Rocznica Powstania Warszawskiego z perspektywy amerykańskich i niemieckich mediów

Tomasz Nowak

75 rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego stała się okazją do licznych komentarzy w  zachodnich mediach. Zwracają uwagę dwa dłuższe artykuły w prasie amerykańskiej. Niemieckie media obszernie relacjonowały wizytę ministra spraw zagranicznych Heiko Maasa w Warszawie. Odpowiedzialności moralnej, jaką uznają niemieccy publicyści, nie towarzyszy jednak gotowość do akceptacji reparacji na rzecz Polski.

Niewygodne powstanie

Renomowany „The Wall Street Journal”, zazwyczaj skoncentrowany na tematyce gospodarczej, zamieścił obszerny esej historyka Seana McMeekina pt. Jak Hitler i Stalin ukształtowali nowoczesną Polskę (How Hitler and Stalin Made Modern Poland, 31.07.2019). Amerykański historyk średniego pokolenia przybliża anglosaskim czytelnikom wiedzę o Powstaniu Warszawskim. Nie można mieć wątpliwości, że uważa je za jedno z kluczowych, a zarazem najtragiczniejszych wydarzeń II Wojny Światowej.

„Męczennicy Armii Krajowej stracili nie tylko życie, ale także ukochane miasto. Los Warszawy, obróconej w gruzy przez żądnego zemsty Hitlera, za cichym przyzwoleniem swojego wroga, a jednocześnie bliźniaczo podobnego Stalina – uosabia katastrofę II Wojny Światowej lepiej, aniżeli jakiekolwiek inne pojedyncze wydarzenie.”  Autor zadaje pytanie, dlaczego na zachodzie Powstanie Warszawskie pozostaje mało znanym epizodem wojennym? Przyczyny tego McMeekin upatruje w tragicznym upadku Powstania i losie Polski niepasującym do narracji o wspaniałym triumfie aliantów.

“Ostatecznie Niemcy zostały pokonane, ale nie oznaczało to dla Polaków wolności, a jedynie początek kolejnej brutalnej, tym razem komunistycznej okupacji. Burzy to narrację o II Wojnie Światowej jako o „dobrej [sprawiedliwej] wojnie” i do dnia dzisiejszego kładzie się cieniem na polskiej i europejskiej polityce.”

McMeekin przypomina, że powodem wybuchu wojny w 1939 roku był napad Niemiec na Polskę. 17 września do wojny włączył się Stalin uderzając od wschodu.

„Alianci praktycznie nic nie zrobili, aby powstrzymać sowiecką agresję. W ciągu następnego roku Stalin zaatakował pięć kolejnych państw, pozostając oficjalnie „neutralnym” –  był to dowód na hipokryzję aliantów.” Amerykański historyk przypomina, że po napaści Hitlera na ZSRR, Stalin z „totalitarnego rzeźnika” zmienił się w potrzebnego aliantom „wujka Joe” – wojskowa pomoc dla sowieckiej Rosji popłynęła z Ameryki szerokim strumieniem.

Lekcja historii

Autor przypomina też haniebne zachowanie zachodu po odkryciu w Katyniu grobów pomordowanych polskich oficerów. „Z taką determinacją Churchill i Roosevelt chcieli utrzymać Stalina w dobrym nastroju, że podtrzymywali jego kłamstwa na temat masakry w Katyniu w 1940 roku, podczas której sowiecka tajna policja dokonała zaplanowanych masowych egzekucji 21.992 polskich jeńców. Roosevelt przeprosił nawet Stalina, gdy polski rząd na uchodźstwie zażądał przeprowadzenia przez Czerwony Krzyż dochodzenia po odnalezieniu przez Niemców masowych grobów w lutym 1943 roku” – przypomina amerykański historyk. Wyciąga też logiczny, chociaż rzadko pojawiający się w polskich debatach wniosek: „Nie poniósłszy żadnych konsekwencji masakry w Katyniu, Stalin nie zamierzał zmieniać swojego działania w Warszawie”.

W dalszej części eseju McMeekin opisuje dramat Powstania, mówi o 16 tys. poległych żołnierzach AK i prawie 200 tys. zabitych cywilach. Czytamy o zrównanym z ziemią mieście, ale też o bohaterstwie alianckich lotników, zrzucających zaopatrzenie nad Warszawą. McMeekin przypomina czytelnikom WSJ o wydanym przez Stalina zakazie lądowania alianckich samolotów na przyfrontowych lotniskach; o sowieckich aresztowaniach, wywózkach i egzekucjach powstańców. Na koniec opisuje zdradzieckie pojmanie i oskarżenie o kolaborację z Niemcami zaproszonych na rozmowy do Moskwy 16 przywódców państwa podziemnego. Na nic się zdały „nieefektywne protesty Waszyngtonu i Londynu”.  Rok 1945 w odróżnieniu od krajów zachodu nie przyniósł  Polsce i Europie Wschodniej wolności, lecz długie dekady sowieckiej dominacji.

W tych doświadczeniach upatruje McMeekin źródła preferencji politycznych polskich wyborców i nieulegania modzie na podważanie roli państwa narodowego. „Wzrost popularności nacjonalistycznej partii Prawo i Sprawiedliwość, w samym środku kryzysu migracyjnego z 2015 roku, nie powinien dziwić nikogo, komu nieobca jest historia XX wieku. Polacy poznali na własnej skórze, co może oznaczać utrata narodowych granic i suwerenności. Pierwszy sierpnia co roku przypomina im o tym. Nie spieszą się, aby ponowie zaryzykować podobny koszmar” – konkluduje autor.

Chociaż końcowe wnioski eseju wydają się dość ryzykowane, to bardzo istotne z punktu widzenia polskiej  polityki historycznej jest przybliżanie światowej opinii publicznej prawdy o tak fundamentalnych wydarzeniach jak Powstanie Warszawskie. Nie tylko uświadomienie ogromu strat, jakie poniosła Polska, ale także moralnych zobowiązań, których w 1945 roku nie spełniły USA i Wielka Brytania, jest istotne dla kształtowania relacji również z sojuszniczymi państwami.

Agent wpływu

Do artykułu Seana McMeekina odnosi się również sprzyjająca konserwatystom i wydawana w Nowym Jorku gazeta „The Epoch Times”. Publicystka Diana West rekapituluje główne tezy eseju McMeekina, zwraca przy tym uwagę na pomijaną zazwyczaj niechęć Roosevelta do udzielenia efektywnej pomocy powstańcom.

„Bohaterstwo lotników [dokonujących zrzutów nad Warszawą] było niezaprzeczalne.  Błędem byłoby zakładać, że byli oni częścią zakrojonej na szeroką skalę alianckiej operacji.”

Gdy Churchill zasugerował Rooseveltowi wspólne zaopatrywanie powstańców wbrew sprzeciwom Stalina, amerykański prezydent odrzucił tę propozycję. „Nie wydaje mi się to korzystne w kontekście długofalowych celów wojennych, abym dołączył do Ciebie w zaproponowanym liście do wujka Joe”.

Diana West wskazuje na brak poparcia dla tego typu ryzykownej operacji w kręgach wojskowych, ale przede wszystkim na niechlubną rolę, jaką przez lata odgrywał najbardziej zaufany prezydencki doradca Harry Hopkins. „Warto zauważyć, że łącząca go ze Stalinem poddańcza zależność nigdy nie spotkała się z krytyką ze strony New York Timesa (…)”  Diana West, powołując się na książkę Herberta Romersteina i Erica Breindela  Venona Secrets, opisuje spotkanie Hopkinsa z zastępcą dowódcy amerykańskich lotniczych sił strategicznych w Europie. Generał F. L. Anderson był sceptycznie nastawiony do zrzutów, ponieważ uważał je za zbyt ryzykowne. Przekonany był też, że większość ówczesnej administracji widziała w nich zagrożenie dla relacji ze Stalinem. Generał Anderson twierdził, że Hopkins poparł jego opinię i obiecał natychmiast przekazać ją prezydentowi. Co więcej, zapowiedział, że wszystkie telegramy od Churchilla (dotyczące wywarcia wpływu na Stalina) będą wstrzymywane i nie trafią do prezydenta. Świadczyłoby to o niewiarygodnych wpływach Hopkinsa, ale też o „zdolności do pomagania w realizacji sowieckich celów politycznych”.

Z polskiej perspektywy nasuwa się też dość oczywista refleksja, że nawet najlepsze sojusze podlegają czynnikom zewnętrznym i ciągłym kalkulacjom politycznym – nie zastąpią one własnego silnego państwa i sprawnej armii.

Niemiecka wina

Prasa niemiecka w licznych artykułach relacjonowała 75 rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Zainteresowanie niemieckich mediów było tym większe, że w uroczystościach na terenie Muzeum Powstania Warszawskiego i na Placu Krasińskich wziął udział minister spraw zagranicznych Niemiec Heiko Maas. Socjaldemokratyczny minister wypowiedział szeroko cytowane w niemieckich mediach słowa o wstydzie, jaki odczuwa z powodu popełnionych przez Niemców zbrodni.

(…) „Przybyłem tu, aby oddać hołd poległym oraz prosić o przebaczenie rodziny poległych,  rannych i [cały] naród polski. Wstyd mi za to, co Niemcy wyrządzili Polsce. Wstyd mi również za to, że po wojnie zbyt długo milczano o tej winie. Tym bardziej poruszające jest to, że po wojnie to Polacy często wyciągali rękę w geście pojednania. (…) Polska znalazła się już w miejscu, w którym zawsze być powinna: w centrum Europy, jako wolny, suwerenny i niezbędny kraj” – mówił w Muzeum Postania Warszawskiego niemiecki dyplomata.

Praktycznie wszystkie niemieckie gazety przypominały o polskich ofiarach i niemieckich zbrodniach.

Claudia von Salzen, korespondentka dziennika „Der Tagesspiegel”, w artykule Wstyd mi za to, co Niemcy wyrządzili Waszemu narodowi (Ich schäme mich für das, was Ihrem Land von Deutschen angetan wurde, 01.08.2019) obszernie relacjonowała 75 rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. W swojej korespondencji tak opisywała uroczystości na Placu Krasińskich:

„Tego wieczora można chociaż częściowo odczuć, jak wielkie znacznie ma Powstanie dla poczucia tożsamości dzisiejszej Polski. Prezydent Andrzej Duda podkreślił w swoim przemówieniu, że Polska istnieje tylko dzięki odwadze, bohaterstwu i determinacji powstańców. Z powodu Powstania, Polska nie została kolejną sowiecką republiką.”

Niemiecka dziennikarka przypomniała o ponad 180 tysiącach polskich ofiar, spośród których tylko w pierwszym tygodniu Powstania na Woli zamordowanych zostało około 50 tysięcy osób. „Żaden z uczestniczących w masakrze na Woli Niemców nie został osądzony za swoje czyny” – pisze Claudia von Salzen.

Dziennikarka cytuje też słowa szefa niemieckiego MSZ, który stwierdził, że zaproszenie go na uroczystości przez ministra Jacka Czaputowicza jest „wyjątkowym znakiem zaufania.”

Autorka korespondencji nawiązuje również do wypowiedzi Heiko Maasa, który zachęcał niedawno Polskę do stania się wraz z Niemcami motorem Unii Europejskiej – sformułowanie to, jak podkreśliła dziennikarka, zarezerwowane było do niedawna tylko dla relacji niemiecko-francuskich.

„Wspólne upamiętnianie buduje drogę do wspólnej przyszłości” – stwierdził w swoim przemówieniu w Warszawie szef niemieckiej dyplomacji. Jak zauważa jednak autorka artykułu: „W Niemczech Powstanie Warszawskie nadal mylone jest z Powstaniem w Getcie Warszawskim z 1943 roku, a wielu Niemców praktycznie nic nie wie o tym historycznym wydarzeniu.” W tym kontekście Claudia von Salzen podkreśliła wspieraną przez Heiko Maasa inicjatywę  budowy pomnika upamiętniającego polskie ofiary niemieckiej okupacji. „Tego rodzaju miejsce pamięci byłoby nie tylko gestem pojednania w stosunku do Polaków, ale także istotne dla nas Niemców” – stwierdził minister.

Zrozumieć Polskę

W wielu publikacjach niemieccy publicyści bardzo pozytywnie oceniali wizytę i symboliczne gesty Heiko Maasa. Warto zauważyć, że była to już jego piąta wizyta w Polsce w ciągu półtora roku. Uczestniczenie niemieckiego polityka tej rangi w uroczystościach upamiętniających Powstanie Warszawskie nie jest bynajmniej czymś oczywistym – od 2004 roku, czyli od czasu wizyty kanclerza Gerharda Schrödera, żaden przedstawiciel niemieckiego rządu nie brał w nich udziału.

Niemieccy publicyści, jak na przykład Philipp Fritz z „Die Welt”, uważają, że szef niemieckiej dyplomacji dzięki rozumieniu historii i szczeremu mówieniu o niemieckich zbrodniach, zyskał uznanie polskiego rządu. Zdaniem dziennikarza „Die Welt” niebagatelne znaczenie dla jego dobrych relacji z Warszawą miała mieć krytyczna, przynajmniej na początku, postawa Heiko Maasa względem putinowskiej Rosji. Dziś ta pryncypialność zaczyna odchodzić w niepamięć, ale mimo to niemiecki dyplomata nadal cieszy się zaufaniem polskich prawicowych polityków.

Czas pokaże, na ile niemieckie media są w stenie zrozumieć polski punkt widzenia. Jak ujął to jeden z niemieckich ekspertów, bez zrozumienia Powstania Warszawskiego nie da się zrozumieć Polski. Utworzenie w Berlinie miejsca pamięci polskich ofiar byłoby ważnym gestem symbolicznym, ale jedynie rzetelna i ogólnoniemiecka edukacja szkolna na temat Powstania Warszawskiego może w istotny sposób poszerzyć wiedzę historyczną naszych zachodnich sąsiadów.

 

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.