Od wolności do warcholstwa

www.facebook.com/pg/szeremietiew/photos

Alternatywa: „Jam nie z soli i nie z roli, jeno z tego co mnie boli” (Stefan Czarnecki), lub „Jedz pij i popuszczaj pasa” (czasy saskie).

Cechą dominującą w świadomości narodowej Polaków jest pragnienie wolności. Inaczej niż np. Niemcy, ceniący nade wszystko rygor państwowy (Befehl ist Befehl – rozkaz bezwzględnie wykonać), lub Rosjanie czerpiący satysfakcję z tego, że Rosji „wsie bojatsa” (nas wszyscy się boją), Polacy najbardziej cenią wolność własną i życzą jej innym, stąd też walczyli „za wolność waszą i naszą”.

Kiedy prześledzimy dzieje Polski dostrzeżemy, że pragnienie wolności znalazło swe ucieleśnienie w budowanym przez Polaków państwie Corona Regni Poloniae (Korona Królestwa Polskiego). Nazwa oznaczała państwo, jako instytucję niezależną od władcy, niebędącej jego własnością. „Korona Królestwa” określała państwo polskie, jako organizm niepodzielny, rządzący się prawami i zasadami ustrojowymi stojącymi ponad osobą monarchy. Władca zgodnie z tym nie był jedynym i nadrzędnym źródłem prawa, jak w innych wówczas państwach. Sam podlegał prawom królestwa, co wyrażało się m.in. w wykształconym już w pełni prawie do obywatelskiego oporu. Powstał system praw obywatelskich (przywileje) i demokracji szlacheckiej – unikalny na tle ówczesnej Europy. Państwo polskie ze swoim system wolnościowym okazało się atrakcyjne dla sąsiadujących z Polakami od wschodu narodami znajdującymi się w Wielkim Księstwie Litewskim. Oba państwa połączyły się unią, prawa obywatelskie polskiej szlachty objęły szlachtę litewską i ruską. Powstała potężna wielonarodowa Rzeczpospolita „Obojga Narodów”.

Od początków istnienia Rzeczypospolitej, jako zabezpieczenie wolności, ustanowiono zasadę „liberum veto” dającą prawo każdemu z posłów biorących udział w obradach Sejmu do zerwania go i unieważnienia podjętych na nim uchwał, jeśli poseł uznał, że byłoby to sprzeczne z dobrem wspólnym obywateli.
Państwo takie, zapewniające szerokie wolności, istniało ponad 340 lat. Upadło w końcu XVIII w. rozgrabione przez zaborczych sąsiadów. Powszechnie przyjęty pogląd, główną przyczynę upadku, widzi w zasadzie „liberum veto”. Rzeczywiście obserwując czasy saskie i okres prób naprawy państwa bez trudu dostrzeżemy, jak wielokroć praktyka zrywania sejmów przez posłów korumpowanych przez obce dwory, zwłaszcza pruski i moskiewski, a także w imię prywaty ówczesnych oligarchów, blokowała próby reform. Tym samym przypieczętowało to upadek Rzeczypospolitej. Szkodliwość „liberum veto” jest więc bezsporna.
Powstaje jednak w związku z tym istotne pytanie; po raz pierwszy zerwanie sejmu nastąpiło dopiero w 1669 r. w Krakowie w czasie obrad sejmu koronacyjnego. Dokonał go poseł wołyński Jan Aleksander Olizar. Uważa się też, że próby zerwania sejmu wcześniej w 1652 r. podejmował poseł województwa trockiego, Władysław Siciński (klient hetmana wielkiego litewskiego Janusza Radziwiłła). Czyli pierwszy raz zerwano obrady sejmu dopiero po… dwustu latach funkcjonowania zasady liberum veto w praktyce ustrojowej państwa. Dlaczego wcześniej liberum veto, skoro było tak szkodliwe, nie spowodowało upadku wielonarodowego państwa rozciągniętego nad Wisłą, Niemnem, Dźwiną i Dnieprem?
W moim przekonaniu trwałość państwa Polaków, Litwinów i Rusinów zachowującego swobody obywatelskie, była uzależniona od tego, jaki był stan umysłów ludzi korzystających ze swobód i na ile w obywatelach był zakorzeniony system wartości nakazujący troskę o dobro wspólne, kształtujący postawy respektujące prawa innych i rezygnowanie z prywaty. Takie postawy były charakterystyczne dla większości szlachty, stanowiącej w państwie rodzaj klasy średniej. To ona narzucała specyficzny wolnościowy styl rządzenia. W XVII w. Rzeczpospolita doświadczyła wyniszczających wojen, zwłaszcza domowej (bunty kozackie) i najazdu szwedzkiego (potop szwedzki). Ich skutkiem była degradacja szlachty średniozamożnej, podstawy ustrojowej państwa, do poziomu biednej, nieposiadającej majątku „gołoty”. Ci ludzie ulegali demoralizacji stając się klientami możnowładców, zwłaszcza kresowych, zabiegających o własne interesy kosztem państwa. Jedni i drudzy zaczęli się też wysługiwać obcym dworom. Polski system demokratyczny stracił zaplecze społeczne. W tych warunkach, swobody obywatelskie i prawa takie jak liberum veto, stały się w rękach sprzedajnych elit i zdemoralizowanych obywateli narzędziem do zadania śmiertelnego ciosu Rzeczypospolitej.

W XVIII w. symbolem Rzeczypospolitej przestał być szlachcic obywatel, patriota, korzystający odpowiedzialnie z przysługujących praw, ale tępy warchoł szerzący anarchię i destrukcję, nie rozumiejący czym jest dobro wspólne.
Wielka próba naprawy państwa w czasach Sejmu Wielkiego – Czteroletniego (1788-1792) nie udała się także dlatego, że spotkała się z oporem warcholskich „obrońców demokracji”, w tym zwłaszcza liberum veto, przed „despotyzmem” reformatorów, dziś powiedzielibyśmy dyktaturą, Ustawy Majowej (Konstytucji z 3 maja 1791 r.). Jej zwolennicy, w obawie przed groźbą użycia siły przez stronnictwo moskiewskie, przyśpieszyli termin obrad o dwa dni (planowanym terminem był 5 maja 1791 r.) i uchwali ją korzystając z faktu, że główni oponenci nie powrócili jeszcze z wielkanocnej przerwy świątecznej. Nie ogłoszono daty rozpoczęcia sesji, tylko imiennie wezwano zwolenników reformy na posiedzenie 3 maja. Dla przeciwników Ustawy Majowej był to dowód na złamanie zasad demokratycznych. Oponenci domagali się, aby przekreślić nową konstytucję – chcieli, aby znowu „było tak jak było”. Nie dysponując wystarczającą siłą odwołali się do potęgi zewnętrznej. W roli ich sojusznika i obrońcy swobód w Polscy wystąpiła caryca Katarzyna, Rosja. Skutkiem były rozbiory i zniknięcie Rzeczypospolitej z politycznej mapy Europy na 123 lata.
Dlaczego o tym wspominam? Obserwujemy zachowania opozycji blokującej wszelkie próby zreformowania państwa (ostatnio w sądownictwie) i domagającej się- niczym targowiczanie- aby „było tak jak było”. A skoro rządzący cieszą się poparciem większości Polaków i opozycji nie wystarcza sił, aby Zjednoczoną Prawicę odsunąć od władzy, to stara się znaleźć wsparcie w obcych ośrodkach, poza granicami kraju, niczym wspomniani targowiczanie. Bez względu więc na konstruowane uzasadnienia, poczynania opozycjonistów to oczywisty dowód jej warcholstwa. Kiedy więc zastanawiamy się nad stanem demokracji w naszym kraju i spojrzymy przy tym obiektywnie na zachowania współczesnej opozycji, dostrzeżemy wiele analogii z tym, co działo się w Rzeczypospolitej w końcu XVIII w. Zbyt wiele jest tych analogii!
Wtedy Polakom nie udała się, zapowiadana Ustawą Majową, „dobra zmiana”. Siły wrogie reformom wykorzystały swoją agenturę i różnorodnych „użytecznych durniów” dla zniszczenie Rzeczypospolitej.
Czy doświadczenie z tamtego czasu, może dziś wpłynąć moderująco na zaciekłych „obrońców demokracji”, którzy nie rozumieją, że walcząc z rządem przy wsparciu obcych sił, mogą doprowadzić państwo polskie do upadku?

Romuald Szeremietiew

1 komentarz

  1. Winę ponoszą także zwolennicy reform ukierunkowai na europejskość, szczególnie w czasach S.A.Poniatowskiego, moda na francuszczyznę, i nie tylko ale i brak szacunku dla zwykłego szlachcica, polskosci jako takiej i religii katolickiej, nadmierny konsumpcjonizm i wiara w tzw.rozum!

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.