoje krytyczne stanowisko wobec całkowitego, bez wyjątków, skasowania Mszy z ludem już wyraziłem. Niemniej gdy czytam w polskich mediach niektóre „super-pobożne” ostre potępienia włoskich biskupów, to myślę sobie, czy to na pewnowłaściwa reakcja. Czy sugerowanie, iż włoscy biskupi to pozbawieni wiary tchórze, to coś, co się Bogu podoba? W czasie epidemii – jak już zauważyłem – chodzi o to, by nieść pomoc zarażonym, walczyć z rozprzestrzenianiem się choroby, a ponadto zachować wszystko to, co pomoże nam powrócić do normalnego życia po niej. Czy podsycana złość, że oni skasowali nam Eucharystię, pomoże nam- po epidemii-w głębokim jej przeżywaniu?

Obraz współczesnego świata: LGBT, masowe aborcje, coraz słabsza rodzina, wojna w Syrii, kolejna fala emigrantów u wrót. Do tego, pandemia koronawirusa – współczesnej zarazy, która przeraża. Czy to nie są symptomy czasów ostatecznych?

Jeśli chodzi o czasy ostateczne, to zachęcam do lektury 24 rozdziału Ewangelii według świętego Mateusza. Uczniowie pytali samego Jezusa: „Powiedz nam, kiedy to nastąpi i jaki będzie znak twego przyjścia i końca świata?”(Mt 24,3). Jezus odpowiadając stwierdził: „Będziecie słyszeć o wojnach i o pogłoskach wojennych; uważajcie, nie trwóżcie się tym. To musi się stać, ale to jeszcze nie koniec!” (Mt 24,6); „Lecz o dniu owym i godzinie nikt nie wie, nawet aniołowie niebiescy, tylko sam Ojciec” (Mt 24,36); „Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie” (Mt 24,42). Mamy czuwać, czyli być – jak powiedział Jan Paweł II – ludźmi sumienia, czyli nawracać się, odwracać się od zła i zwracać ku dobru. W pewnym sensie czasy ostateczne są blisko, bo dla każdego z nas przyjdą one wraz z naszą śmiercią. Nie mamy w gruncie rzeczy dużo czasu – 30, 20, 10, 5 lat? Przypominają mi się tutaj słowa francuskiego biskup, Pascala Rolanda: „Bardziej niż epidemii koronawirusa, powinniśmy się bać epidemii strachu. […] Czy zbiorowa panika, którą dziś widzimy, nie ukazuje nam naszego zaburzonego stosunku do rzeczywistości śmierci? Czy nie jest objawem niepokoju spowodowanego odejściem od Boga? Chcemy ukryć, że jesteśmy śmiertelni […]. Dysponując coraz bardziej wyrafinowaną i skuteczną techniką, chcemy panować nad wszystkim i udawać, że jesteśmy panami życia”. Wszystko wskazuje na to, że ideologie zła rozplenią się na świecie jeszcze bardziej. Prawdopodobnie pełna realizacja 13 rozdziału księgi Apokalipsy wciąż przed nami. A co w nim znajdujemy? Pokazany jest tutaj mechanizm działania zła. Narzędziem działania szatana w świecie jest totalitarna władza doczesna (Bestia pierwsza), która nie tylko odrzuca Boga, ale bluźni Mu. Pierwszej Bestii służy Bestia druga, czyli Fałszywy Prorok, który „sprawia, że ziemia i jej mieszkańcy oddają pokłon pierwszej Bestii” (Ap 13,12). Dzieje się tak, że „nikt nie może kupić ni sprzedać, kto nie ma znamienia – imienia Bestii” (Ap 13,17). Popatrzmy! Anty-teistyczny komunizm chciał zapanować nad całym światem. Dziś mamy różne ideologie neomarksistowskie, które też chcą stworzyć nowego człowieka i nowy świat pod ich rządami. Oczywiście w opozycji do Boga i Jego dzieła stworzenia. I mogą okazać się bardziej skuteczne niż stary marksizm-leninizm. W tej sytuacji przypominajmy sobie słowa Chrystusa: „Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33); „Zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą” (Mt 16,18); „Jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28, 20).

A jednak wydaje się, że nawet wśród ludzi wierzących zaczął przeważać praktyczny materializm i – równocześnie – zupełne niezrozumienie czym jest odniesienie duchowe do przeżywanej rzeczywistości. Gdy zamieściłem Suplikację „Święty Boże…” w poście na Twitterze, to natychmiast zostałem oskarżony, że wierzę w magię, i chcę koronawirusa zwalczać gusłami. Ludzie jakby zatracili świadomość czym jest prośba do Boga. Jak to im wytłumaczyć? Co mają zrobić duszpasterze? Czy to już jest świat neopogański?

Tak, na Twitterze i Facebooku nie brakuje ludzi gotowych z jakichś powodów do drwienia z modlitwy, szczególnie jeśli jest to modlitwa o oddalenie nieszczęść. Tyle, że takich ludzi nigdy nie brakowało. Dawniej jednak nie było Internetu, stąd nie wiedzieliśmy, że tak wielu agresywnych chrystofobów i katofobów chodzi po świecie. A przecież już od Oświecenia, mamy cały zastęp postaci kpiących z wiary w Boga, który ma wpływ na losy jednostek i całego świata. Zresztą już psalmista zauważył: „Mówi głupi w swoim sercu: Nie ma Boga” (Ps 14,1). Ciekawe, że tego rodzaju ludzie zazwyczaj kpią głównie z katolików, ale już z modlących się muzułmanów żadną miarą. Wiedzą, że w liberalno-lewicowym świecie, któremu hołdują, śmiać się z katolika jest OK, a śmiać się z muzułmanina nie jest OK. To ludzie odznaczający się stadnym, zideologizowanym myśleniem. Słowem: płycizna i agresja. Jest też chyba prawdą, i to jest bardziej niepokojące, że pewien duch sekularyzacji wszedł do Kościoła. Dawniej wierzący przesadzali w przypisywaniu każdego nieszczęścia bezpośredniemu działaniu Pana Boga. Tak rodziła się religijność lękowa, strach przed groźnie patrzącym i karzącym Bogiem. Dziś jednak niektórzy popadli w drugą skrajność. Odrzucili biblijne kategorie „kary Bożej”, „gniewu Bożego”, surowego wezwania do nawrócenia, na rzecz takiego „bla, bla” dyskursu o miłosierdziu Boga, który nie wtrąca się w nasze sprawy i wszystko akceptuje. Tymczasem chrześcijaństwo, uczy nas przeżywania pewnego napięcia pomiędzy różnymi prawdami wiary: Bóg jest miłością, ale grzech naprawdę sprowadza śmierć, a nieszczęścia są m.in. wezwaniem do głębszej refleksji, do nawrócenia, czyli postawienia Boga w centrum. Rozplenił się taki fałszywy obraz Jezusa, który chodzi po świecie i wszystkich poklepuje po plecach mówiąc: Jesteś fajny. Bądź sobą. Kocham cię. Chciałoby się powiedzieć: Ludzie! Zacznijcie czytać ewangelie! Jezus został ukrzyżowany nie dlatego, że dialogował ze wszystkimi i do wszystkich się uśmiechał, ale dlatego, że do końca głosił prawdę, a swoim oponentom nie wahał się powiedzieć, że diabła mają za ojca. Czas koronawirusa daje sposobność do katechez na takie tematy, jak: cierpienie, śmierć, nawrócenie, życie wieczne… Nie trzeba mówić, że Bóg zesłał nam koronowirusa. Za to na pewno trzeba pokazywać, że ma sens modlitwa nie tylko za chorych, zmarłych, za służbę zdrowia, ale także modlitwa wprost o to, aby Bóg oddalił od nas zarazę. Ma także sens odczytywanie tego, co się dzieje, jako wezwania do nawrócenia.

Zacytował Ksiądz przed chwilą Św. Jana Pawła II o czuwaniu, o nawracaniu się, zwracaniu ku dobru. Głos Świętego naszego pokolenia, jest coraz bardziej pomijany i zapominany, także w Polsce. Reduta wielokrotnie występowała w obronie Jego dobrego imienia, znieważanego w mediach społecznościowych. Także mój proces przeciwko Facebookowi tego dotyczy. Jak to się stało, że ta erozja szacunku i czci w ogóle mogła nastąpić? Czy nie jest tak czasem, że ludzie, w ułomności swojej, potrzebują pomnikowych symboli i tylko symboli, a jak ich zabraknie to szybko zapominają i dopiero gdy przychodzi lęk, jak teraz, w związku z tą pandemią, to zwracają się do Boga? Czy teraz jest możliwy wzrost pobożności na Zachodzie i w Polsce?

Już za swego długiego pontyfikatu Jan Paweł II miał wielu wrogów. Marksizujący wyznawcy teologii wyzwolenia, postępowi duchowni o mentalności zakorzenionej w ideologii roku 1968, twórcy i rzemieślnicy „cywilizacji śmierci” – to niektórzy z owych wrogów. My z naszej polskiej perspektywy lat 80. tego nie widzieliśmy. Po upadku PRL-u stosunek wielu środowisk do Jana Pawła II był w Polsce podszyty obłudą. Na początku lat 90. ze środowiska Michnika dało się słyszeć pomruki, że Papież nie rozumie demokracji, nowoczesności itp. Potem ci krytycy przycichli, bo widocznie stwierdzili, że nie opłaca im się otwarcie krytykować wielkiego Rodaka, że lepiej będzie go unieszkodliwić robiąc z niego w mediach miłego, ogólnie szanowanego, starszego pana, który bawi wszystkich opowieściami o kremówkach. Potem było narodowe poruszenie w czasie umierania Papieża, ale nie miałem wątpliwości, że większość ówczesnych mediów pompuje temat sztucznie, bo inaczej nie wypadało, ale zupełnie im nie po drodze z tym, co głosił Jan Paweł II. W tamtym czasie jedynie Urban pozwalał sobie na otwarte drwiny z Ojca świętego. Po 2005 roku okazało się jednak, że urbanoidalnych typów jest więcej niż myśleliśmy. No, ale przecież był czas, że „Nie” Urbana rozchodziło się w ponad półmilionowym nakładzie. Tak więc nie mówiłbym, że wszyscy słuchali i oklaskiwali Jana Pawła II, a teraz zapomnieli… Większość tak naprawdę nigdy nie słuchała Papieża. Dowodem tego na polu społeczno-politycznym jest fakt, że Polacy wybrali dwukrotnie na prezydenta kogoś takiego, jak Aleksander Kwaśniewski. Dziś moglibyśmy powiedzieć, że w sumie to lepiej, niżby miał być dalej Wałęsa. Ale to też świadczy, w jakiej kondycji byli rodacy Papieża. Dla mnie symbolem obłudy w traktowaniu Jana Pawła II jest spektakl „Klątwa”. Na Placu Piłsudskiego w Warszawie stanął w 2009 roku krzyż upamiętniający obecność Jana Pawła II w stolicy i jego słynne słowa: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi! Tej ziemi!”. W odsłonięciu krzyża brała udział prezydent stolicy, Hanna Gronkiewicz-Waltz. I oto kilka lat potem, pod jej kierunkiem władze Warszawy, bronią spektaklu „Klątwa”, w którym na scenie odbywa się, przy akompaniamencie nagrania papieskiego kazania, seks oralny z figurą Jana Pawła II, a ktoś podciera się watykańską flagą.

Czy zagrożenie koronawirusem przyniesie jakieś opamiętanie i zwrot ku Ewangelii, w tym ku nauczaniu Jana Pawła II? Nie liczyłbym na opamiętanie się tych, którzy oklaskiwali „Klątwę” albo udawali, że nie wiedzą, o co chodzi. Raczej będą się starali wykorzystać koronawirusa, by uderzać w Kościół i w obecnie rządzących. Aczkolwiek pańskie pytanie o wzrost pobożności na Zachodzie i w Polsce jest głębsze i szersze, niż by się mogło wydawać. Jeśli ta „zaraza” potrwa jeszcze kilka miesięcy, to zmiany na różnych płaszczyznach, zmiany w ludziach, mogą okazać się dość głębokie. Trudno jednak wyrokować, w którą stronę to pójdzie.

Bóg zapłać za rozmowę i prosimy o modlitwę.

*Rozmowa przeprowadzona via Internet Warszawa-Rzym w dniach 10-13 marca AD 2020.

Dariusz Kowalczyk, ur. 1963 r., kapłan jezuita, w latach 2003-2009 przełożony warszawskiej prowincji jezuitów, prof. dr teologii dogmatycznej, od 2010 roku wykładowca teologii na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie, w latach 2013-2019 dziekan Wydziału Teologii tegoż Uniwersytetu. Stały publicysta tygodników: „Idziemy” i „Gość Niedzielny”. Ostatnio opublikował: Czy Jezus mógł się przeziębić. Rozmowy o człowieczeństwie Boga (2015), Między herezją a dogmatem (2015), Kościół i fałszywi prorocy (2016).

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.