Narodowy terapeuta

Maciej Świrski

[…]DZIEDZICTWO TRAUMY

Polacy żyjący obecnie w granicach III RP (żyjący uczestnicy dramatycznych wydarzeniach XX wieku i ich rodziny) mają za sobą traumatyczne przeżycia, które nie zostały przepracowane, których wspomnienia nie zostały poddane terapii.

Dotyczy to  nie tylko przeżyć ludzi obecnie żyjących, ale także wcześniejszych generacji, ponieważ trauma w jakiejś mierze jest po prostu dziedziczona. Tak wynika z badań prof. Racheli Yehuda z Mont Sioin Medical Research Institute. Badała ona poziom kortyzolu we krwi osób, które przeżyły Holocaust oraz u ich dzieci. Okazało się, że mają one znacząco niższy poziom tego hormonu, zwanego „hormonem stresu”. Ten niski poziom kortyzolu wskazuje na niską odporność na stres, a niski poziom jest skutkiem – według interpretacji badaczki –„zużycia” podczas traumatycznych wydarzeń. Dziedziczenie traumy i w konsekwencji PTSD nastąpiło w wyniku wpływu traumy na ekspresję genów potomstwa w okresie prenatalnym. Teoria ta jest w tej chwili dopiero potwierdzana, lecz tłumaczyłaby dobrze zjawiska, które my w Polsce znamy z autopsji. Wojna „siedzi w nas”, mimo że od wydarzeń, najstraszliwszych w dziejach narodu minęły już 2 pokolenia. Przeżycia  żydowskich„Holocaust surviors” to nie tylko zagrożenie życia, ukrywanie się przed niemieckimi ludobójcami, obawa przed wydaniem na śmierć przez kolaborantów, ale także patrzenie na śmierć bliskich, utrata rodziców, rodzeństwa, bliskich, przyjaciół, utrata miejsca na ziemi. A czym te przeżycia różnią się od przeżyć Polaków,  traktowanych jak „podludzie” w okupowanej Polsce, najpierw przez Niemców, nazywanych przez dzisiejsze media nazistami, a potem przez Rosjan, sowieckich komunistów. Przykład tego, że trauma i ogólnie PTSD jest dziedziczone także przez Polaków znajdziemy na przykład w książce Anny Janko „Mała Zagłada”. Opisuje ona  traumę doznaną przez jej matkę, która jako małe dziecko przeżyła pacyfikację wsi Sochy na Zamojszczyźnie, podczas niemieckiej Sonderaktion Zamość w 1942 roku. Ta trauma napiętnowała całe życie nie tylko tamtej małej dziewczynki, ale ślady tego Autorka odnajduje i we własnych losach, a nawet w zachowaniu  swojej córki. I to właśnie wciąż napotykane we własnym życiu niepokojące ślady tamtej niewypowiedzianej traumy zmuszają Autorkę do poszukiwań i opowiedzenia o dramacie, który przeżyła jej matka wraz z całą wsią Sochy.

To, że trauma wojenna, nie została przepracowana, wynika z późniejszego rozwoju wydarzeń.

Okropności wojenne dotknęły mniej lub bardziej właściwie każdą rodzinę zamieszkałą w Rzeczpospolitej,  jeśli nie bezpośrednio śmiercią i męczeństwem, to utratą majątku lub wygnaniem. W wielu miejscach Polski (zarówno tej w granicach pojałtańskich jak i na ziemiach utraconych) jeszcze długo po wojnie trwała walka Żołnierzy Wyklętych, a represje dotykały nie tylko tych, którzy im pomagali, ale także całych miejscowości (na przykład Wąwolnicę w centralnej Polsce). Równocześnie  rozpoczął się terror policyjny i ideologiczny, który z różnym natężeniem trwał przez cale lata 50 i potem falująco był obecny aż do roku 1989.

W normalnych warunkach objawy PTSD mają weterani – wojskowi, którzy byli w akcji na froncie, w powietrzu czy na morzu. W normalnych warunkach trauma wojenna powinna dotyczyć tylko wojskowych. Ale w przypadku Polaków dotyczyła wszystkich, bo była to wojna totalna wydana przez najeźdźców zwyczajnym obywatelom Rzeczypospolitej. Zakończenie wojny nie było równoznaczne z powrotem bezpieczeństwa osobistego. Trauma utrzymywała się, choć w mniejszym natężeniu. Pobudzona czujność była niezbędna, żeby w nowych warunkach stawić czoło niebezpieczeństwu (a właściwie – Bezpieczeństwu). Nawet osłabienie fizycznego terroru po 1956 roku nie spowodowało zmniejszenia natężenia traumy, dlatego że komuniści rozpoczęli akcję presji ideologicznej przed Millenium. W latach późniejszych, w cyklu 10-12 letnim, pojawiały się nowe „wydarzenia”, które na nowo podtrzymywały efekt traumatyczny. Stan Wojenny dał poznać pokoleniu dzisiejszych-50 -60 latków czym jest stan traumy, oczywiście nieporównywalnej do tego co przeżywali ich rodzice i dziadkowie. Okres lat 1988-95, czyli tzw. reform gospodarczych Balcerowicza na nowo rozbudził poczucie zagrożenia i niepewności jutra.

Przez cały ten czas niezabliźniona rana nieprzepracowanej traumy utrzymywała się, w mniejszym lub większym natężeniu, od czasu wojny. Jednocześnie  komunistyczna propaganda, zalewała ludzi wodospadami kłamstw, przyzwyczajając ich do kłamstwa jako naturalnego elementu rzeczywistości. Nakładający się na to ogólny upadek norm moralnych dał efekt w postaci przyswojenia dwójmyślenia, uznania tego stanu za naturalny. Brak pozytywnych wzorców ze strony elit, wymordowanych podczas okupacji niemieckiej i sowieckiej, utrwalił ten stan rzeczy. A więc – z jednej strony przewlekły lęk, wy nkający z traumy, z drugiej – pogłębiające się obniżenie poziomu etycznego społeczeństwa z powodu braku elit i działania propagandy komunistycznej.

SPOSOBY RADZENIA SOBIE Z TRAUMĄ

Znane z języka terapii psychologicznej słowo „przepracowanie” oznacza po prostu terapię.Terapią w traumie jest opowiedzenie komuś zaufanemu o tym co się stało. Trauma nieprzepracowana skutkuje pogłębieniem objawów takich jak nadwrażliwość, koszmary senne, nadreaktywność, agresja i autoagresja, próby samobójcze.

Pojawiają się także dodatkowe niekorzystne czynniki, takie jak niska samoocena i zanik zaufania do bliźnich, lub też obwinianie siebie za to, że samemu się żyje, a inni zginęli – zjawiska znane z historii choroby żołnierzy z PTSD.

Patrząc z tego punktu widzenia na polskie życie społeczne jasne się staje, dlaczego w Polsce mamy taki poziom agresji w życiu publicznym i tyle hejtu. A także – najniższy w krajach europejskich kapitał społeczny. Oznacza to, że niechętnie coś wspólnie robimy, bo nie ufamy sobie. Tę różnicę w nastrojach i i odnoszeniu się ludzi nawzajem do siebie w zwykłych, wydawałoby się neutralnych, sytuacjach widzi się wyraźnie po dłuższej nieobecności w Polsce.  Polacy są rozedrgani drżeniem, w które wprawiła ich trauma ich rodziców i dziadków w czasie drugiej wojny światowej i późniejsze wydarzenia pod  okupacją komunistyczną. Prawdziwe jest powiedzenie, że „kto tego nie przeżył, ten nie zrozumie”. Nie da się zrozumieć współczesnej Polski bez zrozumienia tego, co się wydarzyło i jak to Polacy przeżywają. Niewątpliwie straumatyzownie, które rzutowało na życie naszych rodziców i dziadków. rzutuje także w jakiejś mierze na nasze współczesne życie.

Jak juz napisałem terapia traumy to opowiedzenie o tym, co się stało, wypowiedzenie na głos tego, co się strasznego wydarzyło. Opowiada się najbliższym, spisuje wspomnienia, stara się odczytać jakiś sens w strasznych wydarzeniach. W warunkach Polski powojennej te sposoby radzenia sobie z traumą zawiodły. W rodzinie często brakowało tych najbliższych, którym można by opowiedzieć. Przeżycia były zbyt straszne, by dopuścić je do głosu wobec innych osób. Wreszcie – mówienie o przeżytych okropnościach było niebezpieczne, ze względu na panujący reżim. Można było mówić o strasznych warunkach w niemieckich obozach zagłady i okrucieństwie Niemców, ale nie o byciu ofiarą wywózki przeprowadzonej przez rosyjskich komunistów  w głąb Sowietów, koszmarnym transporcie w bydlęcych wagonach czy przeżyciach łagiernych. Ci, którzy spisywali swoje traumatyczne przeżycia często robili to tylko do szuflady, a jeśli starali się o ich głośne wypowiedzenie – publikację – musieli korygować je pod cenzurę. Pewne rzeczy pomijać albo wręcz zafałszowywać. Taka była cena za możliwość publicznej wypowiedzi. Nawet bohaterowie walczący przeciwko Niemcom, żołnierze Armii Krajowej chociażby, o ile nie znaleźli się w więzieniu za te właśnie czyny, żyli skrupulatnie ukrywając swoją wojenną przeszłość, nie mówiąc o niej nawet najbliższym. Podobnie ci, którzy zdecydowali się na powrót z Zachodu i wszyscy „repatrianci zza Buga”.

Ludzie głęboko poranieni szukają pomocy i ukojenia tam, gdzie wydaje im się, że mogą je znaleźć i gdzie je otrzymują. Pierwszym takim miejscem dla większości był i wciąż jeszcze jest po prostu zwykły polski kościół, z obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej z Dzieciątkiem. Mówi się często o tej Patronce Polskiej, że jest dla nas ucieczką, zresztą w litanii loretańskiej mowa o Maryi jako o „ucieczce grzesznych” czyli miejscu, do którego można „uciec” w chwili lęku czy jakiejś beznadziejnej sytuacji. I właśnie ta nieustająca polska religijność jest w pewnej mierze objawem szukania pociechy i ucieczki przez naród, który żyje z PTSD, tak jak żołnierze po wojnie. Dlatego dzisiejsza akcja antyklerykalna w Polsce, począwszy od ataków na Kościół w początkach lat 90 (co było dla nas już wtedy zdumiewające), jest tak szkodliwa.

Kościół w Polsce był przez lata wojny i powojenne, aż do 1989 roku, zbiorowym terapeutą Polaków, przez swoje orędzie bezwarunkowej miłości. Był miejscem, w którym Polacy przynajmniej próbowali uleczyć swoją traumę, swoje PTSD. Na ile to się udało? Do końca nie wiemy, na pewno w jakiejś części tak. Wybór Papieża – Polaka, proroka naszych czasów, człowieka, który przeżył to samo co reszta z nas – pozwoliło na takie duszpasterstwo, które dało nie tylko Polsce, ale i światu nadzieję na uwolnienie się od demonów przeszłości. Przecież to pontyfikalne zawołanie „Nie lękajcie się!” jest właśnie odpowiedzią na ten polski lęk. Jest odpowiedzią na lęk świata. Papież Polak był terapeutą, który mówił, zwłaszcza podczas pielgrzymek do Polski w czasach komunizmu, to, czego Polacy nie mogli powiedzieć i to, co chcieli usłyszeć – o ich historii, o ich godności i odwadze. O tym, co się strasznego wydarzyło i jak odnaleźć sens życia po tym wszystkim.

Lecz sama kościelna terapia nie wystarczyła. Oczywiście – Nowenna Tysiąclecia zarządzona przez Kardynała Stefana Wyszyńskiego, działania biskupów, prowadzone przez nich duszpasterstwo – to wszystko było potrzebne i konieczne, i w tych czasach prześladowań, czasach komunizmu, ocaliło Kościół, wspólnotę wierzących. A dzięki temu także udawało się Kościołowi w jakiejś mierze niwelować traumę powodowaną komunizmem. Jednak było to nierówne zmaganie, bo komunistyczne państwo miało wielkie środki do dyspozycji i było agresywnie antyreligijne.

Tak więc w skali społeczeństwa tymi, którzy wysłuchują często są kapłani – słuchający indywidualnych historii ludzkich, a opowiadającymi – znów – w makroskali – literaci. To literatura snuje terapeutyczną opowieść, tak aby czytelnicy mogli tam odnaleźć siebie i aby uwolnić swój lęk – bo został wypowiedziany […]

Jak widać, to co się dzieje w tej chwili idzie w stronę przeciwną od pokazanej w tekście. Niektóre środowiska twórców sprzeniewierzyły pierwotnej roli inteligenta polskiego – służebności w stosunku do ludu. A „ludem” są dzisiaj szerokie rzesze obywateli, którzy mając do czynienia z przemożnym wpływem masmediów, są po prostu manipulowani. W tym świetle udział polskich inteligentów (a przecież filmowcy  i aktorzy nimi są) w takim przedsięwzięciu jak film „Kler” jest nie tylko zdradą  dawno zapomnianego „etosu” ale także  – w najgłębszym tego słowa znaczeniu -zaprzedaniem się złej sprawie, by wydać maluczkich na pastwę zła

MŚ.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.