NIEMIECCY BISKUPI W CZASIE II WOJNY ŚWIATOWEJ

Słowo z okazji zakończenia II wojny Światowej.

8 maja 1945 roku zakończyła się w Europie II wojna światowa rozpętana w 1939 roku przez narodowosocjalistyczne Niemcy. Kosztowała ona życie ponad 50 milionów ludzi. Na zachodzie kontynentu była to wojna, której celem było podbicie i podporządkowanie, na wschodzie – zwłaszcza w Polsce i wobec narodów Związku Radzieckiego – prowadzono jednak wojnę zmierzającą do zniewolenia i wyniszczenia („Versklavungs- und Vernichtungskrieg”). W cieniu działań zbrojnych narodowi socjaliści popełniali zbrodnię przeciw ludzkości – Shoah: wymordowano sześć milionów Żydów. Również setki tysięcy Sinti i Romów padło ofiarą ludobójstwa dokonywanego systematycznie przez III Rzeszę. Kiedy wojna wreszcie się skończyła, a narodowosocjalistyczna dyktatura („Gewaltherrschaft”)[1] została pokonana, niezliczone miasta, przede wszystkim na wschodzie kontynentu i w Niemczech, leżały w gruzach i zgliszczach.

Podczas, gdy wszędzie w Europie 8 maja 1945 roku od dziesięcioleci funkcjonuje w pamięci jako dzień szczęścia i radości, my, Niemcy, mieliśmy długo kłopot z tą datą. Był to dzień kapitulacji i klęski. Przypadał on też na czas, w którym Niemcy musieli – jak nigdy dotąd – sami doświadczyć skutków spowodowanej przez nich wojny: w postaci okupacji, głodu, a przede wszystkim wypędzenia i ucieczki ze wschodnich terenów Rzeszy. Niemniej wraz z rosnącym dystansem czasowym Niemcy coraz bardziej zaczynali rozumieć, że 8 maja był również dla nas przede wszystkim dniem wyzwolenia – wyzwolenia od plagi wojny, narodowosocjalistycznego ucisku i masowego mordu.

W dekadach, jakie nastąpiły po II wojnie światowej, Europa nie podążała prostą drogą. Przez długi czas Wschód i Zachód pozostawały rozdzielone „żelazną kurtyną” i były do siebie wrogo nastawione. Integracja Europy Zachodniej, która doprowadziła finalnie do powstania Unii Europejskiej, pojednanie między Niemcami a ich zachodnimi sąsiadami oraz polityka odprężenia wobec Wschodu, zwłaszcza pojednanie z Polską, przyczyniły się do tego, że zaufanie zaczęło rosnąć, a konflikty nie przerodziły się w wojnę. Stanowiło to warunek przełomu, z którego pod koniec lat 80. XX wieku wyłoniła się nowa Europa.

Chrześcijaństwo przyczyniło się w sposób istotny do sukcesu tych procesów. Osoby sprawujące urzędy w Kościele, jak również wiele grup i organizacji czerpiących swoją motywację z ducha chrześcijańskiego służyły pojednaniu między narodami, walczyły z uprzedzeniami i stereotypami i łączyły ludzi ponad granicami bloków [politycznych] „Zimnej Wojny”. Mimo że Kościoły na wschodzie Europy były narażone na poważne represje, również i one broniły wolności, sprawiedliwości i niestosowania przemocy, przyczyniając się w ten sposób do zmian.

Dziś, 75 lat po zakończeniu II Wojny Światowej, mamy powody do wdzięczności. Należy się ona zarówno wszystkim tym, którzy pomogli złamać potęgę narodowego socjalizmu, jak i wszystkim tym, którzy w ciągu dziesięcioleci, jakie potem nastały, działali na rzecz pokoju i porozumienia między narodami, na rzecz pojednania i prawa, na rzecz demokracji i godnych warunków do życia. Ta wdzięczna pamięć wiąże się zarazem z zadaniem kontynuowania tego dziedzictwa w przyszłości. Europa nie znajduje się obecnie, tak się wydaje, w dobrej kondycji. Zły duch („Ungeist”)[2] poróżnienia, nacjonalizmu, „narodowego”[3] myślenia i władzy autorytarnej – podnosi w wielu miejscach swą głowę, także w Niemczech, a w niektórych krajach stał się dominującą siłą. Ten, kto nauczył się czegoś z krwawej historii, musi zdecydowanie sprzeciwić się tym tendencjom. Również Kościół, oddany ewangelii sprawiedliwości i pokoju, jest do tego wezwany.

 

Zdajemy sobie jednocześnie sprawę, że również i my, jako Kościół, musimy uczyć się z historii – nie oszczędzono nam tego[4]. W minionych dziesięcioleciach toczyło się wiele dyskusji na temat tego, jak zachowały się Kościoły, w szczególności osoby sprawujące w nich urzędy, w okresie narodowego socjalizmu. Niektóre aspekty, które wówczas ujawniono, są powodem do wielkiej wdzięczności. Inne wydarzenia, które [ujrzały światło dzienne], muszą nas jednak zawstydzać. To doświadczenia jest tyleż bolesne, co konieczne dla odnowy Kościoła. Niezbędnym elementem drogi chrześcijanina jest bowiem prawda.

 

O ile wiele aspektów tego zagadnienia zostało już dobrze naświetlonych, o tyle dopiero w ostatnich latach z coraz większym naciskiem zaczęto podnosić kwestię stosunku niemieckich biskupów do II wojny światowej. W związku z 75. rocznicą zakończenia II wojny światowej Konferencja Episkopatu postanowiła odpowiedzieć na krytyczne zapytania tym oto Słowem (dokumentem). W jego przygotowaniu uczestniczyły: Niemiecka Komisja Justitia et Pax, Komisja Historii Najnowszej (KfZG) oraz szereg komisji Konferencji Episkopatu Niemiec (DBK). My, niemieccy biskupi, wiemy, że trudno jest nam osądzać naszych poprzedników.[5] Żadne pokolenie nie jest wolne od osądów i uprzedzeń mających swoje uwarunkowania w czasie [w którym przyszło mu żyć]. Ci, którzy urodzili się później, muszą jednak zmierzyć się z historią, by wyciągnąć z niej wnioski  dotyczące teraźniejszości i przyszłości.

 

Bonn/Limburg, dnia 29 kwietnia 2020 roku

[praktycznie nieczytelny podpis – […] […]äl[…]]

Biskup dr Georg Bätzing

Przewodniczący Konferencji Episkopatu Niemiec (DBK)

 

Teraźniejszość pamięci

 

75 lat po zakończeniu II wojny światowej, która rozpętana została przez  narodowosocjalistyczne Niemcy, wciąż mamy do czynienia z rozmaitymi następstwami tej wojny – dotyczą one naszego kraju, Europy i świata. Wojna i jej ofiary, straty i wyrzeczenia, wina i wstyd – wszystko to na przestrzeni pokoleń odcisnęło piętno na wielu rodzinach. Również niemieccy biskupi doświadczyli i doświadczają tego naznaczenia. Dlatego też zagadnieniem narodowego socjalizmu i jego skutkami zajmowali się po 1945 roku wielokrotnie w sposób krytyczny. Refleksja ta była często bolesna, gdyż oprócz oddania hołdu ofiarom trzeba było tu też podjąć kwestię winy i faktu, że się zawiodło[6].

II wojna światowa zakończyła się w Europie 8 maja 1945 roku. Dla przeważającej większości Niemców data ta oznaczała kapitulację i klęskę. Koniec wojny wiązał się z poczuciem upokorzenia i strachu przed tym, co miało nadejść. Znamienne dla tego dnia było również poczucie wstydu i winy, a także ulga wynikająca z faktu, że ​​wojna i narodowy socjalizm dobiegły końca. Dla wielu osób koniec wojny wiązał się też z bolesnym doświadczeniem wypędzenia („Vertreibung”) i utraty swoich stron ojczystych („Heimat”). Dopiero w kolejnych pokoleniach i wraz z [dokonującym się] pojednaniem z naszymi sąsiadami 8 maja zaczął być postrzegany i odczuwany przez większość społeczeństwa jako dzień wyzwolenia. W Republice Federalnej i jej otwartym społeczeństwie proces ten  nacechowany był wieloma konfliktami. Spierano się  na temat własnej tożsamości.

 

Jeśli chodzi o stosunek do końca wojny, to NRD podążała inną drogą niż Republika Federalna Niemiec. Pamięć [historyczna] była tam politycznie instrumentalizowana w służbie sojuszu ze Związkiem Radzieckim. Kierownictwo Socjalistycznej Partii Jedności Niemiec (SED) opowiadało się po stronie sowieckich zwycięzców, co przeszkadzało mu w zmierzeniu się w adekwatny sposób z dwuznacznościami i  niekonsekwencją we własnych doświadczeniach. Nie sprzyjało to raczej szczeremu pojednaniu się Niemców z sąsiadami i z samymi sobą,  a wręcz utrudniało [ten proces].

 

W przemianie pamięci [historycznej] do dziś odzwierciedlenie znajduje transformacja polityczno-kulturowa, która dokonała się Niemczech po II wojnie światowej. Niemiecka kultura pamięci („Erinnerungskultur”) nacechowana jest świadomością tego, iż dzień 8 maja należy postrzegać w kontekście europejskim i że należy obchodzić go w sposób uwzględniający rozwój wydarzeń po 1945 roku. Częścią tych procesów jest [świadomość], że Niemcy w dużej mierze pogodzili się z samymi sobą, ze swoją obciążoną winą przeszłością  oraz ze swoimi sąsiadami.  Gotowość naszych sąsiadów do pojednania to trwały dar, za który jesteśmy pokornie wdzięczni. Krytyczny rozrachunek z naszą przeszłością jest dziś     elementem samoświadomości Republiki Federalnej Niemiec. Wyrazem tego procesu jest przemiana w  [obszarze] pamięci [historycznej] po 8 maja 1945 roku. Stąd też nie jest kwestią przypadku, że ci, którzy chcą zasadniczo odmiennego społeczeństwa i innej republiki, fundamentalnie podważają ten szeroki konsensus.

 

Z niepokojem obserwujemy, że również poza Niemcami pamięć o II wojnie światowej – zwłaszcza we wschodniej części Europy – prowadzi niejednokrotnie do niegodnego sporu. Ma on swoje korzenie w [niezabliźnionych] ranach II Wojny Światowej, ale także w późniejszym doświadczeniu krzywdy[7] i przemocy w okresie komunizmu. Nie wszyscy potrafią najwidoczniej oprzeć się pokusie nadużywania – za pomocą nazbyt oczywistych  uproszczeń – społecznych odczuć (wrażliwości) do celów politycznych. Podajmy tu tylko jeden przykład: Nie ma wątpliwości, że narody Związku Radzieckiego poniosły ogromne ofiary na rzecz zwycięstwa nad narodowym socjalizmem. Jednak częścią prawdy o II wojnie światowej jest też to, iż Związek Radziecki wspierał niemiecką napaść na Polskę za sprawą paktu Ribbentrop-Mołotow i że  uczestniczył w rozbiciu Polski. W dodatku zwycięstwo nad narodowym socjalizmem we wschodniej Europie szło w parze z ustanowieniem trwających dekady i opartych na przemocy komunistycznych rządów[8]. Również te wspomnienia związane są z rocznicą 8 maja 1945 roku. Europejski Dom potrzebuje kultury dialogu i szacunku dla cierpień ludzi – po  to, byśmy mogli w nim wspólnie żyć w pokoju. Ton współczucia, smutku i zadumy powinien determinować nas w większym stopniu aniżeli ostre słowa wzajemnych oskarżeń.

Właśnie w duchu tej zadumy i w związku z przypadającą rocznicą skupiliśmy się na kwestii zachowania naszych poprzedników sprawujących urząd biskupi w okresie II Wojny Światowej. W [konieczności] zmierzenia się [z tym zagadnieniem] umacniały nas m.in. zarzuty, jakoby biskupi katoliccy w Niemczech pozostawili katolickich żołnierzy samych sobie z dylematami moralnymi i – co więcej – jakoby uczestniczyli oni w wojnie. Rzeczywiście, spojrzenie na materiał historyczny daje dużo powodów do krytycznych pytań. Dlatego też zależy nam na tym, by krytycznie przyjrzeć się temu okresowi historii i nazwać też [po imieniu] przewinienia. Naszą postawę cechuje szacunek dla ofiar oraz dążenie do rozpoznania przyczyn zachowania naszych poprzedników oraz do wyciągnięcia – z myślą o naszej własnej działalności – nauki z tego płynącej. Umacnia nas w tym – jak sądzimy – świadectwo św. Jana Pawła II, który w swoim wyznaniu winy dokonanym w Świętym Roku 2000 wezwał Kościół do odnowy i oczyszczenie swojej pamięci.

 

Zachowanie katolickich biskupów w Niemczech w czasie II wojny światowej

 

Wraz z napaścią na Polskę we wrześniu 1939 roku narodowosocjalistyczne Niemcy rozpoczęły swoją ludobójczą i kierowaną ideologią wojnę. Niezliczone zbrodnie popełnione w czasie II wojny światowej zaczynały się od deportacji i mordowanie polskiej inteligencji, w tym dużej liczby katolickich duchownych. Prawie dwa miliony Polek i Polaków zostało wywiezionych do niemieckich zakładów jako przymusowi robotnicy – trafili również do wielu placówek Kościoła katolickiego w Niemczech. Wraz z atakiem na Związek Radziecki w 1941 roku rozpoczęła się także eksterminacyjna faza Holokaustu. Auschwitz, Treblinka, Warszawa i wiele innych miejsc stały się synonimami ludobójczej ideologii narodowosocjalistycznej, a zwłaszcza ludobójstwa dokonanego na Żydach oraz na Sinti i Romach.

Przy całym swoim wewnętrznym dystansie do narodowego socjalizmu, a niekiedy nawet i swojej otwartej opozycji, Kościół katolicki w Niemczech był częścią społeczeństwa czasu wojny. Niewiele zmieniały pod tym względem nasilające się represje przeciw chrześcijaństwu, wojna na wyniszczenie oraz rosnące od chwili odwrócenia się losów wojny i rozpoczęcia [alianckich] bombardowań straty niemieckie. Mimo ogromnych opresji, w jakich znalazł się Kościół na skutek działań państwa i partii NSDAP – podobnie jak już w czasie I wojny światowej – patriotyczna gotowość do mobilizowania zasobów materialnych, osobowych i duchowych Kościoła na potrzeby działań wojennych pozostawała do końca niezachwiana. Setki duchownych wykonywały pracę duszpasterską na terenach działania Wehrmachtu jako kapelani dywizji, szpitalów wojskowych czy też więzień. Księża, seminarzyści i zakonnicy zostali w ramach pełnienia służby wojskowej włączeni [w struktury] wojska w charakterze sanitariuszy. Kilka tysięcy placówek klasztornych i kościelnych służyło celom szpitalnym, dziesiątki tysięcy zakonnic wypełniało zwłaszcza w szpitalach swój „ojczyźniany obowiązek”. Częścią życia codziennego w czasie wojny – zarówno na froncie, jak również w Niemczech – były niezliczone przypadki [udzielania] duszpasterskiego i ludzkiego wsparcia, ale również i przypadki, w których ewidentnie się zawiodło. Szczególnie problematyczną i negatywną rolę odegrał biskup polowy Franz Justus Rarkowski. Nie należąc do Konferencji Biskupów/Episkopatu i będąc wewnątrz Kościoła z uwagi na swe nacjonalistyczne poglądy odosobnionym, starał się on mobilizować religijne i duchowe siły żołnierzy –  w pełnej zgodności z wolą kierownictwa Wehrmachtu.

 

Kiedy wojska niemieckie z pogwałceniem prawa międzynarodowego napadły na Polskę,  [niemieccy] biskupi stanęli przed pytaniem, jak powinni zachować się wobec tej wojny. Po doświadczeniach I wojny światowej w swoich kazaniach i listach pasterskich wykazywali się widoczną powściągliwością. Żołnierzy i wiernych wzywali jednak – [pozostając] w duchu utrwalonego w tradycji Kościoła spojrzenia na wojnę – do wierności, posłuszeństwa, wypełniania obowiązków, do wykazania się, pokuty i ofiarności. Chociaż poszczególne wypowiedzi różniły się formą, to ich ogólny ton pozostawał taki sam. Tylko biskup berliński, Konrad von Preysing, zrezygnował z takich napomnień, mówiąc o „niebezpiecznych czasach” i ukazując drogi radzenia sobie z zagrażającą rzeczywistością śmierci.

Po doświadczeniach z lat 1914-1918 biskupi wprawdzie nie legitymizowali już rozpoczętej przez Niemcy wojny, jako jednoznacznie [wojny] „sprawiedliwej”. Jednak bolesne ofiary, które – im dłużej trwała wojna, tym częściej – ponoszono i opłakiwano, były akceptowane jak niegdyś – zgodnie z narodowym, „ojczyźnianym” sposobem myślenia. Po zwycięstwie nad Francją w 1940 roku w Rzeszy rozległo się bicie dzwonów. Atak na Związek Radziecki powiązany był z ideą „krucjaty” przeciw „bezbożnemu bolszewizmowi”, co dodatkowo wytwarzało wokół działań wojennych religijną otoczkę. Wprawdzie biskupi nie podzielali opierającego się na ideologii rasowej uzasadnienia wojny propagowanego przez narodowych socjalistów. Jednak ich słowa i obrazy [którymi się posługiwali] umacniały zarówno żołnierzy, jak również prowadzący wojnę reżim, nadając wojnie dodatkowy sens.

Pod wpływem licznych zbrodni popełnianych na froncie, na okupowanych terenach oraz w samej Rzeszy perspektywa wypowiedzi biskupów zaczęła się zmieniać. Eufemistyczny  obraz wojny – jako honorowej i zaszczytnej walki z przeciwnikiem – począł coraz bardziej ustępować miejsca przerażeniu z powodu ogromu cierpienia i śmierci [własnych] żołnierzy. Zachwiały nim też bombardowania niemieckiej ludności cywilnej. Cierpieniom innych nie poświęcano dostatecznej uwagi.

 

Zarówno we wrześniu 1939 roku, jak i później nie doszło do otwartego protestu niemieckich biskupów przeciw narodowosocjalistycznej wojnie na wyniszczenie. Utrwalony w tradycji Kościoła sposób patrzenia na wojnę oraz świadomość narodowa [skutecznie] opierały się pojawiającym się wątpliwościom. Kościół w Niemczech nie zabierał praktycznie głosu także w kwestii potwornych zbrodni popełnianych na innych [ludziach] – na osobach dyskryminowanych i prześladowanych jako „obce rasowo”, zwłaszcza na Żydach. Trzeba było impulsu[9], jakim było mordowaniem pacjentów oraz zajmowania klasztorów („Klostersturm”), aby pojedynczy biskupi zaczęli porzucać stosowaną zbyt długo praktykę składania pisemnych petycji i odważyli się na otwarty sprzeciw. Najbardziej znana jest tu ostra krytyka biskupa Münster, Clemensa Augusta hrabiego von Galena, dotycząca zbrodni eutanazji. Dopiero 19 sierpnia 1943 roku Konferencja Episkopatu zdołała przemóc się i przygotować wspólny list duszpasterski („O dziesięciu przykazaniach jako prawie życia narodów”). Domagała się w nim publicznie oparcia każdego porządku państwowego na prawdzie i prawie Bożym, ochrony małżeństwa i rodziny, powiązania posłuszeństwa z sumieniem, bezwarunkowego prawa do życia oraz ochrony własności. Żołnierzy wzywano jednak w dalszym ciągu do wiernego wykonywania obowiązków, pod tym względem nic się nie zmieniło. Ci żołnierze, dla których pełne niepohamowanej przemocy doświadczenia wojenne przerodziły się w egzystencjalne pytania o sens [życia] i [obecność] Boga, zostali w dużej mierze pozostawieni sami sobie. Również ci, którzy wątpili, nosili się z zamiarem dezercji, albo rzeczywiście dezerterowali, nie znajdywali oparcia w wypowiedziach biskupów. Pozostawali sami ze swoimi moralnymi  dylematami.

Ostatecznie biskupi nie znaleźli wyjścia ze [stanu swoistego] konfliktu wynikającego z podzielanego przez nich w czasie wojny poczucia patriotycznego obowiązku, legitymizacji zwierzchności państwowej i związanego z tym posłuszeństwa oraz oczywistych zbrodni. Chrześcijańskie kryteria służące do oceny wojny najwyraźniej nie były już adekwatne.  Nie dostrzegano więc pytań (wątpliwości) własnych żołnierzy i cierpień innych [ludzi].  Wypowiedzi biskupów – przy całym zniuansowaniu wynikającym z poszczególnych osobowości – były niedostateczne wobec rzeczywistych zbrodni. Nakierowane były one na (iluzoryczną) zmianę zachowania kierownictwa politycznego, na przestrzeganie prawnych ustaleń oraz na skrupulatne wywiązywanie się rządzonych ze swoich obowiązków, poniekąd więc na „właściwe życie w fałszu” (Adorno). Nie sprostano w ten sposób diabelskim uwikłaniom w zbrodnie i wynikającym z tego nieszczęściom. Co więcej, nie sprzeciwiając się jednoznacznie wojnie, lecz w większości przypadków umacniając wolę wytrwania [żołnierzy i społeczeństwa] biskupi stawali się współwinnymi wojny.

 

 Sposoby zrozumienia

 

Choć dziś zachowanie naszych poprzedników sprawujących urząd biskupi wydaje się nam trudne do zrozumienie czy też nawet błędne[10], nie zwalnia nas to jednak z trudu [podjęcia próby] zrozumienia ich w [historycznym kontekście]. Tylko w ten sposób unikniemy pokusy odcięcia się od ówczesnych wydarzeń. Musimy zbadać, jak takie postawy mogły się ukształtować i w czym znajdowały one swoje uzasadnienie – jesteśmy winni to również ofiarom.

Dlatego też chcielibyśmy poniżej zwrócić uwagę na kilka czynników, które ukształtowały całość Kościoła, a zwłaszcza Konferencję  Episkopatu. Pomagają one zrozumieć postawę [biskupów] wobec wojny, przy czym nie chodzi tu o chęć ich usprawiedliwiania. Znaczenie poszczególnych czynników w wypadku konkretnych biskupów może być bardzo różne. Również i tu należy unikać pochopnych uogólnień.

To, jak bardzo wyobrażenia biskupów ukształtowane były przez tradycyjne koncepcje dotyczące ładu [społecznego] – a wywodziły się one ze starożytnej filozofii oraz teologii i  służyły intepretowaniu i formowaniu średniowiecznego świata – wydaje się nam dziś nieomal obce. Kościół uważał porządek państwowy i władzę za dane i pożądane przez Boga, nawiązując przy tym do listu św. Pawła do Rzymian (13, 1-7) oraz pierwszego listu św. Piotra (2, 13 n.). Nie wykluczało to krytyki osób  sprawujących władzę. Samego porządku jednak nie podważano, gdyż bunt przeciw porządkowi państwowemu był również pojmowany jako bunt przeciw woli Bożej. Ta tradycyjna forma legitymizacji rządów powodowała w warunkach nowoczesności większą bliskość z monarchistycznymi i autorytarnymi formami władzy niż z liberalno-demokratycznymi, ponieważ realizacja praw człowieka – jako celu i podstawy legitymizacji wszelkiej władzy państwowej – dopiero powoli zaczynała kształtować myślenie kościelne. Państwo niemieckie po przejęciu władzy przez narodowych socjalistów, których światopogląd był wyraźnie odrzucany przez biskupów, było więc nadal postrzegane jako władza zapewniająca porządek[11] („Ordnungsmacht”), którą należy respektować i chronić. W warunkach narodowosocjalistycznej dyktatury („NS-Unrechtsstaat”) prowadziło to do ambiwalentnego, a po części też problematycznego pozycjonowania się Kościoła.

 

W odniesieniu do wojny zastosowanie znajdowała też inna tradycja nauczania – nauka o „wojnie sprawiedliwej”. Nauka ta, wywodząca się od Cycerona, Augustyna i Tomasza z Akwinu i mająca do dziś znaczny wpływ na rozwój prawa międzynarodowego, stawała się – wbrew swej intencji [jaką było] ograniczanie przemocy – na przestrzeni czasów nowożytnych coraz bardziej środkiem legitymizacji użycia siły, przyczyniając się do przywyknięcie do jej stosowania. Mimo że od czasu I wojny światowej coraz głośniej wyrażano wątpliwości co do   coraz częstszego odwoływania się polityków do tejże nauki, przyczyniła się ona jednak do tego, że przeważająca większość chrześcijanek i chrześcijan w I połowie XX wieku nie kwestionowała  jeszcze – co do zasady – wojny jako formy sporu politycznego.

Przekazane przez tradycję chrześcijańskie wyobrażenia dotyczące porządku państwowego oraz wojny wpisywały się w szeroką społeczną akceptację oczywistej obecności tego, co wojskowe, w życiu codziennym. Militaryzacja społeczeństwa Cesarstwa Niemieckiego oraz wpływ doświadczenia przemocy i wojska z czasów I wojny światowej nie przestawały oddziaływać.  Żołnierz był w dużej mierze poważany i obecny w społeczeństwie. Również w sferze cywilnej – w organizacjach młodzieżowych i partiach politycznych Republiki Weimarskiej – istniały struktury, formy językowe i formy zachowań podobne do wojskowych. Związane z wojskiem wyobrażenia dotyczące honoru, dyscypliny i posłuszeństwa miały duże znaczenie. W przysiędze wojskowej, którą każdy żołnierz musiał złożyć i którą od 1934 roku składało się na wierność Adolfowi Hitlerowi, idea ta wyrażona została w wiążącej dla wielu żołnierzy formie. Ci, którzy odmawiali złożenia przysięgi i odbycia służby wojskowej, musieli w czasie wojny liczyć się z brutalnym prześladowaniem i drakońskimi karami. Odpowiednio mała była gotowość do publicznego kwestionowania działań i obowiązków żołnierzy. Rodzący się ruch na rzecz pokoju, jak np. Związek Niemieckich Katolików na rzecz Pokoju (Friedensbund der Deutschen Katholiken), pozostawał – w sensie społecznym i kościelnym – zjawiskiem marginalnym.

Kościół katolicki w Niemczech przebył długą drogę, zanim po okresie Kulturkampfu w Cesarstwie Niemieckim odnalazł swoje miejsce w narodzie.  Doświadczenie Kulturkampfu i potrzeba uwidocznienia narodowej lojalności nadal oddziaływały w okresie narodowego socjalizmu. Opowiadanie się po stronie swojej ojczyzny pojmowano – zwłaszcza podczas wojny – jako oczywisty obowiązek patriotyczny. Potrzeby i prawa innych narodów tracono przy tym w dużej mierze z pola widzenia. Również w Kościele katolickim w Niemczech i pośród biskupów traktat wersalski, przypisujący Niemcom wyłączną winę za wybuch I wojny światowej, był odrzucany i odczuwany jako upokorzenie. Daleko idące zobowiązania, które traktat ten nakładał na Niemcy, wielu katolików (także biskupów) uważało za coś niesprawiedliwego, uznając jego rewizję za pożądaną. Widać w tym dominująca rolę narodowego sposobu myślenia i odczuwania. Kulminacją tych postaw była aprobata dla wkroczenia [wojsk niemieckich] do Paryża (w 1940 roku).

 

Oprócz narodowego sposobu myślenia również konflikt z komunizmem, względnie walka z bolszewizmem, stanowiły [potencjalnie] największą wspólną płaszczyznę z ideami narodowego socjalizmu. Komunizm w szczególny sposób ucieleśniał problemy, które pojawiły się wraz ze współczesnością. Co więcej: odrzucenie przez Kościół konkurującego, antyreligijnego ustroju społecznego znajdywało swoje uzasadnienie w polityce systematycznych prześladowań Stalina wobec kościołów i wspólnot religijnych w Związku Radzieckim. Antagonizm światopoglądowy przejawiał się przez to w sposób krwawy. Po niemieckim ataku na Związek Radziecki w 1941 roku walka z bolszewizmem nabrała w nazistowskiej propagandzie szczególnego znaczenia. Pominąwszy uzasadnienie nazistowskiej propagandy oparte na ideologii rasowej cieszyła się ona znacznym poparciem [społecznym]. Przy tego rodzaju aprobacie dla walki z bolszewizmem konkretne realia ludobójczej wojny pojawiały się w polu widzenia co najwyżej w niewyraźnych zarysach.

Położenie Kościoła w kontekście pracy duszpasterskiej w Niemczech stawało się –  po podpisanym z III Rzeszą w 1933 roku konkordacie –  coraz trudniejsza. Reżim nazistowski próbował na mocy konkordatu wypchnąć Kościół katolicki z życia publicznego i ograniczyć jego rolę do „chrześcijaństwa zakrystyjnego”. Podczas gdy narodowi socjaliści mieli taktyczny stosunek do prawa i umów, który oscylował między instrumentalizacją a łamaniem prawa, biskupi nadal czuli się nimi związani. Wraz z nasilającymi się zwłaszcza w toku wojny represjami wobec Kościoła (np. licznymi aresztowaniami kapłanów, osób zakonnych i świeckich) ograniczenia tej defensywnej strategii stawały się coraz bardziej widoczne.

Konferencja Episkopatu, składająca się z pruskich, bawarskich, a od 1938 roku też austriackich biskupów, nie sprostała wyzwaniom narodowego socjalizmu – w szczególności wyzwaniu, jakim była wywołana [przez nazistów] i oparta na ideologii rasowej wojna na wyniszczenie (Vernichtungskrieg). Powodem tego była między innymi wewnętrzna organizacja Episkopatu. Okazała się ona instytucjonalnie zbyt słaba, by doprowadzić do wypracowania wspólnej linii działania mającej siłę przebicia. Jedynie uchwały podejmowane jednogłośnie miały skutek wiążący, chociaż nie były przy tym prawnie zobowiązujące dla wszystkich biskupów, co dodatkowo zmniejszało pole działania. Rozbieżne wyobrażenia na temat tego, czy i w jakim stopniu tradycyjne wyobrażenia dotyczące porządku [społecznego] oraz rozumienia roli urzędu biskupa powinny zostać przekształcone w urząd strażnika zasad społecznych, pozostawały w konflikcie z koniecznym dążeniem do zachowania wewnętrznej spójności. To, że przewodniczący Konferencji Episkopatu, kardynał Adolf Bertram, blokował zmianę kursu mimo coraz bardziej dramatycznych doświadczeń i nalegał na kontynuowanie polityki petycyjnej („Eingabenpolitik”), sprawiło, że Konferencja Episkopatu nie była zdolna do działania akurat w tym momencie, w którym reżim podjął w 1941 roku decyzję o zagładzie Żydów. Dopiero w sierpniu 1943 roku, po dwóch latach kontrowersyjnych sporów, udało się biskupom na ostatnim posiedzeniu w czasie wojny [przygotować] wspomniany już list pasterski. Była to istotna i [zarazem] fundamentalna wypowiedź, w której domagano się przestrzegania dziesięciu przykazań jako podstawowego prawa wszystkich narodów, a tym samym obowiązywania praw człowieka.

 

Wnioski na przyszłość

 

8 maja 1945 roku wraz z kapitulacją Niemiec zakończyła się w Europie II wojna światowa. Minęło dużo czasu, zanim w Kościele katolickim w Niemczech, a także wśród biskupów podjęto temat własnych uwikłań w okresie III Rzeszy oraz II Wojny Światowej i spojrzano na nie samokrytycznie. Zasadnicza sprzeczność [wiary chrześcijańskiej] ze światopoglądem narodowosocjalistycznym, wskazanie na wielu męczenników zamordowanych w obozach koncentracyjnych i miejscach straceń oraz występowanie biskupów w roli adwokatów własnego niemieckiego narodu – wszystko to przez długi czas stanowiło dla większości wystarczającą odpowiedź na pytania o współodpowiedzialność i winę w czasie wojny i w okresie narodowego socjalizmu. Dziś ze smutkiem i wstydem patrzymy na ofiary oraz na  tych, których egzystencjalne pytania stawiane w obliczu zbrodni oraz wojny pozostały bez adekwatnej, opartej na wierze odpowiedzi. Z perspektywy lat szczególnie zawstydzający jest brak zrozumienia dla cierpień i ofiar poniesionych przez inne [narody] – nie mówiąc już o braku wyrażeniu tego w szczerych słowach.

Dialog oraz drogi pojednania z naszymi sąsiadami, zwłaszcza z Francją i Polską, pomogły nam odejść od tej zawężonej perspektywy, charakteryzującej się unikaniem [odpowiedzialności], wyparciem i koncentracją na własnym bólu. W tym krytycznym, nierzadko pełnym napięcia i bolesnym konfrontowaniu się z doświadczeniami i cierpieniami innych, zwłaszcza Żydów, Kościół w Niemczech odnajdywał się dopiero stopniowo. Mogliśmy doświadczyć, że spotkania te w istotny sposób przyczyniły się i nadal się przyczyniają także do odnowy Kościoła.

 

Zachowanie naszych poprzedników sprawujących urząd biskupi wynikało z uwikłania w narodowego ducha czasu („nationaler Zeitgeist”) oraz z kościelnych wyobrażeń dotyczących relacji między państwem a Kościołem, które powstały w innych okolicznościach historycznych i które z teologicznego punktu widzenia nie mogą rościć sobie pretensji do miana powszechnie obowiązujących. W latach 1933-1945 nie kwestionowano ich w dostatecznym stopniu – w odniesieniu do ich granic i ich uwarunkowania czasowego, w związku z czym zaczęły one oddziaływać w sposób wysoce problematyczny. Potrzeba było dopiero przerażających doświadczeń [współczesności], a także krytycznych dociekań egzegetycznych i teologicznych, aby Kościół na nowo określił relacje między społeczeństwem a religią i doprecyzował rolę Kościoła w państwie zgodnie z krytycznym spojrzeniem, [jakie  współcześnie występuje]. Dziś Kościół uważa się za powołany i zobowiązany do tego, by domagać się – w każdym państwie i od każdego rządu – [poszanowania] godności wszystkich ludzi, wynikającej ze stworzenia człowieka na obraz i podobieństwo Boga, niezbywalnych praw człowieka, zasad moralnych odnoszących się do ładu społecznego oraz tego wszystkiego, co służy zbawieniu duszy; zadaniem Kościoła jest przyczynianie się do realizacji [tych celów]. Odnowiona forma duszpasterstwa wojskowego i więziennego jest wzorowym świadectwem nowej koegzystencji państwa i Kościoła. Odkryliśmy ponadto na nowo, iż przesłanie Ewangelii nie kończy się na granicy własnego kraju i że solidarność w rozumieniu chrześcijańskim nie ogranicza się do własnego narodu. Przezwyciężenie wszelkiego cierpienia na całym świecie odpowiada naśladowaniu Jezusa.

 

W koncepcji „sprawiedliwego pokoju” udało się nam zawrzeć główne elementy nauki o „wojnie sprawiedliwej”, zgodnie z jej [pierwotną] intencją, jaką było powstrzymanie przemocy. Uważamy, że naszym zadaniem jest przyczynianie się do kontynuowania tych procesów [uczenia się], a tym samym, w świetle nowych doświadczeń, pogłębianie nauki Kościoła na temat pokoju. Przygotowywana kontynuacja naszego Słowa pt. „Sprawiedliwy pokój” („Gerechter Friede”, rok 2000) wynika zasadniczo z tej świadomości.

 

Dziś możemy z wdzięcznością stwierdzić, że gotowość zmierzenia się z nękającymi pytaniami i palącymi problemami zbliżyła nas do Chrystusa i doprowadziła do głębszego zrozumienia Ewangelii. Szczególne znaczenie ma tu Memoria passionis, pamięć o cierpieniach ofiar. W nich bowiem spotykamy Chrystusa.

 

29 kwietnia 2020

Niemieccy biskupi w czasie wojny światowej. Słowo z okazji zakończenia II Wojny Światowej przed 75 laty / wyd. przez Sekretariat Konferencji Episkopatu Niemiec (DBK), Bonn 2020, 23 s. (Niemieccy biskupi; 107)

 

 

[1] Dosłownie: rządy terroru, siły, przemocy, oparte na nich, stosujące je – przyp. tłum.

[2] Ungeist : Upiór, demon, zły duch, wroga ideologia

[3] Słowo „völkisch”, występujące również w oryginale w cudzysłowie, wieloznaczne, oznaczać może też „volkistowski”, tzn. odnoszący się do ideologii volkizmu – przyp. tłum.

[4] W sensie „nie zostaliśmy zwolnieni z tego obowiązku” – przyp. tłum.

[5] Dosłownie: Nie jest nam do twarzy z osądzaniem naszych poprzedników

[6]  Tzn. niesprawdzenia się, niespełnienia swoich obowiązków – przyp tłum.

[7] Słowo „Unrecht“ wieloznaczne, może oznaczać też np. niesprawiedliwość, czasem tłumaczone jest też jako bezprawie – przyp. tłum.

[8] Słowo „Gewaltherrschaft“ wieloznaczne, może oznaczać też rządy terroru, tyranię, dyktaturę itp. – przyp. tłum.

[9] Słowo „Anstoß” wieloznaczne, oznaczać może też np. zgorszenie – przyp. tłum.

[10] Słowo „falsch” może oznaczać też złe, niedobre – przyp. tłum.

[11] Brak jednoznacznego odpowiednika w jęz. pol. Ewent. też władza zapewniająca porządek i bezpieczeństwo publiczne – przyp. tłum.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.