Rodzinne znaki 11 listopada

Krążą wokół mojej głowy: Matka Boska Częstochowska, Pan Jezus, Orzeł, Pogoń, szabla, wojenna pożoga, Złoty Róg. Rodzinne obrazy i narodowe symbole. Obok nich – obrazy i symbole wrogie. Pruski zamek cesarza Wilhelma, monumentalna siedziba Hakaty i pomnik Bismarcka w Poznaniu, prawosławny Sobór na obecnym Placu Piłsudskiego, austriackie koszary na Wawelu. Z nich wszystkich tkam rodzinną opowieść o polskiej historii; zastrzegam – opowieść nie o bohaterach, lecz o serdecznym dziedzictwie, z którego się wziąłem, które chcę przekazać moim dzieciom

Koledzy, rodacy, szabelka 

Dziadek Feliks Kowalski, syn zubożałego szlachetki, zarządcy folwarku pod Nieborowem. Nigdy go nie poznałem. Jako absolwent warszawskiego Wawelberga (tak mówimy, mimo że szkoła ta wówczas nie nosiła jeszcze tego miana) zabrał na wojnę szkicownik i zestaw kreślarski. Z frontu posyłał narzeczonej (mojej przyszłej babce Annie z Pskowa) młodopolskawe wiersze, nie wiem, czy pisane samodzielnie, czy przerabiane?

…Tysiące kolegów, tysiące rodaków 

Poległo na polach rodzinnych;

Mnie może za chwilę los czeka podobny ,

Zaryją mnie w ziemię jak innych…

…Na mojej mogile postawią krzyż mały,

Wiatr zimny nade mną zapłacze,

Pokryje pagórek puszysty śnieg biały,

Kruk czarny, lub wrona zakracze…. 

On ocalał, poległ jego brat Stanisław, podobno w szarży huzarów Legionu Puławskiego, który miał być po stronie rosyjskiej tym, czym legiony Piłsudskiego po stronie austriackiej. Co zaś do Feliksa, oficera artylerii carskiej armii, jego wiersze, szkicownik i zdjęcia zamknięte w podróżnej torbie (która dotąd stoi u nas na pawlaczu) opowiadają: oto on w rumuńskich okopach szkicuje lekko rozchełstaną wieśniaczkę; oto on w kijowskim szpitalu ze współpacjentami i siostrą miłosierdzia; oto on w Łudze uwiecznia piórkiem bydło u żłoba – a tam ołówkiem frontową ziemiankę i wreszcie, już po ślubie, z Anną, kolegą z wojska (świadkiem?) i szabelką u boku pozuje u pskowskiego fotografa. 

Orzeł, Pogoń i Królowa Polski

Wreszcie listopad roku 1917. Rewolucja bolszewicka. Bardzo amatorska, ale za to jedyna kolorowa kompozycja w szkicowniku (foto 1): ryngraf z Matką Boską Częstochowską na tle skrzyżowanych chorągwi z Orłem i Pogonią. Po bokach przepleciony łańcuch, a poniżej: 

Pod Twoją obronę 

uciekamy się Królowo Polski 

Opieka Najdostojniejszej Rady Regencyjnej

Zaraz potem, 5 grudnia, porucznika Fieliksa Fomicza (czyli syna Tomasza) Kowalskiego przeniesiono do rezerwy. Tułaczka cywilna: Ługa, Psków, Galicz za Moskwą, Moskwa. Pamięć rodzinna utrwaliła obraz: Feliks w kalesonach przed swoim krwawym rodakiem-imiennikiem, w kolejce przesłuchiwanych. Tamten odczytuje familju i pyta: Poljak?PoljakNa lewo.  Tak Feliks przeżył. Może dlatego, że (acz kto wie, czy domniemana przyczyna nie była skutkiem) 4 września 1918 roku został „zapisany na liście osób pozostających pod opieką Przedstawicielstwa Najdostojniejszej Rady Regencyjnej Królestwa Polskiego w Rosji” (foto 2) . Dokument cenny jak życie, które z głodu i dyzenterii utraciły najmłodsze dzieci Anny i Feliksa. Droga do ojczyzny nie biegła prosto. Dopiero po traktacie ryskim, bodaj zawszeni i brudni, małżonkowie wysiedli z ruskiego wagonu na stacji Baranowicze. Rodzina Anny napisała do nich ze Pskowa raz tylko, z informacją o śmierci matki – i z prośbą, żeby broń Boże nie odpisywać. 

Złoty Róg

To było pod carem. Druga połowa moich przodków, tych po kądzieli, żyła w zaborze pruskim. Otóż i niewielki domek pradziadka Franciszka Michałowskiego w podpoznańskim Kórniku, jeden pokój, kuchnia i „alkierzyk”. Tutejsi „obywatele rolni” nie przypominali jednak zupełnie chłopów „z Galilei” ani tych „z Kongresówy”, choć myśleli o tamtych ciepło, jako o rodakach, dając hojnie grosz na „cel dobroczynny i narodowy”. Taka właśnie dewiza widniała na życzeniach ślubnych dla moich pradziadków (foto 3), pieczołowicie zachowanych w prababcinej szufladzie. A u progu Niepodległej na pradziadkowej ścianie, obok litografii z Kościuszką (foto 5) na tle widoczków Warszawy, Krakowa, Gdańska i Poznania, zawisł obrazek z polskim chłopem w sukmanie i wieśniaczką w zapasce na zgliszczach szachulcowego domu: cegiełka na ofiary wojny, „pamiątka niedoli ludu polskiego 1914/15” (foto 4). Dla Poznańczyków sukmana, zapaska i gliniany komin były raczej egzotyką. Żyli pod cywilizacją pruskiego porządku i endeckiej organizacji. Mały Staś (mój późniejszy dziadek) wspominał:

…Na dzień zaduszny zanosiłem  do proboszcza wypominki za dusze… wujów… dodając,  że polegli w powstaniu [1863 roku]… Pewnego dnia matka cicho zaśpiewała nam „Rotę” z odpowiednim politycznym komentarzem…

„Rota” przeniosła do świata plebejuszy oczekiwanie na Złoty Róg, ten z „Wesela”: bo „Pójdziem, gdy zagrzmi Złoty Róg”.

Między ziemniakami a Kościuszką

Kiedy Staś był już w gimnazjalnym tajny skautingu, jego młodszy braciszek Józio, posyłany na plebanię, zapełniał kajecik ćwiczeniami z języka polskiego (kajecik ów co jakiś czas wypływa z czeluści jednej z szaf na strychu). I otóż dokładnie wtedy, kiedy Feliks rysował Matkę Boską Częstochowską pomiędzy wieśniaczkami a bydłem – mały Józio, pomiędzy przepisem na przechowywanie ziemniaków a tekstem „Niewolnictwo i handel ludźmi w Afryce”, skrobał kulfonami dyktando: 

Pod wrażeniem radosnem wysyłamy w świat kalendarz nasz na rok 1918. Polska powstaje do życia nowego! […] Cegiełka po cegiełce buduje się w starodawnej stolicy nowy gmach samodzielności politycznej […] 

Następują znów beznamiętne teksty o ziemniakach. I dopiero ostatnia kartka przynosi staranniej już, doroślej, mocniejszymi czcionkami wykaligrafowane zdanie:

Niech żyje wolna i niepodległa POLSKA.

To już chyba był ten listopad. 

11 listopada w domu Ellmannów 

W listopadzie 1918 roku Niemcy ogarnęła rewolucja i to – jak wszystko w Niemczech – urzędowo. Rewolucyjne organa powstawać miały wszędzie, zatem także w Kórniku. Tutaj tworzyli je, jako „rewolucjoniści”: właściciel największego hotelu w rynku, pan Ellmann, następnie pan Celichowski, syn plenipotenta hrabiów Zamoyskich (późniejszego wojewody poznańskiego), młodzieniec Pohl, syn zamożnego mieszczanina (późniejszego polskiego burmistrza) i wreszcie główny miejscowy socjalista, Gawrych, kierownik spółdzielni rolniczej. Wspólnie zmajstrowali „Straż Obywatelską” (bo tak należało nazywać „rewolucyjne” oddziały przejmujące władzę w imieniu „proletariatu”) – czyli zalążek polskich wojsk powstańczych. 

A teraz musimy wybiec półtora miesiąca naprzód, kiedy całe to towarzystwo ruszyło z karabinami na Poznań, już oficjalnie, jako powstańcy. Odwołam się do wspomnień dziadka, podówczas małego pędraka:

…jakoś pod wieczór, w każdym razie po kościele – słyszę dzwonek: dryń, dryń, dryń… był taki zwyczaj, że wszystkie wiadomości urzędowe ogłaszał policjant; chodził, dzwonił – wszyscy się schodzili – i ogłaszał. No i tutaj ogłasza: że wszyscy ci, którzy są zorganizowani w Straży Obywatelskiej, mają się zgłosić do hotelu Ellmanna…

Pozwolę sobie zauważyć, że mosiężny dzwonek pruskiego policjanta odegrał tu rolę Złotego Rogu z „Wesela” i z „Roty”. Czytajmy dalej: 

…Zainteresowało mnie to i za chwilę poleciałem. Gromadzą się ludzie. Słyszę, że jest wybuch powstania w Poznaniu. Zaczęły zajeżdżać wozy – takie drabiaste, albo hele; konie jechały jak do pożaru, niektórzy wsiadali, inni wysiadali – właśnie ci z tej Straży Obywatelskiej. Zajeżdżały też wozy ze wsi. A stała tam też grupka mieszczan kórnickich, czyli tak zwanych obywateli miejskich. Mówią na to: – Patrzcie, chamy też na powstanie jadą! Świat się kończy!

Ci obywatele miejscy nie byli szlachtą, ale czuli szlachecki dystans do „chamów”, którzy właśnie dołączali do Narodu, żeby walczyć o Niepodległą. Historyczna chwila nie do przeoczenia: moc Opatrzności przemówiła przez Złoty Róg, a Naród stał się w pełni sobą. 

Symbole po latach

Minęło półtorej dekady. Poznański zamek cesarza Wilhelma przedzierzgnięto w siedzibę polskiego uniwersytetu. Warszawski sobór rozebrano. Fragmentów obu budowli użyto – symbolicznie – do budowy uroczystego wejścia do grobów królewskich na Wawelu, gdzie spoczął Józef Piłsudski. A w przedwojennym gabinecie mego dziadka, wówczas już pana wiceprezydenta miasta, honorowe miejsce zajęło popiersie marszałka. Reszta rodziny, bardzo endecka, robiła sobie zdjęcia pod spiżową figurą Serca Jezusowego, czyli Pomnikiem Wdzięczności za Niepodległą (foto 7), który stanął w Poznaniu w roku 1932, na miejscu pomnika Bismarcka. Siedziba Hakaty służy dziś wydziałowi filologii polskiej. A w Kórniku dzień 11 listopada 1918 roku upamiętniony został specjalną tablicą na domu Ellmannów (foto 6)… 

Polska jest wyborem

Z (niektórych) podręczników dowiadujemy się, że Naród Polski to nieprzerwany ciąg pokoleń połączony ogniwami, którymi są: chrzest Mieszka, Szczerbiec Chrobrego, Jagiełło i Jadwiga, Grunwald, Warna, Hołd Pruski, Chocim, Matka Boska Częstochowska i obrona Jasnej Góry, Wiedeń, Sejm Wielki, Konstytucja 3 Maja, wreszcie Złoty Róg. 

Niektórzy tylko usiłują nam wmówić, że wszystko to jakaś nacjonalistyczna fikcja, bo nasi przodkowie byli „wielokulturowi”, albo też byli nietolerancyjni oraz ksenofobiczni, więc naśladować ich nie należy, albo też w ogóle ich nie było. 

No, coś jest na rzeczy. 

Nic nie jest za darmo, a świadomość się zmienia. Woje Mieszka I nie mieli naszej świadomości. Kozacy spod Chocimia, którzy oddawali krew za Rzeczpospolitą, inaczej myśleli o Niej, niż my. Z kolei porządny katolik nie może bez wzruszenia ramion – co najmniej! – czytać niektórych uchwał Sejmu Wielkiego. Po prostu niektóre z nich muszą budzić niepokój. No a przodkowie „chamów”, którzy stali się obywatelami, nie zawsze tworzyli jedno z resztą Narodu. Przeca niektóre podkarpackie wsie, z których po roku 1914 wywiedli się niezłomni patrioci, legioniści, AK-owcy, żołnierze wyklęci… jeszcze pół wieku wcześniej uważały się za odwiecznie „cysorskie”, miano „Polaka” rezerwując dla nielubianej szlachty. 

Tak. Tak. Bo Polska nie została nam dana raz na zawsze. Polska jest i musi być WYBOREM. Musi być WYBOREM i OBOWIĄZKIEM. Każde pokolenie musi na nowo podejmować decyzje, na nowo wypowiadać słowa przysięgi, a potem przekazywać je kolejnym pokoleniom. 

Jeśli tego nie uczyni, narodowy pas transmisyjny może się zerwać. A narody są śmiertelne. Narody umierają. Także i Naród Polski nie jest wieczny, bo jest tylko i aż jednym z talentów, którymi Bóg obdarza ludzi. Naród Polski nie jest też do zbawienia koniecznie potrzebny. Tak jak niepotrzebne są do zbawienia: buty, wielka literatura, nieskalany honor albo życie za wszelką cenę. Bez nich można żyć i można się zbawić. Jednakże są to wielkie dary Boże, którymi pogardzać – graniczy z grzechem śmiertelnym.

Bóg nie chce, abyśmy żyli bez narodu. Dlatego dał nam cud Niepodległości, a wcześniej chrzest, Grunwald, Chocim, Matkę Boską Częstochowską, Orła, Pogoń, szable, powstania i Pomnik Wdzięczności. I świętego Papieża-Polaka, który podczas pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny, w roku 1979, przemówił do nas tymi słowami:

…zanim stąd odejdę, proszę was, abyście całe to duchowe dziedzictwo, któremu na imię „Polska”, raz jeszcze przyjęli z wiarą, nadzieją i miłością — taką, jaką zaszczepia w nas Chrystus na chrzcie świętym…

O autorze:

Jacek Kowalski jest profesorem UAM, historykiem sztuki, polskim bardem sarmackim. Oprcz prac naukowych opublikował kilkadziesiąt książek na temat polskiej tradycji , kultury i historii. Więcej o naszym autorze na www.jacekkowalski.pl

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.