Niezwykłe pokolenie

dr Andrzej Mazan

Dyrektor szkół Kolegium św. Rodziny w Łomiankach

W wydanym po wojnie, w Londynie w roku 1960, podręczniku ascetycznym przeznaczonym dla młodzieży przez ks. Włodzimierza Okońskiego, który przeżył w Warszawie okupację i uczestniczył w Powstaniu Warszawskim, pojawia się długi wstęp. Autor opisuje w nim duchowe zmaganie kilkorga młodych ludzi ze złem i cierpieniem, jakich było im dane doznać w okupacyjnej nocy i w trakcie Powstania. Przytoczę fragmenty, zbeletryzowane świadectwa tamtych czasów.

  • Po kampanii wrześniowej 1939 bohater opowieści, Janek (którym jest autor), wraca do Warszawy…Zastał rozwalony dom. Sąsiedzi wskazali mu grób matkiZe zdumieniem i pociechą dowiedział się, że właśnie jego matka stanęła wraz z Marysią (…siostrą…) przy boku księdza, niosąc pomoc. Mieszkanie ich stało się punktem opatrunkowym dla najbliższej dzielnicy. W rozmowie z księdzem znajduje pocieszenie nie tylko uczuciowe, ale przede wszystkim eschatologiczne. …Lepiej chwilowo zapomnieć bolesne uczucia, ofiarowując wszystko Bogu. Cierpienie jest tajemnicą…Bóg je dopuszcza… Cierpienie idzie za człowiekiem jak cień, jako konsekwencja nieporządku… Na tę tajemnicę światło rzuca Krzyż Chrystusa. W tym świetle okazuje się, że jest on wyrazem największego Boskiego Miłosierdzia i Miłości ku nam…
  • W trakcie Powstania 14 sierpnia ksiądz wyjawia młodym żołnierzom sens przegranej walki… miałem sen…, którego sens jest dla mnie jasny: nasze Powstanie nie zakończy się zwycięstwem, lecz pozorną klęską. Będzie jeszcze wiele ofiar, zdawałoby się bezużytecznych, ale właśnie z nich powstanie Polska wspanialsza, niż była kiedykolwiek od wieków. Piękna Pani, w królewskim diademie przyjęła ofiary swych najlepszych synów… To niech wam starczy na ciężkie chwile. Ofiary wasze zostały przyjęte. A teraz muszę iść spowiadać do pierwszych linii.…
  • W tym samym dniu ksiądz zostaje śmiertelnie ranny. Mówi do Jurka…Nie zwątpcie w dniach pozornej klęski. To będą początki wspaniałego zwycięstwa… choć trzeba będzie jeszcze trochę przecierpieć… — Jurek, przyjacielu drogi, chcę ci dać dziś Kogoś najdroższego, Kogo miałem w życiu i Komu służyłem wiernie. — Gwałtowny kaszel bluznął ciepłą krwią z ust rannego. Krew się rozprysła na pochylonej twarzy Jurka. — Na naszym odcinku, zupełnie odciętym, nie ma już księdza. A tu na piersi, pod mundurem, znajduje się jeszcze kilkanaście Hostii Św. Weź je zaraz, spożyj sam i daj do spożycia komuś, kto był u spowiedzi… Boże, jak ja Ciebie kochałem … jakiś Ty dobry … — I głowa jego opadła bezwładnie. Kilka osób klęczało, nie zważając na walkę. Młode piersi wstrząsało łkanie, a z oczu bohaterskich obrońców, nie znających strachu, płynęły łzy. Jerzy rozpiął marynarkę. Na zakrwawionej koszuli, w lnianej pełnej krwi torebeczce znajdował się mały korporał ze świętymi Hostiami. Jurek wyjął go drżącymi rękami. Rozłożył delikatnie na tym cielesnym ołtarzu. Krótki moment klęczeli w bezruchu. Walka jakoś dziwnie ustała od kilku momentów. Jasny promień słońca przebił się wśród ponurych zwalisk murów, rozświetlając ten niecodzienny ołtarz. Jurek był bezradny. — Słuchaj, rozdawaj nam Pana Jezusa, jeżeli ksiądz tak kazał — szepnął ktoś. Spojrzał na swe brudne ręce, popatrzył pytająco po obecnych. — No, prędzej, bo zacznie się znów kanonada … Chcesz, by Hostie zostały sprofanowane? Drżącymi palcami wziął pierwszą. — Boże bądź miłościw grzesznej duszy mojej — szeptały wargi kilkunastu młodych, którzy korzystając ze spokoju, zeszli z barykady, zbliżając się kilka kroków. Jerzy stał, rozdając Chrystusa klęczącym kolegom i dwu sanitariuszkom…

To, na co warto zwrócić uwagę w tych cytatach na życie religijne młodych powstańców. Oni w połowie sierpnia w dużej mierze byli gotowi do przyjmowania eucharystii. Ponadto popatrzmy na ich nadzieję, na zdolność do patrzenia na sprawy Powstania jako powinności wobec Boga i Ojczyzny, poczucia konieczności walki, aby się wypełniła Boża i dziejowa sprawiedliwość. A gdy Bóg dopuścił jeszcze większe cierpienie, gdy przyszło im walczyć ponad wszelką ludzką wytrzymałość, zdumiewa umiejętność przyjęcia go w perspektywie odkupienia i przeniesienia walki na teren wychowania. Chcą być gotowi na dziejowy moment ostatecznego wyzwolenia, by go nie przegapić, aby być gotowym do służby Ojczyźnie podobającej się Bogu, aby służyć Chrystusowi nade wszystko w życiu społecznym. Jest to ten sam ton duchowości, którą odnajdujemy później w ślubach jasnogórskich, w Wielkiej Nowennie czy w nauczaniu Jana Pawła II skierowanym do Polaków.

Stawiam tezę, że nigdy w historii Polski nie było bardziej świętego pokolenia młodej inteligencji. Na barykadach Warszawy strzelaliśmy do Niemców nie pociskami karabinowymi, ale krwią świętej młodzieży. Bruki stolicy są skropione ich świętą krwią. I nie twierdzę, że ta młodzież rwała się do Powstania. Raczej Powstanie było wbrew jej zamiarom, ponieważ jej wyrobienie katolickiego charakteru nigdy nie pozwoliłoby na decyzję o szafowaniu nawet własnym życiem, a cóż dopiero życiem innych. Oni poszli, bo tak rozumieli służbę Matce Boga i Królowej Polski.

Fenomen pokolenia inteligencji wychowanej w szkołach średnich dwudziestolecia nie polegał na tym, że było to pokolenie ateistycznych Kolumbów, lecz na tym, że było to pokolenie odróżniające się od pokolenia swoich ojców czy dziadów wiarą nabytą w wolnym kraju. Pokolenie otrzymujące niepodległość i walczące o granice wcale nie było zbyt pobożne. Jak pisze J. Kłoczowski, Kościół i autorytet moralny w Polsce w XIX w. (1795-1914), w: Chrześcijaństwo i historia, Kraków 1990, s.267 : […]przełom XIX i XX wieku to największy rozdźwięk w dziejach Polski[…] miedzy inteligencją o orientacji pozytywistycznej, agnostycznej, antyklerykalnej a jednocześnie grupą przywódczą o ogromnym dynamizmie a Kościołem. Spod wpływu kleru emancypują się ruchy nacjonalne, socjalistyczne, chłopskie. Potwierdzają to inni historycy […] odchodzenie inteligencji od katolicyzmu pod koniec XIX wieku stanowiło fakt niezaprzeczalny […] , T. Łepkowski, Rozważania o losach polskich, Londyn 1987, s.47

…inteligencja początku XX wieku charakteryzowała się wybujałym indywidualizmem, odnosiła się nieufnie do polskiego katolicyzmu, któremu zarzucała powierzchowność i „jezuityzm” czyli podporządkowanie ludzi świeckich duchowieństwu. …..Wśród tej warstwy nastąpiła kontestacja tradycyjnego katolicyzmu, aż do zaniedbywania praktykowania sakramentów. W: D. Olszewski, Polska kultura religijna na przełomie XIX i XX wieku, Warszawa 1996, s.227-231

Aby zahamować upadek moralny społeczeństwa konieczne stawało się znalezienie sposobu na pogłębienie oddziaływania religijnego przede wszystkim wśród dzieci i młodzieży. Szczególnie dotyczyło to młodzieży gimnazjalnej, stanowiącej naturalną podbudowę dla warstw kierowniczych narodu. Kościół pragnął wzmocnić wśród niej zarówno świadomość praw moralnych jak i motywację do ich stosowania w życiu indywidualnym, rodzinnym narodowym i państwowym. Dlatego dążył do wprowadzenia szkół wyznaniowych w państwowym systemie oświaty.  Gdy do tego nie doszło, w konstytucji marcowej uchwalano wprowadzanie szkół wielowyznaniowych, Kościół zintensyfikował wychowanie w organizacjach.

Jak zauważa Miłosz w Rodzinnej Europie, religia była nauczana na poziomie seminaryjnym, każdy dzień w szkole rozpoczynano odśpiewaniem Kiedy ranne wstają zorze…, a ponadto funkcjonowały w szkole organizacje religijne mające na celu poznawanie Boga i służbę. W szkołach średnich działały Sodalicje Mariańskie wprowadzone decyzją biskupów w roku 1921. Rozwijały się powoli, bo nie były nakazane, lecz zależały od dobrej woli księży katechetów. W roku 1921 działały w kilkunastu szkołach. W roku szkolnym 1938/39 objęły ponad 75% szkół i około 36 000 młodzieży. Ta liczba oznacza, że połowa uczniów w starszych klasach była w sodalicjach.  Organizacje szkolne tworzyły dwa ogólnopolskie związki – Związek Sodalicji Mariańskich Uczniów Szkół Średnich w Polsce oraz podobny Związek Sodalicji Mariańskich Uczennic. Można postawić i uzasadnić tezę, że wychowanie sodalicyjne stało się ważną częścią systemu wychowawczego polskiej szkoły średniej. Jego osiągnięcia organizacyjne i pedagogiczne spowodowały, że w sferze religijno-społecznej ruch sodalicyjny przyczynił się do wytworzenia nowej formacji intelektualno-duchowej wśród polskiej inteligencji zwróconej w kierunku wiary i Kościoła. Najgłębsze chyba przemiany postaw wobec religii i Kościoła dokonały się w środowisku inteligencji polskiej. Inteligencja ta – dotyczy to przede wszystkim byłego zaboru rosyjskiego – poddana była w końcu XIX wieku bardzo silnym wpływom pozytywizmu, scjentyzmu, myśli radykalnej, w tym również marksistowskiej. Katolicyzm uchodził w tych środowiskach za synonim ciemnoty i wstecznictwa. Praktyki religijne były czymś wstydliwym. Natomiast w ostatnich latach przed wybuchem II wojny światowej przeważająca część młodzieży akademickiej przyznawała się otwarcie, a nawet demonstracyjnie do katolicyzmu. W środowiskach literackich i intelektualnych okazywanie przynajmniej zainteresowania problematyka katolicyzmu należało do dobrego tonu L. Mullerowa, A. Stanowski, Lata wojny i okupacji 1939-1945, W: Chrześcijaństwo w Polsce, zarys przemian 966-1945, pod red. J. Kłoczowskiego, Lublin 1981, s.298-299.

Czym były sodalicje? Wywodziły się z tradycji jezuickiej, ale zostały dopasowane do potrzeb młodzieży przez wielkiego wychowawcę i moderatora najsprawniejszej przed II wojną światową organizacji religijnej Związku Sodalicji Mariańskich Szkół Średnich w Polsce ks. Józefa Winkowskiego. Była to najprężniejsza katolicka organizacja młodzieżowa na świecie. Ona uchroniła młodą polską inteligencję przed wpływami naturalistycznymi, pozytywistycznymi, komunistycznymi. Ona dała Kościołowi i Ojczyźnie najlepsze dzieci.   Ks. Winkowski zmarł w roku 1951 i jest pochowany na cmentarzu w Zakopanem.

W popularnym w okresie międzywojennym „Przewodniku Sodalicji Mariańskiej” Jana Rostworowskiego  znajdowało się trójstopniowe uszeregowanie celów. „Wybitna, w społeczne formy ujęta, do najwyższego stopnia spotęgowana cześć Maryi” była pierwszym, bezpośrednim celem sodalicji mariańskich. Najświętsza Maria Panna, której Bóg powierzył wychowanie swojego Syna, w tradycji katolickiej spełniała rolę wychowawczyni w sposób mistyczny i duchowy. Przez naśladowanie jej cnót wierzący najszybciej uzyskiwał doskonałość chrześcijańską, co kończyło drugi etap formacji. Sodalis w tym poznawał podstawy wiary, starał się rozumieć poglądy Kościoła na sprawy światowe oraz nabrać takiej wrażliwości sumienia, aby pewnie rozpoznawać fałsz i prawdę, korzyść i zagrożenie dla katolicyzmu. Sodalisom stawiano indywidualne wymagania, aby charakteryzowała ich czystość, wstrzemięźliwość, uczciwość, ubóstwo duchowe, pobożność, odwaga cywilna, roztropność w słowie i czynna miłość bliźniego. Po zakończeniu etapu formacji sodalis stawał się przygotowany do działania apostolskiego w wyznaczonych przez Kościół ramach, osiągając ostatni cel sodalicyjnego wychowania.

Te wskazówki uczynił drogowskazem wychowawczym ks. Józef Winkowski, który ułożył ogólnopolskie statuty sodalicyjne. Postulował utrzymanie codziennego stanu świętości, tj. świadomości Bożej obecności i nieustannej z Bogiem łączności. Stan ten należało osiągnąć przez codzienną częstą modlitwę i prowadzenie życia w łasce, dzięki systematycznemu przystępowaniu do komunii świętej, uczestniczeniu we Mszy św., korzystaniu z sakramentów, czytaniu budującej lektury, poddaniu się stałemu przewodnictwu duchowemu. W celu wzmocnienia postawy posłuszeństwa i kształtowania poczucia odpowiedzialności ks. Winkowski postulował konieczność dokładnego wypełniania wszystkich codziennych obowiązków. Bezwzględne posłuszeństwo obowiązkowi było tym nakazem i imperatywem, jaki miał przełamać wrodzone lenistwo młodzieży, jej uleganie chwilowemu nastrojowi i namiętnościom. Służba wobec czynności dnia powszedniego była środkiem, […]który porywczą i szlachetną w planach młodzież polską[…] miała nauczyć wytrwałości, sumienności i głębi przeżywania wiary. Dlatego nauka poczucia obowiązku względem Boga, samych siebie i najbliższych aż do jego „ukochania” spełniała pierwszorzędną rolę w sodalicji, która miała […]wczepić ideę obowiązku w dusze już w młodości[…].  W opinii ks. Józefa Winkowskiego idea przemiany życia szkolnego miała w takim stopniu zdominować działalność sodalicji, aby doprowadzić do „[…] utrzymania w całej szkole stanu łaski.” Najważniejszym elementem ciągłej sodalicyjnej formacji stało się przyzwyczajenie chłopców do regularnych praktyk religijnych i wzorowego wypełniania obowiązków szkolnych oraz rodzinnych zgodnie z etyką katolicką. Nacisk w pracy duszpasterskiej został położony na świadome przeżywanie wiary połączone z pełnym posłuszeństwem wobec prawa Bożego. Chodziło o nabycie wierności zasadom moralnym praktykowanym pod wpływem motywów religijnych. Rezultatem miało być wyrobienie chrześcijańskiego charakteru, tworzącego dynamiczną osobowość stale ukierunkowaną ku dobru i posiadającą ciągłą motywację do jego realizacji.

Wyrobiony sodalis stawał się posłuszny, czysty w myśli, słowie, uczynku, prawdomówny, szczery i otwarty wobec rodziców, spowiednika, moderatora i kolegów, miłujący rodziców, usłużny, pracowity, sumienny, wypełniony chrześcijańską wesołością i radością. Miał w sobie rozbudzić pragnienie pomocy innym ludziom, uważać za obowiązek nie to, co nakazane, ale to co trzeba było podjąć. Tylko wtedy jego postawa, wypływająca z dobra wewnętrznego stawała się wyraźna i pozbawiona ostentacji i tylko w ten sposób w serdecznej rozmowie, zachęcie, współczuciu, gorącej modlitwie mógł sodalis wpływać na moralny kształt szkolnej, koleżeńskiej i rodzinnej rzeczywistości. Miał starać się dać maksymalną ofiarę z siebie, ze swoich sil, pracy, zdrowia.

W społecznym wymiarze, po opuszczeniu szkoły uformowana w sodalicji inteligencja katolicka powinna była odznaczać się silną wiarą płynącą z przekonania, posłuszeństwem prawu Bożemu i zakazom kościelnym. Musiała rozumieć, że obrona wolności Kościoła stanowiła najskuteczniejszą walkę dla dobra narodu i ojczyzny, a jednocześnie powinna umieć zdobyć się na najwyższą ofiarność na rzecz Ojczyzny. Narodowym rezultatem sodalicyjnej formacji miało być chrześcijańskie odnowienie Polski dokonane w ciągu kilkudziesięciu lat. Do takiego wzniosłego celu porywał serca młodzieży ks. Józef Winkowski. „Idziem ku świtom Zmartwychwstania Narodu, zmartwychwstania Ducha Polski, […] otośmy przez sodalicję zerwali się z duchowej martwoty i bierności i zapragnęli żyć pełnią życia, wiary i łaski, pragniemy dać pokrzepienie sercom polskim by zmartwychwstali dla Chrystusa  w wielkiej, szczęśliwej, potężnej Polsce.”

Praca dawała efekty. W Polsce międzywojennej młodzież studencka garnęła się do organizacji religijnych. Nie były to tylko Sodalicje, choć te funkcjonowały we wszystkich ośrodkach akademickich, ale takie organizacje jak Odrodzenie, Iuventus Christiana. W memoriale do biskupów polskich w 1936 ks. Winkowski podawał, że w rekolekcjach wielkopostnych uczestniczyło 15 000 studentów, niemal wszyscy ówcześnie studiujący studenci – katolicy. Latem 1936 roku odbyły się jasnogórskie ślubowania młodzieży akademickiej przygotowane przez Sodalicje mariańskie akademików. W ślubowaniu wzięło udział dwadzieścia tysięcy młodzieży. Przybyły pielgrzymki z Warszawy 10000, z Krakowa i Lwowa 2300 i 2100, w Wilna 700, z Lublina 500. W słowach ślubowania odnajdujemy echo sodalicyjnej drogi. W roku 1938 Ks. Kardynał Aleksander Kakowski napisał o młodzieży akademickiej:

„Podkreślam ze szczerym zadowoleniem, że kiedy młodzież XIX wieku, wychowywana w atmosferze materializmu i pozytywizmu, wyższości materii nad duchem, wykluczała religię z życia prywatnego i publicznego. (…) Większość dzisiejszej młodzieży akademickiej (…) wzięła w głębokim przekonaniu religię za podstawę życia indywidualnego, społecznego i państwowego. (…) Ten przewrót duchowy w młodym pokoleniu nastąpił po wojnie. (…) Najwięcej pocieszającym objawem jest to właśnie, że w młodzieży wzbudził się nowy wspaniały idealizm, nowe poczucie moralne (…) młodzież garnie się do organizacji, których hasłem jest religijność, czystość serca, hart duszy, męstwo, wstrzemięźliwość, abstynencja”.

Zwracam uwagę na liczbę 10 000 młodzieży w Warszawy. Było ich najwięcej. To oni później tworzyli duch Powstania, ofiary i wysokiej Chrystusowej moralności, o której milczy historia. Bo zapewne było najczystsze moralnie Powstanie w historii ludzkości, zwłaszcza gdy przypomnimy ogrom bestialstwa niemieckiego i własowców.

Na koniec kilka uwag o postawie sodalisów akademickich w Warszawie, po wrześniu 1939. To że, ten ruch nie mógł trwać jest oczywiste. To, że nastąpiło rozproszenie też jest sprawą jasną. Ale to, że w Warszawie w środku wojny, bo w roku 1943 trzydziestu młodych ludzi wstępuje do zakonu Marianów jest sprawą zdumiewającą. Skąd się wzięli? Ano z ducha i pracy sodalicji. Samorzutnie utworzyli grupy pogłębiania religijnego. Aby odrodzić naród przez odnowę moralną. Ich przywódcą był Władysław Domaradzki. On kierował trzema grupami akademików – z Żoliborza, Mokotowa i Pragi. Tworzył elitę, która kierowała Grupami Katolickimi. Przeciętny stan Sodalicji wraz z Grupami Katolickimi w latach 1942-44 wynosił ponad 360 osób, a ilość chłopców, którzy brali udział w działalności Sodalicji, ocenia się łącznie na około tysiąca. Ci chłopcy podjęli wspaniałą akcję wychowawczą wśród wojennej opuszczonej młodzieży. Szacuje się też, że całą (profilaktyczną) działalnością Sodalicji: w szkołach, harcerstwie, na plażach, w ośrodkach zdrowia, kursach bokserskich i tym podobnych akcjach zostało objętych około dwudziestu tysięcy chłopców”. Tak to oceniał Włodzimierz Okoński, wielki mariański wychowawca w książce „Przywódca Wielkiej Akcji” (Warszawa 1997). Najlepsi poszli do Powstania wielu z nich zginęło. Ale ginęli w opinii świętości. Wśród bohaterów Powstania dotychczas dwóch księży zostało uznanych za błogosławionych. Ale warszawski bruk skropiony jest krwią męczeńską także młodych dwudziestoletnich chłopców z sodalicji, takich jak Władysław Domaradzki, Zygmunt Kotas, Zygmunt Białoskórski, Zygmunt Jarczyński, Zbigniew Wapiński, Jerzy Seredyński, Jerzy Danowski.

Józef Winkowski pisał, w 1925 roku, z euforią wyniesioną z atmosfery zjazdowej, w „Miesięczniku Katechetycznym i Wychowawczym”,: […] Może w dzisiejszych aż nazbyt realnych czasach nie wypada stwarzać sobie poetycznych wizji przyszłości. Ale na moment wyobraźmy sobie, że we wszystkich szko­łach średnich Małopolski i Korony, Wielkopolski i Śląska, Ziem Czerwieńskich i Litwy powstały setki Sodalicji Mariańskich. Wyobraźmy sobie, że ta młodzież, jak sama uchwa­liła w Krakowie, z obowiązku wchodzi po maturze w sze­regi sodalicyjne naszych wszechnic Warszawy, Krakowa i Lwowa gdzie już są, – Poznania i Lublina, gdzie, jak ufa­my, będą wkrótce Sodalicje akademickie. Wyobraźmy sobie, że z nich katolicka, dzielna, wyrobiona, przechodzi do Sodalicji obywatelskich – nikt z nas nie oprze się głębokiemu, wstrząsającemu wrażeniu, że w kilku dziesiątkach lat nad Polską katolicką spełniają się słowa Psalmisty: Emittes spiritum tuum et creabuntur et renovabis faciem terrae (Ps. 103,30).

Echo tych słów zabrzmiało 2 czerwca 1979 wygłoszone przez sodalisa, przewodniczącego Sodalicji w wadowickim gimnazjum, członka sodalicji akademickiej, ponawiającego tajnie śluby z 1936 w czasie okupacji na Jasnej Górze, św. Jana Pawła II.

Czyż nie są one wciąż zadaniem?

Fotografia Tadeusza Bukowskiego, Powstanie Warszawskie: Por. Przemysław Górecki “Kuropatwa” (po prawej) – komendant Powstańczej Poczty, w rozdzielni Harcerskiej Poczty Polowej na ulicy Świętokrzyskiej 28 (zdjęcie z zasobów wikimedia, domena publiczna).

 

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.