Pocztówka z Niemiec. Niby tak samo…

Wyszedłem z głównej biblioteki miejskiej w Wolfsburgu – w mieście koncernu Volkswagena – przy ulicy Porsche tuż przed jej zamknięciem. Dochodząc do skrzyżowania z Pestalozziallee zatrzymałem się na światłach, gdy właśnie kuranty na frontowej ścianie ratusza miejskiego zaczęły wydzwaniać godzinę osiemnastą. O tej godzinie jest już ciemno na zewnątrz, bo to połowa listopada, a przestawianie zegarków na jesieni i na wiosnę „do przodu” i „do tyłu” niedostatecznie oszukuje naturę. Pochmurne niebo wiszące od kilku dni, nie tylko nad miastem ale i całą Dolną Saksonią, również przyspieszyło mroki wieczoru i zbliżającej się nocy. Długi na kilkaset metrów deptak ulicy Porsche zawsze jest miejscem mocno oświetlonym, nie tylko z racji wielu lamp. Ulicę rozjaśniają dodatkowo witryny sklepów i różnych lokali użytkowych stłoczonych przy sobie ciasno po obu jej stronach. Te zaś połyskują szczególnie w okresie przedświątecznym dodatkowo błyszcząco-świetlnymi, kolorowymi reklamami i dekoracjami przypominającymi już od ponad miesiąca, że święta Bożego Narodzenia tuż, tuż, co potwierdzają również duże świecące gwiazdy dekorujące każdą latarnię.

Spacerując wzdłuż ulicy zaglądałem do witryn po lewej i po prawej stronie ciekawy, co za dziwy mają handlowcy do zaoferowania. Dotarłem tak w okolice największego centrum handlowego w mieście, „City Gallery”, gdzie można kupić wszystko, albo prawie wszystko. Ponieważ był piątek, rozreklamowany jako tzw. czarny piątek, kiedy to rabaty na różne towary prześcigały się ze spadkami cen, kupujących było chyba więcej niż sklepy mogły pomieścić. Wszędzie gwar, zamieszanie i poszukiwania tych najdogodniejszych upustów cenowych. A tłum jest barwny. Nie tylko stroje o tym zaświadczają, ale i słyszana mowa przechodniów, gdzie język nimiecki nie jest dominującym tu językiem. Na deptaku słychać Bliski Wschód, Północną Afrykę, czasami mowę rosyjską i również polską. Są też Hindusi, Chińczycy oraz Hiszpanie, ale ci przebywają tu raczej z racji kontaktów służbowych, co zdradza ich ubiór korporacyjno biurowy. W tym roku w mieście lansowane są stroje odmienne od dotychczas panujących w Niemczech zwyczajów. Dominują obecnie hidżaby w różnych formach i kolorach, choć paradoksalnie moda ta nie była jeszcze reklamowana na żadnych bilbordach, czy innych nośnikach reklam, na obecnym rynku. Najbardziej kolorowo noszą się tu przedstawicielki Afryki muzułmańskiej.

Nie wszyscy wybrali się wyłącznie na zakupy. Wiele mam – o rysach arabskich – spaceruje z dziećmi i wózkami. Są też i panie spacerujące z pieskami, najczęściej po dwa prowadzone na smyczy, ale one nie noszą hidżabów. Jest gwarno. Stoję tak już dłuższą chwilę niezdecydowany, czy dać się ponieść tłumowi w City Gallery, gdy z zadumy wyrywa mnie głos kobiety z prośbą, bym przesunął się nieco na bok. Stałem właśnie przy stopniach do jakiegoś małego sklepiku i tym utrudniałem komuś wyjście. Była to starsza pani usiłująca sprowadzić wózek inwalidzki z mężczyzną na nim, ze stopni na chodnik. Żachnąłem się i zadeklarowałem przy okazji swoją pomoc. Wtedy okazało się, że są to moi znajomi, których poznałem na tej ulicy i w podobnych okolicznościach, ale trzy lata wcześniej. Wtedy nie było tak wielojęzycznie gwarno ani tak kolorowo w chusty jak teraz. Nie widać było aż tyle dzieci biegających wokół wózków z mamami w hidżabach. Ale piesków, prowadzonych na smyczy lub dwóch, również nie było wtedy więcej, niż można zauważyć obecnie.

Znajomi przywitali się ze mną serdecznie, pomogłem pchać wózek inwalidzki z moim znajomym. Postanowiliśmy uczcić to spotkanie. Znaleźliśmy małą kawiarenkę, gdzie przy kawie i słodkim dodatku, rozmawialiśmy o nadchodzącym okresie świątecznym, wspominając jak spędza się Święta Bożego Narodzenia w Polsce, a jak w Niemczech, jakie mamy potrawy wigilijne tu i tu, jakie też zwyczaje – podobne czy różne, są czy też były. Spokojnie mijał czas na wspólnej rozmowie. Za oknem kawiarenki nieprzerwanie przetaczał się tłum kolorowych hidżabów, przemknie też burka czy abaja. I dzieci biegające wokół swych mam z wózkami, a od czasu do czasu przemknął jakiś piesek prowadzony przez niemiecką panią na smyczy. Czasami dwa pieski.

 

Adam Józef Michalczyk

komentarze 2

  1. Piękny styl opowiadania, proszę rozważyć dłuższą formę, np. dziennikarską. Pozdrawiam świątecznie życząc dużo miłości bliźniego.

    1. Tekst miał być felietonem, a widać że pewnie styl zbyt się wymieszał. Sztukę dziennikarską może uda mi się jednak opanować. Miło mi, że praca moja spodobała się. Pozdrawiam serdecznie
      Adam Michalczyk

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *