Rozmowy z Żołnierzami Wyklętymi o święcie 1 marca

Stanisław Płużański

1 marca, jak co roku, obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”. Tego dnia w 1951 roku w więzieniu mokotowskim w Warszawie rozstrzelano siedmiu członków IV Zarządu Głównego Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”: Łukasza Cieplińskiego, Mieczysława Kawalca, Józefa Batorego, Adama Lazarowicza, Franciszka Błażeja, Karola Chmiela i Józefa Rzepkę. Komu dokładnie poświęcone jest to święto? Zgodnie z ustawą Żołnierzami Wyklętymi nazywamy „bohaterów antykomunistycznego podziemia, którzy w obronie niepodległego bytu Państwa Polskiego, walcząc o prawo do samostanowienia i urzeczywistnienie dążeń demokratycznych społeczeństwa polskiego z bronią w ręku, jak i w inny sposób, przeciwstawili się sowieckiej agresji i narzuconemu siłą reżimowi komunistycznemu”. Jest więc to termin bardzo obszerny. Dotyczy zarówno oddziałów partyzanckich, jak i wszelkich organizacji konspiracyjnych działających po wojnie. Do tego grona można zaliczać również członków podziemnych partii politycznych, które w nowej rzeczywistości wciąż nie mogły jawnie działać.

Uznaje się, że powstanie antykomunistyczne zaczęło się wraz z przekroczeniem przedwojennej granicy II RP przez Armię Czerwoną w 1944 roku. Od samego początku NKWD rozpoczęło aresztowania działaczy Polskiego Państwa Podziemnego, uczestników akcji „Burza” oraz cywili uznanych za niebezpiecznych dla nowych okupantów. Jednym ze straszniejszych aktów terroru była Obława Augustowska, w wyniku której zamordowano ok. 600 osób narodowości polskiej. Odpowiedzią na represje była walka. Szacuje się, że w oddziałach partyzanckich walczyło 20 tysięcy żołnierzy, a przez wszystkie organizacje i grupy konspiracyjne przewinęło się według różnych szacunków nawet 250-300 tys. osób. Lata 1944–1947 cechował powszechny opór wobec wprowadzanego reżimu. Później, w wyniku represji, uznania Polski Ludowej na arenie międzynarodowej i osamotnienia powstańców, opór stopniowo tracił na sile, jednak trwał jeszcze wiele lat. Ostatni ukrywający się partyzant Józef Franczak ps. „Lalek” zginął w walce w 1963 roku. Oprócz tych, którzy świadomie podjęli walkę z systemem komunistycznym, represje czekały także tych, którzy po wojnie próbowali normalnie żyć. Przyczyną ich „wyklęcia” była działalność patriotyczna i konspiracyjna przeszłość z czasów wojny. Przykładem jest por. Jan Rodowicz ps. „Anoda”, skatowany w siedzibie Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego na ul. Koszykowej, czy gen. August Emil Fieldorf ps. „Nil”, skazany na śmierć i powieszony w więzieniu na ul. Rakowieckiej. Nie można powiedzieć, że powstanie antykomunistyczne nie miało sensu. Opór Żołnierzy Wyklętych zwanych też Niezłomnymi praktycznie uniemożliwił kolektywizację wsi na terenach centralnej i wschodniej Polski. Władza ludowa przez lata nie mogła wprowadzać w całości swojego planu sowietyzacji Polaków, co w konsekwencji było jednym z czynników upadku komunizmu w naszym kraju.

Przez lata PRL-u Żołnierze Wyklęci byli skazani na zapomnienie. Dopiero teraz przywraca się im należne miejsce w narodowej świadomości. W uzasadnieniu ustawy czytamy: „Ustanowienie Narodowego Dnia Pamięci <<Żołnierzy Wyklętych>> jest wyrazem hołdu dla żołnierzy drugiej konspiracji za świadectwo męstwa, niezłomnej postawy patriotycznej i przywiązania do tradycji patriotycznych, za krew przelaną w obronie Ojczyzny (…). Narodowy Dzień pamięci <<Żołnierzy Wyklętych>> to także wyraz hołdu licznym społecznościom lokalnym, których patriotyzm i stała gotowość ofiar na rzecz idei niepodległościowej pozwoliły na kontynuację oporu na długie lata”. Andrzej Kostrzewski (członek wywiadu AK, który po wojnie walczył w zrzeszeniu Wolność i Niezawisłość)  o święcie 1 marca mówi: „Dobrze, że się o tym mówi, że się przypomina. Bo jeżeli tego nie będzie, to nikt nie będzie wiedział co to znaczy AK”. Z kolei Zdzisław Bednarczyk, ps. „Mrówka” (żołnierz Armii Krajowej, uczestnik akcji ”Burza”, żołnierz lubelskiego Okręgu WiN w zgrupowaniu ”Zapory”) dopowiada: „Dobrze, że ci ludzie przetrwali do dzisiejszych czasów i że mogą coś powiedzieć konkretnego, jak to wszystko wyglądało. Tych ludzi trzeba cenić. Kogo, jak nie ich?”.

Co roku przy okazji święta wybucha jednak debata, gdyż niektóre środowiska sprzeciwiają się gloryfikacji żołnierzy antykomunistycznego podziemia. Przytaczane są m.in. sytuacje rozstrzelania cywilów przez niektóre oddziały partyzanckie. Obrońcy wskazują na okoliczności tych zdarzeń, pokazując powiązania danych osób z władzą ludową oraz realia wojenne, w jakich ludzie wówczas się znajdowali. Przeciwnicy uważają je za pospolite zbrodnie, często podyktowane poglądami rasistowskimi (rozstrzeliwani za współpracę z komunistycznym okupantem, często za zbrodnie popełniane na ludności, byli także Żydzi, Ukraińcy bądź Białorusini). Trzeba pamiętać, że częścią powstania antykomunistycznego po 1944 roku była obrona ludności przed okrucieństwem i grabieżami komunistów. Oddziały partyzanckie były namiastką niepodległego państwa polskiego na terenach zajętych przez komunistów. Często oskarżenia swoją formą przypominają stalinowską propagandę.

Zarzutami sami weterani się nie przejmują. Wacław Szacoń ps. Czarny (porucznik WP, członek Narodowej Organizacji Wojskowej i Armii Krajowej, po wojnie żołnierz Zdzisława Brońskiego „Uskoka”) mówi: „Jak byliśmy w więzieniu to nas cały czas bandytami nazywali. Do dzisiaj, jak się spotykamy, to wołamy do siebie: <<Cześć bandyto!>>. Do tego my już po prostu przywykliśmy. […] Wiadomo jacy z nas byli bandyci”. Stanisław Gajewski ps. “Staś” (żołnierz Kedywu, łącznik Zgrupowania Hieronima Dekutowskiego “Zapory”) z kolei stwierdził: „Wyklęci zostaliśmy przez UB. Przecież nas naród nigdy nie wyklął”. Zdzisław Bednarczyk o zarzutach: „W ogóle pod uwagę ich nie biorę, bo wiem jak było. Co mnie tam, że ktoś jeszcze wcisnąć chce jakąś chorobę w nas? To do nas nie docierało. Było wiadomo że to jest bujda”.

W ostatnich latach zrobiono wiele, żeby w godny sposób upamiętnić i uhonorować żołnierzy podziemia antykomunistycznego. Są jeszcze wśród nas bohaterowie tamtych wydarzeń, chociaż czasów dzisiejszych dożyli nieliczni. Niedługo na poznanie ich świadectw będzie już za późno, dlatego naszym obowiązkiem jest robić co w naszej mocy, aby kontynuować proces przywracania im należytej pamięci i czci. Jednak wszystkich ofiar systemu komunistycznego wciąż nie udało się zidentyfikować lub odnaleźć. Są jeszcze bohaterowie, którzy leżą w bezimiennych mogiłach rozsianych po całej Polsce a ich los do dzisiaj nie jest znany nawet ich rodzinom. Zdaniem Andrzeja Kostrzewskiego: „Na pewno dużo jest jeszcze do zrobienia. Proszę wziąć pod uwagę, że na przykład Niemcy i nie tylko Niemcy, mają specjalne instytuty historyczne, gdzie zatrudniają bardzo dużo naukowców. […] Oni znajdą każdego, prawie każdego, ze swoich żołnierzy, którzy polegli czy to na wschodzie, czy na zachodzie, czy w powietrzu, wszędzie. Ale to wymaga ogromnych nakładów finansowych”.

Obowiązkiem nas, Polaków współczesnych, jest odnalezienie szczątków naszych bohaterów, odtworzenie ich losów, oddanie im czci i przechowanie pamięci o nich i ich walce z ludobójczym komunizmem. Cześć i chwałą bohaterom!

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.