Żywa pamięć

Upamiętniające mieszkańców Warszawy pomordowanych przez Niemców w latach 1939–1944 jednolite płaskorzeźby z szarego piaskowca, według projektu artysty rzeźbiarza Karola Tchorka, są rozsiane po całej stolicy

 

Na wieść o wybuchu powstania w Warszawie Adolf Hitler rozkazał zabić każdego jej mieszkańca, nie brać żadnych jeńców, a miasto zrównać z ziemią, by w ten sposób stworzyć zastraszający przykład dla całej Europy. W stolicy rozpętało się piekło. Zamroczeni nienawiścią Niemcy dokonywali niewyobrażalnych zbrodni, mordując tysiące bezbronnych cywilów, nie oszczędzając nawet kobiet w ciąży i dzieci.

Mimo blisko 150 tys. Polaków, którzy stracili życie w czasie powstania, i niemal zrównania z ziemią ponad milionowego miasta, zbrodniczy niemiecki plan się nie powiódł. W styczniu 1945 r. do zburzonej stolicy zaczęli powracać jej mieszkańcy. Wierni poległym sąsiadom – spontanicznie, głównie drewnianymi krzyżami, oznaczali miejsca ich śmierci. Od początku lat 50. XX wieku władze upamiętniały pomordowanych jednolitymi płaskorzeźbami, wykonanymi z szarego piaskowca, według projektu artysty rzeźbiarza Karola Tchorka. Rozsiane po całej Warszawie są jednym z charakterystycznych elementów jej krajobrazu. Za każdą z nich kryją się długie szeregi na zawsze straconych polskich istnień.

Początkowo wiele z tych miejsc pamięci miało swoich opiekunów – szkoły, zakłady pracy, drużyny harcerskie. Świadczą o tym niewielkie metalowe tabliczki przytwierdzane bezpośrednio do piaskowca, choć obecnie po większości z nich pozostały jedynie otwory po mocujących śrubach. Bez systematycznej dbałości o pomniki ich jasna powierzchnia przybierała zgniłoszary odcień, a napisy zacierał czas.

Do tego roku, jedną z zapomnianych i zaniedbanych tablic Tchorka, była ta stojąca przy skrzyżowaniu ul. Wolskiej i al. Prymasa Tysiąclecia. W lipcu tego roku stan rzeczy uległ diametralnej zmianie! W krótkim czasie miejsce pamięci wypiękniało – piaskowiec został oczyszczony, napisom przywrócono dawny kolor, okolicę wysprzątano, krawężniki pomalowano na biało, pojawiły się dwa maszty z polskimi flagami i ławeczka sprzyjająca zadumie i wspomnieniu dwóch i pół tysiąca (!) straconych tu Polaków.

Pod jednym, z codziennie zapalanych zniczy, zostawiłem wizytówkę z prośbą o kontakt i możliwość przeprowadzenia wywiadu. Już kilka dni później spotkałem się z okolicznymi młodymi mieszkańcami Woli, którzy z własnej inicjatywy dbają o kilka okolicznych miejsc pamięci. Miałem możliwość doświadczenia, z jaką dbałością i estymą, wymyli pamiątkową tablicę w parku Józefa Sowińskiego, zapalili znicze i przyozdobili ją biało- czerwoną wstążką. Jak sami podkreślają, nie robią tego dla poklasku (z tego względu nie ujawniam ich tożsamości), a z szacunku i wdzięczności względem przodków. Nie korzystają przy tym z żadnego wsparcia ze strony organizacji ani miasta, a wszelkie koszty pokrywają z własnej kieszeni. Urzekające jest to, że robotnicza tradycja warszawskiej Woli samoistnie się w ten sposób kontynuuje. Polegli tu mieszkańcy byli głównie ludźmi pracy, a o ich pomniki dbają teraz m.in. cieśla, mechanik i ślusarz. Nisko się kłaniam tym zasługującym na najwyższy szacunek ludziom.

Andrzej Skwarczyński

Dziękujemy redakcji „Sieci” za zgodę na publikację artykułu Andrzeja Skwarczyńskiego.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.